Bartłomiej Pejo – poseł na Sejm
Ustawa DSA nie ma NIC wspólnego z atakami w szkołach, a próba szantażowania posłów i prezydenta tymi wydarzeniami, by przyjęli ustawę, jest po prostu ciosem poniżej pasa.
Nigdy nie zagłosujemy ZA CENZURĄ w sieci!
Ustawa DSA nie ma NIC wspólnego z atakami w szkołach, a próba szantażowania posłów i prezydenta tymi wydarzeniami, by przyjęli ustawę, jest po prostu ciosem poniżej pasa. Nigdy nie zagłosujemy ZA CENZURĄ w sieci! Ataki i zabójstwa w szkołach wymagają poważnej reakcji. Żenujące jest jednak robienie polityki na czyjejś śmierci i wykorzystywanie strachu o dzieci do forsowania ustawy, która nie rozwiązuje przyczyn przemocy. Blokowanie treści w internecie (DSA) nie zastąpi profilaktyki, pomocy psychologicznej ani skutecznego reagowania na realne zagrożenia. Ta ustawa ma wiele poważnych wad. Nawet po wykreśleniu najbardziej daleko idących rozwiązań pozostaje mechanizm, w którym urzędnik może nakazać usunięcie treści, zanim sprawę rozstrzygnie sąd. Projekt nie wyjaśnia jasno, co stanie się z obywatelem, którego legalną wypowiedź bezpodstawnie zablokowano. Nie przewiduje też wyraźnej rekompensaty za taką pomyłkę. Katalog treści objętych procedurą jest zbyt szeroki. Wątpliwości budzi między innymi objęcie nią gróźb karalnych z art. 190 Kodeksu karnego, ściganych na wniosek pokrzywdzonego, oraz fałszywych zawiadomień o zagrożeniu z art. 224a. Takie sprawy powinny być badane w normalnym postępowaniu karnym, z gwarancjami dla każdej ze stron. Nie zabezpieczono dostatecznie wolności wypowiedzi i działalności politycznej ani równego dostępu do debaty publicznej. To poważne ryzyko dla partii, posłów, senatorów, Prezydenta RP i kandydatów w czasie kampanii wyborczej. DSA nie powinno być pretekstem do tworzenia w Polsce szerszego systemu administracyjnego blokowania treści. Ochrona przed przestępstwami jest konieczna, ale musi iść w parze z prawem do sądu, proporcjonalnością i realną ochroną wolności słowa. Ta ustawa nie jest właściwą odpowiedzią na tragedie w szkołach.
— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) October 8, 2026
Ataki i zabójstwa w szkołach wymagają poważnej reakcji. Żenujące jest jednak robienie polityki na czyjejś śmierci i wykorzystywanie strachu o dzieci do forsowania ustawy, która nie rozwiązuje przyczyn przemocy. Blokowanie treści w internecie (DSA) nie zastąpi profilaktyki, pomocy psychologicznej ani skutecznego reagowania na realne zagrożenia.
Ta ustawa ma wiele poważnych wad. Nawet po wykreśleniu najbardziej daleko idących rozwiązań pozostaje mechanizm, w którym urzędnik może nakazać usunięcie treści, zanim sprawę rozstrzygnie sąd. Projekt nie wyjaśnia jasno, co stanie się z obywatelem, którego legalną wypowiedź bezpodstawnie zablokowano. Nie przewiduje też wyraźnej rekompensaty za taką pomyłkę.
Forsowanej przez UE i rząd cenzury nie zaakceptujemy. Potrzebne jest ograniczanie samowoli platform społecznościowych i w tym kierunku należy iść, zamiast opiłowywać Polakom wolność słowa. https://t.co/dCJEmJE28W
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 8, 2026
Katalog treści objętych procedurą jest zbyt szeroki. Wątpliwości budzi między innymi objęcie nią gróźb karalnych z art. 190 Kodeksu karnego, ściganych na wniosek pokrzywdzonego, oraz fałszywych zawiadomień o zagrożeniu z art. 224a. Takie sprawy powinny być badane w normalnym postępowaniu karnym, z gwarancjami dla każdej ze stron.
Nie zabezpieczono dostatecznie wolności wypowiedzi i działalności politycznej ani równego dostępu do debaty publicznej. To poważne ryzyko dla partii, posłów, senatorów, Prezydenta RP i kandydatów w czasie kampanii wyborczej.
DSA nie powinno być pretekstem do tworzenia w Polsce szerszego systemu administracyjnego blokowania treści. Ochrona przed przestępstwami jest konieczna, ale musi iść w parze z prawem do sądu, proporcjonalnością i realną ochroną wolności słowa. Ta ustawa nie jest właściwą odpowiedzią na tragedie w szkołach.

Skomentuj