Rosnące rachunki za ogrzewanie, droższe paliwo, kolejne obciążenia dla polskich rodzin, rolników i przedsiębiorców – to realne skutki unijnej polityki klimatycznej, za które zapłacimy wszyscy.
20 maja spotykamy się w Warszawie, by powiedzieć głośne NIE! Nie zgadzamy się na ideologiczne decyzje, które uderzają w Polaków, naszą gospodarkę i bezpieczeństwo energetyczne.
To czas, żeby pokazać, że Polacy chcą rozsądku, a nie klimatycznego szaleństwa narzucanego zza biurek w Brukseli.
Atom, OZE czy nawet elektrownie wodne nie gwarantują niskich cen energii, co pokazuje przykład Rumunii.
Rumunia 1/4 prądu pozyskuje z elektrowni wodnych, 1/5 z atomu i również 1/5 z PV i wiatraków, a jednocześnie ma wyższe ceny prądu zarówno na rynku SPOT jak i w odniesieniu do siły nabywczej pieniądza niż Polska stojąca wciąż na węglu.
Problemem Rumunii jest zbyt mała moc źródeł stabilnych i dość wysoki udział gazu w produkcji prądu (powyżej 20%). Brak stabilnych mocy to niska podaż w okresie braku generacji ze słońca i wiatru, a duży udział gazu to gwarancja wysokiej ceny krańcowej.
Atom, OZE czy nawet elektrownie wodne nie gwarantują niskich cen energii, co pokazuje przykład Rumunii. Rumunia 1/4 prądu pozyskuje z elektrowni wodnych, 1/5 z atomu i również 1/5 z PV i wiatraków, a jednocześnie ma wyższe ceny prądu zarówno na rynku SPOT jak i w odniesieniu do… pic.twitter.com/xc2NutYJSv
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) May 14, 2026
Rumunia w trzy lata (2021-2024) wydała 5 miliardów dolarów na system rekompensat rachunków za prąd. Po wygaśnięciu limitów cen energii elektrycznej rumuński bank centralny mocno podniósł prognozę inflacji na 8,8% na koniec 2025 roku wobec wcześniejszej prognozy 4,6%.
W podobnej, a nawet gorszej sytuacji za chwilę będzie Polska.
Wyłączając i nie budując nowych mocy węglowych wpadamy w pułapkę gazową, jako uzupełnieniem niestabilnych źródeł, których mamy mieć ponad 100 GW. Tanio zatem już było.
W 2007 rząd Hiszpanii obiecał hojne, gwarantowane subsydia dla fotowoltaiki na 25 lat. Efekt był łatwy do przewidzenia. Boom inwestycyjny był ogromny. Potem przyszedł kryzys 2008. Rachunek szybko okazał się zbyt wysoki dla państwa, rząd nie mógł tyle płacić. Po kryzysie finansowym przyszły cięcia, także wobec instalacji już działających. Część inwestorów została z kredytami, część projektów straciła rentowność, a Hiszpania do dziś mierzy się z arbitrażami i odszkodowaniami liczonymi w miliardach euro.
Skutkiem tej sytuacji są dziś instalacje widmo, które można spotkać na obszarze całego kraju.
Jest więc jak zwykle w takich sytuacjach. Najpierw jest propaganda taniej zielonej energii. Potem przychodzi korekta. A na końcu jak nie ma pieniędzy podatników, to “tania” energia ze słońca przestaje się opłacać.
W 2007 rząd Hiszpanii obiecał hojne, gwarantowane subsydia dla fotowoltaiki na 25 lat. Efekt był łatwy do przewidzenia. Boom inwestycyjny był ogromny. Potem przyszedł kryzys 2008. Rachunek szybko okazał się zbyt wysoki dla państwa, rząd nie mógł tyle płacić. Po kryzysie… pic.twitter.com/yzhBaSXd21
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) May 7, 2026
Chiny nie zastępują elektrowni węglowych wiatrowymi i słonecznymi. Chiny dokładają moce do systemu.
Dwa wykresy: pierwszy pokazuje, jak zmienia się struktura mocy zainstalowanej w elektrowniach w Chinach w zależności od źródła, a drugi w krajach UE wraz z projekcją.
Co tu widać? Chiny dobudowują nowe moce, różne: od PV, przez węgiel, po atom. Chiny przy tym mają surowce, fabryki, kopalnie i technologie potrzebne do źródeł, które instalują.
Unia Europejska zastępuje elektrownie węglowe wiatrakami i fotowoltaiką. UE nie ma surowców, fabryk ani wielu technologii potrzebnych do budowy tych źródeł. Nawet panele PV w ponad 80% importuje z Azji i USA.
Niewygodna prawda dla klimatystów.
Chiny nie zastępują elektrowni węglowych wiatrowymi i słonecznymi. Chiny dokładają moce do systemu.
Dwa wykresy: pierwszy pokazuje, jak zmienia się struktura mocy zainstalowanej w elektrowniach w Chinach w zależności od źródła, a drugi w… pic.twitter.com/M2KbMeFNPj
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) May 7, 2026
Wniosek jest taki, że Chiny opierają swój system na stabilnych źródłach bazujących na własnych surowcach i dobudowują nowe moce w oparciu o własne zasoby i technologie. Unia Europejska pozbywa się własnych stabilnych mocy, w dużej mierze opartych na własnym surowcu, na rzecz źródeł niestabilnych, budowanych w oparciu o import.
Unia Europejska nie ma i nie buduje niezależności energetycznej. Przeciwnie, UE buduje system energetyczny jeszcze bardziej oparty na obcych surowcach, technologiach i łańcuchach dostaw, a przy tym podnosi ceny energii i pozbywa się przemysłu.
Tu nie ma podobieństwa między Chinami i UE. To są zupełnie dwa różne modele transformacji energetycznej: jeden oparty na interesie państwowym i dążeniu do autarkii, drugi oparty na ideologii i grze lobbystów.
Czechy i Rumunia z najwyższą ceną prądu dla gospodarstw domowych w UE liczoną według parytetu siły nabywczej.
Czechy zamknęły już ostatnią kopalnię węgla, ponad 43% prądu w 2025 roku pochodziło z u nich atomu, razem z OZE ponad 60% produkcji bezemisyjnej, są stawiani nam za wzór dobrze prowadzanej transformacji energetycznej.
Rumunia, w 2025 roku ponad 1/5 prądu z atomu i ponad 44% z OZE, z węgla tylko 13,5% – najwyższe ceny prądu dla gospodarstw domowych w UE.
Czechy i Rumunia z najwyższą ceną prądu dla gospodarstw domowych w 🇪🇺UE liczoną według parytetu siły nabywczej.
🇨🇿Czechy zamknęły już ostatnią kopalnię węgla, ponad 43% prądu w 2025 roku pochodziło z u nich atomu, razem z OZE ponad 60% produkcji bezemisyjnej, są stawiani nam za… pic.twitter.com/al13UdUdGB
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) May 6, 2026
Jestem dziś w Toruniu na konferencji producentów urządzeń grzewczych, poświęconej polskim technologiom, przemysłowi i bezpieczeństwu energetycznemu.
To branża tworzona głównie przez polskie firmy, często rodzinne o wielopokoleniowej tradycji, budujące przez lata własne kompetencje, produkcję i kapitał. Od dłuższego czasu konsekwentnie zabiegają o racjonalne zasady modernizacji ogrzewnictwa, w tym o naprawę programu Czyste Powietrze.
Razem z @Nieznanski_M jestem dziś w Toruniu na konferencji producentów urządzeń grzewczych, poświęconej polskim technologiom, przemysłowi i bezpieczeństwu energetycznemu.
To branża tworzona głównie przez polskie firmy, często rodzinne o wielopokoleniowej tradycji, budujące przez… pic.twitter.com/AXnlqY32FP
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) May 5, 2026
Branża domaga się, aby publiczne programy wspierały produkcję urządzeń o potwierdzonych parametrach, opierały się na uczciwych regułach rynku i chroniły beneficjentów, zamiast premiować import kosztem polskiego przemysłu.
Takiej samoorganizacji, merytorycznej pracy i obrony własnych interesów potrzebujemy w wielu sektorach gospodarki.
Jacek Dukaj ze spokojem obnażył klimatystyczną histerię, dodając, jak taka propaganda źle wpływa na młodzież. Moim zdaniem warto porównać histerię klimatystów do narracji Roberta Malthusa o nieuniknionym głodzie w związku ze wzrostem liczby ludności. Od jego nazwiska pochodzi doktryna, według której liczba ludności ma naturalną tendencję do wzrostu szybciej niż zasoby potrzebne do jej utrzymania.
Z tej strony klimatyści ciosu się nie spodziewali. Jacek Dukaj ze spokojem obnażył klimatystyczną histerię, dodając, jak taka propaganda źle wpływa na młodzież. Moim zdaniem warto porównać histerię klimatystów do narracji Roberta Malthusa o nieuniknionym głodzie w związku ze… pic.twitter.com/miPYoeIo1M
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) May 1, 2026
Malthus już za swojego życia musiał łagodzić swoje stanowisko, a dziś widzimy, jak nietrafiona była to prognoza. Myślenie Malthusa było tunelowe, podobnie jak dziś myślenie klimatystów. Choć jego założenie było z pozoru poprawne, to nie brał pod uwagę tak wielu czynników, że zamiast wizji niedoboru żywności przy rosnącej populacji, w rzeczywistości mamy nadwyżki żywności przy populacji 8 razy większej niż ta z czasów Malthusa.
Tak samo dzieje się z narracją klimatystów. Już nie ma mowy tylko o globalnym ociepleniu, ale o „zmianach klimatu”. W kolejnym etapie będzie coś jeszcze innego.
Łukasz Kolada – kierownik działu analiz prawnych Konfederacji
Prezydent Piotr Kuczera opowiada nam „wodorowe bajki” o projekcie ROW 2.0, obiecując nowoczesność i „czystą parę” z rur wydechowych. Brzmi to pięknie w Brukseli, ale spójrzmy na rybnickie faktury. Jako prawnik w Konfederacji i szef okręgu 30. Ruchu Narodowego mówię sprawdzam:
❌ UTOPIA KOSZTUJE: W rybnickim przetargu cena wodoru to 56,10 zł netto za 1 kg. Przejazd 100 km autobusem wodorowym kosztuje miasto blisko 500 zł netto, podczas gdy tradycyjny diesel to koszt ok. 180 zł. To nie jest postęp – to gigantyczny „podatek od marzeń”, który zapłacicie Wy w droższych biletach i podatkach!.
❌ PUŁAPKA DOTACJI: Magistrat chwali się milionami z KPO i NFOŚiGW. Prawda jest brutalna: dotacja pokrywa tylko zakup. Eksploatacja tych „zabawek” pożre budżet Rybnika, a unijna „pętla klimatyczna” zaciśnie się na portfelach rybniczan poprzez nowe opłaty emisyjne i wyższe ceny energii.
Suwerenność vs. Utopia – Rybnik zasługuje na Realizm! 🇵🇱
🔴 Prezydent Piotr Kuczera opowiada nam „wodorowe bajki” o projekcie ROW 2.0, obiecując nowoczesność i „czystą parę” z rur wydechowych. Brzmi to pięknie w Brukseli, ale spójrzmy na rybnickie faktury. Jako prawnik w… pic.twitter.com/LpB7S9tgEa
Zamiast budować wodorowe makiety, musimy ratować serce gospodarcze naszego regionu – Elektrownię Rybnik. Mój plan to koniec z kapitulacją przed unijnym dyktatem „Fit for 55”:
1️⃣ Modernizacja „Bloki 200+”: Wykorzystajmy polską myśl techniczną (Rafako, Polimex), by uelastycznić istniejące bloki węglowe. Koszt to ułamek ceny budowy bloku gazowego, a gwarantuje pracę elektrowni do 2030 roku i dłużej!
2️⃣ Obrona miejsc pracy: Zamiast redukcji załogi do 60 osób przy obsłudze gazu, walczymy o utrzymanie ponad 440 etatów dla naszych energetyków i stabilność dla śląskich kopalń.
3️⃣ Tania energia z własnych zasobów: Suwerenność to własny węgiel pod stopami, a nie gaz z importu czy technologie od zagranicznych monopolistów.
Rybnik nie jest laboratorium dla korporacji. Rybnik to dom dumnych ludzi pracy. Czas na gospodarza, który patrzy na fakty, a nie na trendowe slajdy z Brukseli.
Z tą wypowiedzią Przmysława Czarnka jest kilka problemów.
Po pierwsze przyznaje, że za PiS prąd był drogi, a chyba nie to chciał przekazać.
Po drugie wynika z niej, że to za PiS był boom na “OZE-sroze”, co jest prawdą, bo za pomocą rządowych programów rząd wciskał Polakom dotacje na instalowanie chińskich paneli.
Z tą wypowiedzią @CzarnekP jest kilka problemów. Po pierwsze przyznaje, że za PiS prąd był drogi, a chyba nie to chciał przekazać. Po drugie wynika z niej, że to za PiS był boom na "OZE-sroze", co jest prawdą, bo za pomocą rządowych programów rząd wciskał Polakom dotacje na… pic.twitter.com/qDZO10fGlY
Teraz PiS chce walczyć z własnymi decyzjami zmieniając narrację o 180 stopni, a to brzmi całkowicie niewiarygodnie. Każda tego typu wypowiedź po prostu szkodzi PiS i jednocześnie udowadnia, że “przyszły premier” nie bardzo ma pojęcie jaki mechanizm i za co krytykuje.
Wpływ PV na system energetyczny jest oczywiście negatywny, bo prowadzi do jego destabilizacji oraz przenosi koszty na inne źródła wytwórcza, a finalnie na konsumentów.
Nie ma jednak konieczności ściągania ludziom z dachów paneli. Jeśli założymy że PV działają razem z magazynem energii w kierunku autokonsumpcji, a nie wtłaczania prądu do sieci, to instalacje te mogą być neutralne dla systemu, a dla konsumentów umiarkowanie korzystne.
Użytkownicy mogą uzyskać częściową niezależność energetyczną, co w czasie napięć geopolitycznych nie jest złym pomysłem.
Co prawda PV i magazyny to głównie import z Azji, ale kiedy nie ma to wpływu na system energetyczny, nie stanowi dla niego problemu.
Co innego wielkoskalowe farmy PV (i wiatrowe). To polskiemu systemowi energetycznemu do niczego potrzebne nie jest, a przy naszych możliwościach zaspokojenia potrzeb na energię elektryczną, jest wręcz szkodliwe. Powoduje nieoptymalne wykorzystanie elektrowni cieplnych, destabilizuje pracę systemu, zwiększa koszty jego funkcjonowania i ogranicza niezależność energetyczną kraju. Tego należałoby się pozbyć, a nie ściągać panele za dachów domów.
Za cenę jednej elektrowni jądrowej możemy postawić 20 GW mocy węglowych i zapomnieć o problemach z tzw. transformacją energetyczną.
Zakładając szybki wzrost zapotrzebowania na energię, byłby to koszt dwóch elektrowni jądrowych (ok. 400 mld zł) i budowa 40 GW mocy.
Pieniądze zostałyby w kraju napędzając naszą gospodarkę, zapewniając miejsca pracy, rozwój technologiczny, a system byłby w pełni oparty o własne zasoby i odporny na sytuację geopolityczną.
Łączny koszt zamknąłby się w 12% tych kosztów, które mamy ponieść na tzw. transformację energetyczną do 2040 roku (3500 mld zł) i znacznie poniżej 10% łącznych kosztów do 2050 roku.
Poniżej nieco danych o bloku nadkrytycznym w Kozienicach i jego możliwościach. Takie jednostki byłyby podstawą naszej energetyki zapewniając tani prąd zawsze kiedy jest potrzebny.
Za cenę jednej elektrowni jądrowej możemy postawić 20 GW mocy węglowych i zapomnieć o problemach z tzw. transformacją energetyczną. Zakładając szybki wzrost zapotrzebowania na energię, byłby to koszt dwóch elektrowni jądrowych (ok. 400 mld zł) i budowa 40 GW mocy. Pieniądze… pic.twitter.com/j39Zeg6UgU
Według Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa polskie firmy mogą nie być odpowiednio zaangażowane w budowę elektrowni jądrowej na Pomorzu i choć mają potencjał uczestniczyć w najbardziej kosztownych i złożonych etapach budowy, to mogą zostać pominięte. Wiele zależy od ostatecznego kształtu umowy wykonawczej.
Prawda jest brutalna, konsorcjum projektowo-wykonawcze Westinghouse-Bechtel, które ma budować nam pierwszą el. jądrową ma w ręku wszystkie karty. Nie ma jak narzucić takiej firmie, aby korzystała z usług polskich firm. Jedyne wyjście to zrobić polski atom samemu.
Zapłacimy, ale nie skorzystamy. Według @_PZPB polskie firmy mogą nie być odpowiednio zaangażowane w budowę elektrowni jądrowej na Pomorzu i choć mają potencjał uczestniczyć w najbardziej kosztownych i złożonych etapach budowy, to mogą zostać pominięte. Wiele zależy od… pic.twitter.com/OA5Zr2zRSS
Mamy możliwość opracowania i zbudowania floty reaktorów wysokotemperaturowych (dla niezorientowanych polecam poczytać o HTR-Pola).
Bazując na własnej technologii możemy mieć pełną kontrolę nad realizacją inwestycji, w tym nad maksymalnym zaangażowaniem polskich firm.
Na reaktor HTR-Pola, a konkretnie na jego projekt techniczny rząd nie ma jednak pieniędzy w wysokości 100-140 mln złotych, czyli równowartości niespełna jednego wiatraka, które teraz seryjnie stawiamy na Bałtyku.
Atom, przynajmniej ten III generacji będzie za chwilę technologią przestarzałą, a przejście na nowe paliwo zacznie następować zanim w Polsce ukończymy pierwszą el. jądrową. Jakie to paliwo? Możliwe, że będzie to kilka rodzajów energii: – reaktory torowe, bezpieczniejsze niż klasyczne reaktory i używające jako paliwa powszechniej dostępnego niż uran-235 toru-232 (pierwszy eksperymentalny reaktor w tej technologii już pracuje od 2024 roku w Chinach),
– geotermia petrotermalna, czyli wykorzystanie energii skał o temp. 500 i więcej stopni z głębokości 10-20 kilometrów do produkcji prądu i pary przemysłowej (udane testy wiertła plazmowego już się odbyły),
– reaktory powielające, czyli reaktory, które mogą wielokrotnie zwiększyć efektywność wykorzystania paliwa, nie tylko produkują energię, ale też tworzą nowe paliwo, dzięki czemu mogą radykalnie wydłużyć dostępność zasobów jądrowych,
– “sztuczne słońce”, czyli reaktor termojądrowy – technologia przyszłości, ale dziś wciąż pozostaje w fazie eksperymentalnej i najpewniej poczekamy jeszcze kilka dekad zanim nastąpi przełom.
Prawda. Atom, przynajmniej ten III generacji będzie za chwilę technologią przestarzałą, a przejście na nowe paliwo zacznie następować zanim w Polsce ukończymy pierwszą el. jądrową. Jakie to paliwo? Możliwe, że będzie to kilka rodzajów energii: – reaktory torowe, bezpieczniejsze… https://t.co/vs88Oix6E2
A teraz smutna konstatacja. Polska przy końcu obecnego cyklu paliwowego podejmuje ogromny wysiłek finansowy, aby zainwestować w schodzącą technologię. Zamiast skierować skromne zasoby jakimi dysponujemy na reaktory IV generacji HTR i w ten sposób zacząć rozwijać kompetencje (kadry, firmy, łańcuch dostaw, regulacje) do kolejnego skoku technologicznego, kupujemy “z półki” produkt oparty na technologii z lat 50. ubiegłego wieku.
Zamykamy sobie w ten sposób drogę do bycia w czołówce wyścigu energetycznego ponosząc jednocześnie niewspółmiernie duże koszty do efektów jakie uzyskamy.
Polska wbuduje elektrownię jądrową w technologii AP1000. Będzie to jednostka bardzo podobna do tego co powstało kilka lat temu niedaleko Augusta w stanie Georgia w USA. To jest wiedza powszechna dla osób branżowych.
Podczas krótkich kilku dni spędzonych i na południu, i w Waszyngtonie odbyliśmy prawie 10 spotkań i wizyt.
Oprócz wizytacji w elektrowni i szczegółowych rozmów z inżynierami, którzy zbudowali AP1000, spotkaliśmy się z 5 kongresmenami zarówno z Partii Republikańskiej, jak i Demokratami.
🇵🇱 Polska wbuduje elektrownię jądrową w technologii AP1000. Będzie to jednostka bardzo podobna do tego co powstało kilka lat temu niedaleko Augusta w stanie Georgia w USA. To jest wiedza powszechna dla osób branżowych.
Dyskutowaliśmy ponadto z członkami Nuclear Energy Institute oraz ważną ze względu na kwestie finansowania instytucją – US EXIM Bank.
Wniosków jest wiele – zarówno w stosunku do projektu w Choczewie, jak i ewentualnej drugiej lokalizacji.
Część wniosków zachowuję do prowadzonych rozmów w ramach dyplomacji parlamentarnej, pytania na jakie Polska powinna nadal odpowiadać umieszczam poniżej: ◾czy drugi dostawca technologii powinien być wybrany po linii ekonomiczniej, technologicznej, politycznej; ewentualnie jaki powinen być stosunek tych argumentów ◾co z polską myślą technologiczną – technologii wysokotemperaturowej – dlaczego nie pojawiał się dotychczas u decydentów z PO i PIS? ◾jak bardzo wierzyć w zapewnienia o trzymaniu się harmonogramu biorąc pod uwagę, że dotychczas żaden projekt atomowy nie został zrealizowany w zakładanym czasie – włącznie z tym AP1000 w Augusta
W rozmowach uczestniczył Prezes Polskich Elektrownii Jądrowych, który od dłuższego czasu jest głównym partnerem biznesowym z firmami Westinghouse i Bechtel.
1️⃣ Atom oraz nowoczesne elektrownie węglowe jako podstawowe źródła energii 2️⃣ Intensywny rozwój biomasy oraz paliw lokalnych 3️⃣ OZE oraz gaz jako źródła wspomagające system 4️⃣ Likwidacja opłaty za emisję metanu, opłat EPBD oraz ETS 5️⃣ Likwidacja monopoli i deregulacja rynku energii 6️⃣ Jedno Ministerstwo Energii i Surowców zamiast kilku resortów
Plan dla polskiej energetyki opiera się na 3 filarach: suwerenności energetycznej, bezpieczeństwie dostaw energii oraz racjonalnych kosztach energii dla obywateli i gospodarki i jest realny do wdrożenia!
Na zlecenie Prokuratury Europejskiej CBA sprawdza funkcjonowanie programu “Czyste Powietrze” za ostatnie 5 lat.
Kontrole trwają już w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który bezpośrednio odpowiada za wypłaty.
W tej stajni Augiasza jakim jest Ministerstwo Klimatu i Środowiska program “Czyste Powietrze” był szczególnie źle zaprojektowany i zarządzany, czego skutkiem są nie tylko rachunki grozy i miliardy złotych zmarnowanych środków, ale też dominacja zagranicznych producentów urządzeń grzewczych na polskim rynku, “wykarmionych” pieniędzmi podatników.
CBA w siedzibie Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Na zlecenie Prokuratury Europejskiej CBA sprawdza funkcjonowanie programu "Czyste Powietrze" za ostatnie 5 lat. Kontrole trwają już w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który bezpośrednio odpowiada za… pic.twitter.com/Gn1kp0nCxI
Opowiadają nam niebezpieczne bajki. Nie da się zbilansować polskiego systemu opartego w 2040 roku (KPEiK) w 65-68% na niestabilnych OZE bateryjnymi magazynami energii.
Przy bardzo wysokim udziale OZE pojawia się potrzeba magazynowania energii na czas dłuższy niż 12 h, a nawet na 1-2 tygodnie.
Opowiadają nam niebezpieczne bajki. Nie da się zbilansować polskiego systemu opartego w 2040 roku (KPEiK) w 65-68% na niestabilnych OZE bateryjnymi magazynami energii. Przy bardzo wysokim udziale OZE pojawia się potrzeba magazynowania energii na czas dłuższy niż 12 h, a nawet na… https://t.co/h5NlBjFEHN
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) April 7, 2026
Dla Polski punktem wyjścia jest to, że krajowe zużycie energii elektrycznej wynosi 160-170 TWh rocznie. Rekordowe zapotrzebowanie netto odnotowane 9 stycznia br. wyniosło 27,6 GW (29,2 GW brutto). Jednocześnie zakłada się, że w perspektywie 10 lat sama infrastruktura sieciowa ma umożliwić wyprowadzenie mocy z ok. 18 GW offshore, 19 GW onshore i 45 GW PV, co daje potencjał ok. 160 TWh rocznie z OZE. Ale…
Potencjał produkcyjny, a stabilność dostaw to dwie różne rzeczy. Widzimy to w ostatnich miesiącach i dniach. Zimą w czasie największego zapotrzebowania mieliśmy minimalną generację z OZE, a w minione święta przy niskim zapotrzebowaniu nadmierną generację z koniecznością wyłączeń. Taki system nie zapewnia równowagi i stabilnych dostaw energii, a próby stabilizowania go za pomocą bateryjnych magazynów to utopia, która źle się skończy.
Żeby pokazać skalę, wezmę jako jednostkę odniesienia magazyn bateryjny Żarnowiec: 262,2 MW i 981 MWh, koszt – 1,55 mld zł.
Jeśli chcemy jak planuje rząd, by takie magazyny przejęły rolę zabezpieczenia, to na 24 godziny bez generacji OZE przy założeniu, że trzeba pokryć średnio 68% systemu, to potrzeba ok. 312 GWh energii magazynowej i ok. 13 GW mocy zainstalowanej. To daje 318 magazynów Żarnowiec po stronie energii i 58 po stronie mocy. Kosztowo wychodzi 495 mld zł, a to tylko 24 godziny i tylko przy obecny zapotrzebowaniu na prąd, a to przecież będzie rosnąć.
Przy 3 dobach słabej generacji wychodzi 936 GWh, czyli 954 Żarnowców. Kosztowo to 1,48 bln zł. Przy 7 dobach robi się 2,18 TWh, czyli 2227 takich magazynów, a prosty koszt dochodzi do 3,46 bln zł.
To są już wartości pokazujące absurdalność obecnej transformacji energetycznej, gdzie bateryjnymi magazynami chce się zapewnić pokrycie luk pogodowych, a przecież okresy flauty mogą trwać nawet 2 tygodnie.
Nawet przy zwykłym dobowym przesunięciu nadwyżek z godzin słonecznych i wietrznych na wieczór i noc daje to 85–128 GWh dziennie. To oznacza mniej więcej 87–130 magazynów klasy Żarnowiec, a więc i tak znacznie więcej niż wynika z rządowych planów.
Budowany jest podwójny system. Utrzymujemy źródła stabilne, które gwarantują nam dostawy energii oraz niestabilne, a następnie płacimy za niewykorzystanie tych niestabilnych.
W ostatnich dniach ograniczano jednocześnie wiatr i fotowoltaikę o tysiące megawatów, bo system nie potrzebował takich ilości energii.
Budowany jest podwójny system. Utrzymujemy źródła stabilne, które gwarantują nam dostawy energii oraz niestabilne, a następnie płacimy za niewykorzystanie tych niestabilnych.
W ostatnich dniach ograniczano jednocześnie wiatr i fotowoltaikę o tysiące megawatów, bo system nie… pic.twitter.com/Fk4bbdA4tL
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) April 6, 2026
To efekt modelu “bierz i płać”, gdzie niestabilne źródła mają gwarantowane przychody niezależnie od potrzeb systemu, a koszty bilansowania przerzucane są na odbiorców.
Z kolei jeszcze niedawno podczas silnych mrozów PV i wiatraki prawie w ogóle nie generowały energii, kiedy była ona najbardziej potrzebna.
Tzw. transformacja energetyczna w Polsce polega na tym, że powstaje układ, w którym utrzymujemy dwa systemy, z czego jeden jest zupełnie niepotrzebny i tylko generuje koszty.
Skomentuj