W środę w Krakowie w ramach wsparcia dla kandydata Konfederacji na prezydenta Krakowa Bartosza Bocheńczaka obdył się grill oraz Q&A z udziałem Sławomira Mentzena.
Jest ogień🔥 https://t.co/hUZvTOn3fS
— Bartosz Bocheńczak (@BBochenczak) July 8, 2026
W środę w Krakowie w ramach wsparcia dla kandydata Konfederacji na prezydenta Krakowa Bartosza Bocheńczaka obdył się grill oraz Q&A z udziałem Sławomira Mentzena.
Jest ogień🔥 https://t.co/hUZvTOn3fS
— Bartosz Bocheńczak (@BBochenczak) July 8, 2026
Pani Agnieszka Gozdyra od kilku dni, nieustannie atakuje Sławomira Mentzena za jego wypowiedź na temat policjantek. Oczywiście, w charakterystyczny dla siebie sposób, atakuje za wszystko Konfederację.
Chciałam Pani powiedzieć, jako kobieta, która chodzi na zajęcia z samoobrony, że nigdy, przenigdy nie chciałabym musieć walczyć z napastnikiem. To nie jest ani przyjemne, ani łatwe, ani bezbolesne. Osobiście współczuję kobietom, które los rzucił do pracy w policji czy wojsku.
Pani @AGozdyra od kilku dni, nieustannie atakuje @SlawomirMentzen za jego wypowiedź na temat policjantek. Oczywiście, w charakterystyczny dla siebie sposób, atakuje za wszystko @KONFEDERACJA_ Chciałam Pani powiedzieć, jako kobieta, która chodzi na zajęcia z samoobrony, że nigdy, przenigdy nie chciałabym musieć walczyć z napastnikiem. To nie jest ani przyjemne, ani łatwe, ani bezbolesne. Osobiście współczuję kobietom, które los rzucił do pracy w policji czy wojsku. Naturalnie jesteśmy słabsze. W obecnych czasach dochodzą narkotyki, po których napastnik dostaje nadludzkiej siły i nawet pięciu chłopa nie może dać mu rady. Doszło do jakiegoś poplątania z pomieszanym i kobiety wciela się do mundurowych, a mężczyźni robią makijaż i chodzą w spódnicach. I tak, nie czuje się bezpieczniej patrząc na te panie w policji, i tak, współczuję im i życzę oby nigdy nie musiały szarpać się z jakimś naćpanym typem. Panią Gozdyrę prosiłabym aby stanęła po stronie kobiet i zdrowego rozsądku, nie zaś po stronie ideologii czy szukaniu pretekstu" jakby tu w Konfę uderzyć".
— Dorota Kaim (@DorotaChalinska) October 10, 2026
Naturalnie jesteśmy słabsze. W obecnych czasach dochodzą narkotyki, po których napastnik dostaje nadludzkiej siły i nawet pięciu chłopa nie może dać mu rady.
Doszło do jakiegoś poplątania z pomieszanym i kobiety wciela się do mundurowych, a mężczyźni robią makijaż i chodzą w spódnicach.
I tak, nie czuje się bezpieczniej patrząc na te panie w policji, i tak, współczuję im i życzę oby nigdy nie musiały szarpać się z jakimś naćpanym typem.
Panią Gozdyrę prosiłabym aby stanęła po stronie kobiet i zdrowego rozsądku, nie zaś po stronie ideologii czy szukaniu pretekstu” jakby tu w Konfę uderzyć”.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Bardzo przykre, że dostrzega Pani hejt dopiero wtedy, gdy atakowani są ludzie z Pani obozu politycznego.
Gdy prezydenta wyzywano od ćpunów i alfonsów, gdy obrażano jego żonę, a nawet wciągano w to dziecko, jakoś nie widziałem podobnego lamentu.
Bardzo przykre, że dostrzega Pani hejt dopiero wtedy, gdy atakowani są ludzie z Pani obozu politycznego. Gdy prezydenta wyzywano od ćpunów i alfonsów, gdy obrażano jego żonę, a nawet wciągano w to dziecko, jakoś nie widziałem podobnego lamentu. Dziś mamy aferę wokół człowieka premiera Tuska, Michała Kołodziejczaka ktory był firmowany jako jeden z nowych liderów waszej formacji, a także pedofilów z Kłodzka też związanych z waszą formacją. Gdzie wtedy było i gdzie jest teraz Pani oburzenie? Hejt jest zły niezależnie od tego, kogo dotyka. Jeśli jednak potępia go Pani tylko wtedy, gdy uderza w swoich, to nie jest to obrona kobiet, lecz polityczna hipokryzja.
— Krzysztof Mulawa (@krzysztofmulawa) October 10, 2026
Dziś mamy aferę wokół człowieka premiera Tuska, Michała Kołodziejczaka ktory był firmowany jako jeden z nowych liderów waszej formacji, a także pedofilów z Kłodzka też związanych z waszą formacją.
Gdzie wtedy było i gdzie jest teraz Pani oburzenie? Hejt jest zły niezależnie od tego, kogo dotyka. Jeśli jednak potępia go Pani tylko wtedy, gdy uderza w swoich, to nie jest to obrona kobiet, lecz polityczna hipokryzja.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Lubuskie jest dziś największym regionem winiarskim w Polsce. To około 170 hektarów winnic, kilkudziesięciu producentów i lokalny rynek zbudowany wokół uprawy, produkcji i sprzedaży wina. Książkowy przykład branży rolnej “od pola do stołu”, gdzie końcowy produkt powstaje na miejscu.
Dziś w ramach jesiennej #TrasaBosaka🍁 pozdrawiam z Winnicy Łukasz w Wityniu pod Świebodzinem. Na ostatnim posiedzeniu Sejmu udało się zablokować delegalizację promowania polskiego wina. Teraz czas na ułatwienia takie jak od pokoleń są w Austrii: by móc swój produkt sprzedać przy gospodarstwie bez pozwoleń, bez banderoli i bez akcyzy!
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 10, 2026
Lewica pod pretekstem walki z nadużywaniem alkoholu próbowała zniszczyć ten segment polskiej gospodarki, razem z rodzinnymi gospodarstwami, takimi jak Winnica Łukasz, w której dziś jesteśmy z Krystianem Pacholikiem, i tradycją pielęgnowaną w wielu miejscach w Polsce od pokoleń. Na ostatnim posiedzeniu Sejmu udało nam się jednak te radykalne przepisy zablokować. Nie pozwolimy na niszczenie polskiego rolnictwa.
Lubuskie jest dziś największym regionem winiarskim w Polsce. To około 170 hektarów winnic, kilkudziesięciu producentów i lokalny rynek zbudowany wokół uprawy, produkcji i sprzedaży wina. Książkowy przykład branży rolnej “od pola do stołu”, gdzie końcowy produkt powstaje na miejscu.Gospodarstwo prowadzone przez rodzinę Pietrasików, położone na terenie XIX-wiecznego folwarku. Winiarska historia tego miejsca sięga pierwszej połowy XIX wieku. Po latach przerwy winnicę odtworzono w 2009 roku, a pierwsze wino z własnych gron powstało już trzy lata później. Na 3 hektarach rośnie kilka odmian winorośli. Działa tu również pasieka licząca około 120 uli.
Winnica należy do Lubuskiego Szlaku Wina i Miodu. Lubuskie jest dziś największym regionem winiarskim w Polsce i właśnie takie rodzinne gospodarstwa tworzą podstawę tej branży.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Bezpieczeństwo narodowe trzeba traktować jako mechanizm wzajemnych powiązań. Tylko takie podejście pozwoli na stworzenie sprawnego i efektywnego systemu, który odeprze zagrożenia i zminimalizuje ryzyka.
Poseł @TudujKrzysztof: Utworzyliśmy właśnie zespół do spraw podnoszenia polskiego bezpieczeństwa narodowego. 🇵🇱 Pierwsze posiedzenie dotyczyło pracowników cywilnych policji. Tematu, który dotyczy dwudziestu pięciu tysięcy ludzi, który odgrywa kluczową rolę jako zaplecze policji. Zapraszam do śledzenia naszej pracy. Zapraszam wszystkich ludzi z branży i spoza branży do wspierania reformy polskiej policji!
— Konfederacja (@KONFEDERACJA_) October 9, 2026
Jednym z kluczowych elementów wzmacniania bezpieczeństwa narodowego jest reforma Polskiej Policji, dlatego został utworzony specjalny Zespół, który będzie nad tymi kwestiami pracował. To bardzo ważny temat, ale niejedyny, dlatego posiedzenia obejmą szerokie spektrum kwestii bezpieczeństwa.
Pierwsze posiedzenie dotyczyło pracowników cywilnych policji. Tematu, który dotyczy dwudziestu pięciu tysięcy ludzi, który odgrywa kluczową rolę jako zaplecze policji.
Zapraszam do śledzenia naszej pracy. Zapraszam wszystkich ludzi z branży i spoza branży do wspierania reformy polskiej policji!
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Komisja Europejska w ramach nowego budżetu UE na lata 2028-2034 proponuje wprowadzenie opłaty w wysokości dwóch euro za każdy kilogram niezebranych elektroodpadów (pralek, telewizorów, lodówek czy komputerów). Według szacunków ma to przynieść unijnemu budżetowi około 15 miliardów euro rocznie, z czego około 7 miliardów złotych miałaby zapłacić Polska, która produkuje blisko 40% sprzętu AGD w całej Unii.
Paradoks polega na tym, że zaproponowany przez Komisję sposób wyliczania odpadów jest niemożliwy do zrealizowania w praktyce. Bruksela chce wyliczać ilość elektrośmieci z różnicy między sprzętem wprowadzonym na rynek a zebranym. Przecież nowoczesna pralka czy lodówka nie staje się odpadem od razu po zakupie – służy w domach przez lata.
Nowe ukryte podatki z Unii coraz bliżej! Komisja Europejska w ramach nowego budżetu UE na lata 2028-2034 proponuje wprowadzenie opłaty w wysokości dwóch euro za każdy kilogram niezebranych elektroodpadów (pralek, telewizorów, lodówek czy komputerów). Według szacunków ma to przynieść unijnemu budżetowi około 15 miliardów euro rocznie, z czego około 7 miliardów złotych miałaby zapłacić Polska, która produkuje blisko 40% sprzętu AGD w całej Unii. Paradoks polega na tym, że zaproponowany przez Komisję sposób wyliczania odpadów jest niemożliwy do zrealizowania w praktyce. Bruksela chce wyliczać ilość elektrośmieci z różnicy między sprzętem wprowadzonym na rynek a zebranym. Przecież nowoczesna pralka czy lodówka nie staje się odpadem od razu po zakupie – służy w domach przez lata. Ten niesprawiedliwy mechanizm sztucznie podniesie koszty produkcji w polskich fabrykach. Polskie zakłady AGD już teraz mają problemy. Choć należą do najnowocześniejszych w Europie, zmagają się z nieuczciwą, dotowaną subsydiami konkurencją z Chin oraz wysokimi cenami energii, windowanymi przez system ETS. Bruksela zamiast chronić unijny przemysł, uderza w jednego z liderów europejskiej produkcji – Polskę. To kolejne obciążenie dla tych, którzy jeszcze w Europie produkują, zatrudniają i inwestują.
— Anna Bryłka (@annabrylka) October 8, 2026
Ten niesprawiedliwy mechanizm sztucznie podniesie koszty produkcji w polskich fabrykach. Polskie zakłady AGD już teraz mają problemy. Choć należą do najnowocześniejszych w Europie, zmagają się z nieuczciwą, dotowaną subsydiami konkurencją z Chin oraz wysokimi cenami energii, windowanymi przez system ETS.
Bruksela zamiast chronić unijny przemysł, uderza w jednego z liderów europejskiej produkcji – Polskę. To kolejne obciążenie dla tych, którzy jeszcze w Europie produkują, zatrudniają i inwestują.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
9 października 1610 roku wojska Rzeczypospolitej wkroczyły na moskiewski Kreml. Było to następstwem wielkiego zwycięstwa wojsk hetmana Stanisława Żółkiewskiego w bitwie z rosyjsko-szwedzką armią pod Kłuszynem i porozumienia z moskiewskimi bojarami, którzy zgodzili się na objęcie tronu carskiego przez królewicza Władysława Wazę.
Polska załoga pozostała na Kremlu przez ponad dwa lata. Rzeczpospolita znalazła się wtedy w położeniu, w którym jej przewaga dawała możliwość trwałego ukształtowania porządku politycznego na Wschodzie. Ostatecznie tej szansy nie wykorzystano, a garnizon skapitulował w listopadzie 1612 roku.
Dziś przypada 416 rocznica zajęcia Kremla przez wojska polskie. 9 października 1610 roku wojska Rzeczypospolitej wkroczyły na moskiewski Kreml. Było to następstwem wielkiego zwycięstwa wojsk hetmana Stanisława Żółkiewskiego w bitwie z rosyjsko-szwedzką armią pod Kłuszynem i porozumienia z moskiewskimi bojarami, którzy zgodzili się na objęcie tronu carskiego przez królewicza Władysława Wazę. Polska załoga pozostała na Kremlu przez ponad dwa lata. Rzeczpospolita znalazła się wtedy w położeniu, w którym jej przewaga dawała możliwość trwałego ukształtowania porządku politycznego na Wschodzie. Ostatecznie tej szansy nie wykorzystano, a garnizon skapitulował w listopadzie 1612 roku. Rocznica ta pokazuje, że nawet największe zwycięstwa wojskowe wymagają dalszego wysiłku, konsekwencji i umiejętności wykorzystania osiągniętej przewagi. Błyskotliwe, godne upamiętniania i celebrowania zwycięstwa w bitwach to nie wszystko. Osiągnięcie celu wymaga konsekwencji i działań na wielu polach jednocześnie. Celebrujmy znakomite, na pewno zasługujące na popularyzację, w tym ekranizację zwycięstwo pod Kłuszynem, ale też wyciągnijmy wnioski z niewykorzystanej szansy. Na grafice obraz "Hetman Żółkiewski z husarią" Wojciecha Kossaka
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 9, 2026
Rocznica ta pokazuje, że nawet największe zwycięstwa wojskowe wymagają dalszego wysiłku, konsekwencji i umiejętności wykorzystania osiągniętej przewagi. Błyskotliwe, godne upamiętniania i celebrowania zwycięstwa w bitwach to nie wszystko. Osiągnięcie celu wymaga konsekwencji i działań na wielu polach jednocześnie.
Celebrujmy znakomite, na pewno zasługujące na popularyzację, w tym ekranizację zwycięstwo pod Kłuszynem, ale też wyciągnijmy wnioski z niewykorzystanej szansy.
Na grafice obraz “Hetman Żółkiewski z husarią” Wojciecha Kossaka
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Ustawa DSA nie ma NIC wspólnego z atakami w szkołach, a próba szantażowania posłów i prezydenta tymi wydarzeniami, by przyjęli ustawę, jest po prostu ciosem poniżej pasa.
Nigdy nie zagłosujemy ZA CENZURĄ w sieci!
Ustawa DSA nie ma NIC wspólnego z atakami w szkołach, a próba szantażowania posłów i prezydenta tymi wydarzeniami, by przyjęli ustawę, jest po prostu ciosem poniżej pasa. Nigdy nie zagłosujemy ZA CENZURĄ w sieci! Ataki i zabójstwa w szkołach wymagają poważnej reakcji. Żenujące jest jednak robienie polityki na czyjejś śmierci i wykorzystywanie strachu o dzieci do forsowania ustawy, która nie rozwiązuje przyczyn przemocy. Blokowanie treści w internecie (DSA) nie zastąpi profilaktyki, pomocy psychologicznej ani skutecznego reagowania na realne zagrożenia. Ta ustawa ma wiele poważnych wad. Nawet po wykreśleniu najbardziej daleko idących rozwiązań pozostaje mechanizm, w którym urzędnik może nakazać usunięcie treści, zanim sprawę rozstrzygnie sąd. Projekt nie wyjaśnia jasno, co stanie się z obywatelem, którego legalną wypowiedź bezpodstawnie zablokowano. Nie przewiduje też wyraźnej rekompensaty za taką pomyłkę. Katalog treści objętych procedurą jest zbyt szeroki. Wątpliwości budzi między innymi objęcie nią gróźb karalnych z art. 190 Kodeksu karnego, ściganych na wniosek pokrzywdzonego, oraz fałszywych zawiadomień o zagrożeniu z art. 224a. Takie sprawy powinny być badane w normalnym postępowaniu karnym, z gwarancjami dla każdej ze stron. Nie zabezpieczono dostatecznie wolności wypowiedzi i działalności politycznej ani równego dostępu do debaty publicznej. To poważne ryzyko dla partii, posłów, senatorów, Prezydenta RP i kandydatów w czasie kampanii wyborczej. DSA nie powinno być pretekstem do tworzenia w Polsce szerszego systemu administracyjnego blokowania treści. Ochrona przed przestępstwami jest konieczna, ale musi iść w parze z prawem do sądu, proporcjonalnością i realną ochroną wolności słowa. Ta ustawa nie jest właściwą odpowiedzią na tragedie w szkołach.
— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) October 8, 2026
Ataki i zabójstwa w szkołach wymagają poważnej reakcji. Żenujące jest jednak robienie polityki na czyjejś śmierci i wykorzystywanie strachu o dzieci do forsowania ustawy, która nie rozwiązuje przyczyn przemocy. Blokowanie treści w internecie (DSA) nie zastąpi profilaktyki, pomocy psychologicznej ani skutecznego reagowania na realne zagrożenia.
Ta ustawa ma wiele poważnych wad. Nawet po wykreśleniu najbardziej daleko idących rozwiązań pozostaje mechanizm, w którym urzędnik może nakazać usunięcie treści, zanim sprawę rozstrzygnie sąd. Projekt nie wyjaśnia jasno, co stanie się z obywatelem, którego legalną wypowiedź bezpodstawnie zablokowano. Nie przewiduje też wyraźnej rekompensaty za taką pomyłkę.
Forsowanej przez UE i rząd cenzury nie zaakceptujemy. Potrzebne jest ograniczanie samowoli platform społecznościowych i w tym kierunku należy iść, zamiast opiłowywać Polakom wolność słowa. https://t.co/dCJEmJE28W
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 8, 2026
Katalog treści objętych procedurą jest zbyt szeroki. Wątpliwości budzi między innymi objęcie nią gróźb karalnych z art. 190 Kodeksu karnego, ściganych na wniosek pokrzywdzonego, oraz fałszywych zawiadomień o zagrożeniu z art. 224a. Takie sprawy powinny być badane w normalnym postępowaniu karnym, z gwarancjami dla każdej ze stron.
Nie zabezpieczono dostatecznie wolności wypowiedzi i działalności politycznej ani równego dostępu do debaty publicznej. To poważne ryzyko dla partii, posłów, senatorów, Prezydenta RP i kandydatów w czasie kampanii wyborczej.
DSA nie powinno być pretekstem do tworzenia w Polsce szerszego systemu administracyjnego blokowania treści. Ochrona przed przestępstwami jest konieczna, ale musi iść w parze z prawem do sądu, proporcjonalnością i realną ochroną wolności słowa. Ta ustawa nie jest właściwą odpowiedzią na tragedie w szkołach.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Z inicjatywy posła Krzysztofa Tuduja odbyło się posiedzenie naszego Parlamentarnego Zespołu ds. Podnoszenia Polskiego Bezpieczeństwa Narodowego. Temat to sytuacja cywilnych pracowników w Policji.
Za nami dramatyczne głosy przedstawicieli związków zawodowych pracowników Policji. Specjaliści zatrudniani za najniższą krajową i ukrywanie wakatów poprzez zastępowanie cywilnych pracowników znacznie lepiej wynagradzanymi funkcjonariuszami. W rezultacie mamy mniej ludzi na ulicach i więcej mundurowych za biurkiem, a na papierze problemy niby rozwiązane.
Na zdjęciu emerytowani funkcjonariusze @PolskaPolicja którzy po zakończeniu służby walczą o poprawę sytuacji w kraju w ramach naszej partii @RuchNarodowy. Z ciekawych informacji z wypowiedzi: obecnie sprzątaczki ze stażem pracy zarabiają lepiej niż sekretarki w Policji. Bez prawidłowo działających sekretariatów pada dowodzenie. Na Śląsku jest to ukrywane przetrzymywaniem funkcjonariuszy PRZED SZKOLENIEM na stanowiskach administracyjnych, na których ich w ogóle nie powinno być.
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 8, 2026
W pracach zespołu biorą udział emerytowani funkcjonariusze Polskiej Policji, którzy po zakończeniu służby walczą o poprawę sytuacji w kraju w ramach naszej partii Ruch Narodowy.
Z ciekawych informacji z wypowiedzi: obecnie sprzątaczki ze stażem pracy zarabiają lepiej niż sekretarki w Policji. Bez prawidłowo działających sekretariatów pada dowodzenie. Na Śląsku jest to ukrywane przetrzymywaniem funkcjonariuszy PRZED SZKOLENIEM na stanowiskach administracyjnych, na których ich w ogóle nie powinno być.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Forsowanej przez UE i rząd cenzury nie zaakceptujemy. Potrzebne jest ograniczanie samowoli platform społecznościowych i w tym kierunku należy iść, zamiast opiłowywać Polakom wolność słowa.
Forsowanej przez UE i rząd cenzury nie zaakceptujemy. Potrzebne jest ograniczanie samowoli platform społecznościowych i w tym kierunku należy iść, zamiast opiłowywać Polakom wolność słowa. https://t.co/dCJEmJE28W
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 8, 2026
Platformy społecznościowe w większości nie płacą w Polsce podatków, a jednocześnie zarabiają na tak zwanych scamach, czyli oszustwach i reklamach, co do których muszą mieć świadomość.
Wicemarszałek Sejmu, @krzysztofbosak w @Gosc_RadiaZET: Platformy społecznościowe w większości nie płacą w Polsce podatków, a jednocześnie zarabiają na tak zwanych scamach, czyli oszustwach i reklamach, co do których muszą mieć świadomość. https://t.co/Dkq8SFDTKw
— Konfederacja (@KONFEDERACJA_) October 8, 2026
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Trzech cudzoziemców zabiło kozę na zapleczu lokalu gastronomicznego w Wałbrzychu. Kozie poderżnięto gardło, a części zwierzęcia znaleziono na zapleczu. Złapani na gorącym uczynku migranci tłumaczyli, że w ich krajach „takie zachowanie jest normalne”. Po… 10 miesiącach Prokuratura wystąpiła o warunkowe umorzenie z powodu niskiej społecznej szkodliwości czynu. Idiotyczne, szkodliwe i groźne! Oczywiście, że ten czyn jest społecznie szkodliwy (i tutaj nie chodzi o kozę!), a Prokuratura wysłała właśnie sygnał do dalekich kulturowo migrantów przebywających w Polsce, że… w sumie nic się nie stało.
❌ Trzech cudzoziemców zabiło kozę na zapleczu lokalu gastronomicznego w Wałbrzychu. Kozie poderżnięto gardło, a części zwierzęcia znaleziono na zapleczu. Złapani na gorącym uczynku migranci tłumaczyli, że w ich krajach „takie zachowanie jest normalne”. Po… 10 miesiącach Prokuratura wystąpiła o warunkowe umorzenie z powodu niskiej społecznej szkodliwości czynu. Idiotyczne, szkodliwe i groźne! Oczywiście, że ten czyn jest społecznie szkodliwy (i tutaj nie chodzi o kozę!), a Prokuratura wysłała właśnie sygnał do dalekich kulturowo migrantów przebywających w Polsce, że… w sumie nic się nie stało. Różnice kulturowe mogą wyjaśniać zachowanie, ale nie mogą być immunitetem od odpowiedzialności w Polsce! W Polsce obowiązuje polskie prawo – nie prawo Bangladeszu, Indii ani żadnego innego państwa! I tutaj Państwo Polskie musi działać stanowczo – żadnego rozmywania tematu. Żadnej poprawności politycznej. Bo jeśli będziemy pobłażać tego typu zachowaniom w Polsce – należy pamiętać, że… w Pakistanie muzułmański mężczyzna może zawierać kolejne małżeństwo, w Bangladeszu można bić dziecko „wychowawczo”, w Iranie kamienowanie na śmierć za cudzołóstwo jest dozwolone, w Afganistanie chłosta i amputacja są przewidziane w stosowanym przez sądy systemie kar, a w Indonezji samo przebywanie sam na sam z osobą płci przeciwnej (z którą nie jest się w małżeństwie ani blisko spokrewnionym) może prowadzić do chłosty. Jeśli ktoś chce żyć w Polsce – albo musi nauczyć się naszej kultury i prawa, albo powinien wracać do siebie. Takie podejście powinno być nienegocjowalne! PS. A teraz zastanówmy się, co by było, gdyby to Polak zabił kota lub poderżnął gardło na zapleczu innemu zwierzęciu. Skowyt byłby słyszalny na Syberii. W przypadku migrantów… to tylko „niska społecznie szkodliwości czynu”. Idiotyzm.
— Grzegorz Płaczek (@placzekgrzegorz) October 9, 2026
Różnice kulturowe mogą wyjaśniać zachowanie, ale nie mogą być immunitetem od odpowiedzialności w Polsce! W Polsce obowiązuje polskie prawo – nie prawo Bangladeszu, Indii ani żadnego innego państwa! I tutaj Państwo Polskie musi działać stanowczo – żadnego rozmywania tematu. Żadnej poprawności politycznej. Bo jeśli będziemy pobłażać tego typu zachowaniom w Polsce – należy pamiętać, że… w Pakistanie muzułmański mężczyzna może zawierać kolejne małżeństwo, w Bangladeszu można bić dziecko „wychowawczo”, w Iranie kamienowanie na śmierć za cudzołóstwo jest dozwolone, w Afganistanie chłosta i amputacja są przewidziane w stosowanym przez sądy systemie kar, a w Indonezji samo przebywanie sam na sam z osobą płci przeciwnej (z którą nie jest się w małżeństwie ani blisko spokrewnionym) może prowadzić do chłosty.
Jeśli ktoś chce żyć w Polsce – albo musi nauczyć się naszej kultury i prawa, albo powinien wracać do siebie. Takie podejście powinno być nienegocjowalne!
PS. A teraz zastanówmy się, co by było, gdyby to Polak zabił kota lub poderżnął gardło na zapleczu innemu zwierzęciu. Skowyt byłby słyszalny na Syberii. W przypadku migrantów… to tylko „niska społecznie szkodliwości czynu”. Idiotyzm.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Baltic Power już stoi. Dla klimatystów powód do dumy. Dla osób, które choć raz trzymały kalkulator w ręku powód do zmartwień. Już sam wkład krajowy, czyli z ang. local content to zaledwie 21%. Jedynie co piąta złotówka z tej inwestycji została w naszej gospodarce, a to też umownie, bo część środków trafiła np. do duńskiej fabryki Vestas w Szczecinie produkującej gondole.
Baltic Power już stoi. Dla klimatystów powód do dumy. Dla osób, które choć raz trzymały kalkulator w ręku powód do zmartwień. Już sam wkład krajowy, czyli z ang. local content to zaledwie 21%. Jedynie co piąta złotówka z tej inwestycji została w naszej gospodarce, a to też umownie, bo część środków trafiła np. do duńskiej fabryki Vestas w Szczecinie produkującej gondole. Farma kosztowała w przybliżeniu 20 mld zł za zaledwie 1,14 GW niesterowalnej mocy. Z informacji rządowych wynika, że w okresie eksploatacji farm wiatrowych na Bałtyku dopłacimy do nich ponad 600 mld zł, a mowa tylko o wyrównaniu różnicy cen w kontrakcie CFD. Do tego z innej kieszeni zapłacimy jeszcze za bilansowanie, utrzymanie odpowiednich rezerw mocy i ograniczenia produkcji.
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) October 8, 2026
Farma kosztowała w przybliżeniu 20 mld zł za zaledwie 1,14 GW niesterowalnej mocy. Z informacji rządowych wynika, że w okresie eksploatacji farm wiatrowych na Bałtyku dopłacimy do nich ponad 600 mld zł, a mowa tylko o wyrównaniu różnicy cen w kontrakcie CFD. Do tego z innej kieszeni zapłacimy jeszcze za bilansowanie, utrzymanie odpowiednich rezerw mocy i ograniczenia produkcji.
RozwińZwiń komentarze (1)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Szanowna Pani Marszałek, Wysoka Izbo, Panie Ministrze.
Pan minister Andrzej Domański w swoim wystąpieniu podał nam nieprawdziwe dane, sfałszowane prognozy, a co najciekawsze – robił to w towarzystwie olbrzymiego słonia. Mamy w tej sali takiego ogromnego słonia, który merda ogonem, macha uszami, wachluje się uszami, trąbą macha, i udajemy, że go nie ma. Macie w ministerstwie olbrzymiego słonia, o którym wam dzisiaj opowiem.
Ale zanim – przedstawiony budżet jest pod wieloma względami rekordowy. Tradycyjnie mamy już rekordowy poziom odsetek, rekordowy poziom długu, rekordowy poziom deficytu. To wszystko jest kolejny rok z rzędu. Drugi rok z rzędu mamy deficyt na poziomie 7% PKB. Nasze dochody pokrywają zaledwie 70% wydatków. Na każde 100 zł dochodów wydajemy około 140 zł.
Odsetki doszły do 107 miliardów złotych. Rok temu było 90, parę lat temu było jeszcze 20, a planowane odsetki w roku 2030 od całego naszego zadłużenia mają dojść do 180 miliardów złotych.
Już teraz na odsetki wydajemy więcej niż łącznie na 800 plus, 13. emeryturę, 14. emeryturę oraz na babciowe. No i 300 plus. Jesteśmy w tym momencie już na piątym miejscu w całej Unii Europejskiej pod względem wysokości odsetek względem PKB. Tylko Grecja, Włochy, Węgry i Rumunia wydają na swoje zadłużenie więcej niż Polska.
Teraz dochody. Tak wysoki deficyt zaplanowany jest pomimo tego, że dochody mają wzrosnąć aż o 69 miliardów złotych, to znaczy 11% względem wykonania roku 2026. To jest bardzo dużo. Myślę, że spokojnie można założyć, że to wam się nie uda, że po raz kolejny przeszacowaliście wysokość dochodów, bo zrobiliście to już cztery razy: w 2023 o 30 miliardów, w 2024 o 60 miliardów, w 2025 – 38 miliardów, a w 2026 o 20 miliardów. Razem w 4 lata zawyżyliście nasze planowane dochody o 120 miliardów złotych. To pytanie: o ile tym razem zawyżyliście dochody? Zwłaszcza że 15 miliardów z tych dochodów to ich na razie nie ma, bo wynikają z ustaw, które nie zostały uchwalone i mam nadzieję, że nie zostaną. I to jeszcze przy planowanym spadku wzrostu PKB z 3,6 do 3%.
Teraz dlaczego te dane są nieprawdziwe. No wiadomo, że dlatego, że mamy dług ukryty, zapoczątkowany w takiej skali przez Mateusza Morawieckiego i rozwinięty przez Andrzeja Domańskiego oraz Donalda Tuska. W tym roku mamy ukryte rekordowe 589 miliardów – to jest wzrost o 80 miliardów względem 2026. Przez lata krytykowaliście PiS o brak transparentności, ukrywanie pieniędzy w funduszach pozabudżetowych, i teraz sami robicie to samo. Co więcej, zapowiedzieliście, że będziecie to robić jeszcze bardziej – że ukryty dług do 2030 roku ma wzrosnąć o 1 bilion złotych.
Sfałszowane prognozy. Co roku Ministerstwo Finansów przedstawia strategię zarządzania długiem publicznym, prognozę zadłużenia na kolejne 4 lata. Licząc od 2023 do 2026 roku, zrobiliście to już 16 razy. Każda jedna była zaniżona. Nie da się 16 razy pomylić tylko w jedną stronę. Za każdym razem, 16 na 16 razy, ministerstwo zaniża prognozę długu publicznego, która gdy się już realizuje, jest wyższa albo jest zastępowana jeszcze wyższą prognozą w roku kolejnym. Systemowo fałszujecie prognozy długu publicznego. Jaką my mamy mieć pewność, że te prognozy, które nam pokazujecie – że zmieścimy się poniżej 60% PKB względem konstytucji – się spełnią, jak do tej pory 16 na 16 się nie udało? W prognozach na rok 2027 w 2024 mieliśmy prognozę, że będziemy mieli 61% prawdziwego zadłużenia, a teraz prognozujecie 69. W 2 lata zwiększyliście prognozę o 8 punktów procentowych. To jak teraz prognozujecie 59 na 2030, to ja nie wiem, czy to będzie 59 czy 67, bo to jest skala waszych pomyłek. Na rok 2028 prognozowaliście w 2024 – 61, a teraz 73. 12% różnicy niedoszacowania planowanego długu.
Jaka jest przyczyna tego kosmicznie rosnącego zadłużenia, tych olbrzymich deficytów? Oczywiście nie taka, że trzeba podnieść podatki, że mamy za niskie podatki. Wysokość podatków względem PKB jest najwyższa w tym momencie od czasu wychodzenia z komunizmu, od połowy lat 90. Mamy rekordowe dochody podatkowe. Jeszcze nikt nie łupił Polaków podatkami tak jak wy w tym roku. Od 2015 roku dochody państwa wzrosły o 4,7% PKB. To jest naprawdę bardzo dużo. No tylko niestety wydatki wzrosły o 9,4. W tym momencie mamy jedne z najwyższych wydatków w całej Unii Europejskiej. Jesteśmy – zależy jak liczyć – na piątym, szóstym miejscu. Tylko Finlandia, Francja, Austria, Belgia wydaje więcej niż my. Wydajemy w tym momencie mniej więcej tyle co Włochy. Już teraz wydajemy więcej niż Niemcy, Holandia, Dania, Szwecja czy Norwegia. Te państwa dobrobytu, państwa bezpieczeństwa socjalnego wydają mniej niż my, są bardziej oszczędne niż teraz Polska.
Mówicie, że to przez to, że mamy wydatki zbrojeniowe. Wiadomo, że jest to nieprawda. Od momentu wybuchu wojny na Ukrainie nasze wydatki mocno wzrosły i we wzroście wydatków tylko 22% to są wydatki wojskowe. Cała reszta to socjal, koszty administracji publicznej. 22% wydatków na wojsko we wzroście wydatków od momentu wybuchu wojny.
I teraz przyszłość. Obecna sytuacja jest oczywiście tragiczna. Prognozowana przez Ministerstwo Finansów przyszłość jest jeszcze gorsza, a ta prawdziwa będzie gorsza oczywiście niż prognozowana. Mamy starzejące się społeczeństwo, będą rosły wydatki na emerytury, będą rosły wydatki przez to na ochronę zdrowia, mamy rosnące ryzyko eskalacji tej wojny hybrydowej z Rosją, mamy ryzyko wzrostu stóp procentowych, spadku złotówki, spadku jakiejś koniunktury. Przecież jakiś kryzys może wejść – nie jest zawsze tak, że mamy całe lata bez żadnych recesji, zewnętrznych szoków. Wydarzyć się może wiele złego, ale my już teraz, przy wzroście PKB o 3%, zakładamy deficyt na poziomie 7%. To co się wydarzy, jak którekolwiek z tych ryzyk się zrealizuje? Jak zdarzy się cokolwiek złego – nie wiem, stopy procentowe pójdą do góry, kryzys do nas przyjdzie z Zachodu… Jest mnóstwo niebezpieczeństw, a wy zakładacie, że będzie świetnie, różowo, fantastycznie, nic złego się na pewno nie wydarzy. I w sytuacji, kiedy jeszcze nie jest tak źle jak teraz, już teraz mamy 7% PKB. Natomiast jest zupełnie oczywiste, że nawet jeżeli te ryzyka się nie zrealizują, to za parę lat dojdzie do katastrofy.
Ale gorsze jest to, że nawet jak się nic złego nie wydarzy i nawet jak te wasze sfałszowane prognozy się zrealizują, to i tak dojdzie do katastrofy – i to najpóźniej w roku 2030. I to jest ten słoń, o którym wam nie mówi Andrzej Domański. Zebrałem oficjalne prognozy ZUS-u, NFZ-u, Ministerstwa Finansów na rok 2030. Zobaczmy przyszłość oczami analityków Donalda Tuska i Andrzeja Domańskiego. Jak będzie wyglądała Polska w roku 2030?
ZUS prognozuje oczywiście starzenie się społeczeństwa i konieczność wzrostu dopłaty do naszych emerytur. I ta luka emerytalna, którą trzeba będzie dopłacić, wzrośnie z 2,25 do 2,72, czyli o 90 miliardów złotych, czyli pół procenta PKB, licząc na rok 2030. Zakładając, że żadne ustawy się nie zmienią, nasze wydatki – tylko dopłaty do emerytur – wzrosną o pół procenta PKB. Wzrosną też nakłady na ochronę zdrowia – zgodnie z obecnym prawem wyjdzie nam 0,4% PKB więcej w roku 2030. No i odsetki od długu publicznego – również zgodnie z waszymi prognozami – 0,8% PKB. Czyli jeżeli nic złego się nie wydarzy, żadna nowa ustawa nie zostanie uchwalona, zmieniona, wszystko będzie tak jak teraz, to w naturalny sposób nasze wydatki rosną o 1,6% PKB.
I teraz co dalej? Mamy prognozę Ministerstwa Finansów. Ten dokument – gdybym był w sądzie, zapytałbym: „Panie ministrze, czy poznaje pan ten dokument? Czy to wyszło z waszego ministerstwa?”. Bo opublikowaliście to na swoich stronach: Strategia zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2027–2030. I co tam jest? Jak ta prognoza wygląda? Otóż prognozują, że nasze PKB na 2030 to będzie 5,1 biliona złotych. Mamy tam jakąś inflację, no i mamy planowane deficyty: 7,3 teraz, 7,1, 7,1 w 2028 – i wtedy dzieje się magia. Czary-mary, hokus-pokus i nagle deficyt w 2029 spada do 5,3, a w 2030 do 4,2. To jest w oficjalnej prognozie, że tak będzie cięty deficyt.
I co to oznacza? Skoro w sposób naturalny nasz deficyt rośnie o 1,6, a wy go nagle zbijacie w 2 lata o 2,6%, to oznacza, że minister finansów – to jest ten słoń, o którym mówiłem na początku – oficjalnie poinformował nas, że zamierza ściąć nasze wydatki o 210 miliardów złotych w 2 lata. To jest program Koalicji Obywatelskiej na wybory w 2027 roku: „Zetniemy wydatki o 210 miliardów złotych”. To oni prognozują, że to zrobią, że w ten sposób obniżą deficyt. To jest w strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych, którą pan poseł Cichoń nazywał bezpiecznym zarządzaniem długiem publicznym. Bezpieczne zarządzanie długiem publicznym to cięcie o 200 miliardów w latach 2029–2030. Dla porównania: całe 300 plus, 13., 14. emerytura, babciowe, a nawet wydatki na szkolnictwo wyższe i naukę to jest tylko 145 miliardów. To gdzie jeszcze 70? O takiej skali redukcji mówimy.
To jest ta katastrofa, o której mówię od lat. Ona wreszcie się pokazała w waszych dokumentach. Mówicie, że tak – zetniemy wydatki o 200 miliardów złotych. Dlaczego pan minister o tym tu nie powiedział, że jest wielka góra lodowa, na którą płyniemy? On już ją widzi. Minister finansów pokazał wam wielką górę w tym dokumencie, palcem ją pokazał, powiedział: „Cała naprzód, płyniemy na tę górę!”. A wy się cieszycie, klaszczecie, fajnie będzie, fantastyczna góra lodowa, uderzymy w nią z prawdziwą przyjemnością. 210 miliardów złotych cięć na lata 2029–2030 zaplanowane przez Andrzeja Domańskiego, ministra finansów.
Już teraz trzeba ciąć wydatki, żeby ominąć tę górę lodową. Już teraz trzeba zmieniać kurs. Już teraz trzeba robić cięcia. Już teraz trzeba wreszcie zacząć mówić o oszczędnościach, bo tu wszyscy wychodzicie, mówicie: „Podniesiemy podatki, zwiększymy socjal, rozdamy jeszcze więcej pieniędzy”. Taka orkiestra gra na Titanicu. Płyniemy na górę lodową, wy się cieszycie i klaszczecie. Fantastyczna góra lodowa pokazana przez Andrzeja Domańskiego.
RozwińZwiń komentarze (3)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Zatrzymania byłych menedżerów Orlenu pokazują po raz kolejny, jak politycy traktują państwowe spółki. PiS ręcznie sterował Orlenem, podobnie jak wcześniej i później inne rządy wykorzystywały spółki Skarbu Państwa do realizacji własnych interesów politycznych.
Sztuczne obniżanie cen paliw przed wyborami odbywało się kosztem akcjonariuszy. Jeżeli decyzje biznesowe podejmowane są po to, żeby pomóc partii w kampanii, a nie spółce, to mamy do czynienia z działaniem na jej szkodę. Tak państwo nie powinno być zarządzane.
Zatrzymania byłych menedżerów Orlenu pokazują po raz kolejny, jak politycy traktują państwowe spółki. PiS ręcznie sterował Orlenem, podobnie jak wcześniej i później inne rządy wykorzystywały spółki Skarbu Państwa do realizacji własnych interesów politycznych. Sztuczne obniżanie cen paliw przed wyborami odbywało się kosztem akcjonariuszy. Jeżeli decyzje biznesowe podejmowane są po to, żeby pomóc partii w kampanii, a nie spółce, to mamy do czynienia z działaniem na jej szkodę. Tak państwo nie powinno być zarządzane. Politycy PiS i PO mają w tej sprawie więcej wspólnego, niż chcieliby przyznać. Gdy tylko dochodzą do władzy, państwowe instytucje i spółki zaczynają traktować jak własny polityczny folwark. Potrzebujemy państwa, w którym spółki Skarbu Państwa służą gospodarce, a nie kolejnym ekipom rządzącym.
— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) October 7, 2026
Politycy PiS i PO mają w tej sprawie więcej wspólnego, niż chcieliby przyznać. Gdy tylko dochodzą do władzy, państwowe instytucje i spółki zaczynają traktować jak własny polityczny folwark. Potrzebujemy państwa, w którym spółki Skarbu Państwa służą gospodarce, a nie kolejnym ekipom rządzącym.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Sejm zaraz zajmie się rządowym projektem ustawy budżetowej z wywalonym w kosmos rekordowym deficytem 282 MILIARDY złotych, a odpowiedzialny za tę katastrofę minister finansów Andrzej Domański lata po Krakowie z ulotkami dla beznadziejnej kandydatki Tuska.
Jesteśmy liderami UE pod względem deficytu budżetowego, jesteśmy wśród państw UE z najszybszym wzrostem długu publicznego w relacji do PKB, a unijny próg ostrożnościowy 60% już przebiliśmy. Nawet Komisja Europejska koleżanki Tuska, Ursuli von der Leyen, alarmuje raportami, że musimy się opamiętać i zejść z tej drogi, bo skończy się to greckim dramatem.
My po prostu toniemy w długach!
Co to jest za cyrk⁉️ Sejm zaraz zajmie się rządowym projektem ustawy budżetowej z wywalonym w kosmos rekordowym deficytem 282 MILIARDY złotych, a odpowiedzialny za tę katastrofę minister finansów Andrzej Domański lata po Krakowie z ulotkami dla beznadziejnej kandydatki Tuska. Jesteśmy liderami UE pod względem deficytu budżetowego, jesteśmy wśród państw UE z najszybszym wzrostem długu publicznego w relacji do PKB, a unijny próg ostrożnościowy 60% już przebiliśmy. Nawet Komisja Europejska koleżanki Tuska, Ursuli von der Leyen, alarmuje raportami, że musimy się opamiętać i zejść z tej drogi, bo skończy się to greckim dramatem. My po prostu toniemy w długach! Człowiek, który za to odpowiada, nie zdążył zadbać o finanse państwa, ale za to zdążył w godzinach pracy zasuwać po krakowskich przystankach z ulotkami jak chłopiec na posyłki. Trzymajcie mnie. Mają rekordowe w historii Polski zadłużenie, ale nie mają za grosz wstydu.
— Ewa Zajączkowska-Hernik (@EwaZajaczkowska) October 7, 2026
Człowiek, który za to odpowiada, nie zdążył zadbać o finanse państwa, ale za to zdążył w godzinach pracy zasuwać po krakowskich przystankach z ulotkami jak chłopiec na posyłki. Trzymajcie mnie.
Mają rekordowe w historii Polski zadłużenie, ale nie mają za grosz wstydu.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Dobrze, że wreszcie ktoś pochyla się nad naszą propozycją resetu konstytucyjnego. Niemniej żeby coś z tego było musimy poruszać się na gruncie twardego realizmu politycznego.
Propozycja ukształtowania większości konstytucyjnej dla przyjęcia poprawek do Konstytucji i jednocześnie pozostawienia TK w obecnym stanie rozkładu na nie wiadomo jak długo jest niedorzeczna. Nie da się zbudować większości konstytucyjnej dla reformy, której skutków nikt nie zna i przesuwa odpowiedzialność w czasie!
W mojej ocenie wraz z przyjęciem nowego sposobu działania TK musi zostać uzgodniony imiennie jego nowy skład. Inaczej nie będzie ani zaufania, ani kompromisu, ani żadnej zmiany.
Reszta szczegółów jest do dyskusji. Niemniej jeśli naprawdę chcemy zbudować większość konstytucyjną i posprzątać ten bałagan to musimy unikać rozwiązań rewolucyjnych, przesadnie skomplikowanych czy wręcz dziwacznych. Raczej upraszczać i zamykać luki interpretacyjne w przepisach Konstytucji.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Żurek chce procesów pokazowych w sowieckim stylu a prokuratorzy nie chcą w tym brać udziału.
Jeden za drugim odmawiają bycia jego sekretarzem. W końcu zgadza się ktoś w stanie spoczynku i to z rezygnacją.
Żurek chce procesów pokazowych w sowieckim stylu a prokuratorzy nie chcą w tym brać udziału. Jeden za drugim odmawiają bycia jego sekretarzem. W końcu zgadza się ktoś w stanie spoczynku i to z rezygnacją. Doprowadził urząd ministra i prokuratora generalnego do kompletnego upadku powagi. Oligarchiczne żądze kontrolowania niezależnej trzeciej władzy to już nawet nie afera. To jawny rozkład demokracji, o której ten sam człowiek co chwilę wygłasza frazesy.
— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) October 8, 2026
Doprowadził urząd ministra i prokuratora generalnego do kompletnego upadku powagi.
Oligarchiczne żądze kontrolowania niezależnej trzeciej władzy to już nawet nie afera. To jawny rozkład demokracji, o której ten sam człowiek co chwilę wygłasza frazesy.
RozwińZwiń komentarze (1)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Parlament Europejski zatwierdził dziś w Strasburgu nowelizację przepisów dotyczących eurowiniety. Przepisy wzmacniają zasadę „zanieczyszczający płaci” i precyzują zasady naliczania opłat drogowych zależnych od emisji CO2.
Dla polskiego sektora TSL, posiadającego największą flotę ciężarową w całej Unii, to ważna zmiana, która oznacza, że emisja CO2 będzie miała coraz większe znaczenie dla kosztów prowadzenia działalności i rentowności transportu. System jest szczególnie istotny dla tradycyjnych pojazdów z silnikami Diesla, które nadal dominują na rynku – w pierwszej połowie 2026 r. odpowiadały za 92,1% nowych rejestracji ciężarówek w UE.
Opłaty drogowe dla ciężarówek o wysokiej emisji wzrosną! Parlament Europejski zatwierdził dziś w Strasburgu nowelizację przepisów dotyczących eurowiniety. Przepisy wzmacniają zasadę „zanieczyszczający płaci” i precyzują zasady naliczania opłat drogowych zależnych od emisji CO2. Dla polskiego sektora TSL, posiadającego największą flotę ciężarową w całej Unii, to ważna zmiana, która oznacza, że emisja CO2 będzie miała coraz większe znaczenie dla kosztów prowadzenia działalności i rentowności transportu. System jest szczególnie istotny dla tradycyjnych pojazdów z silnikami Diesla, które nadal dominują na rynku – w pierwszej połowie 2026 r. odpowiadały za 92,1% nowych rejestracji ciężarówek w UE. Najbardziej newralgiczna kwestia – przyczepy i naczepy – została odroczona do 30 czerwca 2029 roku. Komisja Europejska ma do tego czasu ocenić możliwości oraz bariery techniczne związane z uwzględnieniem efektywności przyczep i naczep w systemie opłat drogowych. Dopiero po tej ocenie może przedstawić nową propozycję legislacyjną. Nowe zasady naruszają jednak zasadę neutralności technologicznej, sztucznie faworyzując napęd elektryczny kosztem hybryd i innych niskoemisyjnych technologii, przy wciąż nieukończonej infrastrukturze ładowania dla ciężkiego transportu w Europie. Dodatkowym wyzwaniem będzie ETS2 – nowe stawki doprowadzą do podwójnego opodatkowania tradycyjnych pojazdów ciężarowych. Dla polskiego transportu oznacza to, że parametry CO2 będą coraz mocniej wpływać na ekonomię transportu drogowego. Unijne regulacje powinny uwzględniać realia branży i chronić konkurencyjność polskich przewoźników, a nie tworzyć dodatkowe bariery.
— Anna Bryłka (@annabrylka) October 7, 2026
Najbardziej newralgiczna kwestia – przyczepy i naczepy – została odroczona do 30 czerwca 2029 roku. Komisja Europejska ma do tego czasu ocenić możliwości oraz bariery techniczne związane z uwzględnieniem efektywności przyczep i naczep w systemie opłat drogowych. Dopiero po tej ocenie może przedstawić nową propozycję legislacyjną.
Nowe zasady naruszają jednak zasadę neutralności technologicznej, sztucznie faworyzując napęd elektryczny kosztem hybryd i innych niskoemisyjnych technologii, przy wciąż nieukończonej infrastrukturze ładowania dla ciężkiego transportu w Europie. Dodatkowym wyzwaniem będzie ETS2 – nowe stawki doprowadzą do podwójnego opodatkowania tradycyjnych pojazdów ciężarowych.
Dla polskiego transportu oznacza to, że parametry CO2 będą coraz mocniej wpływać na ekonomię transportu drogowego. Unijne regulacje powinny uwzględniać realia branży i chronić konkurencyjność polskich przewoźników, a nie tworzyć dodatkowe bariery.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Dobrosz-Oracz jest oczywiście obrzydliwą propagandystką, myślę o niej jak najgorzej, uważam, że szkodzi debacie publicznej i w żadnym wypadku nie powinna być brana poważnie.
Ale Konrad Berkowicz oczywiście przegiął, te słowa nigdy nie powinny paść.
Jutro mamy debatę budżetową, będziemy mówić o zbliżającej się katastrofie. To jest znacznie ważniejsze od tego, jak kto kogo obraził.
Dobrosz-Oracz jest oczywiście obrzydliwą propagandystką, myślę o niej jak najgorzej, uważam, że szkodzi debacie publicznej i w żadnym wypadku nie powinna być brana poważnie. Ale Konrad Berkowicz oczywiście przegiął, te słowa nigdy nie powinny paść. Jutro mamy debatę budżetową, będziemy mówić o zbliżającej się katastrofie. To jest znacznie ważniejsze od tego, jak kto kogo obraził.
— Sławomir Mentzen (@SlawomirMentzen) October 7, 2026
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Policja weszła do domu Augusta Hanninga, który kierował Federalną Służbą Wywiadowczą w latach 1998-2005.
Zarzuty: pozyskiwanie tajemnic państwowych, usiłowanie zdrady stanu i działalność agenturalna na rzecz obcych służb. Chodzi o około 2000 dokumentów, przekazywanych mu przez byłego pracownika BND, który pozostawał w służbie do wiosny tego roku.
Ten sam Hanning publicznie oskarżał Polskę o udział w wysadzeniu Nord Stream i o utrudnianie ścigania podejrzanego.
To nie jest odosobniona historia.
Nord Stream wciąż czeka na odbudowę. Niemcy zacierają ręce! Dziś rano policja weszła do domu Augusta Hanninga, który kierował Federalną Służbą Wywiadowczą w latach 1998-2005. Zarzuty: pozyskiwanie tajemnic państwowych, usiłowanie zdrady stanu i działalność agenturalna na rzecz obcych służb. Chodzi o około 2000 dokumentów, przekazywanych mu przez byłego pracownika BND, który pozostawał w służbie do wiosny tego roku. Ten sam Hanning publicznie oskarżał Polskę o udział w wysadzeniu Nord Stream i o utrudnianie ścigania podejrzanego. To nie jest odosobniona historia. Nord Stream 2 AG kierował przez lata Matthias Warnig, były oficer Stasi i wieloletni znajomy Władimira Putina. Natomiat po odejściu z urzędu kanclerskiego Gerhard Schröder związał się z rosyjskim sektorem energetycznym. Kilka dni temu dostał nową fuchę – radę nadzorczą rosyjskiej spółki Hyperglobus LLC. Dla za jego kadencji powstał Nord Stream 1. Dwie rury po dnie Bałtyku, omijające Polskę, nie powstały przypadkiem. Powstały, bo tak ułożyły się interesy konkretnych ludzi po obu stronach. "Financial Times" ujawnił, że Warnig pracuje nad wznowieniem gazociągu przy wsparciu amerykańskich inwestorów. "Bild" pisał o tajnych rozmowach w Szwajcarii. Amerykański finansista Stephen Lynch próbuje kupić udziały w Nord Stream 2 i naprawić rurę. Siergiej Ławrow potwierdził rozmowy Moskwy z Waszyngtonem o przywróceniu dostaw. W tym wątku zdecydowanie potrzebujemy polskiej interwencji dyplomatycznej w Waszyngtonie. Musimy zrobić wszystko, aby przekonać Amerykanów do pozostania na pozycji sprzeciwu wobec NS2. Warto na marginesie wskazać, że prorosyjskie nastawienie gospodarcze w Niemczech to absolutny mainstream. Mówi się w tym kontekście najczęściej tylko o AfD lub BSW. Ale ten pogląd cechuje także część polityków SPD, a także CDU. Premier Saksonii Michael Kretschmer z CDU apelował publicznie o rozmowy z Moskwą w sprawie wznowienia gazociągu. Thomas Bareiss z tej samej partii mówił, że Nord Stream 2 mógłby zostać odbudowany. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że Niemcy zrobią wszystko, by projekt nie stał się znów operacyjny. Problem w tym, że to najprawdopodobniej ostatnie chwile jego rządów w Niemczech i samym CDU. Odbudowa porozumienia Berlin-Moskwa to koniec polskiej przewagi konkurencyjnej. Niemiecka fabryka wraca do taniego gazu, nad którym Polska nie sprawuje kontroli. Nasz kraj zostaje z najdroższym prądem w Unii i z ETS. Terminal w Świnoujściu i Baltic Pipe tracą sens ekonomiczny. A bezpieczeństwo Europy Środkowej znów staje się przedmiotem rozmowy dwóch stolic ponad naszymi głowami.
— Piotr Zduńczyk (@P_Zdunczyk) October 6, 2026
Nord Stream 2 AG kierował przez lata Matthias Warnig, były oficer Stasi i wieloletni znajomy Władimira Putina. Natomiat po odejściu z urzędu kanclerskiego Gerhard Schröder związał się z rosyjskim sektorem energetycznym. Kilka dni temu dostał nową fuchę – radę nadzorczą rosyjskiej spółki Hyperglobus LLC. Dla za jego kadencji powstał Nord Stream 1.
Dwie rury po dnie Bałtyku, omijające Polskę, nie powstały przypadkiem. Powstały, bo tak ułożyły się interesy konkretnych ludzi po obu stronach.
“Financial Times” ujawnił, że Warnig pracuje nad wznowieniem gazociągu przy wsparciu amerykańskich inwestorów. “Bild” pisał o tajnych rozmowach w Szwajcarii. Amerykański finansista Stephen Lynch próbuje kupić udziały w Nord Stream 2 i naprawić rurę. Siergiej Ławrow potwierdził rozmowy Moskwy z Waszyngtonem o przywróceniu dostaw.
W tym wątku zdecydowanie potrzebujemy polskiej interwencji dyplomatycznej w Waszyngtonie. Musimy zrobić wszystko, aby przekonać Amerykanów do pozostania na pozycji sprzeciwu wobec NS2.
Warto na marginesie wskazać, że prorosyjskie nastawienie gospodarcze w Niemczech to absolutny mainstream. Mówi się w tym kontekście najczęściej tylko o AfD lub BSW. Ale ten pogląd cechuje także część polityków SPD, a także CDU. Premier Saksonii Michael Kretschmer z CDU apelował publicznie o rozmowy z Moskwą w sprawie wznowienia gazociągu. Thomas Bareiss z tej samej partii mówił, że Nord Stream 2 mógłby zostać odbudowany. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że Niemcy zrobią wszystko, by projekt nie stał się znów operacyjny. Problem w tym, że to najprawdopodobniej ostatnie chwile jego rządów w Niemczech i samym CDU.
Odbudowa porozumienia Berlin-Moskwa to koniec polskiej przewagi konkurencyjnej. Niemiecka fabryka wraca do taniego gazu, nad którym Polska nie sprawuje kontroli. Nasz kraj zostaje z najdroższym prądem w Unii i z ETS. Terminal w Świnoujściu i Baltic Pipe tracą sens ekonomiczny.
A bezpieczeństwo Europy Środkowej znów staje się przedmiotem rozmowy dwóch stolic ponad naszymi głowami.
RozwińZwiń komentarze (2)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Po aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie media ujawniły kolejną aferę wokół działaczy Koalicji Obywatelskiej. Lokalni radni i urzędnicy w Piasecznie traktowali publiczny system ochrony zdrowia jak prywatne zaplecze medyczne. Ruch Narodowy zabrał głos w tym temacie. Poseł Karina Bosak, Michał Nieznański, Agnieszka Jackowska i Daniel Ławecki wystąpili na konferencji prasowej w Sejmie RP naświetlając kwestie nierównego dostępu do ochrony zdrowia.
Agnieszka Jackowska, członek Rady Politycznej Ruchu Narodowego, przedstawiła wyniki kontroli NFZ w Miejskim Centrum Medycznym SPZOZ w Piasecznie i jego trzech filiach. Wynik kontroli to ocena jednoznacznie negatywna i kara finansowa 24 620 zł za stwierdzone przypadki nierównego dostępu do lekarza. Jackowska opowiadała o ścieżce dla partyjnych kolesi: „lokalne święte krowy z partii Tuska, po prostu dzwonią do sekretariatu, zostawiają wiadomość dla kierownictwa, a następnie dostają termin, często na już”.
Jackowska postulowała likwidację wszelkich nieoficjalnych „ścieżek VIP” w Piasecznie, w Szpitalu Południowym w Warszawie i w każdej innej publicznej placówce. Zaznaczyła, że w polskich przychodniach nie mogą istnieć nieoficjalne kanały przyjęć dla „kolesi”.
Michał Nieznański, przedstawiciel biura prasowego Konfederacji, zwrócił uwagę na porażającą skalę zjawiska. W samym Piasecznie to 59 radnych i urzędników, którzy byli przyjmowani przed zarejestrowanymi wcześniej pacjentami. Polityk wspomniał o rankingu, w którym polityczne VIP-y ścigały się w liczbie przeskoczonych w kolejce zwykłych pacjentów. Rekordzista przeskoczył aż 44 osoby. Kolejni – po 18 czy 13 pacjentów.
Nieznański wskazał przykłady usprawiedliwiania nielegalnych praktyk, tłumacząc się „względami medycznymi”, „kontynuacją leczenia przewlekłego”, „kończącymi się lekami” i zaznaczył, że NFZ odrzucił te tłumaczenia. Polityk dostrzegając istnienie równych i równiejszych w Piasecznie przytoczył artykuł 68 Konstytucji RP, który głosi, że państwo ma zapewniać obywatelom równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej.
Zaznaczył również, że politycy nie mogą przerzucać odpowiedzialności na mieszkańców. Kara blisko 25 tysięcy zł w ocenie Nieznańskiego powinna być wyegzekwowana od politycznych VIP-ów, którzy korzystali ze swojej uprzywilejowanej pozycji, a nie z pieniędzy przeznaczonych na leczenie obywateli. „Ochrona zdrowia to skarb narodowy, a nie prywatny folwark ludzi Donalda Tuska”- powiedział.
Poseł Karina Bosak, wybrana w okręgu podwarszawskim, nakreśliła ludzki wymiar sprawy – każdy ominięty pacjent to nie tylko liczba, a tragedia konkretnego człowieka, seniora którego stan zdrowia może ulegać pogorszeniu, rodzica, który czeka na wizyty tygodniami, czy miesiącami.
Karina Bosak odniosła się także to kwestii dziwnego zbiegu okoliczności, jakim było zniknięcie nagrań z rejestracji. NFZ nie mógł ich zweryfikować ponieważ, jak tłumaczy przychodnia, kasują się automatycznie. „Burmistrz Piaseczna zapowiada nowe procedury i nowy system komputerowy. Ale postawmy sprawę jasno: problemem nie jest technologia, problemem jest sposób traktowania pacjentów, problem tzw. kolesiostwa, uprzywilejowania, VIP-owskiej ścieżki i poczucia wyższości lokalnej władzy polityków z KO”– kontynuowała polityk.
Poseł wpisała sprawę w szerszy kryzys ochrony zdrowia: rosnącą dziurę finansową NFZ, problemy z finansowaniem świadczeń i zabiegów w szpitalach, nadużywanie władzy, horrendalne stawki dla lekarzy bez specjalizacji, za to z partyjną legitymacją.
Na koniec działacz piaseczyńskich struktur Ruchu Narodowego Daniel Ławecki, żądał wyciągnięcia pełnej odpowiedzialności nadzorczej i politycznej wobec burmistrza Daniela Putkiewicza. Podkreślał, że burmistrz, jako szef gminy oraz lider lokalnych struktur KO, odpowiada bezpośrednio za nadzór nad gminnym Miejskim Centrum Medycznym.
Żądał także natychmiastowego odwołania ze sprawowanych funkcji oraz rezygnacji z mandatów wszystkich samorządowców zamieszanych w ten skandaliczny proceder, w tym przewodniczącej Rady Miejskiej Katarzyny Wypych, przewodniczącego Rady Powiatu Krzysztofa Kasprzyckiego oraz radnego miejskiego Piotra Sędziaka, którzy według doniesień korzystali z przywilejów w przychodni. Ławecki stawiał sprawę jasno: „Osoby, które omijały zarejestrowanych wcześniej pacjentów całkowicie straciły moralne oraz społeczne prawo do reprezentowania mieszkańców i muszą ponieść natychmiastową konsekwencję polityczną!”
Ławecki apelował do innych mieszkańców Piaseczna o niezgadzanie się na stosowanie podwójnych standardów. „W Piasecznie ani żadnym innym mieście w Polsce, nie może być równych i równiejszych. Jedna kolejka. Jedne zasady” – podsumował.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Komentarze (1)