Wicemarszałek Krzysztof Bosak na Forum Idee Dla Polski zorganizowanym przez Instytut Sobieskiego.
Zacznę od odpowiedzi na pytanie, czy politycy nie mogą sformułować minimalnego katalogu celów. Teoretycznie mogą, w praktyce nie ma miejsca ani formuły, w jakiej mieliby to zrobić.
Zwróćcie państwo uwagę, że regulamin Sejmu w ogóle nie przewiduje czegoś takiego jak debata o strategii państwa. My właściwie obradujemy wyłącznie nad bieżącymi aktami prawnymi i w ogóle nie ma w regulaminie Sejmu debat o charakterze strategicznym. Jedyne co powinno trochę to przypominać, to jest debata nad programem polskiej polityki zagranicznej, ale też niestety nie ma takiego charakteru. Więc trzeba by przebudować system polityczny, żeby miejsce do takiego uzgodnienia się znalazło i żeby politycy byli do tego zmuszeni. Politycy nie zrobią niczego, do czego nie są zmuszeni regułami. Obecne reguły gry w demokracji premiują różnienie się, a nie zgodzenie się co do czegoś. Więc dokładnie tak jak zaprogramowany został ustrój, który został ustanowiony, dokładnie tak on działa. Nie możemy tu wykazywać zaskoczenia, czy jakieś, bo to po prostu jest hipokryzją.
W obecnej koalicji oportuniści są przemieszani ze zdrajcami i sprzedawczykami. Z takimi ludźmi nie da się uzgodnić jakiejkolwiek pozytywnej strategii dla państwa. Nie można z góry zakładać, że każde opóźnienie inwestycji czy doprowadzenie przedsiębiorstwa do upadku wynika wyłącznie z niekompetencji. Trzeba patrzeć na decyzje, ich skutki i to, kto na nich korzysta.
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 19, 2026
Teraz problem jest też taki, że oczywiście nie wszyscy występują do jakiejkolwiek tego rodzaju dyskusji z pozycji dobrej woli. I wydaje mi się, że o ten problem profesor Gliński zahaczył i muszę się tu zgodzić. Uważam, że w obecnej koalicji merytoryczni oportuniści są przemieszani ze zdrajcami i sprzedawczykami. I to powoduje, że nigdy do końca nie wiemy z kim rozmawiamy. Możemy rozmawiać z merytorycznym oportunistą, który nawet chce dobrze, o ile nie będzie musiał za to zapłacić jakiejś ceny. A równie dobrze możemy rozmawiać z kimś, kto obraca fajnymi hasłami, a jednocześnie ma zupełnie inne plany. Na przykład mówi, że realizuje jakiś projekt, ale w rzeczywistości celowo go opóźnia. Albo mówi, że ratuje jakąś firmę, ale właśnie doprowadzają do upadłości po to, żeby sprywatyzować grunty, albo sprzedać ją kapitałowi zagranicznemu po to, żeby później mieć z tego jakiś profit po odejściu od władzy. I ten poziom powiedziałbym zainfekowania polskiej klasy politycznej ludźmi, którzy mają podwójną agendę, jest na tyle wysoki, że on niszczy wszelkie zaufanie i domniemanie dobrej woli przy tego rodzaju dyskusjach. I uważam, że trzeba po prostu o tym problemie powiedzieć wprost. I dowodów na to, że niektóre rzeczy, słowa są inne, czyny są inne, mamy tych dowodów aż nadto.
Teraz odpowiedziawszy na pytanie pana redaktora, małe słowo odpowiedzi do tego co wcześniej powiedział pan premier Morawiecki. Nie popieram strategii izolacjonistycznej, chcę to powiedzieć wprost. Nie popieram w ogóle żadnej strategii skrajnej, bo uważam, że państwa polskiego na nią nie stać. Popieram strategię współpracy gospodarczej, politycznej, obronnej z naszymi wszystkimi partnerami. Dyskusja toczy się o tym, jakie dokładnie mają być zasady tej współpracy. Nie zdążyłem też nawet skrytykować KPO i nie miałem takiego celu, uważam, że to jest szeroki temat. KPO to tak jak inne fundusze europejskie taki trochę groch z kapustą, są tam rzeczy, które należy krytykować i są rzeczy pożyteczne. Natomiast jest to przede wszystkim tymczasowy program grantowy wygenerowany przy pomocy zadłużenia.
Ja skrytykowałem kamienie milowe. Dlaczego? Bo mają antyrozwojowy charakter i zostały uzgodnione w tajemnicy przed parlamentem, przed opinią publiczną, a więc antydemokratycznie. Nie tylko antydemokratycznie, ale także antyrozwojowo. Cztery proste przykłady. Przez te cholerne kamienie milowe weszły zakazy zabudowy, a właściwie zmuszenie samorządowców do zrobienia czegoś sprzecznego z ich misją. A więc każdy samorząd, każda gmina musi ustanowić program wstrzymania rozwoju swoich terenów, poprzez wyznaczenie matematycznie wzorem określonych terenów, na których będzie panował zakaz zabudowy. Z orwellowską perfidią nazwano to strefami wolnymi. I jest to zaprzeczenie jakiegokolwiek planowania przestrzennego prawidłowego, bo zakazem zabudowy zostaną objęte na przykład uzbrojone tereny, albo wstrzymany zostanie rozwój gospodarstw rolnych, które są dochodowe, ale nie będą mogły rozbudowywać się o nowe budynki gospodarskie. To jeden z przykładów.
Drugi, przymus na gminach, żeby kupowały wyłącznie elektryczne autobusy. To jest w interesie koncernów, które te autobusy produkują, to nie jest w interesie gmin, bo elektryczne autobusy są droższe. To nie jest także korzystne z punktu widzenia walki ze smogiem, ponieważ są argumenty na to, że elektryczne autobusy ponieważ są cięższe ze względu na akumulatory, które przewożą, emitują więcej zanieczyszczeń do smogu wynikających ze zużycia opon. Muszą też przewozić mniej ludzi.
Trzecia sprawa antyrozwojowa wynikająca z kamieni milowych, opłaty za drogi i ich podwyższanie. Dlaczego my mamy być przymuszeni tym? To nie jest polskie prawo.
Czwarta, opłaty za samochody dodatkowe. Żadna z tych rzeczy nigdy nie powinna być w sposób tajny uzgadniana z instytucjami unijnymi i nie powinno być handlu pieniądze za nietransparentne zobowiązania. To krytykuje, panie premierze. A nie samo zaciągnięcie długu, bo długów to pozaciągaliście tyle, że parę lat o tym opowiadaliśmy bez przerwy, że zaciągacie te długi bez umiaru i KPO jest po prostu elementem szerszego obrazka.
Teraz czy ja nie rozumiem, że Polska potrzebuje kapitału. Oczywiście, że to rozumiem. Mówiłem o tym w przemówieniu na temat naszego programu polityki gospodarczej w 2013 roku, wprost artykułując to jako jeden z celów, że mamy problem z deficytem kapitału. Mamy to w programie, który przyjęliśmy 10 lat temu. Więc rozumiemy to doskonale. Pytanie skąd ma być ten kapitał. I tutaj sądzę, że się zgadzamy, że nie przede wszystkim z zadłużenia zagranicznego, ponieważ zadłużenie zagraniczne ma swoje ryzyka. I to, że obecnie dofinansowania europejskie są przewalutowywane w ten sposób, że jest dokonywany de facto dodruk pieniądza w momencie przewalutowania dofinansowań europejskich, a pieniądze są parkowane na kontach w Narodowym Banku Polskim. To jest powiedziałbym, tylko okoliczność, która pozwala nieco zmniejszyć ryzyko związane z zaciąganiem zadłużenia zagranicznego. Nie możemy zrobić z tego metody uprawiania naszej polityki. Uważam, że to jest sprzeczne z długookresową strategią, którą powinno mieć państwo polskie. I co więcej, uważam, że nawet pan premier się z tym zgadza, bo jak raz powiedziałem, żeście to zadłużenie zagraniczne podnieśli, to później pan ze mną polemizował, słusznie powołując się na dane i pokazując, że udało wam się to zadłużenie zagraniczne w pewnym momencie obniżyć.
Skomentuj