Nie mówcie mi, że ludzie, którzy piszą coś takiego są normalni, że nie stanowią zagrożenia. Sprawne i sprawcze państwo chroni praworządnych obywateli przed psycholami, tym bardziej jeśli sami podają się na tacy. Niestety wszystkie zawiadomienia myśliwych kończą się umorzeniami. Stawianie praw zwierząt ponad prawami człowieka skończy się tragedią.
Będę powtarzał jak mantrę – myśliwi działają legalnie, na rzecz państwa, nasze działanie ma ramy ustawowe, a skalę naszego działania określają samorządy i Lasy Państwowe. Działamy społecznie i codziennie na rzecz przyrody, bo to co robimy to nie tylko realizacja planów łowieckich. I tak jest na całym świecie, choć w Polsce dużo bardziej restrykcyjnie, niż w pozostałych krajach.
"Gdy rozum śpi, budzą się demony".
Nie mówcie mi, że ludzie, którzy piszą coś takiego są normalni, że nie stanowią zagrożenia. Sprawne i sprawcze państwo chroni praworządnych obywateli przed psycholami, tym bardziej jeśli sami podają się na tacy. Niestety wszystkie zawiadomienia… pic.twitter.com/4KAo0PlMyh
Niekompetencja kierownictwa Ministerstwa Klimatu i Środowiska doprowadza przemysł drzewny, meblarski i leśny w Polsce do bankructwa, a mieszkańców korzystających z ogrzewania na pellet do rachunków grozy. Od kilku lat trwa ideologiczne systematyczne ograniczanie pozyskania drewna w Lasach Państwowych.
Zamierzam wyciągnąć na światło dzienne raport przygotowany na zlecenie resortu, którego współautorem jest m.in. prof. dr hab. Jarosław Socha z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Raport dotyczy kluczowych kwestii: gospodarki leśnej, skutków ograniczenia pozyskania drewna, funkcjonowania Lasów Państwowych, podaży surowca drzewnego oraz wpływu tych decyzji na cały polski przemysł drzewny, sektor biomasy i ceny pelletu.
Niekompetencja kierownictwa Ministerstwa Klimatu i Środowiska doprowadza przemysł drzewny, meblarski i leśny w Polsce do bankructwa, a mieszkańców korzystających z ogrzewania na pellet do rachunków grozy. Od… pic.twitter.com/Q6vogmeGxU
Konferencja prasowa konfederacji z udziałem posła Andrzeja Zapałowskiego i Bożydara Marzocha.
Katastrofalna polityka Ministerstwa Klimatu i Środowiska pod wodzą minister Pauliny Hennig-Kloski i wiceministra Mikołaja Dorożały
Blokowanie racjonalnej gospodarki leśnej w imię ekologicznej ideologii oraz całkowita bezczynność wobec ekspansji dzikich drapieżników to bezpośrednie uderzenie w bezpieczeństwo Polaków oraz naszą suwerenność ekonomiczną.
Polskie lasy, uznawane dotychczas za jedne z najlepiej zarządzanych w całej Europie, stoją dziś w obliczu bezprecedensowej klęski. Nie jest to jednak wynik wyłącznie sił natury, lecz świadomych zaniechań i ideologicznych decyzji urzędników obecnego rządu, sterowanych – jak wskazują fakty – przez sowicie opłacane z zagranicy organizacje pozarządowe.
Katastrofa w lasach: Susza, jemioła i destrukcyjne moratorium
Prof. Andrzej Zapałowski przedstawił dramatyczną diagnozę stanu polskich lasów, które cierpią z powodu dwóch nakładających się zjawisk: pogłębiającej się suszy hydrologicznej oraz gigantycznego ataku jemioły, będącej śmiertelnym pasożytem dla drzewostanów. Susza drastycznie obniża poziom wód gruntowych, co uniemożliwia starszym drzewom (których system korzeniowy przestaje się rozwijać po około 40. roku życia) pobieranie wody. Sytuację dobija jemioła, na której zwalczanie – jak przyznaje samo ministerstwo – nie przeznaczono żadnych realnych środków.
Jedynym ratunkiem dla polskich lasów są natychmiastowe cięcia sanitarne, mające na celu eliminację ognisk pasożyta i ratowanie zdrowych drzewostanów. Tymczasem Ministerstwo Klimatu i Środowiska, kierując się czystym dogmatyzmem, narzuciło moratorium na wycinkę obejmujące aż 20% polskich lasów i masowo tworzy kolejne rezerwaty przyrody.
Rezerwaty są tworzone na obszarach dotkniętych suszą hydrologiczną, gdzie większość drzew to starodrzew zarażony jemiołą. W ciągu najbliższych lat te drzewa po prostu obumrą. Jaki cel w prowadzeniu takiej gospodarki ma Ministerstwo Środowiska? Eksperci szacują, że w najbliższym czasie dojdzie do wyschnięcia lasów o wartości prawie 100 miliardów złotych! Poważnie zastanawiamy się, czy nie powinien zostać ogłoszony stan klęski żywiołowej w polskich lasach – alarmuje prof. Andrzej Zapałowski.
Kto naprawdę rządzi w ministerstwie? Ślad brukselskich miliardów
Prof. Zapałowski zwrócił również uwagę na skandaliczne tło lobbystyczne stojące za destrukcją polskiego leśnictwa. Komisja Europejska w ostatnich latach przeznaczyła aż 7 miliardów euro na finansowanie organizacji pozarządowych (NGOsów), których celem jest lobbowanie za ograniczeniem gospodarki leśnej pod pretekstem celów klimatycznych. Konfederacja stawia dziś publiczne pytanie: Ile osób finansowanych z tych środków pracuje obecnie bezpośrednio w Ministerstwie Klimatu i Środowiska lub doradza resortowi jako „niezależni eksperci”?
Co więcej, z informacji docierających od samorządowców wynika, że urzędnicy Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) wywierają brutalny nacisk i stosują szantaż finansowy wobec lokalnych władz, aby te wyrażały zgodę na tworzenie rezerwatów wbrew woli lokalnej społeczności i przedsiębiorców leśnych. Konsultacje społeczne stały się fikcją – dopuszcza się do nich głównie ideologiczne organizacje i posłusznych urzędników.
Skala Zagrożenia w Liczbach – Dane zebrane przez Konfederację:
◼︎ 450 – 600 – tyle osobników liczy obecnie rzeczywista populacja niedźwiedzia brunatnego w Polsce (z wyłączeniem woj. śląskiego) – dane pozyskane bezpośrednio z nadleśnictw przez prof. Zapałowskiego, podczas gdy resortowi “eksperci” twierdzą, że jest ich zaledwie sto kilkadziesiąt.
◼︎ ok. 3 000 – tyle dzików żyje na terenie samej Warszawy, regularnie terroryzując miejskie osiedla, parki i ulice.
◼︎ 65 podejść – tyle wejść niedźwiedzi pod same domostwa odnotowano w samej gminie Cisna tylko w pierwszej połowie 2025 roku. Zgodę na eliminację wydano jedynie dla 3 najbardziej agresywnych osobników, gdy inne metody zawiodły.
◼︎ 100 mld zł – to szacowane straty dla Skarbu Państwa wynikające z obumierania niepielęgnowanych i chorych lasów blokowanych przez moratorium klimatyczne.
Ludzkie życie na drugim miejscu. Plaga drapieżników w polskich miastach i wsiach
Równie przerażający obraz wyłania się z polityki resortu wobec dzikich zwierząt. Mateusz Marzoch w swoim wystąpieniu dobitnie wypunktował absurdy forsowane przez ministerstwo, które dobrostan groźnych drapieżników stawia ponad bezpieczeństwo i zdrowie obywateli, a w szczególności dzieci.
Niedźwiedzie, wilki i dziki całkowicie utraciły naturalną płochliwość i strach przed ludźmi. Zwierzęta te regularnie wkraczają na prywatne posesje, place zabaw, parki i do centrów miast. Odpowiedzią rządu Donalda Tuska na to śmiertelne zagrożenie są jednak metody całkowicie groteskowe: nadajniki GPS, specjalne śmietniki, gumowe kule czy sadzenie drzewek owocowych dla niedźwiedzi. Ministerstwo zamiast twardej reakcji prowadzi kuriozalne kampanie internetowe, pouczając Polaków, by nie używali związków frazeologicznych takich jak „wilczy apetyt”, aby nie „stygmatyzować” wilków.
Mateusz Marzoch przypomniał o dramatycznych wydarzeniach z ostatnich miesięcy, o których główne media milczą:
Czerwiec 2026, Jabłonka (Podhale): Wilk wszedł na prywatne podwórko, zbliżając się do niespełna dwuletniego dziecka, po czym porwał psa z tej samej posesji.
Czerwiec 2026, Kraków: Locha z młodymi przewróciła wózek z 13-miesięcznym dzieckiem, które z ciężkimi obrażeniami głowy trafiło do szpitala.
Tragedie na Podkarpaciu: Niedźwiedź zabił 58-letnią kobietę w miejscowości Płonna, a wcześniej ciężko ranił 27-latka w Szczawnem.
“Czy państwo polskie zamierza zareagować dopiero wtedy, kiedy dzikie zwierzę rozszarpie bezbronne, dwuletnie dziecko? To nie może tak wyglądać! Musimy wdrożyć twardą, opartą na nauce i faktach politykę eliminacji osobników niebezpiecznych, aby odbudować u nich naturalny lęk przed człowiekiem. Życie i zdrowie ludzkie muszą stać bezwzględnie na pierwszym miejscu, a nie ideologiczny dogmatizm za wszelką cenę!” > – podsumował Mateusz Marzoch.
Nasze postulaty: Bezpieczeństwo Polaków i ochrona polskiego bogactwa
Konfederacja jako jedyna siła polityczna w Sejmie stoi na straży zdrowego rozsądku i bezpieczeństwa Polaków. Domagamy się:
Natychmiastowego zniesienia szkodliwego moratorium leśnego i powrotu do profesjonalnej, opartej na nauce gospodarki leśnej, w tym przeprowadzenia cięć sanitarnych ratujących polskie drzewostany przed jemiołą i suszą.
Jawności finansowania NGOsów i audytu personalnego w Ministerstwie Klimatu i Środowiska pod kątem powiązań urzędników z zagranicznym lobby ekologicznym.
Uproszczenia procedur eliminacji niebezpiecznych drapieżników zagrażających bezpośrednio życiu ludzi w pobliżu gospodarstw domowych i na terenach zurbanizowanych.
STOP IDEOLOGII W POLSKICH LASACH! CZAS NA ZDROWY ROZSĄDEK!
W swoim życiu chodziłem trochę po Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Mam tam dużo znajomych i rodzinę u której jako dziecko spędzałem wakacje. Nigdy nie było takiego roku, żeby niedźwiedzie tak często i tak licznie schodziły w tereny zamieszkiwane przez ludzi w biały dzień. Co prawda od kilku dobrych lat zdarzają się wizyty w śmietnikach po resztki jedzenia pozostawione przez turystów, ale do niedawna raczej te wizyty odbywały się nocami lub przy widocznym braku obecności człowieka. Niestety, ale dzika zwierzyna – niedźwiedzie ale i wilki – coraz bardziej przestaje bać się człowieka.
Bywa że niedźwiedzie są widywane w biały dzień w wsiach oddalonych ok. 30 km od Rzeszowa. W zaś samych Bieszczadach, ale i na Pogórzu Dynowskim (mam informacje od mieszkańców Przysietnicy w pow. brzozowski), w tym roku niedźwiedzie jak nigdy uaktywniły się na wiosnę i bez obaw wchodzą w prywatne posesje, w rejon zwartej zabudowy, w miejsca i rejony przebywania mieszkańców i turystów. Może mieć to związek z dość ciężką zimą co mogło wpłynąć na stan fizyczny niedźwiedzi, które wygłodniałe po zimie starają się uzupełnić utracone zapasy energetyczne.
Problem dla mieszkańców Podkarpacia, ale i turystów przyjeżdżających w Bieszczady jest realny i każda kolejna ofiara drapieżnika będzie obciążać rządzących z ekipy Koalicji Obywatelskiej premiera Donalda Tuska i niedorajd z Ministerstwa Klimatu i Środowiska na czele z minister Pauliną Hennig-Kloską, klimatycznym Don Kichotem i jej Sancho Pansą Mikołajem Dorożałą.
Każda kolejna ofiara niedźwiedzi będzie też sygnałem dla turystów tak licznie do tej pory przyjeżdżających w Bieszczady w ostatnich latach. Ludzie zaczną się obawiać tego regionu z racji agresywnej dzikiej zwierzyny, a to w skutkach dla miejscowej ludności żyjącej z turystyki może być dramatem- najpierw wariaci od Kłoski i Dorożały zamknęli im lasy na pozyskiwanie drewna a z rozrośniętą populacją niedźwiedzia i wilka postanowili zrobić NIC! Może dlatego że sami tu nie mieszkają. Ciekawe jak to wszystko swoim wyborcom w Cisnej, Lutowiskach, Czarnej, Ustrzykach i dalej w stronę Sanoka i Przemyśla, wytłumaczy poseł Elżbieta Łukacijewska.
Politycznie zapłaci za to na Podkarpaciu PO i PSL i znowu poziom ich poparcia będzie tutaj szorował po dnie. I dobrze, ale szkoda że kosztem życia, zdrowia i finansów mieszkańców Podkarpacia.
Film z przed chwili z Wołkowyi, nagrany przez mojego kolegę – żadne tam AI.
W swoim życiu chodziłem trochę po Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Mam tam dużo znajomych i rodzinę u której jako dziecko spędzałem wakacje. Nigdy nie było takiego roku żeby niedźwiedzie tak często i tak licznie schodziły w tereny zamieszkiwane przez ludzi w biały dzień. Co… pic.twitter.com/KbE6Gokkmu
Projekt przewiduje również zaostrzenie sankcji karnych. Za zabijanie zwierząt i znęcanie się nad nimi kara miałaby wzrosnąć z obecnych do 3 lat pozbawienia wolności do widełek od 3 miesięcy do 5 lat. W przypadku szczególnego okrucieństwa kara miałaby wynosić od 6 miesięcy do 8 lat.
Projekt zakłada m.in. trwałą konstrukcję kojca, dostęp do światła dziennego, utwardzone podłoże, minimum 50 proc. zadaszenia oraz ażurowe ogrodzenie z co najmniej 2 stron.
W grudniu prezydent Karol Nawrocki zawetował tzw. ustawę łańcuchową, wskazując, że rozbudowane wymogi dotyczące kojców są oderwane od realiów i trudne do wyegzekwowania, zwłaszcza w gospodarstwach wiejskich. W zawetowanej wersji minimalna powierzchnia kojca miała wynosić od 10 do 20 m2 w zależności od wielkości psa.
Dzień po wecie do Sejmu trafił projekt prezydencki. Zakłada on całkowity zakaz trzymania zwierząt domowych na uwięzi, ale rezygnuje z najbardziej rozbudowanych norm metrażowych dla kojców. Wprowadza obowiązek zapewnienia odpowiedniego schronienia, w tym ocieplonej budy dostosowanej do wielkości psa. Projekt ten nie był jeszcze procedowany.
Tymczasem prawo już dziś przewiduje, że trzymanie psa na uwięzi może trwać maksymalnie 12 godzin. Łańcuch musi mieć co najmniej 3 metry długości. Pies musi mieć budę chroniącą go przed zimnej, upałem i deszczem. Wystarczy wyegzekwować te przepisy, a nie tworzyć nowe, zwłaszcza, że kojec zamiast uwięzi nie zmienia nic w życiu psa.
Konfederacja domaga się dymisji Mikołaja Dorożały z funkcji podsekretarza stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska oraz Głównego Konserwatora Przyrody.
Głos na konferencji prasowej w tej sprawie zabrali poseł Krzysztof Tuduj, poseł Andrzej Zapałowski oraz Piotr Walter.
Krzysztof Tuduj oznajmił, że „Mikołaj Dorożała musi odejść”. Przyznał, że jest on symbolem niekompetencji i błędnego funkcjonowania systemu, który dopuszcza, by osoby skrajnie niekompetentne zajmowały bardzo wysokie stanowiska w państwie.
Poseł Tuduj w imieniu Konfederacji ogłosił propozycję nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Chodzi o wprowadzenie wymogu odpowiedniego wykształcenia i trzyletniego doświadczenia branżowego wobec osób na funkcji Głównego Konserwatora Przyrody. Tuduj zwrócił uwagę na istniejący absurd polegający na tym, że od pracowników Lasów Państwowych wymaga się wykształcenia branżowego, związanego z obszarem działalności, podczas gdy Główny Konserwator Przyrody takich wymagań spełniać nie musi. Obecnie pełniący urząd Mikołaj Dorożała jest z wykształcenia politologiem niemającym nic wspólnego z tematyką ochrony przyrody. Tuduj skontrastował sytuację nieadekwatnych wymagań na funkcję Głównego Konserwatora Przyrody z sytuacją realnych wymagań wiedzy branżowej i doświadczenia stawianych osobom ubiegającym się o stanowiska Głównego Geodety Kraju czy Głównego Lekarza Weterynarii,.
Brak kompetencji obecnego Głównego Konserwatora Przyrody prowadzi do fatalnej polityki w tym zakresie. Polityk Konfederacji wymienił szkodliwą gospodarkę leśną, moratorium na wycinkę drzew, ograniczenia i zakazy nakładane na łowiectwo, nieuzasadniona, skrajna ochrona nadmiernej populacji wilka.
Poseł Andrzej Zapałowski ocenił, że Mikołaj Dorożała dokonał dewastacji departamentu leśnictwa i łowiectwa, gdzie „zlikwidował merytoryczne wydziały, wyrzucił merytorycznych pracowników, którzy przeżyli tam kilka rządów, a na to miejsce pozatrudniał ludzi z kręgów ideologicznych”.
Poseł Zapałowski wskazał, że gospodarka drzewna i leśna są prowadzone do zapaści przez obecnego Głównego Koordynatora Przyrody.
Polityk Konfederacji zaznaczył, że Mikołaj Dorożała narusza zasady służby cywilnej, bowiem w czasie konsultacji preferuje wyłącznie opinie lewicowych aktywistów, ignorując opinie ludzi z szeroko rozumianej branży leśnej. Utworzone zostało około 150 nowych rezerwatów, podczas gdy nie starcza funduszy na prowadzenie tych powstałych wcześniej. Zapałowski wymienił także przewlekłość podejmowania decyzji. Poseł podkreślił również nadmierną ochronę wilka w Polsce na tle innych państw europejskich, gdzie prowadzi się aktywne zarządzanie populacją oraz brak walki z gatunkami inwazyjnymi dokonującymi licznych szkód. Szczególnie zaznaczył, że brak kontroli populacji wilka może doprowadzić do tragedii.
Piotr Walter przypomniał wczorajszy wniosek Konfederacji o dymisję minister Pauliny Hennig-Kloski. Wyjaśnił, że oboje polityków koalicji rządowej działa skrajnie szkodliwie na polską przyrodę.
Walter przytoczył ankietę przeprowadzoną przez SGGW, wedle której aż 98% ankietowanych wymaga, żeby politycy obejmujący główne stanowiska w państwie posiadali wymagane wykształcenie i doświadczenie w zawodzie.
Konfederacja domaga się dymisji Mikołaja Dorożały oraz wprowadzenia wymagań co do wykształcenia i doświadczenia na stanowisko Głównego Konserwatora Przyrody. Ugrupowanie oczekuje właściwej ochrony przyrody.
MIchał Wawer, wiceprzewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Ministerstwo “klimatu” walczy z plastikowymi słomkami i nakłada kaucje na butelki, ale z jakichś tajemnicznych powodów nic nie robi, aby ułatwić regenerację części samochodowych w Polsce.
Skierowałem do ministrów klimatu i infrastruktury interpelację, w której pytam między innymi, jaki to ma sens, że w Polsce zakazane jest regenerowanie wielu rodzajów części samochodowych, które bez problemu można regenerować w Niemczech, Francji i innych krajach Unii Europejskiej.
Ministerstwo "klimatu" walczy z plastikowymi słomkami i nakłada kaucje na butelki, ale z jakichś tajemnicznych powodów nic nie robi, aby ułatwić regenerację części samochodowych w Polsce.
Skierowałem do ministrów klimatu i infrastruktury interpelację, w której pytam między… pic.twitter.com/2gwdMWn9mf
Prawidłowo zregenerowana część może być równie dobra jak nowa, spełniać wszystkie testy i standardy, a do tego mieć znacznie niższą cenę i (co chyba oczywiste) być dużo bardziej ekologiczna.
W Polsce mamy do tego odpowiednie technologie, mamy nowoczesne zakłady i świetnych fachowców. Miałem okazję oglądać to na żywo w firmie Elerte w świętokrzyskim Małogoszczu – polska rodzinna firma rozbudowana od przysłowiowego “garażu” do dużego zakładu produkcyjnego i prowadząca ekspansję międzynarodową.
Niektóre części regenerowane w tym i innych polskich zakładach są sprzedawane WYŁĄCZNIE na rynki zagraniczne, w tym do Unii czy Wielkiej Brytanii. Dlaczego nie na polski rynek? Bo w Polsce mamy archaiczne rozporządzenie z 2005 roku i Polakom nie wolno kupować tańszych części regenerowanych w polskim zakładzie zamiast nowych części z fabryk zagranicznych producentów. Lobbing czy głupota?
Skomentuj