Krystian Kamiński – b. poseł na Sejm
Konflikt między Węgrami a Ukrainą wchodzi na nowy poziom. Budapeszt coraz wyraźniej pokazuje, że nie zamierza bezwarunkowo wspierać Kijowa, a każde ustępstwo uzależnia od spełnienia własnych warunków. Polityka Viktora Orbána – oparta na utrzymywaniu relacji z Rosją, neutralnej pozycji wobec wojny oraz twardym egzekwowaniu interesów energetycznych – wywołuje w Kijowie coraz bardziej wrogie reakcje.
Rosyjska inwazja na Ukrainę, na którą państwa zachodnie odpowiedziały szerokim wsparciem dla Kijowa – umożliwiającym mu przetrwanie – najwyraźniej wytworzyła w Wołodymyrze Zełenskim i jego obozie przekonanie o zdolności do rozgrywania i wywierania presji na państwa zachodnie w celu forsowania własnych postulatów.
Polska jest najlepszym przykładem państwa, wobec którego – z powodu mentalności elit politycznych wywodzących się z układu PO-PiS i jego koalicjantów – prezydent Ukrainy z dużym powodzeniem stosuje taką politykę presji. Zełenski był zresztą przekonany, że może prowadzić ją nawet wobec głównego źródła wsparcia Ukrainy, o czym świadczy postawa i ton, na jaki pozwolił sobie podczas pamiętnego spotkania w Białym Domu sprzed roku, kiedy to został skarcony przez Donalda Trumpa i wiceprezydenta Vance’a.
O ile więc ukraiński przywódca spuścił nieco z tonu wobec Waszyngtonu, o tyle nadal uważa, że może wywierać presję na Węgry – państwo, które najczęściej stawia Kijowowi warunki. Zełenski ma przy tym do dyspozycji poważny lewar.
Pod koniec stycznia Ukraina wstrzymała tranzyt rosyjskiej ropy przez rurociąg „Przyjaźń”. Tłumaczyła to technicznymi uszkodzeniami infrastruktury, której odnoga prowadząca na Słowację i Węgry przebiega właśnie przez jej terytorium. Węgrzy twierdzą jednak, że to nieprawda – że rurociąg jest sprawny lub uszkodzony jedynie w niewielkim stopniu, a przywrócenie go do działania nie stanowiłoby dla Ukrainy poważnego problemu.
Dla Budapesztu jest to kwestia strategiczna. Około 70–80 proc. importu ropy naftowej na Węgry pochodzi w ostatnich latach z Rosji. Do około 65 proc. trafia właśnie rurociągiem „Przyjaźń”. Jest to dla Węgier korzystne, ponieważ wynegocjowały one z Rosjanami preferencyjny kontrakt, który w latach 2022–2025 dawał cenę baryłki niższą od kilku do ponad 20 dolarów w stosunku do baryłki Brent. Mimo formalnego wygaśnięcia kontraktu w ubiegłym roku Węgrzy są w stanie zawierać z Rosjanami kolejne krótkoterminowe umowy.
Alternatywy są mniej korzystne. Węgry i Słowacja – która również korzysta z „Przyjaźni” – zwróciły się już w lutym do Chorwacji z prośbą o zorganizowanie dostaw ropy rurociągiem Adria. Doprowadza on ropę z portu Omišalj nad Adriatykiem do rafinerii w Chorwacji i dalej do innych krajów regionu. Operatorem rurociągu jest chorwacki koncern JANAF. Chorwacki rząd odnosi się jednak do tego pomysłu z rezerwą, nie chcąc tranzytować rosyjskiej ropy. Tymczasem właśnie na niej zależy zarówno Węgrom, jak i Słowakom.
16 lutego minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó zadeklarował więc, że wobec blokowania tranzytu rosyjskiej ropy przez Ukrainę Węgry wstrzymują eksport oleju napędowego do tego kraju. Budapeszt sięgnął jednak po znacznie poważniejsze narzędzie presji.
23 lutego Węgry samodzielnie zablokowały na forum Rady Unii Europejskiej – na poziomie ministrów spraw zagranicznych – udzielenie Ukrainie pożyczki w wysokości 90 miliardów euro oraz przyjęcie kolejnego pakietu sankcji wobec Rosji. Stało się tak mimo silnych nacisków eurokratów i szeregu państw członkowskich, w tym Polski reprezentowanej przez Radosława Sikorskiego. Węgry miały jedynie nieformalne poparcie Słowacji.
„Komisja Europejska zachowuje się jak ukraińska komisja” – powiedział wówczas Szijjártó, który jednocześnie ostrzegł: „To jest koniec. Nikt nie ma prawa narażać naszego bezpieczeństwa energetycznego, ponieważ jest to kwestia suwerenności narodowej”. Jak podsumował: „Piłka jest po stronie Ukrainy. To Ukraińcy będą musieli wznowić dostawy ropy na Węgry. Dopóki to się nie stanie, stanowisko Węgier się nie zmieni”.
Zełenski swojej polityki nie zmienił. Tranzyt rosyjskiej ropy rurociągiem „Przyjaźń” pozostaje wstrzymany. Co więcej, 5 marca prezydent Ukrainy posłużył się słowami odebranymi w Budapeszcie jako bezpośrednia groźba wobec premiera Węgier. „Wiecie, że musimy zabezpieczyć przedpłatę ze strony Ukrainy na przyszłe lotnictwo – na Gripeny i Rafale. Mamy nadzieję, że jedna osoba w Unii Europejskiej nie zablokuje 90 miliardów ani pierwszej transzy i że ukraińscy żołnierze będą mieli broń” – mówił Zełenski. „W przeciwnym razie podamy adres tej osoby naszym siłom zbrojnym. Niech do niej zadzwonią i porozmawiają z nią w swoim języku”.
Tego samego dnia minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha poinformował, że węgierskie służby zatrzymały na swoim terytorium dwa samochody pancerne należące do ukraińskiego Oszczadbanku. Konwój przewoził środki finansowe z Austrii przez Węgry na Ukrainę.
Zatrzymano siedmiu obywateli Ukrainy uczestniczących w transporcie, w tym byłego generała ukraińskich sił specjalnych, a także 40 milionów dolarów, 35 milionów euro oraz 9 kilogramów złota. Węgierska Krajowa Administracja Podatkowa i Celna poinformowała, że zatrzymania dokonano w ramach śledztwa w sprawie prania brudnych pieniędzy. Dodano również, że tylko w tym roku przez terytorium Węgier przetransportowano ponad 900 milionów dolarów, 420 milionów euro i 146 kilogramów złota należących do ukraińskich podmiotów.
„Wstrzymaliśmy eksport oleju napędowego na Ukrainę. Nadal utrzymujemy eksport energii elektrycznej i zatrzymamy tranzytowe przesyłki przez Węgry, które są ważne dla Ukrainy, dopóki nie uzyskamy zgody Ukrainy na przesył ropy” – powiedział tego dnia Orbán w wywiadzie dla państwowego radia. Jak dodał: „Ukraińcom szybciej skończą się pieniądze niż nam ropa”.
Orbán może sobie pozwolić na taką politykę, ponieważ jest ona mocno osadzona na dwóch silnych filarach: jego dotychczasowej polityce zagranicznej oraz nastawieniu węgierskiego społeczeństwa.
Stosunek węgierskiego elektoratu jest taki, że nawet główny wewnętrzny przeciwnik Orbána, Péter Magyar – przywódca opozycyjnej partii TISZA, mającej realne szanse na zwycięstwo w kwietniowych wyborach parlamentarnych – poczuł się w obowiązku wystąpić przeciwko słowom Zełenskiego. „Żaden Węgier nie może być zastraszany przez przywódcę obcego państwa. Ani rząd Orbána, ani przyszły rząd Tiszy” – powiedział Magyar. W kolejnej wypowiedzi tego samego dnia poszedł jeszcze dalej: „Wzywam przywódców Unii Europejskiej do zerwania wszelkich relacji z Ukrainą, dopóki prezydent Zełenski nie wyjaśni swoich słów i nie przeprosi Węgier za swoje oświadczenie”.
Wielowektorowa polityka zagraniczna rządu Orbána, prowadzona od kilkunastu lat, zbudowała dobre relacje ze wszystkimi kluczowymi mocarstwami – Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Chinami. Z tego względu Zełenski raczej nie doczeka się sytuacji, w której Donald Trump wywrze w jego interesie presję na premiera Węgier.
Tak wygląda polityka państwa, które zdecydowało się używać realnych dźwigni siły – energii, pieniędzy i pozycji w instytucjach międzynarodowych – zamiast ograniczać się do moralnych deklaracji.
Teraz już wiecie, jak się gra z kozakami z Krzywego Rogu? I jak to powinno wyglądać w porównaniu do zachowania rządów POPiSu z poprzednich lat?
Komentarze (2)