Krystian Kamiński – b. poseł na Sejm
Uznanie przez Unię Europejską Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) za organizację terrorystyczną to decyzja bez precedensu – uderzająca nie tylko w Teheran, lecz także w europejską dyplomację. W czwartek ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich jednomyślnie ją poparli. Ruch ten ma poważne konsekwencje formalne: członkowie KSRI nie będą mogli wjeżdżać do państw UE, a aktywa ich oraz samej organizacji, pozostające w zasięgu instytucji europejskich, mogą zostać zamrożone. Podmioty z państw unijnych nie będą mogły wchodzić w interakcje z tą strukturą.
Podkreślić należy, że decyzja ta została podjęta wobec fundamentalnej struktury państwa irańskiego. Korpus, po persku zwany skrótowo Sepah, powołano w 1979 roku, wkrótce po rewolucji, która obaliła szacha. Zgromadził spontanicznie organizujących się zwolenników politycznego szyizmu, którzy w pierwszej fazie stanowili jedną z kilku sił rewolucyjnych obok wielonurtowej lewicy. To właśnie dzięki Korpusowi Ruhollah Chomejni zdołał – wbrew konkurentom – ukształtować punkt dojścia rewolucji jako republikę kierowaną przez szyickich duchownych.
BRAK PLANU UE WOBEC IRANU: KOPIOWANIE BŁĘDÓW USA
— Krystian Kamiński 🇵🇱 (@K_Kaminski_) February 2, 2026
Uznanie przez Unię Europejską Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (KSRI) za organizację terrorystyczną to decyzja bez precedensu – uderzająca nie tylko w Teheran, lecz także w europejską dyplomację. W czwartek ministrowie… pic.twitter.com/s3qiegiRMa
Sepah został wpisany do konstytucji Republiki Islamskiej jako formacja mająca bronić zdobyczy rewolucji, czyli ideologicznego charakteru państwa i struktur władzy duchowieństwa szyickiego. Z biegiem czasu Korpus rozrósł się ponad tę rolę. Stał się nie tylko służbą bezpieczeństwa, lecz także armią dysponującą kilkoma rodzajami broni – w tym siłami specjalnymi, wywiadem i własną służbą dyplomatyczną. Pełni również funkcję politycznego zaplecza ideowego, think tanku oraz potężnego podmiotu gospodarczego, operującego na skalę miliardów dolarów. Głos Strażników liczy się w najwyższych gremiach politycznych Iranu – odgrywają oni kluczową rolę w polityce zagranicznej, nadzorują program rakietowy i kosmiczny, odpowiadają za ochronę programu atomowego i realizują najbardziej delikatne, często kontrowersyjne operacje specjalne. To około 190 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy. Dodatkowo Sepah jest w stanie mobilizować szczególnie oddanych obywateli w ramach ochotniczej milicji Basidż.
Delegitymizować i wyciągać spod prawa Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej to w istocie jak wyciągać spod prawa sam Iran. Czego w zasadzie oczekują od siebie, od swojej roli dyplomatycznej, europejscy politycy po takim ruchu? Jak dotąd wykonali go jedynie jawni wrogowie Iranu, dążący do obalenia jego systemu politycznego i naruszenia jego rdzeniowych interesów – Stany Zjednoczone oraz państwa orientujące się na współpracę z nimi, a oddalone od Bliskiego Wschodu: Argentyna, Australia, Kanada i Paragwaj.
Trudno doszukać się logiki w decyzji ministrów państw UE. Sprawia ona wrażenie uległego naśladownictwa polityki Waszyngtonu, w czasie, gdy coraz wyraźniej widać, że Stany Zjednoczone w coraz mniejszym stopniu biorą pod uwagę interesy Europy, a coraz częściej w nie uderzają. Tak bardzo, że w niektórych stolicach Starego Kontynentu mówi się już o potrzebie strategicznej niezależności. Miarą powagi europejskich polityków głównego nurtu jest to, że takim deklaracjom towarzyszy sygnał podporządkowania.
Waszyngton, prowadząc agresywną politykę na Bliskim Wschodzie i destabilizując kolejne państwa uznane za wrogów USA i Izraela, w niewielkim stopniu ponosi konsekwencje tych działań. Inaczej niż Europa. To na nią spadają skutki – od terroryzmu po fale migracyjne. Iran, kraj znacznie ludniejszy niż Irak, Libia czy Syria, od dekad spauperyzowany amerykańskimi sankcjami, byłby celem o nieporównywalnie większym potencjale destabilizacji. To właśnie polityka Waszyngtonu i Tel Awiwu może wyrządzić Europie więcej szkody niż działania Teheranu – tym bardziej, że ten ostatni raczej rozgrywał swój program atomowy, niż go finalizował, utrzymując się na progu uzyskania broni jądrowej, lecz nie wkraczając na ostatnią prostą.
Arabia Saudyjska, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Turcja nigdy nie były sojusznikami Iranu – ta pierwsza była wręcz jego czołowym rywalem – a jednak dziś dyplomaci tych państw podejmują energiczne działania, by zażegnać perspektywę wojny. Są jeszcze bliżej i wiedzą, co oznacza rozchwianie Iranu przez zbrojną agresję.
Szczególnie trudno traktować poważnie europejskie moralizatorstwo, skoro Unia nie zdobyła się na sankcje wobec Izraela – państwa, które samo przyznało, że jego działania w Strefie Gazy doprowadziły do śmierci dziesiątek tysięcy Palestyńczyków, głównie kobiet i dzieci. Gdzie wówczas były moralne standardy Europejczyków? Czy uznali siły zbrojne Izraela za organizację terrorystyczną?
Decyzja UE jest zatem niekonstruktywna i w znacznej mierze fikcyjna. Amerykańskie sankcje już wcześniej ograniczyły możliwości działania Korpusu w Europie w jakiejkolwiek roli innej niż dyplomatyczna. Ministrowie właśnie zawęzili pole tej pożądanej aktywności. Struktury UE nie będą w stanie poważniej zaszkodzić Iranowi, mogą natomiast stworzyć problemy państwom członkowskim przy realizacji nowych restrykcji. Szef irańskiej dyplomacji zasugerował z przekąsem, by to żołnierze Korpusu ochraniali placówki dyplomatyczne państw unijnych w Iranie. Co wówczas zrobią Europejczycy?
W interesie Polski i szerzej Europy jest zapobieżenie wojnie USA z Iranem oraz wkomponowanie tego ostatniego w nowy układ regionalny. Europejczycy wykonali już taką pracę, uczestnicząc w wypracowaniu porozumienia nuklearnego JCPOA. Niestety została ona zniweczona przez decyzję Donalda Trumpa w czasie jego pierwszej kadencji. Uznanie KSRI za organizację terrorystyczną tylko dolewa oliwy do ognia, sprzyjając eskalacyjnym działaniom Amerykanów. Europa, zamiast wzmacniać swoją podmiotowość, ponownie dała dowód zależności od amerykańskiej strategii i braku własnego planu wobec Iranu. A właśnie ten brak planu może okazać się dla niej najbardziej kosztowny.

Skomentuj