Europa się zwija, a Polska w trybie turbo - Konfederacja

Europa się zwija, a Polska w trybie turbo

Ryszard Wilk, poseł na Sejm

To już nie jest prognoza ani „demograficzna chmura na horyzoncie”, to twarde liczby i puste roczniki, które ciężko będzie “nadrobić”.

W całej Unii Europejskiej współczynnik dzietności (TFR) spadł do ok. 1,38. To znacznie poniżej poziomu zastępowania pokoleń (~2,1).

➡️ W praktyce oznacza to, że każde kolejne pokolenie jest o jedną trzecią mniejsze od poprzedniego.

Jak wygląda Polska – tu jest najgorzej.
W Polsce w 2024 r. dzietność spadła do ok. 1,10 – najniżej w historii. Rodzi się ok. 250–270 tys. dzieci rocznie, jeszcze kilkanaście lat temu było to ponad 400 tys.

To już nie jest „problem dużych miast”. W wielu powiatach dzietność spadła poniżej 1, czyli statystycznie dwoje rodziców nie zastępuje nawet jednego dziecka.

Co to oznacza w praktyce?
❌ mniej pracowników → wolniejszy wzrost gospodarczy, mniejsze wpływy z podatków
❌ więcej seniorów → rosnące koszty ochrony zdrowia i opieki
❌ presja na system emerytalny: mniej płacących, więcej pobierających
❌ zwijanie usług lokalnych: szkoły, oddziały, transport – szczególnie w Polsce powiatowej
❌ presja migracyjna, bo luka demograficzna nie znika sama

Demografia działa wolno, ale nie wybacza.
Skutki dzisiejszych decyzji zobaczymy za 20–30 lat. Jeśli utrzymamy dzietność w okolicach 1,10, GUS w symulacji pokazuje, że Polska może mieć około 28,4 mln ludzi w 2060 r. (to wariant niskiej dzietności). Równolegle prognozy GUS pokazują mocne starzenie się: osoby 65+ to ok. 30% populacji w okolicach 2060 r.

Ile dzieci musiałoby się rodzić, żeby odwrócić trend?
Aby zatrzymać zwijanie się populacji, trzeba wrócić do TFR ≈ 2,1.
Dla Polski oznacza to:
dziś: ~250–270 tys. urodzeń rocznie,
potrzeba: ~430–450 tys. urodzeń rocznie,
czyli o 170–200 tys. dzieci więcej każdego roku — i to przez dekady, nie przez jedną kadencję.
Ale jest jeszcze gorzej, problemem nie jest tylko niska dzietność, ale także to, że mamy coraz mniej kobiet w wieku rozrodczym (echo niżu demograficznego z lat 90.).

➡️ Dlatego, aby realnie odwrócić trend:
przeciętna kobieta musiałaby rodzić nie 2,1,
lecz raczej 2,3–2,5 dziecka, bo dzieci rodzi coraz mniejsza liczba kobiet, a luka już się otworzyła.
Im dłużej tkwimy przy poziomie ~1,1, tym wyższy musiałby być przyszły „skok dzietności”, żeby wyjść na zero.

I na koniec, macierzyństwo i wielodzietność są dziś obrzydzane z każdej strony:
-przez kulturę masową,
-przez media głównego nurtu,
-przez narrację, że dzieci to koszt, problem i ograniczenie.

A prawda jest brutalnie prosta:
bez dzieci nie ma społeczeństwa, gospodarki ani państwa. Trzeba mieć więcej dzieci, a nie udawać, że „jakoś to będzie”, eśli dalej będziemy wypierać problem, matematyka zrobi swoje, i nie będzie dla nikogo litości, zapaść demograficzna dotknie każdego.

Skomentuj

Privacy Overview

This website uses cookies so that we can provide you with the best user experience possible. Cookie information is stored in your browser and performs functions such as recognising you when you return to our website and helping our team to understand which sections of the website you find most interesting and useful.