Ryszard Wilk, poseł na Sejm
TSUE chce narzucić Polsce uznanie małżeństw jednopłciowych!
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że państwa członkowskie UE mają obowiązek uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte w innych krajach Unii, nawet jeśli ich prawo krajowe takich związków nie przewiduje. Sprawa dotyczy dwóch obywateli Polski, którzy zawarli ślub w Berlinie, a po powrocie do kraju spotkali się z odmową wpisania aktu do polskich rejestrów.
Trybunał uzasadnił swoje stanowisko „swobodą przemieszczania się” oraz prawem do życia rodzinnego. Jednocześnie zaznaczył, że kwestie małżeństwa należą formalnie do kompetencji państw członkowskich. W praktyce jednak to orzeczenie oznacza faktyczne wymuszenie uznania związków sprzecznych z polskim porządkiem konstytucyjnym – pod pretekstem interpretacji prawa unijnego.
TSUE chce narzucić Polsce uznanie małżeństw jednopłciowych
— Ryszard Wilk (@ryszard_wilk) November 27, 2025
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że państwa członkowskie UE mają obowiązek uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte w innych krajach Unii, nawet jeśli ich prawo krajowe takich związków nie przewiduje.… pic.twitter.com/zuWxsMG3FN
Decyzja TSUE pozostaje w bezpośredniej kolizji z obowiązującym w Polsce porządkiem konstytucyjnym. Konstytucja RP jednoznacznie definiuje małżeństwo:
> Art. 18.
Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.
To oznacza, że TSUE próbuje narzucić Polsce rozwiązania, które stoją w sprzeczności z Konstytucją – a więc z najwyższym aktem prawnym w państwie.
Ten wyrok to także niebezpieczne przesunięcie „okna Overtona”. Najpierw mowa jest o „technicznym uznaniu” zagranicznego aktu, później o „równości statusów”, a w kolejnym etapie pojawi się presja na pełną zmianę prawa rodzinnego – już nie tylko w kwestii małżeństwa, ale także adopcji dzieci przez pary jednopłciowe.
To klasyczny mechanizm: zmiany wprowadza się metodą małych kroków, omijając debatę publiczną i suwerenność państw, a decyzje zapadają nie w parlamencie i w głosowaniu obywateli, lecz w europejskich trybunałach.
To już nie interpretacja prawa – to ingerencja ustrojowa
Nie mamy tu do czynienia z „europejskimi standardami”, ale z polityczną ingerencją w fundamenty porządku konstytucyjnego. Państwa członkowskie nie przekazały Unii kompetencji do redefiniowania małżeństwa. Mimo to TSUE narzuca fakty dokonane.
To jest pytanie o suwerenność.
I o to, kto w Polsce decyduje o rodzinie – Polacy czy instytucje w Brukseli i Luksemburgu?




Skomentuj