Paweł Usiądek: Sytuacja niczym z filmu „Dyktator”.
Ukraina, która puka do drzwi Unii Europejskiej i domaga się od Polski miliardów, dostarcza kolejnego dowodu na to, jak wygląda tam praworządność.
Dziennikarze śledczy z Slidstvo-info oraz Centrum Przeciwdziałania Korupcji ustalili, że starszy brat Ołeksija Suchaczowa, dyrektora Państwowego Biura Śledczego, zgromadził w Charkowie 143 nieruchomości. Mieszkania i lokale użytkowe, kupowane po cenach mocno zaniżonych w stosunku do rynkowych. Rzecz w tym, że mówimy o rodzinie człowieka kierującego jedną z najważniejszych instytucji śledczych państwa.
Ale najbardziej bulwersujące jest to, co stało się z samym śledztwem.
6 lipca, dokładnie w dniu planowanej publikacji, kijowski sąd wydał zakaz. Zabronił dziennikarzom ujawnienia informacji, zanim materiał w ogóle się ukazał. To nie jest zwykła cenzura. To cenzura prewencyjna, jedno z najgroźniejszych naruszeń wolności słowa.
I tu jest jasny punkt. Ukraińscy dziennikarze się nie ugięli. 17 lipca aż osiem redakcji, w tym Ukraińska Prawda i Suspilne, połączyło siły pod hasłem “Inicjatywa 143” i wspólnie opublikowało zakazany materiał, łamiąc sądowy zakaz.
Biuro Śledcze zaprzecza jakiemukolwiek udziałowi w blokadzie. Ale obraz i tak jest jednoznaczny. Sąd chroni majątek rodziny wysokiego urzędnika, tłumiąc niezależne dziennikarstwo.
To jest państwo, które Bruksela chce przyjąć do Unii na skróty, a polski rząd wspierać bez warunków. Korupcja na szczytach władzy i cenzura wymierzona w dziennikarzy. Zanim wyślemy kolejne miliardy, warto patrzeć, jak naprawdę funkcjonuje tam władza.
Skomentuj