Krzysztof Szymański – poseł na Sejm
Wydaje się, że przed takim dylematem stanęli projektodawcy pomorskiej ustawy metropolitalnej.
Chyba każdy człowiek naturalnie przyzna, że „współpraca” nie może opierać się na dominacji, ignorowaniu i bagatelizowaniu zdania słabszych partnerów.
Tymczasem ustawa metropolitalna w obecnym kształcie zawiera głosowania na podstawie demografii.
W przyszłej metropolii pomorskiej ma być 61 gmin, ale to właśnie Trójmiasto, a szczególnie Gdańsk, ma spośród nich zdecydowanie najwięcej mieszkańców.
Jeśli to ich głos będzie ważyć najwięcej, to dojdzie do bardzo wyraźnej asymetrii.
Decyzje będą podejmowane przez największy ośrodek miejski, a pozostałe gminy będą musiały się do nich po prostu dostosować, bo najzwyczajniej w świecie zostaną przegłosowane.
Taki mechanizm jest zabieraniem decyzyjności małym gminom, które nie będą miały dostatecznego wpływu na najróżniejsze sprawy we własnej gminie.
Co ciekawe – od samego początku ten projekt był przedstawiany jako wzorowany na pierwszej, dotychczas jedynej, metropolii w Polsce – Górnośląsko-Zagłębiowskiej.
Tam mają wymóg podwójnej większości – poza większością mieszkańców musi być jeszcze większość gmin.
W przypadku pomorskiej metropolii wymóg podwójnej większości to świetne narzędzie, żeby zabezpieczyć gminy przed miejską dominacją.
Co najmniej 31 z planowanych 61 gmin będzie musiało uzgodnić wspólną decyzję.
Uważam, że taki wymóg to minimum uczciwości!
Tym bardziej, że od wielu lat w debacie publicznej powtarzana jest właśnie ta obawa – że gminy zostaną w pomorskiej metropolii zdominowane przez Trójmiasto.
Propagatorzy ustawy metropolitalnej od zawsze te obawy wyśmiewali.
A tu proszę!
Zabezpieczenie małych gmin w postaci dodatkowego wymogu zostało wykreślone, mimo rzekomego wzorowania się na istniejącej metropolii śląskiej.
Uważam, że ten krok jest dostatecznym przykładem, że w hasła o „współpracy, solidarności i wspólnocie” nie można naiwnie wierzyć na podstawie obietnic i słodkich słów.
Kilku pomorskich samorządowców reprezentujących większe miasta próbowało mnie przekonać, że się mylę, bo chcą dobrze i nie będą wykorzystywać swojej pozycji… ale potem pojawiały się argumenty, że skoro najwięksi dają najwięcej do wspólnej kasy, to najwięksi chcą decydować na co należy je wydać; że nie zgadzają się na to, żeby najmniejsze gminy mogły blokować ich świetne decyzje, bo przecież te gminy stanowią „tylko mały procent ludności”.
No i muszę przyznać, że nic nie przekonało mnie bardziej do wymogu podwójnej większości niż właśnie ta argumentacja.
Gdyby rzeczywiście planowali uwzględniać głos małych gmin, to nie mówiliby: „oni to odsetek”.
Poza tym, skoro gminy mają wpłacać składki do wspólnej kasy (pieniądze od tego się nie rozmnożą), to zawsze będzie „coś kosztem czegoś”, więc albo będą realizować interesy Trójmiasta kosztem gmin albo będą rozwijać gminy kosztem Trójmiasta.
Mówiąc „wpłacam najwięcej, więc chcę decydować” pokazali, że bardziej zależy im na Trójmieście niż rozwoju gmin.
Oni uważają, że rozwój gmin polega na realizowaniu interesów Trójmiasta.
Taka to będzie współpraca.
Dlatego już w pierwszym czytaniu projektu ustawy z mównicy sejmowej zapowiedziałem złożenie trzech poprawek:
1️⃣ Wprowadzenie mechanizmu podwójnej większości.
2️⃣ Usunięcie składek opłacanych przez gminy (metropolia ma mieć również przychody z budżetu państwa z udziału w podatku dochodowym, więc obowiązek składek niepotrzebnie będzie drenować i tak bardzo szczupłe budżety gmin).
3️⃣ Radykalne ograniczenie kompetencji urzędu metropolitalnego (poza transportem i infrastrukturą planują przejąć od gmin decyzyjność w zakresie kultury, edukacji, polityki społecznej, polityki rozwoju, ładu przestrzennego, klimatu i środowiska, itd.).
Podczas prac w komisjach dowiemy się czy rządowi zależy na realnej współpracy z gminami czy jedynie na ich zdominowaniu.
Skomentuj