Oczy świata zwrócone są dziś oczywiście ku Wenezueli i wydarzeniom, które tam nastąpiły. Tymczasem historia toczy się także na innych frontach, między innymi na Bliskim Wschodzie, w Jemenie. Warto się temu przyjrzeć bliżej.
Schyłek zeszłego roku przyniósł nową eskalację i nowy front konfliktu w Jemenie, konfliktu niesłusznie zapomnianego, bo państwo to leży w strategicznym punkcie globu, nad cieśniną Bab al-Mandab, przez którą wiedzie główny morski szlak handlowy z Azji do Europy. Jak wielkie to znaczenie, okazało się, gdy jedna z frakcji wojny domowej w Jemenie, kontrolujący jego formalną stolicę Ansarullah, ruch miejscowych szyitów zajdytów, zaczął atakować na Morzu Czerwonym i w Zatoce Adeńskiej statki powiązane w jakikolwiek sposób z Izraelem lub państwami wspierającymi Tel Awiw. Pisałem w styczniu zeszłego roku, że to wspierany przez Iran zbrojny ruch dyskryminowanych przez dekady jemeńskich szyitów zajdytów okazał się aktorem, który obnażył upadek światowej hegemonii USA. Waszyngton, którego globalny prymat opierał się w dużym stopniu na kontroli nad światową żeglugą, nie był w stanie zniszczyć ruchu zwanego w mediach Hutich ani powstrzymać ich morskich ataków na kolejne statki.
Przez ostatnie jedenaście lat USA próbowały pozbyć się Ansarullahu, wspierając zainteresowane tym Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ich sunniccy monarchowie uważają istnienie republiki zajdyckich radykałów na własnym półwyspie za zagrożenie na każdym poziomie. W marcu 2015 roku Saudowie i Emiraty rozpoczęły bezpośrednią interwencję wojskową w Jemenie. Ci pierwsi głównie poprzez bombardowania z powietrza, ZEA zaś przez wysłanie części oddziałów lądowych, a przede wszystkim organizowanie sił miejscowych wspieranych przez faktycznych najemników, których Abu Zabi potrafiło ściągać nawet z Sudanu. Choć Rijad interweniował pod marką szerszej koalicji państw arabskich, w praktyce na placu szybko pozostali jedynie Saudyjczycy i Emiraty. Efekt był mniej niż połowiczny. Udało się powstrzymać Ansarullah przed zdobyciem drugiego najważniejszego miasta kraju, portowego Adenu, a wraz z nim całego południowego Jemenu. Jednak szyici zajdyci utrzymali kontrolę nad większością gęsto zaludnionej części kraju i urośli w siłę, rozbudowując z pomocą Iranu rakietowy i dronowy komponent swoich sił zbrojnych. Stało się tak mimo rozległego finansowego, materiałowego i operacyjnego wsparcia dla interwentów, udzielanego przez USA i Wielką Brytanię.
Choć Arabia Saudyjska w niektórych rankingach sięga nawet piątego miejsca (SIPRI umieścił ją w 2024 roku na siódmym) pod względem finansowania sfery militarnej, po raz kolejny okazało się, że pieniądze i kosztowne amerykańskie uzbrojenie same z siebie nie walczą i nie wygrywają.
W 2022 roku, w wyniku rozmów i czasowego rozejmu, konflikt nabrał mniejszej intensywności. Saudowie nie osiągnęli jednak swojego celu. Oficjalny rząd, najpierw pod przewodnictwem prezydenta Abd Rabbuha Mansura Hadiego, a od 2022 roku Rada Prezydialna z Raszadem al-Alimim na czele, pozostaje słaby, kontroluje niewielką część terytorium kraju, a nawet tę najczęściej pośrednio poprzez, jak to bywa w Jemenie, siły klanowe, których lojalność jest zmienna.
Znacznie pewniej, choć także pośrednio, usadowiły się w Jemenie Emiraty. Zaczęły finansować, zbroić i wspierać wojskowo południowojemeńskich separatystów. W latach 1967–1990 na południu istniała Ludowo-Demokratyczna Republika Jemenu ze stolicą w Adenie, jedyne komunistyczne państwo arabskie. Pozostawała ona w napiętych relacjach z Jemenem Północnym. Wraz z końcem zimnej wojny w 1990 roku doszło do zjednoczenia dwóch Jemenów. W praktyce jednak ówczesny dyktator Ali Salih zmajoryzował i zmarginalizował południowców, co wywołało krótkotrwałą wojnę domową w 1994 roku. Powstały resentyment zaowocował po załamaniu się jego dyktatury w 2011 roku konsolidacją separatyzmu w postaci Południowej Rady Przejściowej (STC). W 2019 roku proklamowała ona jako swój cel autonomię, choć jej politycy z Ajdarusem al-Zubajdim na czele nie bez podstaw są podejrzewani o dążenie do całkowitej secesji. To hasło regularnie wybrzmiewa na masowych manifestacjach w Adenie, urządzanych pod flagą dawnego Jemenu Południowego.
To właśnie oddziały STC sprowokowały nową eskalację konfliktu w Jemenie i pogłębienie podziału wśród dotychczasowych sojuszników walczących z Ansarullahem. 2 grudnia siły STC rozpoczęły operację, która doprowadziła w ciągu dwóch tygodni do zajęcia większości obszaru dwóch wschodnich prowincji Jemenu (niegdyś części Jemenu Południowego), Al-Mahry i Hadramautu. To 550 tysięcy kilometrów kwadratowych rzadko zaludnionego, pustynnego obszaru. Przylega on jednak na długim odcinku granicy do terytorium saudyjskiego królestwa. Co ważne, w Hadramaucie znajduje się większa część jemeńskich zasobów ropy. Na polu naftowym Al-Masilah, nawet w stanie obecnej degradacji, wydobywa się około 80–90 tysięcy baryłek ropy dziennie.
Zajęcie tych prowincji Saudowie potraktowali jako znaczące podważenie swojej pozycji, nóż skierowany w miękkie podbrzusze królestwa. 26 grudnia ostre w tonie oświadczenia saudyjskiego Ministerstwa Obrony i Ministerstwa Spraw Zagranicznych zostały przypieczętowane nalotem lotnictwa Rijadu na pozycje oddziałów STC pod Wadi Nahab w Hadramaucie. Dzień wcześniej dwóch bojowników STC zginęło w tej samej prowincji w zasadzce urządzonej przez grupę klanową orientującą się na Saudów.
30 grudnia saudyjskie lotnictwo wojskowe zbombardowało w jemeńskim porcie Mukalla ładunek broni i pojazdów wojskowych wysłany z ZEA, najpewniej dla STC. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Arabii Saudyjskiej wystosowało tego samego dnia ultimatum wobec sąsiada, by ten w ciągu 24 godzin wycofał wszystkie swoje oddziały i sprzęt z Jemenu. Określając pretensje mieszkańców południowego Jemenu jako uzasadnioną sprawę o wymiarze historycznym i społecznym, Rijad podkreślił, że można ją rozwiązać jedynie poprzez dialog w ramach kompleksowego rozwiązania politycznego z udziałem wszystkich stron.
Abu Zabi odpowiedziało natychmiast pojednawczym oświadczeniem wskazującym na formalne ugięcie się przed ultimatum sąsiadów. „ZEA kategorycznie odrzuca próby angażowania ich nazwy w operacje wojskowe zagrażające bezpieczeństwu siostrzanego Królestwa Arabii Saudyjskiej lub wymierzone w jego granice” – napisano w oświadczeniu emirackiego MSZ, w którym zadeklarowano dbałość o bezpieczeństwo sąsiada. Także w kwestii ofensywy południowojemeńskich separatystów Abu Zabi chce działać w koordynacji z braćmi Saudyjczykami. Ministerstwo Obrony ZEA ogłosiło, że dobrowolnie zakończyło misję swoich jednostek antyterrorystycznych w Jemenie. Poinformowało, że decyzja została podjęta po kompleksowej ocenie ostatnich wydarzeń. Dodało też, że jednostki antyterrorystyczne były jedynymi siłami, które pozostały w Jemenie od czasu wycofania się większego kontyngentu w 2019 roku.
Saudowie osiągnęli sukces polityczny i taktyczny. Potwierdzili swoją sprawczość wobec kłębowiska skonfliktowanych frakcji w Jemenie i podparli wiarygodność Rady Prezydialnej Al-Alimiego. Jestem skłonny uwierzyć, że Emiraty faktycznie zredukują swoją bezpośrednią obecność w Jemenie. Nie sądzę natomiast, by zaprzestały wspierania STC, która w ciągu ubiegłych siedmiu lat skonsolidowała politycznie południowców i dobrze uzbroiła swoje oddziały. Broń dla nich będzie nadal płynąć, podobnie jak najemnicy. Być może także do Tarika Saliha, krewnego byłego dyktatora, który po śmierci Alego z rąk Hutich w 2017 roku objął dowodzenie nad siłami dawnej Gwardii Republikańskiej. Choć te tak zwane Jemeńskie Siły Oporu Narodowego formalnie uznają Radę Prezydialną, to w przeszłości korzystały ze wsparcia ZEA, a w rzeczywistości lojalne pozostają jedynie wobec Saliha. Kontrolują obecnie strategicznie położony pas wybrzeża prowincji Taiz, przy cieśninie Bab al-Mandab.
Nie ma więc co liczyć na pokój. W piątek Salim al-Chanbaszi, gubernator Hadramautu z ramienia Rady Prezydialnej, faktycznie reprezentujący interesy Saudów, ogłosił kampanię odzyskiwania kontroli nad prowincją z rąk STC. Pokojową operację, jak twierdził.
Rząd przygotował dla nas szereg nowych podatków, danin i opłat, jak również podwyżki już istniejących! Nowe daniny w 2026 roku to:
⭕ opłaty (mocowa, OZE) za energię elektryczną,
⭕ abonament RTV;,
⭕ podatek od nieruchomości, opłaty lokalne czy wywóz śmieci w większości miejscowości,
⭕ wejście podatku od plastiku (ROP),
⭕ CIT dla banków z 19% do 30% (prawdopodobnie droższe kredyty),
⭕ akcyza od wyrobów tytoniowych i nikotynowych o 20-50%,
⭕ akcyza na alkohol o 5-15%,
⭕ VAT dla bezalkoholowych odpowiedników piwa i wina: z 5%/8% do 23%,
⭕ składki ZUS dla przedsiębiorców o ponad 8%,
⭕ składka zdrowotna o 37% dla przedsiębiorców na skali i liniowym,
⭕ stawki dla ciężarówek w systemie e-TOLL (średnio o 40%),
⭕ Cło węglowe,
Czy coś pominąłem? Pewnie tak, w końcu mamy w Polsce tyle składek, danin, opłat i podatków, że nawet rząd nie jest w stanie ich wymienić…
RozwińZwiń komentarze (2)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Najnowsze badanie IBRiS dla Radia Zet nie zostawia wątpliwości – zdecydowana większość polskich obywateli chce zachowania polskiego złotego i naszej suwerenności monetarnej. Nie chcemy euro, związanej z nim drożyzny i pełnej zależności od unijnych instytucji finansowych. I bardzo dobrze!
Waluta euro to grozi wzrostem cen i odebraniem sobie możliwości prowadzenia własnej polityki finansowej, a dla unijnych pseudoelit to narzędzie centralizacji władzy w Brukseli. O negatywnych skutkach wejścia do strefy euro przekonały się już m.in. Grecja, czy Chorwacja, a włoska premier Giorgia Meloni właśnie toczy bój z Europejskim Bankiem Centralnym (z którym Włosi są związani przez przynależność do eurozony), aby odzyskać kontrolę nad swoimi własnymi rezerwami złota. Tak właśnie wygląda suwerenność państw UE w strefie euro.
Dlatego nigdy nie powinniśmy rezygnować z własnej waluty! Zarówno polski złoty, jak i obrót gotówkowy, muszą być chronione, bo to nasze fundamenty wolności.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Nie ulega wątpliwości, że obalenie prezydenta Wenezueli było bezprawne w świetle prawa międzynarodowego. To, że amerykański Kongres nie został wcześniej poinformowany również jest faktem. O tym, że służby specjalne jednego państwa wywiozły do siebie dyktatora – głowę innego państwa posiadającego największe potwierdzone zasoby ropy naftowej na świecie, wie już chyba każdy. To, że Rosja ostro potępiła amerykańską operację wojskową w Wenezueli (określając ją mianem „aktu zbrojnej agresji”) zakrawa dziś na groteskę. To, że Ameryka na oczach całego świata zyska teraz dostęp do administracji i ropy innego państwa jest już przesądzone. Czy takie rozwiązanie jest zgodne z międzynarodowymi zasadami? Nie. I co teraz? Z pewnością… nic.
❌ Nie ulega wątpliwości, że obalenie prezydenta Wenezueli było bezprawne w świetle prawa międzynarodowego. To, że amerykański Kongres nie został wcześniej poinformowany również jest faktem. O tym, że służby specjalne jednego państwa wywiozły do siebie dyktatora – głowę innego… pic.twitter.com/pBq1VrT8pb
— Grzegorz Płaczek (@placzekgrzegorz) January 4, 2026
Sekretarz Generalny ONZ António Guterres określił działania USA zaledwie jako „niebezpieczny precedens”, podczas poniedziałkowego nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ z pewnością usłyszymy kilka wzniosłych haseł, a Ursula von der Leyen już zaczęła w swojej hipokryzji wić się jak piskorz pisząc publicznie, że „każde rozwiązanie musi respektować prawo międzynarodowe i Kartę Narodów Zjednoczonych”. Nic bardziej infantylnego nie można było napisać. To bajanie z krainy mchu i paproci. W polityce liczy się siła i Ameryka właśnie to pokazała. Czas zrozumieć, jak skonstruowany jest świat i jak działa system. Historia pokazuje, że gdy silni układają świat, prawo bywa niestety często tylko dodatkiem.
Dlatego Polska ma dbać o swoje – twardo. Bo albo masz sprawczość, albo stajesz się strefą wpływów. Gdy ktoś ma władzę i przewagę, moralizowanie nie zatrzyma decyzji.
Dlatego Polska – wyciągając lekcję, musi budować siłę swojego państwa i przestać tonąć w lewicowym bełkocie. Polityka i rzeczywistość nie bywają brutalne – one takie są.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
UE stawia na OZE, których łańcuch dostaw kontrolują Chiny, nie mając ani własnych surowców, ani przewagi technologicznej. W praktyce finansuje więc chińską dominację przemysłową, tracąc konkurencyjność, miejsca pracy i bezpieczeństwo energetyczne.
– UE importuje ponad 90% paneli fotowoltaicznych z Chin,
– Chiny kontrolują 80–90% globalnego łańcucha dostaw PV (polikrzem, wafle, ogniwa, moduły)
– UE importuje z Chin ponad 90% pierwiastków ziem rzadkich kluczowych dla turbin wiatrowych i elektroniki,
– Grafit do baterii litowo-jonowych w 90% przetwarza się w Chinach, podobnie magnesy neodymowe (wiatr, EV).
Włączenie się Polski w ten model oznacza deindustrializację i coraz większe uzależnienie.
UE stawia na OZE, których łańcuch dostaw kontrolują Chiny, nie mając ani własnych surowców, ani przewagi technologicznej. W praktyce finansuje więc chińską dominację przemysłową, tracąc konkurencyjność, miejsca pracy i bezpieczeństwo energetyczne.
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) January 5, 2026
– UE importuje ponad 90% paneli… pic.twitter.com/LF3AcYcKFV
RozwińZwiń komentarze (2)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Pan z PL2050 puścił parę co do planów rządu: krytyka Tuska i spółki, krytyka UE = dezinformacja = usunięcie materiału i/lub problemy prawne. W nowoczesnej Europie nie wygrywa się już wyborów programem i działaniem, a cenzurą?
Swoją drogą, ciekawe, czy kupowanie sobie miejsc na listach będzie w jakiś sposób karane? Może powinno.
Pan z PL2050 puścił parę co do planów rządu: krytyka Tuska i spółki, krytyka UE = dezinformacja = usunięcie materiału i/lub problemy prawne. W nowoczesnej Europie nie wygrywa się już wyborów programem i działaniem, a cenzurą?
— Paweł Usiądek (@PUsiadek) January 5, 2026
Swoją drogą, ciekawe, czy kupowanie sobie miejsc na… pic.twitter.com/XbOmjjrLXV
RozwińZwiń komentarze (1)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Dane Straży Granicznej pokazują obraz, którego nie da się zignorować.
W ciągu roku:
🔺 Ponad 9 tysięcy osób otrzymało decyzję o opuszczeniu Polski.
🔺 Ponad 2 tysiące musiało zostać usuniętych przymusowo, bo nie chciały wykonać decyzji dobrowolnie.
Te statystyki nie są marginalne. To pokazuje, że problem nielegalnego pobytu w Polsce ma charakter masowy, a państwo musi angażować ogromne zasoby, by egzekwować podstawowe przepisy.
Warto zauważyć, że mówimy tu o osobach, które przebywały w Polsce bez prawa pobytu, pracowały nielegalnie albo próbowały przekroczyć granicę bez spełnienia wymogów. Do tego dochodzi 26 tysięcy odmów wjazdu już na granicy.
To wszystko pokazuje, że skala niekontrolowanej migracji jest realnym wyzwaniem. Polska musi mieć narzędzia, by chronić swoje granice, egzekwować prawo i reagować na nadużycia. Bez tego obciążenia społeczne, ekonomiczne i bezpieczeństwa rosną.
Skala nielegalnego pobytu w Polsce jest większa, niż wielu sądzi. Dane Straży Granicznej pokazują obraz, którego nie da się zignorować. W ciągu roku:
— Krzysztof Mulawa (@krzysztofmulawa) January 5, 2026
🔻Ponad 9 tysięcy osób otrzymało decyzję o opuszczeniu Polski.
🔻Ponad 2 tysiące musiało zostać usuniętych przymusowo, bo nie… pic.twitter.com/N6cKiUpiHH
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Jeśli Polska chce zająć miejsce w gronie państw przewodzących Europie to musi obudować swój potencjał ludnościowo-gospodarczy instrumentarium oddziaływania politycznego i militarnego, zacząć tych instrumentów używać i w ten sposób zmusić innych partnerów do rzeczywistego zaproszenia do gry, poprzez zbudowanie im kosztów nie zrobienia tego. W żaden inny sposób to nie nastąpi.
Jeśli ignorowanie Polski nie będzie rodzić wysokich kosztów strategicznych dla Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii czy Włoch to Polska będzie ignorowana, a polscy przywódcy czasami dopuszczani do wspólnego zdjęcia, a czasami nie.
Pytanie na które musi sobie odpowiedzieć moje pokolenie Polaków to czy chcemy zająć wyższe miejsce w hierarchii międzynarodowej (wyższe niż traktowany przedmiotowo, peryferyjny, średni kraj EŚW) oraz czy jesteśmy mentalnie zdolni tworzyć naszym partnerom koszty ignorowania nas, asertywnie znosić ich reakcje i osiągać założone cele?
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
W Polsce media uparcie milczą, Warszawa i Bruksela siedzą cicho – ale warto, żeby Polacy to usłyszeli. Zgodnie z doniesieniami, które jako pierwszy opisał The Wall Street Journal, podczas prac nad amerykańskim planem „pokojowym” dla Ukrainy miało dojść do sytuacji kuriozalnej.
Zanim świat zobaczył pierwszy 28-punktowy projekt, w obiegu miała być klauzula o obowiązkowym audycie całej dotychczasowej międzynarodowej pomocy – audycie, który mógłby ujawnić nadużycia i korupcję na Ukrainie. Ukraina miała jednak naciskać, by ten zapis… usunąć. Następnie w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że zapis o audycie na Ukrainie został „zmiękczony” i został zastąpiony inną klauzulą – aż w końcu ZNIKNĄŁ z ostatecznej wersji ujawnionej opinii publicznej.
❌ W Polsce media uparcie milczą, Warszawa i Bruksela siedzą cicho – ale warto, żeby Polacy to usłyszeli. Zgodnie z doniesieniami, które jako pierwszy opisał The Wall Street Journal, podczas prac nad amerykańskim planem „pokojowym” dla Ukrainy miało dojść do sytuacji kuriozalnej.… pic.twitter.com/bzXk7bxbW0
— Grzegorz Płaczek (@placzekgrzegorz) January 5, 2026
To budzi uzasadnione pytania. I nie chodzi tutaj o żadną „złośliwość” wobec Ukrainy. Chodzi o elementarną uczciwość wobec podatników państw, które finansowały dotychczasowe wsparcie i o polską rację stanu. Jeśli kolejne miliony i miliardy mają dalej płynąć – na co naciska Warszawa – audyt i realna kontrola dotychczasowego wsparcia muszą być warunkiem! Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach pojawiały się kolejne doniesienia o śledztwach i skandalach korupcyjnych na wysokich szczeblach na Ukrainie. Mówimy o setkach milionów dolarów. Polski rząd w tej sytuacji – niezależnie od opracowywanego planu pokojowego – powinien natychmiast postawić sprawę jasno: zero kolejnych przelewów do Kijowa bez audytu dot. dotychczasowej pomocy i bez mechanizmów kontroli nowych transz!
Bo inaczej politycy będą ludziom sprzedawać bajki o „wartościach”, a rachunek – jak zwykle – zapłacą obywatele. Także Polscy. Jesteśmy suwerennym krajem, czy już całkiem nam polska władza odleciała?
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Unia Europejska walczy z gotówką! Od lipca 2027 r. Bruksela wprowadza zakaz płatności gotówkowych:
– powyżej 10 000 euro (ok. 43 tys. zł) oraz
– nakłada obowiązek legitymowania każdego, kto wyda w gotówce powyżej 3 000 euro (ok. 13 tys. zł).
To oznacza, że wkrótce:
U dealera: Nie kupisz za gotówkę samochodu używanego za 45 tys. zł. System Cię zablokuje, musisz użyć karty lub przelewu.
➡️ U jubilera: Kupując pierścionek zaręczynowy za 14 tys. zł, zostaniesz spisany z dowodu jak na przesłuchaniu. Koniec z anonimowością.
➡️ W sklepie RTV: Chcesz kupić wysokiej jakości telewizor i nagłośnienie za 15 tys. zł? Sprzedawca musi zweryfikować Twoją tożsamość i zapisać Twoje dane w systemie.
➡️ W hurtowni: Kupujesz materiały na remont domu za 50 tys. zł? Zapomnij o papierowym pieniądzu. Bruksela zmusza Cię do przelewu, żeby bankierzy mogli zarobić na prowizji.
➡️ Przy zakupie opału: Zamawiasz kilka ton węgla lub pelletu na zimę? Jeśli kwota przekroczy 13 tys. zł, musisz pokazać dowód.
Brukselscy urzędnicy nienawidzą gotówki, bo gotówka to wolność i prywatność. Chcą nas zmusić do trzymania wszystkiego w bankach, które będą nas golić z opłat i inwigilować. Nie pozwolimy na to, by Polska stała się krajem, w którym uczciwy człowiek musi się tłumaczyć z własnych oszczędności!
RozwińZwiń komentarze (1)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
To sprawa bezprecedensowa. Jest to pierwsza próba pociągnięcia instytucji UE do odpowiedzialności odszkodowawczej za jej własne orzecznictwo. Ewenement polega na tym, że TSUE miałby… sam rozstrzygać skargę przeciwko sobie, co pokazuje fundamentalny problem braku zewnętrznej kontroli nad unijnym wymiarem sprawiedliwości, który nagminnie przekracza swoje kompetencje. Władza sądownicza UE, występując w roli sędziego we własnej sprawie, to obraz jej zakłamania i iluzji sprawiedliwości, którą pokazuje wszystkim premier Orban.
Węgry zdecydowały się zakwestionować wysokość nałożonych kar finansowych przez TSUE na swoje państwo za nierealizowanie polityki migracyjnej UE (200 milionów euro ryczałtu i jeden milion euro dziennie kary okresowej!) oraz domagają się odszkodowania ze strony UE za złamanie prawa na podstawie art. 340 TFUE. Sprawa ma zdecydowanie szerszy i niezwykle ważny kontekst – to test, czy państwa członkowskie mogą skutecznie bronić swojej suwerenności konstytucyjnej wobec instytucji UE. Z całą mocą trzymam kciuki za Węgrów!
Tego jeszcze w historii UE nie było❗ Węgry pozwały Trybunał Sprawiedliwości UE o odszkodowanie za bezprawne działania❗
— Ewa Zajączkowska-Hernik (@EwaZajaczkowska) January 3, 2026
To sprawa bezprecedensowa. Jest to pierwsza próba pociągnięcia instytucji UE do odpowiedzialności odszkodowawczej za jej własne orzecznictwo. Ewenement polega… pic.twitter.com/dqjC3kzIQp
Cała Grupa Wyszehradzka, z wyjątkiem Polski, pokazuje, że walczy o swoje interesy narodowe w coraz bardziej opresyjnej Unii. Czechy odrzucają ETS2 i pakt migracyjny, Słowacja zmienia konstytucję, podkreślając nadrzędność swojego prawa nad prawem unijnym, a Węgrzy nawet pozywają TSUE. Tylko Polska, rządzona przez Tuska, wciąż jest podnóżkiem Niemiec, Ursuli von der Leyen i skorumpowanych, unijnych pseudoelit. W wyborach 2027 musimy powiedzieć temu DOŚĆ, by rozpocząć walkę o suwerenność naszej Ojczyzny!
RozwińZwiń komentarze (1)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Rząd zatwierdził projekt ustawy o tzw. statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. To na razie etap rządowy, ale warto jasno powiedzieć: projekt jest efektem porozumienia i rozmów pomiędzy PSL-em a Lewicą i stanowi kompromis tych środowisk.
Choć formalnie nie używa się w nim określenia „związki partnerskie”, w praktyce projekt tworzy nową instytucję prawną bardzo zbliżoną do związków partnerskich, tylko pod inną nazwą.
Co jest kluczowe w tej dyskusji?
Trzeba oddzielić realne problemy ludzi od ideologicznej przebudowy prawa.
Konkubenci oraz pary jednopłciowe już dziś mają dostęp do wielu uprawnień, m.in.:
• dostępu do informacji medycznej i odwiedzin w szpitalu
• reprezentowania partnera na podstawie pełnomocnictw
• wspólnego zamieszkiwania, najmu, meldunku
• testamentów i dziedziczenia
• wspólnych rachunków bankowych i kredytów • organizacji pochówku
• ochrony karnej jako „osoba najbliższa”
W zdecydowanej większości przypadków da się to załatwić w obowiązującym stanie prawnym, bez tworzenia nowej quasi-instytucji rodzinnej.
Dane z krajów Europy Zachodniej pokazują coś jeszcze: Tam, gdzie związki partnerskie funkcjonują od lat, realne zainteresowanie ich formalizacją jest marginalne — rzędu 0,01–0,03% dorosłej populacji.
📌 „Osoba najbliższa” – nowa nazwa, stare pomysły.
— Ryszard Wilk (@ryszard_wilk) January 3, 2026
Rząd zatwierdził projekt ustawy o tzw. statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. To na razie etap rządowy, ale warto jasno powiedzieć: projekt jest efektem porozumienia i rozmów pomiędzy PSL-em a Lewicą i… pic.twitter.com/C7FwqhOjWM
To oznacza, że:
• nie mamy do czynienia z masowym zjawiskiem społecznym,
• „problem”, który rzekomo wymaga gruntownej przebudowy prawa rodzinnego, dotyczy bardzo wąskiej grupy,
• skala zjawiska nie uzasadnia systemowych zmian o długofalowych konsekwencjach.
Kontrowersje
Projekt idzie znacznie dalej niż porządkowanie pojedynczych spraw. Wprowadza szeroki status prawny dla par niemałżeńskich, co niezależnie od deklaracji, jest postrzegane jako krok w stronę dalszych roszczeń, w tym presji na dopuszczenie adopcji dzieci przez pary jednopłciowe w przyszłości.
I na koniec rzecz najważniejsza:
Gdyby naprawdę chodziło o pomoc osobom pozostającym w nieformalnych związkach, najprostszym i najbardziej uczciwym rozwiązaniem byłaby likwidacja podatku od spadków i darowizn.
➡️ Konfederacja złożyła taki projekt ustawy.
➡️ Projekt został odrzucony – https://bankier.pl/wiadomosc/Sejm-odrzuca-projekt-Konfederacji-znoszacy-podatek-od-spadkow-8903409.html
Zamiast usuwać realne bariery prawne i podatkowe, rząd wybiera tworzenie nowych konstrukcji ideologicznych, które zmieniają sens prawa rodzinnego „tylnymi drzwiami”.
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Niech żyje wolna Wenezuela!
Viva Venezuela libre!
W kwestii interwencji prezydenta Trumpa w Wenezueli mam pewien dysonans.
Z jednej strony dobrze wiem, że USA nie zależy na dobru Wenezuelczyków i ten atak nie po to został przeprowadzony, żeby poprawić ich los.
Z drugiej strony byłem w Wenezueli zaraz po sfałszowanych wyborach w zeszłym roku, rozmawiałem z wieloma Wenezuelczykami i czułem ich ból związany z tym, że są zniewoleni przez dyktaturę. Wszechobecna bieda. Dodatkowo to jedyny kraj, gdzie żołnierz celował do mnie z broni, bo chciałem sobie zrobić zdjęcie na tle pałacu prezydenckiego.
Dlatego liczę, że dzisiejsze wydarzenia pozytywnie wpłyną na życie normalnych Wenezuelczyków.
Niech żyje wolna Wenezuela! 🇻🇪
— Michał Cichy (@MichalCichy) January 3, 2026
Viva Venezuela libre!
W kwestii interwencji prezydenta Trumpa w Wenezueli mam pewien dysonans.
Z jednej strony dobrze wiem, że USA nie zależy na dobru Wenezuelczyków i ten atak nie po to został przeprowadzony, żeby poprawić ich los.
Z drugiej… pic.twitter.com/3UI4Ss37ju
RozwińZwiń komentarze (1)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Wrzucam garść statystyk z sylwestrowego wieczoru w krajach zachodniej Europy, które postawiły na multikulturalizm i politykę „otwartych drzwi”
Francja
Spalone auta: Ponad 800 pojazdów w całym kraju (z czego 183 w wyniku rozprzestrzenienia się ognia).
Zatrzymania: W samym Paryżu zatrzymano 125 osób (w tym 124 mężczyzn). W Strasburgu – 30 osób.
Ranni policjanci: Najostrzejsze starcia miały miejsce w Strasburgu, gdzie rannych zostało 25 funkcjonariuszy. W Nicei lekko ranny został 1 policjant. W Loire-Atlantique komisariat został ostrzelany z wyrzutni fajerwerków.
Niemcy
Zatrzymania: 430 osób zatrzymanych w samym Berlinie. W Hanowerze zatrzymano ok. 30 osób
Ranni policjanci: 35 rannych policjantów w Berlinie. W Hamburgu rannych zostało 10 policjantów, a w Bremie 5.
Holandia
Zatrzymania: Ok. 250 osób w całym kraju, w tym 52 w samym Amsterdamie.
Pożary budynków: Spłonął zabytkowy kościół Vondelkerk w Amsterdamie. Spłonęła także hala sportowa w Bedum oraz sklep w Hillegom.
Policjanci byli atakowani fajerwerkami, kostką brukową, a nawet koktajlami Mołotowa.
Numer alarmowy 112 był przeciążony z powodu dużej liczby zgłoszeń pożarów.
Belgia
Zatrzymania: 63 osoby zatrzymane w Brukseli, 104 osoby zatrzymane w Antwerpii.
Uszkodzone tramwaje i autobusy w Brukseli, a przy zatrzymanych znaleziono koktajle Mołotowa.
Musimy zrobić wszystko, żeby Polska pozostała bezpieczna!
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
To hipokryzja z waszej strony. To wy postawiliście na piedestale bezwarunkową pomoc Ukrainie zamiast żądać zakończenia kultywowania zbrodniczej ideologii w tym kraju czy uzyskać zgodę na ekshumację naszych rodaków pomordowanych na Wołyniu. To wy nadaliście Ukraińcom przywileje socjalne na koszt Polaków. Teraz robicie teatr pod nastroje społeczne. Nie przeprosiliście za waszą politykę “sług Ukrainy”. Nie macie żadnej wiarygodności.
Co do prądu to macie co najmniej, albo nawet więcej za uszami co Tusk. To za waszych rządów zwiększyliście udział wiatraków i fotowoltaiki w systemie energetycznym o prawie 500%. To wy zgodziliście się na zaostrzenie unijnej polityki klimatycznej. To wy wprowadziliście opłatę mocową, która szczególnie mocno uderza w przemysł. To wy jako pierwszy rząd w III RP wyznaczyliście datę likwidacji polskiego górnictwa i energetyki węglowej.
To hipokryzja z waszej strony. To wy postawiliście na piedestale bezwarunkową pomoc Ukrainie zamiast żądać zakończenia kultywowania zbrodniczej ideologii w tym kraju czy uzyskać zgodę na ekshumację naszych rodaków pomordowanych na Wołyniu. To wy nadaliście Ukraińcom przywileje…
— Marek Tucholski 🇵🇱 (@tucholski_marek) January 3, 2026
RozwińZwiń komentarze (1)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Błyskawiczna operacja wojskowa Stanów Zjednoczonych w Wenezueli tylko potwierdza, że ponownie nadeszła epoka, w której liczy się realna siła, a nie siła sojuszy czy „wartości”. Po reżimie w Caracas nikt płakać nie będzie.
Zastanówmy się jednak, czy Polska jest gotowa na te niespokojne czasy. Czy jesteśmy zdolni do samodzielnej obrony? Czy mamy rezerwistów, zapasy amunicji i bezpieczeństwo żywnościowe? Pomimo tak wielu sygnałów alarmowych ze świata obawiam się, że odpowiedź dalej brzmi „nie”.
Błyskawiczna operacja wojskowa Stanów Zjednoczonych w Wenezueli tylko potwierdza, że ponownie nadeszła epoka, w której liczy się realna siła, a nie siła sojuszy czy „wartości”. Po reżimie w Caracas nikt płakać nie będzie.
— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) January 3, 2026
Zastanówmy się jednak, czy Polska jest gotowa na te…
RozwińZwiń komentarze (2)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
To już nie jest prognoza ani „demograficzna chmura na horyzoncie”, to twarde liczby i puste roczniki, które ciężko będzie “nadrobić”.
W całej Unii Europejskiej współczynnik dzietności (TFR) spadł do ok. 1,38. To znacznie poniżej poziomu zastępowania pokoleń (~2,1).
➡️ W praktyce oznacza to, że każde kolejne pokolenie jest o jedną trzecią mniejsze od poprzedniego.
Jak wygląda Polska – tu jest najgorzej.
W Polsce w 2024 r. dzietność spadła do ok. 1,10 – najniżej w historii. Rodzi się ok. 250–270 tys. dzieci rocznie, jeszcze kilkanaście lat temu było to ponad 400 tys.
To już nie jest „problem dużych miast”. W wielu powiatach dzietność spadła poniżej 1, czyli statystycznie dwoje rodziców nie zastępuje nawet jednego dziecka.
Co to oznacza w praktyce?
❌ mniej pracowników → wolniejszy wzrost gospodarczy, mniejsze wpływy z podatków
❌ więcej seniorów → rosnące koszty ochrony zdrowia i opieki
❌ presja na system emerytalny: mniej płacących, więcej pobierających
❌ zwijanie usług lokalnych: szkoły, oddziały, transport – szczególnie w Polsce powiatowej
❌ presja migracyjna, bo luka demograficzna nie znika sama
Demografia działa wolno, ale nie wybacza.
Skutki dzisiejszych decyzji zobaczymy za 20–30 lat. Jeśli utrzymamy dzietność w okolicach 1,10, GUS w symulacji pokazuje, że Polska może mieć około 28,4 mln ludzi w 2060 r. (to wariant niskiej dzietności). Równolegle prognozy GUS pokazują mocne starzenie się: osoby 65+ to ok. 30% populacji w okolicach 2060 r.
Ile dzieci musiałoby się rodzić, żeby odwrócić trend?
Aby zatrzymać zwijanie się populacji, trzeba wrócić do TFR ≈ 2,1.
Dla Polski oznacza to:
dziś: ~250–270 tys. urodzeń rocznie,
potrzeba: ~430–450 tys. urodzeń rocznie,
czyli o 170–200 tys. dzieci więcej każdego roku — i to przez dekady, nie przez jedną kadencję.
Ale jest jeszcze gorzej, problemem nie jest tylko niska dzietność, ale także to, że mamy coraz mniej kobiet w wieku rozrodczym (echo niżu demograficznego z lat 90.).
➡️ Dlatego, aby realnie odwrócić trend:
przeciętna kobieta musiałaby rodzić nie 2,1,
lecz raczej 2,3–2,5 dziecka, bo dzieci rodzi coraz mniejsza liczba kobiet, a luka już się otworzyła.
Im dłużej tkwimy przy poziomie ~1,1, tym wyższy musiałby być przyszły „skok dzietności”, żeby wyjść na zero.
I na koniec, macierzyństwo i wielodzietność są dziś obrzydzane z każdej strony:
-przez kulturę masową,
-przez media głównego nurtu,
-przez narrację, że dzieci to koszt, problem i ograniczenie.
A prawda jest brutalnie prosta:
bez dzieci nie ma społeczeństwa, gospodarki ani państwa. Trzeba mieć więcej dzieci, a nie udawać, że „jakoś to będzie”, eśli dalej będziemy wypierać problem, matematyka zrobi swoje, i nie będzie dla nikogo litości, zapaść demograficzna dotknie każdego.
Europa się zwija, a Polska w trybie turbo. To już nie jest prognoza ani „demograficzna chmura na horyzoncie”, to twarde liczby i puste roczniki, które ciężko będzie "nadrobić".
— Ryszard Wilk (@ryszard_wilk) January 1, 2026
W całej Unii Europejskiej współczynnik dzietności (TFR) spadł do ok. 1,38.
To znacznie poniżej poziomu… pic.twitter.com/y8vz9Xsvfy
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Zakupy za gotówkę za okazaniem dowodu i niższe limity płatności – Tusk wdraża unijne ograniczenia w płatnościach gotówkową.
Rok 2026 jest ostatnim pełnym rokiem przed realnym wejściem w życie w Polsce rozporządzenia AMLR. Od lipca 2027 zacznie obowiązywać unijny limit płatności gotówką w relacjach konsument–przedsiębiorca na poziomie 10 000 euro, czyli około 43 000 zł. Powyżej tej kwoty gotówka stanie się nielegalna. Jeszcze wcześniej kończy się anonimowość. Już od 3000 euro sprzedawca będzie zobowiązany do spisania danych osobowych klienta i przeprowadzenia procedury weryfikacji dowodu tożsamości. Przy kwotach powyżej 3000 euro (około 12 tys. zł) bez dowodu nie kupimy nic.
ZAKAZ GOTÓWKI!
— Paweł Usiądek (@PUsiadek) January 2, 2026
Zakupy za gotówkę za okazaniem dowodu i niższe limity płatności – Tusk wdraża unijne ograniczenia w płatnościach gotówkową.
Rok 2026 jest ostatnim pełnym rokiem przed realnym wejściem w życie w Polsce rozporządzenia AMLR. Od lipca 2027 zacznie obowiązywać unijny… pic.twitter.com/0mihHCmBX2
To duże ograniczenie swobody obrotu gotówkowego, wprowadzone bez ustawy krajowej, bez debaty parlamentarnej, na mocy rozporządzenia przyjętego przez Radę Unii Europejskiej w maju 2024. AMLR obowiązuje bezpośrednio, a trzyletni okres przejściowy służy wyłącznie przygotowaniu aparatu kontrolnego. Po lipcu 2027 nie kupimy już za gotówkę samochodu czy wyposażenia kuchni, jeśli sprzedawcą jest przedsiębiorca.
Pozostawiono wyjątek dla transakcji między osobami prywatnymi, ale to tylko tymczasowa furtka. Skoro Bruksela uznała, że walka z praniem pieniędzy uzasadnia likwidację anonimowości przy 3000 euro, to pytanie nie brzmi czy, tylko kiedy ta granica zostanie obniżona także w relacjach między osobami fizycznymi. Możemy spodziewać się również dalszych ograniczeń i promowania cyfrowej waluty.
Gotówka przestaje być domyślnym środkiem płatniczym, a staje się podejrzanym reliktem przeszłości, wymagającym kontroli. Polityczna decyzja o ograniczeniu gotówki, anonimowości i realnej wolności ekonomicznej obywateli zapadła bez pytania nas o zgodę.
RozwińZwiń komentarze (2)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
❌ 3 ofiary śmiertelne
❌ spalony zabytkowy kościół
❌ przeciążony od zgłoszeń numer alarmowy, apele służb o telefonowanie tylko w zagrożeniu życia
❌ zamieszki z policją oraz ataki wymierzone w ratowników medycznych
❌ pożary sklepów, hal sportowych, domów jednorodzinnych i innych obiektów
❌ wysokie skażenie powietrza dymem, stanowiące zagrożenie zdrowia
❌ setki rannych
❌ 250 aresztowanych osób
Taki jest bilans tragicznej nocy Sylwestrowej w Holandii.☝️
Wiecie co jest najbardziej tragiczne w całej tej historii?
Opinie holenderskich władz, które za główną przyczynę ulicznych walk podają legalność fajerwerków, uważając, że ich całkowity zakaz rozwiąże w przyszłości wszystkie problemy społeczne tego kraju.
Tylko nieliczni zaczynają mówić o tzw. “Chorobie Holenderskiej”. Ciekawe jednak, czy znajdą w sobie na tyle odwagi, by nie tylko nazywać rzeczy po imieniu, ale także, by podjąć odważne kroki, schować poprawność polityczną do kieszeni i zaprowadzić porządek?
Dotyczy to nie tylko Holandii, ale również innych krajów Europy Zachodniej.
To nie jest normalne, że rdzenni Europejczycy, przez destrukcyjną społecznie politykę migracyjną, nie mogą bezpiecznie i w spokoju świętować Sylwestra na ulicach swoich miast.
Na zachodzie bez zmian…
— Magdalena Sosnowska (@M_Sosnowska_) January 2, 2026
❌️ 3 ofiary śmiertelne
❌️ spalony zabytkowy kościół
❌️ przeciążony od zgłoszeń numer alarmowy, apele służb o telefonowanie tylko w zagrożeniu życia
❌️ zamieszki z policją oraz ataki wymierzone w ratowników medycznych
❌️ pożary sklepów, hal… pic.twitter.com/yZ8zGWdtuE
Skomentuj
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Pokazowe obalenie Maduro w Wenezueli przez Trumpa to kolejny przykład potwierdzający, że świat z iluzji „końca historii” wkroczył w etap nowego koncertu mocarstw, w którym rządzi siła, w kluczowych stolicach negocjuje się strefy wpływów i rachuje zasoby. Twardy realizm Dmowskiego, zamiast liberalnych i lewicowych iluzji.
Polska nie ma żadnego interesu w angażowaniu się w spór o Wenezuelę, za wyjątkiem stabilności cen ropy na międzynarodowych rynkach. Zero sentymentów wobec antyzachodniego, socjalistycznego dyktatora. Zero sentymentów wobec jego następców już wytypowanych przez CIA.
Pokazowe obalenie Maduro w Wenezueli przez Trumpa to kolejny przykład potwierdzający, że świat z iluzji „końca historii” wkroczył w etap nowego koncertu mocarstw, w którym rządzi siła, w kluczowych stolicach negocjuje się strefy wpływów i rachuje zasoby. Twardy realizm…
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) January 3, 2026
Na marginesie tej historii warto przeanalizować czy i na ile Polska jest przygotowana na odparcie tego rodzaju ataku. Z Brześcia do Warszawy jest 200 kilometrów. Jeśli nie stworzymy procedur ochrony kierownictwa państwa i reagowania na zagrożenia, to można nam zrobić to co zrobili Amerykanie.
Zacznijmy siebie traktować poważnie jeśli chcemy by inni na arenie międzynarodowej traktowali nas poważnie.
RozwińZwiń komentarze (4)
Zaloguj się żeby móc dodawać komentarze
Skomentuj