Zwycięstwo zdrowego rozsądku, ale to wciąż za mało!
Absurdalne, że sądy zajmują się takimi rzeczami. Naczelny Sąd Administracyjny stanął po stronie zwykłego człowieka i zdrowego rozsądku. W prawomocnym wyroku z 7 lipca uznał, że rekreacyjne palenie w kominku spełniającym normy ekologiczne nie może być zakazane tylko dlatego, że w domu jest inne źródło ciepła.
O co chodziło? Sejmik województwa mazowieckiego wprowadził rygorystyczny program, który w tak zwane dni smogowe zakazywał używania kominków, o ile nie były jedynym źródłem ciepła. Zakaz objął całe województwo, m.in. Ciechanów czy Płock. Do sądu poszedł właściciel nowego domu z nowoczesnym kominkiem spełniającym unijne normy ekoprojektu.
NSA: można palić w kominku, nawet gdy masz inne ogrzewanie. Zwycięstwo zdrowego rozsądku, ale to wciąż za mało❗
Absurdalne, że sądy zajmują się takimi rzeczami. Naczelny Sąd Administracyjny stanął po stronie zwykłego człowieka i zdrowego rozsądku. W prawomocnym wyroku z 7 lipca… pic.twitter.com/0ENsbFFLVp
I wygrał. Sąd uznał, że zakaz narusza prawo własności chronione Konstytucją. Kluczowy argument jest prosty. Samorząd nie wykazał, że nowoczesne, certyfikowane kominki są bardziej szkodliwe niż inne paleniska na paliwa stałe, w tym na węgiel. Skoro tak, to wybiórcze karanie akurat kominków jest arbitralne i niesprawiedliwe.
Ale nie łudźmy się. To tylko jeden wyrok w jednej sprawie. Machina nowych zakazów działa dalej. Uchwały antysmogowe, normy Euro 7, ETSy, zakaz kotłów gazowych. NSA nas przed tym wszystkim nie uchroni. Potrzeba zmiany politycznej i zawrócenia z kursu klimatyzmu.
Zwykły człowiek nie powinien latami procesować się o prawo do rozpalenia własnego kominka. To urzędnicy powinni udowadniać sens każdego zakazu, zanim go wprowadzą. A nie odwrotnie. Zdrowy rozsądek nie może być luksusem wywalczanym w sądzie.
Wystąpienia w Sejmie posłów Konfederacji w trakcie omawiania “Projektu ustawy o zmianie ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych 98 oraz ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania”.
Poseł Ryszard Wilk
15 kobiet, jeden mężczyzna. Czy to jest problem? Oczywiście, że nie. Czy da się to zrobić? Oczywiście, że tak. Bo właśnie z takim zespołem do niedawna pracowałem, prowadząc działalność gospodarczą. 15 kobiet, jeden mężczyzna – pod jednym dachem, w jednym biurze dział telemarketingu, pracownicy biurowi i rodzynek, laborant Andrzej. Czy to był jakiś problem? Nie, to jest super zespół, który wtedy działał i działa do dzisiaj.
Ale dlaczego o tym mówię? Dlatego że rząd skierował do Sejmu projekt wdrażający unijną dyrektywę dotyczącą tzw. równowagi płci we władzach dużych spółek giełdowych. Projekt zakłada obowiązek dążenia do zapewnienia ok. 33% miejsc dla płci niedostatecznie reprezentowanych w zarządach i radach nadzorczych. Obowiązek uchwalenia polityki równowagi płci, obowiązek corocznego sporządzania i publikowania raportów dotyczących udziału kobiet i mężczyzn, obowiązek przekazywania tych danych do administracji państwowej, pierwszeństwo dla kandydata z płci niedostatecznie reprezentowanej w przypadku porównywalnych kwalifikacji, możliwość dochodzenia odszkodowania przez kandydatów, nowe uprawnienia kontrolne oraz kara do 0,5 mln zł za to, że któraś z firm nie dopełni tych obowiązków – szanowni państwo, przecież to jest jakiś absurd.
Minimum 33% płci "niedostatecznie reprezentowanej" w firmach. Na początek: w zarządach największych spółek giełdowych🤯 pic.twitter.com/fytQDR63Iv
Państwo nie powinno dyktować prywatnym przedsiębiorstwom, kto ma zasiadać w zarządach i radach nadzorczych. Najważniejsze powinny być kompetencje, doświadczenie, wyniki, a nie płeć kandydata. To kolejna paczka unijnej biurokracji, nowe polityki, nowe obowiązki, nowe kontrole, zamiast ułatwień dla biznesu, który teraz naprawdę potrzebuje tlenu. Nie ma dowodu, że państwowe parytety poprawią wyniki firm. Nie ma takich dowodów. To jest dyskutowane.
O ile część analiz wskazuje, że są jakieś korelacje, o tyle nie przesądza to o tym, że jest jakikolwiek związek przyczynowo-skutkowy odnośnie do wprowadzenia tych parytetów. Państwo tutaj mówicie, że to będzie dotyczyć tylko 200 największych podmiotów. Okej, ale to już jest bardzo niebezpieczny precedens. To jest przesunięcie okna Overtona, żeby później rozlać te niepoważne przepisy na mniejsze przedsiębiorstwa. Co ważne, należy zaznaczyć, szanowni państwo, że te przepisy, pamiętajmy, są wprowadzane pod groźbą.
To nie jest tak, że rząd chce. Rząd wprowadza pod groźbą, ponieważ Unia Europejska już nam grozi, że jeżeli tego nie wprowadzimy, to zaskarży to do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Kończę, szanowni państwo. Przed chwilą mieliśmy tutaj wystąpienie pani poseł z Lewicy, która z wielką aprobatą mówiła o tym, że oni są zwolennikami parytetów w prywatnych spółkach. Tymczasem podczas ostatnich wyborów władz Nowa Lewica, jej partia, obsadziła stanowiska przewodniczących we wszystkich 16 województwach, uwaga, mężczyznami. Wygląda więc na to, że gdy chodzi o własną partię, liczą się kompetencje, a nie parytety. Warto tę samą zasadę zostawić również prywatnym przedsiębiorcom.
Konfederacja będzie oczywiście przeciwko temu absurdalnemu projektowi.
Poseł Witold Tumanowicz
Pod pretekstem zwiększania równości płci wprowadza się obowiązek tworzenia polityki siłowej kooptacji osób tylko ze względu na płeć. Nowe procedury rekrutacyjne, obowiązki sprawozdawcze, możliwość nakładania przez Komisję Nadzoru Finansowego kar sięgających 500 tys. zł – to wszystko dlatego, że Komisja Europejska uznała, iż wie lepiej od właścicieli spółek, jak powinny wyglądać składy ich organów nadzorczych. Konfederacja stoi na stanowisku, że o wyborze członków zarządów i rad nadzorczych powinny decydować przede wszystkim kompetencje, doświadczenie, zaufanie akcjonariuszy, a nie odgórne narzucanie wskaźnika dotyczącego płci. Zwolnicy takich regulacji przekonują, że parytety zwiększają równość szans.
Pod pretekstem zwiększania równości płci wprowadza się obowiązek tworzenia polityki siłowej kooptacji osób tylko ze względu na płeć.
Nowe procedury rekrutacyjne, obowiązki sprawozdawcze, możliwość nakładania przez Komisję Nadzoru Właściwego kar sięgających pięciuset tysięcy… pic.twitter.com/neWYXPY7fh
Tymczasem doświadczenia, np. z Norwegii, pokazują coś zupełnie innego. Po wprowadzeniu obozróżnicowane zespoły lepiej identyfikują ryzyka, podejmują bardziej wyważone decyzje i sprzyjają długofalowemu rozwojowi przedsiębiorstw. Zysk jest oczywisty. Gospodarka nie może pozwolić sobie na marnowanie talentów połowy społeczeństwa.
Każda osoba niezależnie od płci powinna mieć realną możliwość dojścia na najwyższe stanowiska, jeśli posiada odpowiednie kwalifikacje. To jest dobre dla pracowników, dla inwestorów, dla całej gospodarki. Dlatego z przyjemnością klub Lewicy poprze niniejsze przedłożenie.
Uważam to za między innymi nasz sukces. Nie wyłącznie nasz, ale uderzaliśmy w to jako pierwsi i robiliśmy to zdecydowanie.
Uważam to za między innymi nasz sukces. Nie wyłącznie nasz, ale uderzaliśmy w to jako pierwsi i robiliśmy to zdecydowanie.
Inny nasz, nie tylko nasz!, sukces to że na ostatnim posiedzeniu Sejmu z bloku głosowań spadła ustawa mająca zdelegalizować większość polskiej branży… https://t.co/TVCy6JclcZ
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) June 23, 2026
Inny nasz, nie tylko nasz!, sukces to że na ostatnim posiedzeniu Sejmu z bloku głosowań spadła ustawa mająca zdelegalizować większość polskiej branży pirotechnicznej. Wielu naszych posłów, w tym ja, było przez ostatnie miesiące z kontakcie z branżą, odwiedzało polskie firmy które w tym sektorze skutecznie konkurują na rynku globalnym i kolportowało argumenty przeciw robieniu im krzywdy. Dzięki naszej postawie i rozsądkowi posłów PSL projekt stracił większość i wycofano go z bloku głosowań.
Brawo i gratulacje dla wszystkich spoza naszego środowiska, którzy też działali na rzecz ratowania tych branż. Jesteście cichymi bohaterami!
Polecam mocny merytorycznie, dobry wpis Rafała Dorosińskiego na temat bezprawia, którym jest próba wprowadzenia do polskiego porządku prawnego rejestrowanych za granicą związków homoseksualnych poprzez nowy formularz aktu małżeństwa, który jest sprzeczny z Konstytucją i kilkoma ustawami.
Polecam mocny merytorycznie, dobry wpis @RafalDorosinski na temat bezprawia, którym jest próba wprowadzenia do polskiego porządku prawnego rejestrowanych za granicą związków homoseksualnych poprzez nowy formularz aktu małżeństwa, który jest sprzeczny z Konstytucją i kilkoma… https://t.co/IEmdVmQFeJ
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) May 18, 2026
Każdy urzędnik angażujący się w tego rodzaju bezprawną operację polityczną łamie prawo, bo administracja musi działać na podstawie i w granicach prawa. Rozporządzenia nie zmieniają ustaw, a formularze urzędnicze nie tworzą prawa! Żadne orzeczenie z Luxemburga nie daje patentu na bezkarność.
Wykonanie orzeczeń TS UE to rola władz konstytucyjnych, a nie tego czy innego ministra czy urzędnika samorządowego. Nie każde orzeczenie może i musi być wykonane. To zależy od ram konstytucyjnych i woli politycznej władz konstytucyjnych. Jest bardzo wiele orzeczeń TS UE, które nie są i być może nigdy nie będą wykonane. Proces zainicjowany przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego to anarchizowanie państwa i nadużycie władzy.
Stanisław Tyszka – poseł do Parlamentu Europejskiego
Projekt ustawy właśnie trafił do Sejmu i przewiduje: 👉 uznanie działalności w zakresie kryptowalut za nieuczciwą praktykę rynkową — automatycznie, bez badania, czy doszło do oszustwa, 👉 zakaz emisji, oferowania, dopuszczania do obrotu i świadczenia usług związanych z kryptowalutami, 👉obowiązek zamknięcia platform, rachunków, systemów i stron internetowych w ciągu 2 miesięcy, 👉 możliwość blokowania rachunków krypto i rachunków pieniężnych przez ABW na żądanie UOKiK, 👉 obowiązek blokowania stron internetowych przez operatorów internetu, 👉 karę od 6 miesięcy do 8 lat więzienia za prowadzenie działalności krypto, 👉 a przy „wielkiej wartości mienia” – nawet od 1 roku do 10 lat więzienia.
Po kilku rządowych projektach w zakresie kryptowalut słusznie krytykowanych za nadmierną regulację i biurokrację mamy jeszcze bardziej kuriozalny projekt de facto likwidujący całą branżę! Tylko dlatego, że Jarosław Kaczyński nie rozumie czym są kryptowaluty.
Na świecie krypto coraz częściej wchodzi do normalnego obrotu finansowego: w USA dopuszczono fundusze ETF na Bitcoina, a kolejne państwa zastanawiają się nad włączeniem krypto do rezerw strategicznych.
Polska potrzebuje jasnych zasad w zakresie kryptowalut, a nie kolejnego zakazu pisanego w logice: „nie rozumiemy, więc zakażemy”!
Uwaga! PiS złożył projekt ustawy zakazujący działalności w zakresie kryptowalut w Polsce! Projekt ustawy właśnie trafił do Sejmu i przewiduje: 👉 uznanie działalności w zakresie kryptowalut za nieuczciwą praktykę rynkową — automatycznie, bez badania, czy doszło do oszustwa, 👉…
Bartłomiej Pejo – poseł na Sejm, członek Rady Liderów Konfederacji
To nie jest straszenie, tylko fakt. Statystyki są alarmujące, a system wciąż ma luki.
Temat wrócił na komisji, ale mimo ponadpolitycznej zgody nadal brakuje zdecydowanych działań. Niepokoi też rola reklam, które mogą pogłębiać problem wśród najmłodszych.
Zdrowie psychiczne dzieci powinno być ponad podziałami. Niezależnie od poglądów warto naciskać na realne działania.
Waszym dzieciom zagraża internetowy hazard. To nie jest straszenie, tylko fakt. Statystyki są alarmujące, a system wciąż ma luki.
Temat wrócił na komisji, ale mimo ponadpolitycznej zgody nadal brakuje zdecydowanych działań. Niepokoi też rola reklam, które mogą pogłębiać problem… pic.twitter.com/7ogV4Zdbvk
O 15 proc. spadła produkcja napojów w butelkach PET!
Między innymi dlatego Konfederacja chce dymisji najgorszej minister tego rządu – Pauliny Hennig-Kloski! Na najbliższym posiedzeniu Sejmu będziemy nad tym głosować.
Dane są twarde, choć producenci wolą ich nie komentować przed raportami kwartalnymi. Jeden z największych graczy na rynku wód i napojów przyznał “Rzeczpospolitej” nieoficjalnie: sprzedaż napojów w butelkach PET spadła o 15 procent. Puszki – o 2 procent. Kompania Piwowarska potwierdza ponad 4-procentowy spadek sprzedaży piwa od początku roku.
System kaucyjny ZMNIEJSZYŁ produkcję napojów!
O 15 proc. spadła produkcja napojów w butelkach PET!
Między innymi dlatego Konfederacja chce dymisji najgorszej minister tego rządu – Pauliny Hennig-Kloski! Na najbliższym posiedzeniu Sejmu będziemy nad tym głosować.
Tymczasem w obiegu krąży już 1,4 MILIARDA butelek objętych kaucją – tylko w pierwszym kwartale tego roku. Pieniądze z nieodebranych kaucji trafiają do prywatnych operatorów. Ministerstwo Klimatu nadal nie wie, ile kaucji pobrano i ile zwrócono.
Butelkomatów potrzeba trzy razy więcej niż jest. Dziś działa od 3 do 7,5 tysiąca maszyn – zależnie od szacunków, bo nawet tego nikt dokładnie nie wie. Kolejki, awarie, odmowy przyjęcia butelek. Branża mówi wprost: system jest drogi i wyjątkowo podatny na fraudy. Brakuje organizacji, która nadzorowałaby rozliczenia między operatorami.
Te wszystkie czynniki wpływają na decyzje zakupowe Polaków. Skoro napój jest droższy a odzyskanie kaucji wiąże się z trudnościami, to ludzie wolą ich nie kupować wcale.
Polska nie była gotowa rok temu. Nie jest gotowa dziś. System działa – ale działa źle, drogo i kosztem konsumentów, producentów i środowiska, które miał chronić.
Od wczorajszego wieczora banda nieznających zupełnie tematu dziennikarzy, polityków i komentatorów próbuje przekonać opinię publiczną, że razem z Prezydentem Nawrockim, ponosimy jakąkolwiek odpowiedzialność za domniemane bankructwo giełdy Zonda.
Prawda jest zupełnie odwrotna. Odpowiedzialność za tę sytuację ponosi KNF oraz rząd Donalda Tuska, a przyjęcie ich ustawy nie zmieniłoby w sprawie Zondy nic.
Od wczorajszego wieczora banda nieznających zupełnie tematu dziennikarzy, polityków i komentatorów próbuje przekonać opinię publiczną, że razem z Prezydentem Nawrockim, ponosimy jakąkolwiek odpowiedzialność za domniemane bankructwo giełdy Zonda.
Proponowana przez rząd, a zawetowana przez Prezydenta ustawa miała okres przejściowy do czerwca 2026 roku. Oznacza to, że jej podpisanie nic by nie zmieniło! Zonda działałałby w Polsce na tych samych zasadach co obecnie. Gdyby rząd Tuska nie był tak leniwy i przyjął ustawę zgodnie z terminem, czyli do końca 2024 roku, okres przejściowy skończyłby się w czerwcu 2025 roku. Nie mówiąc już o tym, że w 2024 Prezydent Duda by ją pewnie podpisał. To raz.
Dwa jest takie, że Zonda jest zarejestrowana w Estonii. Kiedyś to była polska spółka, ale wrogie działania KNF wyrzuciły ją do Estonii. W rezultacie KNF może Zondzie skoczyć. Próbowałem tłumaczyć podczas debaty w Sejmie, że przyjęcie tej ustawy o krypto sprawi, że wszystkie giełdy krypto będą nadzorowane poza Polską, będą tylko paszportować swoją licencję do Polski. Przez co KNF nie będzie mógł ich kontrolować, nadzorować etc.
A co by było gdyby? Gdyby rząd Tuska zmieściłby się w terminie, uchwalił ustawę i przekonał do niej Prezydenta? Też nic by to nie zmieniło. Bo Zonda dalej podlegałaby pod estońskiego regulatora. Estonia ustawę wdrażającą rozporządzenie MiCA przyjęła w terminie, w czerwcu 2024 roku. Co mógłby zrobić KNF na podstawie przyjętej ustawy? Wysłać pismo do estońskiego nadzoru i poprosić o przyjrzenie się Zondzie. Co zresztą nieoficjalnie i tak robił. A co z tym zrobili Estończycy? Oczywiście nic, bo z ustawą czy bez niej, KNF może sobie wysyłać listy, pogróżki, skargi, pocztówki czy serdeczne pozdrowienia, a cała odpowiedzialność i wszystkie decyzje i tak są po stronie Estonii. Polska ustawa w żaden sposób nie zobowiązuje Estonii do niczego.
Kontynuując gdybanie. Gdyby Prezydent podpisał ustawę, żeby KNF miał w sprawie Zondy cokolwiek do powiedzenia, Zonda musiałaby chcieć wystąpić o licencję w Polsce (nie chciała i nie musiała tego robić), KNF musiałby chcieć ją wydać (na pewno by nie chciał), KNF musiałby też zdążyć ją wydać (na pewno by nie zdążył, bo tego rodzaju licencję żółwie z KNF wydają średnio w dwa lata, najwolniej w UE). Czyli KNF nie byłby w stanie nadzorować Zondy nawet gdyby ustawa została przyjęta.
Co z tym zrobić? Przyjąć złożony przez Konfederację projekt ustawy o krypto autorstwa prof. Piecha, napisany według zasady UE+0, która implementuje unijne rozporządzenie MiCA. Gdyby rząd Tuska rzeczywiście przejmował się polskimi inwestorami i rynkiem krypto, to projekt zostałby przez Sejm przyjęty, a Prezydent by tę ustawę podpisał. Ponieważ jednak Tuskowi zależy tylko na biciu piany, rzucaniu fałszywymi oskarżeniami, manipulowaniu opinią publiczną i robieniu cyrku, Polska jako ostatnia w UE swojej ustawy nie ma.
W interesie polskich klientów jest to, żeby istniały giełdy krypto mające licencję w Polsce. W interesie polskiego państwa jest nadzorowanie giełd krypto. Przyjęcie zawetowanej ustawy uniemożliwiłoby osiągnięcie obydwu tych celów. Polacy musieliby inwestować na zagranicznych giełdach (tak jak obecnie) a KNF nie mógłby ich nadzorować, bo dalej zarejestrowane byłyby za granicą (tak jak obecnie). Żeby giełdy krypto chciały rejestrować się w Polsce, nasze przepisy musiałyby być dla nich przyjazne, a nie są i nic nie wskazuje na to, że będą.
Polacy będą dalej skazani na zagraniczne giełdy, zagraniczne nadzory, a w przypadku upadku giełdy, sprawiedliwości też będą musieli szukać za granicą. Kto jest za to odpowiedzialny? KNF i wszystkie polskie rządy od 2015 roku. Ostrzegałem o tym od lat.
Podsumowując. Przyjęcie zawetowanej ustawy nic by nie zmieniło, Zonda jest spółką pod nadzorem estońskim, a dziennikarze zrzucający odpowiedzialność za działania rządu na Prezydenta Nawrockiego i mnie, uczestniczą w realizacji politycznego zamówienia, bezczelnie kłamiąc i dezinformując swoich czytelników lub piszą te bzdury, bo nie rozumieją zagadnienia kryptowalut. Jedno w sumie dugiego nie wyklucza.
Podsumowując. Przyjęcie zawetowanej ustawy nic by nie zmieniło, Zonda jest spółką pod nadzorem estońskim, a dziennikarze zrzucający odpowiedzialność za działania rządu na Prezydenta Nawrockiego i mnie, uczestniczą w realizacji politycznego zamówienia, bezczelnie kłamiąc i…
Dla porządku zaznaczam też, że nie mam nic wspólnego z Zondą, nie znam jej pracowników, zarządu, właścicieli, nie mam z nimi żadnych interesów ani kontaktów. Nie trzymałem też tam żadnych kryptowalut. Przez te kilkanaście lat widziałem już tyle upadków giełd krypto, że jest dla mnie zupełnie oczywiste, że na żadnej giełdzie nie trzyma się środków. Osobiście nie postawiłbym 5 zł na to, że klienci Zondy odzyskają swoje pieniądze. Nie zamierzam Zondy bronić, nie mam żadnego powodu, żeby to robić.
A rząd i KNF zamiast pokazywać swą niekompetencję, straszyć pęknięciem bańki i szukać wszędzie ruskich dywersantów, mógłby zrobić chociaż jedną rzetelną akcję informacyjną, dotyczącą bezpiecznego korzystania z giełd i zasady, że giełdy krypto służą tylko do robienia transakcji, nie trzyma się tam żadnych środków!
Polowanie na etaty za 3..2…1… Prezydent, ku uciesze Lewicy podpisał ustawę o PIP!
Państwo właśnie wchodzi na rynek pracy z buta!
Wyobraźmy sobie studenta do 26 roku życia na umowie zlecenia. Dzisiaj nie płaci ZUS i to często jedyny sposób, żeby zdobyć pierwsze doświadczenie i zarobić sensowne pieniądze. Po zmianach wystarczy decyzja PIP, że taka współpraca ma cechy etatu i nagle pojawiają się pełne składki ZUS
Koszt rośnie, student dostaje mniej na rękę albo traci pracę, a pracodawca rezygnuje z takiej formy współpracy.
Inspektor PIP dostaje realną władzę, żeby jednym podpisem uznać, że Twoje B2B albo zlecenie to „etat”, nawet jeśli obie strony tego nie chcą! I co najważniejsze taka decyzja działa praktycznie od razu. Najpierw wykonujesz, potem ewentualnie walczysz w sądzie, często przez rok albo dłużej.
To jest odwrócenie podstawowej logiki państwa prawa
Nie sąd rozstrzyga spór, tylko urzędnik. A Ty masz się bronić już po fakcie.
Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Programista na B2B, dwa kontrakty, wyższe netto, elastyczność. Klient zadowolony, on zadowolony. Wchodzi PIP i mówi to jednak etat. Nagle pojawia się ZUS, zaległe składki( inspektor może skierować sprawę do sądu o składki “w tył”), zmiana modelu współpracy. Wszystko decyzją administracyjną.
Problem w tym, że granica między B2B a etatem jest w praktyce nieostra.
A skoro jest nieostra, to przy tak ogromnych uprawnieniach urzędnika oznacza jedno totalną niepewność. Dzisiaj działasz legalnie, jutro ktoś uzna, że jednak nie. Dodatkowo, inspektorzy często się mylą. Niektóre media podawały, że inspektorzy przegrywają nawet 2/3 spraw sądowych o ustalenie stosunku pracy. Napisałem już interpelację do MRPiPS o dokładne informacje. Jeśli te dane się potwierdzą, to będziemy mieli istny Armageddon.
Do tego dochodzi odwrócony ciężar dowodu.
To nie państwo musi udowodnić, że coś jest nie tak. To przedsiębiorca musi latami udowadniać, że urzędnik się pomylił.
I teraz najważniejsze: pieniądze
Rząd wprost przyznaje, że chodzi o zwiększenie wpływów z podatków i składek. Podwójne mandaty, więcej kontroli, więcej „etatów”, więcej ZUSu. Do tego rozbudowa aparatu setki nowych urzędników, analitycy, łączenie danych PIP, ZUS i KAS.
To nie jest przypadek. To jest system.
W ramach tej zmiany powstanie około 360 nowych etatów w PIP w latach 2026–2027, w tym około 100 nowych inspektorów oraz dziesiątki osób dedykowanych do wydawania decyzji o stosunku pracy i analizowania danych
To jasno pokazuje skalę planowanych działań.
I żeby była jasność to nie jest wina samych inspektorów PIP
To są normalni ludzie wykonujący swoją pracę. Ale jeśli resort zacznie ich rozliczać z liczby decyzji i „efektów”, to presja zrobi swoje. I wtedy bardzo łatwo przejść od kontroli do polowania na czarownice.
A na końcu ucierpi wizerunek całej służby.
Najbardziej dostaną mali!
Mikrofirmy, samozatrudnieni, lokalne biznesy. Duże korporacje mają prawników i sobie poradzą. Mały przedsiębiorca zostaje sam z decyzją i ryzykiem.
Zamiast „porządkować rynek” możemy zobaczyć dokładnie odwrotny scenariusz mniej legalnych form współpracy, więcej kontraktów wyprowadzanych za granicę, więcej automatyzacji i niestety więcej szarej strefy.
To jest ogromne obciążenie dla gospodarki i demolka elastyczności rynku pracy
I teraz kluczowa sprawa ta ustawa to tzw. kamień milowy KPO A71G A72G.
Czyli coś, co miało być elementem odbudowy gospodarki po kryzysach.
Tylko że KPO miało zwiększać konkurencyjność, ułatwiać prowadzenie działalności i wspierać rozwój. A tutaj mamy dokładnie odwrotny efekt więcej kontroli, większe koszty, większe ryzyko i wypinanie elastyczności zatrudnienia, która była jednym z fundamentów polskiego rynku pracy.
KPO miało odbudowywać gospodarkę, a nie ją rujnować!
To nie jest reforma dla pracowników. To jest projekt fiskalny.I rachunek za to zapłaci cała gospodarka.
Pierwsze czytanie projektu o obligatoryjnym monitoringu procedury przymusowego odbioru dzieci za nami!
Sejm jednogłośnie przyjął mój projekt do dalszego procedowania.
Wszystkie kluby wyraziły wole współpracy ponad partyjnymi podziałami dla dobra dzieci, bo projekt ma przede wszystkim na celu ochronę dzieci przed traumą i skrzywdzeniem jakiego doznają, gdy ich prawa są bezkarnie łamane.
Pierwsze czytanie projektu o obligatoryjnym monitoringu procedury przymusowego odbioru dzieci za nami!
Sejm jednogłośnie przyjął mój projekt do dalszego procedowania.
Wszystkie kluby wyraziły wole współpracy ponad partyjnymi podziałami dla dobra dzieci, bo projekt ma przede… pic.twitter.com/9NKjCXiK42
Ale UWAGA, rząd także szykuje swój projekt w tej samej sprawie! Czy czeka nas powtórka z przejęciem tematu jak w przypadku urlopu matek wcześniaków?
Niezależnie od tego czyj projekt ostatecznie będzie uchwalony, bardzo ciesze się, że po raz kolejny jest realna szansa na dobrą zmianę w tak ważnej sprawie!
Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym.
Para osób tej samej płci nie może być przez polską administrację rejestrowana jako małżeństwo, ponieważ nim nie jest. Każde inne podejście to nonsens i kolizja z normą moralną i normą konstytucyjną. TS UE nie ma mandatu aby decydować o takich sprawach.
Sędziowie, którzy wybierają logikę zewnętrznej podległości w sprawach regulowanych konstytucyjnie, wypowiadają lojalność państwu polskiemu i nie mogą wiążąco orzekać w jego imieniu.
W polskim ustroju Konstytucja jest nadrzędna względem orzeczeń z zagranicy. Błąd sędziów NSA należy teraz naprawić ustawą, która przywróci porządek konstytucyjny, a orzeczenie TS UE pozostawić pośród dziesiątek innych orzeczeń niewykonanych przez państwa członkowskie UE.
Wyrok NSA ws. par tej samej płci jest sprzeczny nie tylko z naszą Konstytucją, ale także z utrwalonym orzecznictwem TK, SN i NSA, a przede wszystkim z prawem naturalnym. Para osób tej samej płci nie może być przez polską administrację rejestrowana jako małżeństwo, ponieważ nim…
Bartłomiej Pejo – poseł na Sejm, członek Rady Liderów Konfederacji
Jeśli Krajowy System e-Faktur jest tak świetnym rozwiązaniem, to nie powinien być narzucany przymusem. Przedsiębiorcy powinni mieć prawo wyboru, czy chcą z niego korzystać.
Rząd planuje wprowadzić obowiązkowy KSeF dla większości firm już od kwietnia. To kolejne obciążenie szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które już dziś mierzą się z nadmiarem regulacji i biurokracji.
Czas zakończyć przeciągające się konsultacje i przyjąć rozwiązanie, które przywróci przedsiębiorcom wolność wyboru. Dobrowolny KSeF tak. Przymus dla firm nie.
Dość ataków na przedsiębiorców‼️
Dzisiaj złożyłem wniosek o przyspieszenie procedowania ustawy o dobrowolnym KSeF.
Jeśli Krajowy System e-Faktur jest tak świetnym rozwiązaniem, to nie powinien być narzucany przymusem. Przedsiębiorcy powinni mieć prawo wyboru, czy chcą z niego… pic.twitter.com/5m8T9xFwjI
Projekt przewiduje również zaostrzenie sankcji karnych. Za zabijanie zwierząt i znęcanie się nad nimi kara miałaby wzrosnąć z obecnych do 3 lat pozbawienia wolności do widełek od 3 miesięcy do 5 lat. W przypadku szczególnego okrucieństwa kara miałaby wynosić od 6 miesięcy do 8 lat.
Projekt zakłada m.in. trwałą konstrukcję kojca, dostęp do światła dziennego, utwardzone podłoże, minimum 50 proc. zadaszenia oraz ażurowe ogrodzenie z co najmniej 2 stron.
W grudniu prezydent Karol Nawrocki zawetował tzw. ustawę łańcuchową, wskazując, że rozbudowane wymogi dotyczące kojców są oderwane od realiów i trudne do wyegzekwowania, zwłaszcza w gospodarstwach wiejskich. W zawetowanej wersji minimalna powierzchnia kojca miała wynosić od 10 do 20 m2 w zależności od wielkości psa.
Dzień po wecie do Sejmu trafił projekt prezydencki. Zakłada on całkowity zakaz trzymania zwierząt domowych na uwięzi, ale rezygnuje z najbardziej rozbudowanych norm metrażowych dla kojców. Wprowadza obowiązek zapewnienia odpowiedniego schronienia, w tym ocieplonej budy dostosowanej do wielkości psa. Projekt ten nie był jeszcze procedowany.
Tymczasem prawo już dziś przewiduje, że trzymanie psa na uwięzi może trwać maksymalnie 12 godzin. Łańcuch musi mieć co najmniej 3 metry długości. Pies musi mieć budę chroniącą go przed zimnej, upałem i deszczem. Wystarczy wyegzekwować te przepisy, a nie tworzyć nowe, zwłaszcza, że kojec zamiast uwięzi nie zmienia nic w życiu psa.
Małorzata Tylus – dyrektor biura poselskiego Witolda Tumanowicza
Ten projekt ustawy wpłynął wczoraj, był czytany dziś na komisji i dziś został dodany do porządku obrad na trzy godziny przed drugim czytaniem. Droga koalicjo i Koalicjo Obywatelska, ale wy nie rządzicie od wczoraj.
Nie było czasu?
Czy prawo stanowione „na wariata” może być dobre i bezpieczne? Ten projekt ustawy wpłynął wczoraj, był czytany dziś na komisji i dziś został dodany do porządku obrad na trzy godziny przed drugim czytaniem. Droga koalicjo @Obywatelska_KO ale wy nie rządzicie od wczoraj. Nie było… pic.twitter.com/0GhVA9ER45
W przyszłym tygodniu złożymy w Sejmie projekt ustawy wdrażającej rozporządzenie MiCA regulujące rynek kryptowaluty
Ustawa autorstwa prof. Krzysztofa Piecha ma zaledwie 7 stron i nie wprowadza dodatkowych regulacji nad prawo unijne. Dla porównania rządowa ustawa miała 100 stron i wprowadzała mnóstwo zbędnych regulacji.
Mamy nadzieję, że uda nam się znaleźć większość dla tej ustawy w Sejmie!
Szczegóły na YT w mojej rozmowie z prof. Krzysztofem Piechem 👇
Stało się to przed czym w styczniu ostrzegaliśmy, KSeF miał być stabilnym i bezpiecznym systemem, a już na samym początku przy stosunkowo niewielkim obciążeniu zaliczył poważną awarię.
Rząd zignorował sygnały ze strony firm, biur rachunkowych i ekspertów skutkiem czego przedsiębiorcy i księgowi mieli problemy z wysyłką faktur i zalogowaniem się do systemu.
Awaria objęła w dodatku Profil Zaufany, uniemożliwiając milionom Polaków załatwienie bieżących spraw. Ostrzegaliśmy przed wdrażaniem KSeF w takim pośpiechu, bez odpowiednich testów, bez przygotowania. To nie była drobna usterka, tylko ryzyko zablokowania obrotu gospodarczego, gdyby wszyscy byli już tym programem objęci.
KseF jest dla rządu Tuska tym, czym był Polski Ład dla rządu Morawieckiego – niebezpieczną kompromitacją i uderzeniem w polskich przedsiębiorców! Jednego i drugiego należy się pozbyć i przestać szkodzić polskiej gospodarce!
Paweł Usiądek: Rząd Donalda Tuska szykuje kolejny krok w ograniczaniu wolności słowa i suwerenności narodowej! Projekt ustawy przewiduje karę ograniczenia lub pozbawienia wolności za „znieważenie flagi Unii Europejskiej”.
Tak – mowa o karze więzienia za gest, słowo lub symboliczne potraktowanie unijnego sztandaru. To już nie jest tylko nadgorliwość proeuropejska. To systemowe wprowadzanie kar kryminalnych za krytykę symboli obcej organizacji politycznej.
Czy następnym krokiem będzie kara za krytykę hymnu UE? Za powiedzenie, że traktaty europejskie ograniczają polską suwerenność? Za wywieszenie biało-czerwonej powyżej flagi unijnej na urzędzie?
Konfederacja mówi wyraźnie:
– Polska flaga pozostaje najwyższym symbolem na polskiej ziemi
– Nie godzimy się na kryminalizację poglądów i gestów wobec symboli Unii Europejskiej
– Wolność słowa i wolność sumienia nie mogą być ograniczane pod groźbą więzienia
Jeśli ktoś chce karać Polaków więzieniem za stosunek do flagi UE – niech najpierw odpowie przed wyborcami za oddawanie kolejnych kompetencji i miliardów złotych Brukseli.
Polska jest najważniejsza! Nie Unia Europejska.
Nie jej symbole. Nie jej instytucje.
Paweł Usiądek: Własna studnia od lat była symbolem niezależności. Woda bez rachunków, bez limitów, bez ingerencji państwa. Dziś to już mit. Obowiązujące przepisy jasno pokazują, że nawet woda pod własnym domem nie jest w pełni „nasza”, a przekroczenie ustawowych limitów może skończyć się karą sięgającą ponad 100 tys. zł. Takie decyzje już zapadały.
Prawo wodne dopuszcza tzw. zwykłe korzystanie z wód podziemnych na własnej działce. Limit wynosi do 5 m3 wody na dobę, czyli 5000 litrów dziennie, liczonych jako średnia roczna. Można więc jednego dnia zużyć więcej, ale w skali roku nie wolno przekroczyć tej granicy. Woda może być używana wyłącznie na potrzeby bytowe, socjalne, podlewanie ogrodu czy pojenie zwierząt w niewielkiej skali. Każde wykorzystanie w ramach działalności rolniczej, hodowlanej lub produkcyjnej automatycznie wykracza poza zwykłe korzystanie.
Jeżeli pobór wody przekracza 5 m3 dziennie albo studnia zasila większe gospodarstwo, hodowlę lub produkcję, wymagane jest pozwolenie wodnoprawne. Bez niego pobór traktowany jest jako naruszenie prawa. Konsekwencje są drastyczne: kary administracyjne, naliczenie opłat wstecz nawet za kilka lat, odsetki, cofnięcie prawa do korzystania ze studni, a w skrajnych przypadkach nakaz jej likwidacji.
Przykład z Podlasia pokazuje skalę ryzyka. Rolnik z Choszczewa został ukarany za pojenie swoich zwierząt kwotą 100 tys. zł po kontroli, która wykazała pobór wody na poziomie 45 m3 dziennie. Nawet według jego własnych szacunków było to 15–18 m3, czyli kilkukrotne przekroczenie limitu. Urząd naliczył opłaty za lata wstecz wraz z odsetkami. Argument, że rolnik nie znał przepisów, nie miał żadnego znaczenia.
Własna studnia nie oznacza dziś swobody. Oznacza obowiązki, limity i ryzyko druzgocących kar. Kto tego nie sprawdzi na czas, może zapłacić za „darmową” wodę więcej niż za lata rachunków z wodociągów.
RozwińZwiń komentarze (1)