Paweł Usiądek: Gdy tego nie dostał, zrezygnował z pracy w publicznej ochronie zdrowia.
Lekarz oczekiwał 4 tys. zł za dzień pracy w publicznej przychodni. Propozycja została odrzucona, a on… odchodzi z publicznego systemu ochrony zdrowia. Mowa o Bartoszu Fiałku, rozpoznawalnym w mediach lekarzu z ery COVID. Przedstawił Pomorskiemu Centrum Reumatologicznemu w Sopocie ofertę: 4000 zł brutto za jeden dzień pracy (dwa dni w tygodniu). To ponad 30 tys. zł miesięcznie za zaledwie kilka dni pracy. Publiczna placówka nie zaakceptowała tej propozycji – i słusznie!
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej wyliczył, że taka stawka odpowiada zarobkom milionera, a inni lekarze otwarcie apelowali do niego o zakończenie tego „obciachu”.
Fiałek próbował uzasadniać swoje stanowisko, przekonując, że to „uczciwa stawka” przy przyjmowaniu co najmniej 21 pacjentów dziennie. Problem polega na tym, że w publicznym systemie ochrony zdrowia – finansowanym z naszych składek – takie oczekiwania sprawiają wrażenie całkowitego oderwania od rzeczywistości. Średnie wynagrodzenia oraz realia funkcjonowania szpitali i poradni wyglądają zupełnie inaczej.
Rezultat?
Lekarz poinformował, że rezygnuje z pracy w publicznym sektorze i przenosi się do prywatnego gabinetu. To klasyczny scenariusz: gdy system nie spełnia wysokich oczekiwań finansowych, nagle „publiczna służba” przestaje być atrakcyjnym wyborem.
– Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Cały czas obserwujemy lawinę patologii w ochronie zdrowia. Mamy lekarzy zarabiających miliony złotych, fałszujących dokumentację, pracujących po 70 godzin na dobę. Mamy saloniki VIP dla polityków, mamy polityków wchodzących bez kolejek, mamy polityków w zarządach, w radach nadzorczych szpitali. To jest patologia!
Rozbijmy wreszcie monopol NFZ!
Kryzys to naturalny stan tego dziadowskiego systemu, normalnie nie będzie nigdy działać! Zróbmy wreszcie pierwszą od 20 lat reformę systemu ochrony zdrowia! pic.twitter.com/pU6hIP373l
Żadnego z tych problemów nie rozwiąże dolanie pieniędzy do systemu ochrony zdrowia. Jeżeli damy jeszcze więcej pieniędzy, to lekarze przestaną jeździć Porsche, zaczną jeździć Lambo. Tak jak się przesiadali z Mercedesów do Porsche w ostatnich latach. W ciągu ostatnich 10 lat zwiększyliście nakłady na ochronę zdrowia o 130%, a liczba świadczeń wzrosła o zaledwie 6%. To jest droga donikąd!
Trzeba zrobić prawdziwą reformę, której nie chcieliście zrobić od dwudziestu paru lat. Ten obecny, dziadowski system działa już 20 parę lat i w tym czasie nic z tym nie zrobiliście. Trzeba zrobić tak jak w Niemczech, tak jak w Szwajcarii – konkurencja! Rozbicie monopolu NFZ-u, funduszu ubezpieczeń zdrowotnych. Tak, żeby wreszcie Polacy mieli ochronę zdrowia, na jaką zasługują. To jest wasza wina, że Polacy od 20 lat umierają w kolejkach!
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Tymczasem polskie Ministerstwo Zdrowia zdecydowało, że od stycznia 2027 r. szczepienia te w Polsce będą… obowiązkowe dla dzieci w wieku 9–15 lat. Lobby farmaceutyczne wygrało, a sprzedajne media wpadają w furię za każdym razem, gdy jakikolwiek poseł czy europoseł zaczyna drążyć temat i zadawać pytania.
W tym kontekście muszę przyznać, że ostatni atak mediów – tym razem na europoseł Ewę Zajączkowską-Hernik – jest przykładem manipulacji i hipokryzji dziennikarskiej. Sam już byłem ofiarą takiej nagonki, więc schemat jest mi znany.
❌ W żadnym unijnym państwie szczepienia przeciw HPV nie są obowiązkowe. W żadnym! Tymczasem polskie MZ zdecydowało, że od stycznia 2027 r. szczepienia te w Polsce będą… obowiązkowe dla dzieci w wieku 9–15 lat. Lobby farmaceutyczne wygrało, a sprzedajne media wpadają w furię…
Otóż atakując europoseł – media zwracają uwagę, że w latach 2013–2019, w okresie, gdy szczepienia nie miały rekomendacji resortu zdrowia w Japonii, mogło dojść do dodatkowych 5000–5700 zgonów wśród osób urodzonych w latach 1994–2007.
Państwo zwariowaliście??!
Szacunki wskazują, że poniżej 20. roku życia zgony z powodu nowotworów związanych z HPV są praktycznie zerowe. a wśród osób w wieku 20–29 lat w Japonii na HPV umiera około 25 kobiet rocznie. Skąd ta rzekomą liczba zgonów w Japonii idąca w tysiące??? Przestańcie manipulować i dowiedzmy się raczej wszyscy, czym sobie zasłużyły polskie dzieci, że MZ zdecydowało, że będą musiały przyjmować kolejne przymusowe szczepienia. Tym razem przeciw HPV.
Marek Tucholski: To chyba jeden z najbardziej niespodziewanych skutków szkodliwej polityki zdrowotnej Morawieckiego i Niedzielskiego.
Przypomnijmy, z powodu odmowy odbioru kolejnych, niepotrzebnych Polsce partii szczepionek przeciw COVID-19 Pfizer pozwał nasz kraj i uzyskał w belgijskim sądzie wyrok pierwszej instancji opiewający na około 5,7 mld zł. Teraz koncern przystąpił do egzekucji i zablokował środki Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej przekazywane za pośrednictwem Eurocontrol. Stanowią one około 80% budżetu instytucji odpowiedzialnej za kontrolę polskiej przestrzeni powietrznej. W skrajnym scenariuszu jej paraliż mógłby doprowadzić do zamknięcia nieba nad Polską.
Stanisław Tyszka – poseł do Parlamentu Europejskiego
Tak wygląda „wyjaśnianie” afery w Szpitalu Południowym!
Dziennikarze ujawniają kolejne dowody, a ich posiadacze sami proszą prokuraturę o przesłuchanie. Śledczy nie nadążają za materiałami publikowanymi przez media!
1️⃣ Do dziś nie przesłuchano Dawida Kacprzyka
Były koordynator SOR nadal nie został przesłuchany, mimo że jego pełnomocnik podał miejsce pobytu klienta, zgłosił jego gotowość do stawienia się w prokuraturze i przekazał dokumenty. Kacprzyk powinien odpowiedzieć na pytania o 33 skorygowane faktury na około pół miliona złotych, pracę w kilku placówkach jednocześnie oraz działalność polityczną prowadzoną w czasie wykazanych dyżurów.
2️⃣ CBA weszło do ratusza dopiero po 24 dniach
Pierwszy materiał Portalu Zero ukazał się 15 czerwca. Prokuratura poinformowała o wszczęciu śledztwa 23 czerwca, a dokumenty w warszawskim ratuszu i Urzędzie Dzielnicy Ursus zabezpieczono dopiero 9 lipca. Korespondencja, dokumenty dotyczące nadzoru nad szpitalem i decyzje urzędników powinny zostać zabezpieczone znacznie wcześniej. Każdy dzień zwłoki zwiększał ryzyko utraty lub zmiany dowodów.
3️⃣ Nie wyjaśniono kluczowych okoliczności śmierci pacjenta w toalecie
Portal Zero ujawnił dziś nagranie dotyczące pacjenta, który w sierpniu 2025 roku zmarł w szpitalnej toalecie i został znaleziony dopiero po około czterech godzinach. Postępowanie nadal toczy się wyłącznie „w sprawie” i nikomu nie przedstawiono zarzutów. Z nagrania wynika, że sekcję zwłok rozpoczęto, zanim wystawiono zlecenie jej przeprowadzenia. Pojawiają się również problemy z kartą zgonu oraz słowa, że trzeba zrobić tak, „żeby syfu nie było”.
4️⃣ Nie przesłuchano osób posiadających nagrania z prosektorium
Ich pełnomocnik twierdzi, że dysponują kilkudziesięcioma godzinami nagrań i wielokrotnie próbowały skontaktować się z prokuraturą. Do dzisiaj nikt ich nie przesłuchał ani nie zabezpieczył nagrań. Takie osoby powinny zostać natychmiast przesłuchane, a oryginalne materiały – zabezpieczone i zbadane.
Przy takiej liczbie niewykonanych lub spóźnionych czynności trudno nie zapytać, czy sprawa szpitala kontrolowanego przez warszawski ratusz nie jest politycznie skręcana!
Polskie firmy tracą miliardy złotych rocznie przez masowo wystawiane, fałszywe zwolnienia lekarskie, a państwo przymyka na to oko.
Lider Konfederacji, Sławomir Mentzen, przeprowadził dziennikarskie śledztwo, obnażając kulisy działania tzw. „automatów do L4”. Wyniki eksperymentu są porażające: zwolnienie chorobowe można kupić w sieci w kilkanaście minut, często bez jakiegokolwiek kontaktu z lekarzem.
W opublikowanym filmie na swoim kanale Sławomir Mentzen poruszył temat, który jego zdaniem jest całkowicie pomijany przez główne media, mimo że generuje gigantyczne straty dla rodzimej gospodarki. Chodzi o masowe wystawianie druków L4 przez platformy telemedyczne.
Jak wskazuje lider Konfederacji, tylko w ubiegłym roku absencje chorobowe kosztowały polskie przedsiębiorstwa aż 35 miliardów złotych. Większość tej kwoty pokryli sami pracodawcy, którzy zgodnie z prawem muszą płacić za pierwsze 33 dni choroby pracownika.
Eksperyment Mentzena: L4 na żądanie w 15 minut
Aby sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda proces weryfikacji pacjenta przez internetowych medyków, Mentzen zaangażował do testu dziesięciu swoich współpracowników. Wszyscy byli w pełni sił i nie doskwierały im żadne dolegliwości. Ich zadaniem było podjęcie próby zdobycia zwolnienia lekarskiego przez popularne serwisy internetowe reklamujące się w wyszukiwarce Google.
Efekty eksperymentu okazały się zatrważające. Kilka przykładów:
🔴 ZwolnienieL4.pl: Pracownica wpisała w formularzu „przeziębienie”. Po 15 minutach otrzymała na skrzynkę e-mail gotowe zwolnienie lekarskie. Brak jakiejkolwiek rozmowy czy chociażby czatu z lekarzem.
🔴 SprawnaRecepta.pl: Inna uczestniczka badania wnioskowała o jednodniowe zwolnienie z powodu zmęczenia. Choć lekarz nawet z nią nie porozmawiał, wystawił L4 od razu na kilka dni, co dowodzi, że nikt nawet nie wczytał się w przesłany formularz.
🔴 ZdalneL4.pl: Współpracownik sam wskazał w formularzu dni, w których „będzie chory”, po czym opłacił usługę. Kwit otrzymał po kwadransie bez żadnych pytań ze strony personelu medycznego.
🔴 ZwolnienieL4.pl: W tym przypadku doszło do jedynego kontaktu telefonicznego. Rozmowa z lekarzem trwała dokładnie 19 sekund. Medyk zapytał jedynie o imię, nazwisko oraz rodzaj umowy o pracę, po czym przesłał dokument.
„Żaden z tych lekarzy nie przeprowadził badania, nie widział pacjenta na oczy, ani nawet rzetelnie z nim nie porozmawiał. Ci lekarze po prostu taśmowo zatwierdzają wnioski urlopowe, za które płacić muszą prywatni przedsiębiorcy” – tak całą tą patologię skomentował zbulwersowany lider Konfederacji.
Biznes oparty na „braku zbędnych pytań”
Dziennikarskie śledztwo, które przeprowadził Sławomir Mentzen, wykazało, że za wieloma stronami oferującymi e-zwolnienia stoją zaledwie dwa podmioty gospodarcze. Firmy te agresywnie pozycjonują swoje usługi w sieci, kusząc hasłami o „gwarancji zamówienia”, „braku zbędnych pytań” czy rabatami na kolejne „zakupy”.
Mentzen zauważa absurdalność tej sytuacji: „Co to za lekarz, który reklamuje się, że nie zadaje pytań? Zadaniem medyka jest przecież dociekanie prawdy i diagnoza. Tutaj mamy do czynienia ze zwykłą sprzedażą dokumentów”.
Tymczasem polskie prawo w tej materii jest jasne. Ustawa o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego oraz odpowiednie rozporządzenia jednoznacznie wskazują, że orzeczenie o niezdolności do pracy może nastąpić wyłącznie po przeprowadzeniu bezpośredniego badania stanu zdrowia pacjenta oraz po przeanalizowaniu jego warunków pracy.
W opinii Sławomira Mentzena, działalność taśmowych wystawców L4 wprost łamie te przepisy i wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 271 Kodeksu karnego – czyli poświadczenia nieprawdy przez osobę uprawnioną do wystawienia dokumentu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Za taki czyn grozi kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności.
Zawiadomienia do prokuratury, ZUS i NIL
Lider Konfederacji nie zamierza poprzestać na nagłośnieniu sprawy. Zapowiedział oficjalne podjęcie kroków prawnych wobec lekarzy, których personalia udało się ustalić w trakcie przeprowadzonej prowokacji.
„Wysyłam zawiadomienie na tych lekarzy zarówno do Naczelnej Izby Lekarskiej, jak i do ZUS-u z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli. Składam także zawiadomienie do prokuratury z podejrzeniem popełnienia przestępstwa poświadczenia nieprawdy. Czas skończyć z tą bezkarnością” – deklaruje Sławomir Mentzen.
Polityk skrytykował również dotychczasową opieszałość państwa i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Choć instytucje te chwalą się zaawansowanymi algorytmami i analizą Big Data, wykrycie procederu zajęło jego współpracownikom zaledwie godzinę przy użyciu zwykłej wyszukiwarki internetowej.
Niemcy już ukrócili ten proceder. Czy Polska pójdzie ich śladem?
Jako wzór do naśladowania mentzen stawia Niemcy. Tamtejszy urząd statystyczny również odnotował drastyczny wzrost absencji chorobowych po wprowadzeniu elektronicznych zwolnień w 2022 roku. Niemiecki rząd zareagował jednak natychmiast – od lipca bieżącego roku całkowicie zlikwidowano tam możliwość uzyskiwania L4 drogą telefoniczną lub przez internet bez osobistej wizyty u lekarza.
Lider Konfederacji uważa, że Polska powinna pójść dokładnie tą samą drogą. Dodaje również postulat systemowy: jeśli rząd nie chce skutecznie walczyć z fałszywymi zwolnieniami i ułatwiać przedsiębiorcom weryfikacji pracowników, powinien sam wziąć odpowiedzialność finansową za system. „Skoro państwo przerzuca ciężar finansowy na pracodawcę, nie dając mu żadnych narzędzi kontroli, to niech państwo samo płaci za chorobowe od pierwszego dnia” – podsumowuje Sławomir Mentzen.
Zdaniem polityka, sprawa lewych L4 to zaledwie wierzchołek góry lodowej patologii toczących polską służbę zdrowia – obok lekarzy deklarujących nierealną liczbę godzin pracy w miesiącu czy uprzywilejowanych saloników VIP dla decydentów. Mentzen postuluje głęboką, systemową reformę, w tym rozbicie monopolu Narodowego Funduszu Zdrowia i wprowadzenie realnej konkurencji na rynku ubezpieczeń zdrowotnych.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Nie szanowaliście Polaków, odbierając im podstawowe prawa i wolności obywatelskie. Wprowadziliście patologiczne zasady funkcjonowania szpitali, których skutki odczuwamy do dziś. Macie krew na swoich lepkich rękach!
Poddaliście się całkowicie polityce Brukseli i zinwigilowanej lobbystami farmaceutycznymi WHO. W ramach unijnych kontraktów zawartych przez Komisję Europejską zamówiliście łącznie około 130 milionów (!) dawek szczepionek przeciw C-19 od Pfizer/BioNTech. Po zmianie władzy nikt nikogo za nic nie rozliczył, choć osobiście złożyłem na ręce nowego premiera RP wniosek o powołanie komisji śledczej, która miałaby wyjaśnić tę sprawę, wskazać i rozliczyć winnych. Wszystko zamietliście pod dywan!
❌ W czasie tzw. pandemii COVID-19 kradliście, wyprowadzaliście pieniądze z polskiego budżetu i łamaliście Konstytucję. Nie szanowaliście Polaków, odbierając im podstawowe prawa i wolności obywatelskie. Wprowadziliście patologiczne zasady funkcjonowania szpitali, których skutki…
Dziś my, Polacy, doczekaliśmy się kolejnej odsłony tej patologii. Na wniosek Pfizera zajęto należności – Bogu ducha winnej – Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej – instytucji, która odpowiada za bezpieczeństwo naszego nieba. W ten sposób amerykański koncern próbuje zabezpieczyć roszczenie w wysokości 5,6 mld zł, wynikające z nieprawomocnego wyroku sądu pierwszej instancji w sprawie szczepionek przeciw C-19. Byłem jedynym posłem obecnym w Brukseli podczas rozprawy Pfizer przeciwko Polsce. Wam nie chciało się nawet przyjechać i przysłuchiwać się tej sądowej batalii. Nikogo z Was ta sprawa nie interesowała.
Jeżeli nic się nie zmieni – a dziś szanse na to wydają się niemal zerowe – te 5,6 mld zł w taki czy inny sposób zapłacą ostatecznie Polacy.
Powinniście teraz leżeć na pryczach, a nie nadal reprezentować Naród Polski i siedzieć w ławach Sejmu. Ale przyjdzie taki czas, że zostaniecie za to rozliczeni. Są bowiem w polskim Sejmie posłowie, którzy o tej bandyterce pamiętają. Niech nikt nie myśli, że jest inaczej.
Bartłomiej Pejo – poseł na Sejm, członek Rady Liderów Konfederacji
To nie jest żadna reforma ochrony zdrowia. To PR-owa zasłona dymna i próba przykrycia faktu, że rząd nie ma żadnego realnego planu naprawy systemu.
Jak trafnie określiła to na łamach „Rzeczpospolitej” Dominika Pietrzyk, mamy do czynienia z kosmetyką, a nie z prawdziwą reformą. Zarobki części lekarzy rzeczywiście budzą ogromne emocje i w wielu przypadkach są skandaliczne, ale są objawem chorego, źle zorganizowanego i patologicznego systemu, a nie jego główną przyczyną.
Wmawianie Polakom, że wystarczy ograniczyć wynagrodzenia lekarzy, a publiczna ochrona zdrowia nagle zacznie działać lepiej, to zwykła propaganda. Kolejki nie znikną po konferencji prasowej. Dostęp do specjalistów nie poprawi się od medialnej awantury. Pacjent nie zostanie szybciej zdiagnozowany tylko dlatego, że premier wskaże kolejnego winnego.
Problemem jest system. Problemem jest monopol NFZ. Problemem jest brak konkurencji, brak odpowiedzialności za jakość leczenia i brak realnego wyboru po stronie pacjenta.
Polska potrzebuje głębokiej przebudowy ochrony zdrowia. Potrzebujemy systemu opartego na konkurencji ubezpieczycieli w ramach tej samej składki i tego samego koszyka świadczeń, podobnie jak w modelu niemieckim. Pacjent ma mieć wybór, pieniądz ma iść za pacjentem, a instytucje mają konkurować jakością, dostępnością i skutecznością leczenia. Dziś pacjent jest petentem. Powinien być podmiotem.
Donald Tusk przez prawie trzy lata nie przedstawił żadnej poważnej reformy ochrony zdrowia. Teraz urządza medialną hucpę i każe przygotowywać „reformę” w jeden weekend. To nie jest odpowiedzialność państwowa. To czysty PR.
Najpewniej kolejnym krokiem będzie pokazowa dymisja minister zdrowia. Tylko że problem nie leży wyłącznie w minister. Problem polega na tym, że premier nie chciał prawdziwej reformy, tylko tematu zastępczego.
Szczególnie uderzające jest niezrozumienie tego, czym naprawdę powinna być cyfryzacja ochrony zdrowia. Cyfryzacja to nie e-kolejka. Cyfryzacja to nie kolejny formularz, aplikacja ani hasło na slajdzie.
Prawdziwa cyfryzacja ochrony zdrowia to dostęp do danych medycznych pacjenta w czasie rzeczywistym. To możliwość ich bezpiecznego wykorzystania przez lekarza, pielęgniarkę, ratownika medycznego, farmaceutę i samego pacjenta. To sprawna wymiana informacji między placówkami, elektroniczna dokumentacja medyczna, analiza ścieżki leczenia, szybsza diagnostyka, lepsza koordynacja terapii i wykorzystanie sztucznej inteligencji tam, gdzie może ona realnie wspierać personel medyczny.
Na świecie to już się dzieje. I nie trzeba szukać daleko. Dane medyczne mogą pomagać przewidywać ryzyko, skracać czas diagnostyki, ograniczać liczbę błędów lekowych, usprawniać pracę szpitali i poprawiać bezpieczeństwo pacjenta. Ale do tego trzeba rozumieć technologię, a nie traktować cyfryzacji jak dekoracji na konferencji prasowej.
Polacy nie potrzebują kosmetyki. Nie potrzebują obłudy. Nie potrzebują kolejnego spektaklu politycznego.
Polacy potrzebują uczciwej, odważnej i systemowej reformy ochrony zdrowia. Z pacjentem w centrum, z realnym wyborem, z konkurencją, z odpowiedzialnością i z nowoczesną cyfryzacją, która służy leczeniu, a nie propagandzie.
300 tys. zł dniówki, a rząd proponuje kosmetykę i obłudę!
Zupełnie nie tędy droga.
To nie jest żadna reforma ochrony zdrowia. To PR-owa zasłona dymna i próba przykrycia faktu, że rząd nie ma żadnego realnego planu naprawy systemu.
Donald Tusk zachowuje się tak, jakby za ochronę zdrowia odpowiadała opozycja. Tymczasem to jego minister zdrowia, jego prezes NFZ i jego rząd ponoszą pełną odpowiedzialność za sytuację w systemie.
Wciąż słyszymy te same wymówki i szukanie winnych. A rzeczywistość jest brutalna: szpitale pogrążają się w kryzysie, kolejki do specjalistów są coraz dłuższe, a pacjenci miesiącami czekają na podstawową pomoc.
Polacy nie potrzebują kolejnych konferencji prasowych i politycznej propagandy. Potrzebują sprawnie działającej ochrony zdrowia i realnych reform.
Czas skończyć z przerzucaniem odpowiedzialności. Rząd powinien wreszcie zająć się naprawą systemu, bo zdrowie Polaków nie może być zakładnikiem politycznych wymówek.
Donald Tusk zachowuje się tak, jakby za ochronę zdrowia odpowiadała opozycja. Tymczasem to jego minister zdrowia, jego prezes NFZ i jego rząd ponoszą pełną odpowiedzialność za sytuację w systemie.
Wciąż słyszymy te same wymówki i szukanie winnych. A rzeczywistość jest brutalna:… pic.twitter.com/TeqgSyL0Yc
Kurz jeszcze nie opadł po Kasprzyku, dobrze nie zakończono przesłuchań świadków w prokuraturze, a już pojawiają się kolejne bardzo ciekawe informacje dotyczące Warszawskiego Szpitala Południowego.
725 tys. zł za napisanie jednego wniosku do KPO. Tyle zapłacił Warszawski Szpital Południowy za przygotowanie dokumentacji do pozyskania środków unijnych.
Dla porównania: Szpital Czerniakowski – 28 tys. zł, Górnośląskie Centrum Medyczne – 27 tys. zł, w większości szpitali podobna usługa kosztowała 25–35 tys. zł.
Co więcej: do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma, wewnętrzny protokół kontroli został w znacznej części utajniony, szpital nie odpowiedział na pytania dotyczące powodów tak wysokiej ceny.
To są fakty, które rodzą bardzo poważne pytania o gospodarność i przejrzystość wydawania publicznych pieniędzy. Mam nadzieję, że ta sprawa również zostanie dokładnie wyjaśniona.
Kurz jeszcze nie opadł po Kasprzyku, dobrze nie zakończono przesłuchań świadków w prokuraturze, a już pojawiają się kolejne bardzo ciekawe informacje dotyczące Warszawskiego Szpitala Południowego.
Oj pali się, pali ziemia pod stopami polityków Koalicji Obywatelskiej. Afera w Szpitalu Południowym obnaża z każdym dniem coraz bardziej patologię na najwyższych szczytach władzy i może nie tylko politycznie zatopić tę partię, ale również skutkować konsekwencjami prawnymi.
Z każdym, kolejnym dniem dowiadujemy się o nowych faktach. Mamy tu już nie tylko sprawę stanowisk dla swoich za grube setki tys. złotych czy pokoik VIP na SORze do omijania kolejki, ale oskarżenia o doprowadzenie do śmierci pacjentów przez niekompetentny personel medyczny.
Cała ta sytuacja zmusiła rządzących do uruchomienia retorycznej machiny, której celem jest odsunięcie od siebie zarzutów i przeniesienie ciężaru oskarżeń i winy ze stażysty Dawida Kacprzyka na świadka dr Emila Jędrzejewskiego, który w ostatnim czasie podczas wywiadu w Kanale Zero ujawnił wiele nieprawidłowości w funkcjonowaniu SOR zarządzanym przez Kacprzyka.
Na adwokata diabła z ramienia KO w ostatnim czasie wykreował się Bartosz Arłukowicz, polityk znany z agresywnego i aroganckiego języka, który przy sprawie afery w Szpitalu Południowym w obronie swoich kolegów przechodzi sam siebie.
Oj pali się, pali ziemia pod stopami polityków Koalicji Obywatelskiej. Afera w Szpitalu Południowym obnaża z każdym dniem coraz bardziej patologię na najwyższych szczytach władzy i może nie tylko politycznie zatopić tę partię, ale również skutkować konsekwencjami prawnymi.
Jego słynna wypowiedź, w której wykonanie zmarłemu pacjentowi badania tomografem tłumaczy badaniami wykonywanymi przez naukowców na mumiach egipskich, pokazuje jak wielką ten człowiek musi mieć pogardę wobec zwykłych ludzi, jeżeli próbuje nas przekonywać takim argumentem, że w tym konkretnym przypadku to badanie było słuszne i konieczne.
Druga jego wypowiedź w programie “Rozmowa z Piaseckim”, była również szeroko komentowana przez opinie publiczną, po tym jak w ostry sposób odezwał się do potencjalnych świadków afery słowami: „Ci co mogą milczeć niech milczą w tej sprawie, bo ja wiem kto powinien milczeć”. Jego słowa zostały odebrane przez większość opinii publicznej i komentujących dziennikarzy jako groźba.
JAKO SZCZECINIANKA JESTEM ZAŻENOWANA FAKTEM, ŻE OSOBA TAKA JAK BARTOSZ ARŁUKOWICZ JEST EUROPOSŁEM WYBRANYM Z ZIEMI ZACHODNIOPOMORSKIEJ.
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak na Kanale Zero
Państwo finansując drogie kształcenie lekarzy, nie może sobie pozwolić, by potem tracić ich zaraz po studiach lub specjalizacji.
Państwo finansując drogie kształcenie lekarzy, nie może sobie pozwolić, by potem tracić ich zaraz po studiach lub specjalizacji. Publicznie opłacone kształcenie powinno oznaczać obowiązek pracy w Polsce przez określony czas albo zwrot kosztów. pic.twitter.com/JXSXgaI8w4
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) June 22, 2026
Publicznie opłacone kształcenie powinno oznaczać obowiązek pracy w Polsce przez określony czas albo zwrot kosztów.
Klaudia Domagała – łódzka działaczka Konfederacji, prezes Fundacji Kobiety Wolności i Niepodległości
Uważa, że horrendalne zarobki to “konkretni ludzie”, a nie wina systemu. Przerażające, bo jest dokładnie odwrotnie
Piszę to z pełną odpowiedzialnością, gdyż wiele lat pracowałam w sektorze medycznym jako księgowa, między innymi w szpitalach i przychodniach.
Jeśli ktoś uważa, że 1,6 mln zł rocznie to jednostkowy, skrajny przypadek w systemie ochrony zdrowia, to polecam pozbyć się złudzeń. Być może dla młodego lekarza bez specjalności tak, ale dla nieco starszego kolegi z dobrą specjalizacją to nie jest większy problem 😉 Zdjęcia Porsche i Maserati pod obskurnymi placówkami medycznymi z których sypie się tynk nie wzięły się znikąd.
Były Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz (KO) nie ma pojęcia o zarobkach lekarzy. Uważa, że horrendalne zarobki to "konkretni ludzie", a nie wina systemu. Przerażające, bo jest dokładnie odwrotnie ❗️
Co więcej: sytuacja z warszawskiego Szpitala Południowego wyszła na jaw TYLKO I WYŁĄCZNIE dlatego, że lekarz został radnym i musiał opublikować oświadczenie majątkowe. Czy dowiedzielibyśmy się o niej, gdyby tym radnym nie był? Ot, pytanie retoryczne.
Niestety, czasy “pandemii” podniosły zarobki do absurdalnych poziomów… i tak już zostało. POPiS z przystawkami tego nie chce ruszyć, aby nie “podpaść” kolejnej grupie społecznej.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Pytanie nie brzmi: CZY po ujawnieniu afery przez media, młody doktor Dawid Kacprzyk – radny Koalicji Obywatelskiej poniesie konsekwencje za to, że przez rok zarobił w Szpitalu Południowym w Warszawie ponad 1,6 miliona złotych „pracując bez wytchnienia” po 11 godzin dziennie (włączając soboty, niedziele i święta)?
❌ Pytanie nie brzmi: CZY po ujawnieniu afery przez media, młody doktor Dawid Kacprzyk – radny Koalicji Obywatelskiej poniesie konsekwencje za to, że przez rok zarobił w Szpitalu Południowym w Warszawie ponad 1,6 miliona złotych „pracując bez wytchnienia" po 11 godzin dziennie…
Pytanie raczej brzmi: DLACZEGO ta „anomalia” nie została wykryta wcześniej podczas przeprowadzanych już w 2026 roku dwóch kontroli przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki (na czele którego stoi Wojewoda Mazowiecki związany z Koalicją Obywatelską) i Narodowy Fundusz Zdrowia? Kontrolerzy byli ślepi, ułomni czy… może nie mieli tej patologii zobaczyć – działając zgodnie z zasadą „swoich się nie rusza”?
Teraz w świetle kamer wszyscy święci i zaskoczeni. To co – nikt wcześniej nie widział, że partyjny działacz KO okrada Polaków???
Obecny dziadowski system ochrony zdrowia jest świetny dla lekarzy, bo zarabiają miliony, dla Big Pharmy, bo zarabiają miliardy i dla polityków, bo mają badania poza kolejnością, saloniki VIP i miejsca w radach nadzorczych szpitali.
Jest tylko beznadziejny dla pacjentów, którzy za to wszystko płacą i muszą potem umierać w kolejkach.
Trzeba w końcu zmienić ten system!
Obecny dziadowski system ochrony zdrowia jest świetny dla lekarzy, bo zarabiają miliony, dla Big Pharmy, bo zarabiają miliardy i dla polityków, bo mają badania poza kolejnością, saloniki VIP i miejsca w radach nadzorczych szpitali.
Jeżeli zamiast zmienić system, będziemy nadal tylko dorzucać do niego pieniądze, jedyne co się zmieni, to samochody, którymi pod upadające szpitale będą przyjeżdżali lekarze – Lambo zamiast Porsche!
Jeżeli zamiast zmienić system, będziemy nadal tylko dorzucać do niego pieniądze, jedyne co się zmieni, to samochody, którymi pod upadające szpitale będą przyjeżdżali lekarze – Lambo zamiast Porsche! pic.twitter.com/xinLk3Giqe
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Sytuacja staje się kuriozalna! Jak wiadomo, belgijski sąd pierwszej instancji zasądził niedawno od Polski na rzecz Pfizera ok. 5,6 MILIARDA ZŁOTYCH za zamówione, ale nieodebrane i niewykorzystane dawki szczepionek przeciw COVID-19.
Tymczasem do Polski trafiło kolejne wezwanie do zapłaty. Tym razem chodzi o… dodatkowe ok. 170 MILIONÓW ZŁOTYCH związane z belgijskim podatkiem od zasądzonej kwoty oraz kosztami administracyjnymi i egzekucyjnymi.
❌ Sytuacja staje się kuriozalna! Jak wiadomo, belgijski sąd pierwszej instancji zasądził niedawno od Polski na rzecz Pfizera ok. 5,6 MILIARDA ZŁOTYCH za zamówione, ale nieodebrane i niewykorzystane dawki szczepionek przeciw COVID-19.
Mamy więc sytuację, w której rachunek wystawiony polskim podatnikom staje się coraz wyższy, a politycy odpowiedzialni za podejmowane decyzje nadal nie ponieśli żadnych konsekwencji. Polacy mają prawo wiedzieć, kto odpowiada za przyjętą kuriozalną strategię, jakie działania podjęto w celu ochrony interesów finansowych państwa i dlaczego dopuszczono do sytuacji, w której koszty tego sporu liczone są już w miliardach złotych?!
Osoby odpowiedzialne za ten stan rzeczy powinny zniknąć raz na zawsze z polityki i ponieść pełną odpowiedzialność prawną. Polacy nie mogą płacić miliardów złotych za niekompetencję cynicznych i niekompetentnych polityków!
W Sejmie trwają prace nad ustawą określaną jako “Lex Szarlatan”, choć bardziej adekwatną nazwą byłoby “Lex Big Pharma”
Pod pretekstem walki z oszustwami (co jest oczywiście słusznym i szczytnym celem), ministerstwo zdrowia chce zniszczyć cały sektor medycyny naturalnej i alternatywnej. W bardzo szerokiej i niejasnej definicji “praktyk pseudomedycznych” zmieści się każdy zielarz, a nawet dietetyk, masażysta czy autor internetowego artykułu o domowych sposobach leczenia. Wyłącznie od rozsądku i dobrej woli Rzecznika Praw Pacjenta będzie zależało, jak bardzo rozszerzy interpretację tej definicji i których zawodów zakaże.
W Sejmie trwają prace nad ustawą określaną jako "Lex Szarlatan", choć bardziej adekwatną nazwą byłoby "Lex Big Pharma".
Pod pretekstem walki z oszustwami (co jest oczywiście słusznym i szczytnym celem), ministerstwo zdrowia chce zniszczyć cały sektor medycyny naturalnej i…
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) June 11, 2026
Nie tak działa państwo prawa.
Pandemia Covid-19 pokazała, jak w praktyce wygląda trzymanie się wyłącznie jednej, urzędowo uznanej linii postępowania, dyktowanej przez korporacje farmaceutyczne. Lekarze, którzy kontestowali tę linię, byli nękani i stawiani przed sądami. Środowiska, które narzuciły wówczas dominującą narrację, blokowały rzetelną debatę i zamykały się na alternatywne rozwiązania w polityce pandemicznej. Skutkiem były ludzkie dramaty, ograniczony dostęp do ochrony zdrowia, zgony wynikające nie tylko z samego wirusa, ale także z paraliżu systemu leczenia, oraz dług zdrowotny, którego konsekwencje będziemy odczuwać jeszcze przez wiele lat.
Nie pozwólmy, by rządowa ustawa uczyniła patologiczne warunki z czasów pandemii naszą nową codziennością.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
No i mamy kolejny gigantyczny skandal związany ze sporem z Pfizerem oraz całkowitą kompromitację polskiego rządu! Otrzymałem odpowiedź z Ministerstwa Zdrowia na moją interwencję poselską i Polacy mają dziś czarno na białym dowód na to, jak państwo polskie zostało całkowicie rozbrojone w sporze, którego stawką jest blisko 6 MILIARDÓW ZŁOTYCH. Oficjalne pismo Ministerstwa Zdrowia (sygn. PRW2.050.1.2026.JS) pokazuje skalę bierności, która poprzedziła niekorzystny wyrok sądu w Brukseli. Oto fakty:
🔴 ZERO OFICJALNYCH DZIAŁAŃ WOBEC KOMISJI EUROPEJSKIEJ Od momentu zaprzysiężenia obecnego rządu 13 grudnia 2023 r. aż do dnia wydania wyroku w pierwszej instancji w Brukseli, Ministerstwo Zdrowia nie skierowało do Komisji Europejskiej ani jednego oficjalnego pisma (!) dotyczącego mediacji, wsparcia lub podjęcia działań w sporze z Pfizerem. Ani jednego. W sprawie, której skutki finansowe mogą obciążyć polskich podatników kwotą liczonych w miliardach złotych, rząd nie wykorzystał nawet podstawowych instrumentów politycznych i dyplomatycznych dostępnych na poziomie Unii Europejskiej.
🔴 ANI JEDNEGO SPOTKANIA POLSKA – PFIZER – KOMISJA EUROPEJSKA Ministerstwo potwierdza, że ciągu ponad 2,5 roku nie odbyło się ani jedno spotkanie, w którym uczestniczyliby jednocześnie przedstawiciele Polski, Komisji Europejskiej oraz koncernu Pfizer. Ani jedno. Nie było próby wywarcia presji politycznej. Nie było próby zaangażowania instytucji unijnych w rozwiązanie sporu przed wydaniem wyroku. Była za to całkowita bezczynność.
🔴 RZĄD OCKNĄŁ SIĘ DOPIERO PO PRZEGRANEJ Najbardziej porażające jest to, że działania międzyresortowe i zapowiedzi budowy strategii procesowej pojawiły się dopiero po przegranej w pierwszej instancji. Dopiero wtedy rozpoczęły się konsultacje. Dopiero wtedy obecny rząd przypomniał sobie, że stawką są miliardy złotych należące do obywateli. Tak nie wygląda odpowiedzialne zarządzanie państwem. Jeżeli minister zdrowia i kierownictwo resortu przez ponad dwa lata nie podjęli nawet podstawowych działań dyplomatycznych i politycznych w jednej z najważniejszych spraw finansowych dotyczących Polski i ochrony zdrowia, to coś w naszym kraju ewidentnie jest nie tak. Nie ulega wątpliwości, że w tej sytuacji konieczne jest pełne rozliczenie osób odpowiedzialnych za (nie)prowadzenie tej sprawy przez Ministerstwo Zdrowia od grudnia 2023 r. w sporze z Pfizerem. Polacy mają prawo wiedzieć, dlaczego przez ponad dwa lata nie wykorzystano podstawowych i dostępnych narzędzi politycznych i dyplomatycznych, a działania podjęto dopiero po niekorzystnym wyroku.
No i mamy kolejny gigantyczny skandal związany ze sporem z Pfizerem oraz całkowitą kompromitację polskiego rządu! Otrzymałem odpowiedź z Ministerstwa Zdrowia na moją interwencję poselską i Polacy mają dziś czarno na białym dowód na to, jak państwo polskie zostało całkowicie… pic.twitter.com/83OHaHKoyc
— Grzegorz Płaczek (@placzekgrzegorz) June 7, 2026
Grzegorz Płaczek: Przekroczyliśmy kolejną granicę absurdu. Podczas, gdy w Polsce dochodziło do tragicznych w skutkach sytuacji, w których pomoc medyczna została udzielona nieprawidłowo z powodu bariery językowej, Sejm właśnie zgodził się na to, aby lekarze, lekarze dentyści, pielęgniarki i położne spoza UE (głównie chodzi o obywateli Ukrainy) mogli przez kolejny rok wykonywać zawód w Polsce bez obowiązku przedstawienia dokumentu potwierdzającego znajomość języka polskiego na poziomie B1.
W praktyce oznacza to, że pacjenci w Polsce mogą być leczeni przez osoby, które mogą mieć trudności z: • zrozumieniem części informacji przekazywanych przez pacjenta – także podczas wywiadu, • prowadzeniem swobodnej rozmowy w języku polskim, • komunikacją w sytuacjach stresowych i wymagających szybkiej reakcji – także tych dotyczących dawkowania leków, • posługiwaniem się specjalistycznym słownictwem medycznym – nie mówiąc o uzyskaniu od pacjenta w pełni świadomej zgody na zabieg operacyjny.
Można zrozumieć sytuację studentów czy osób odbywających krótkie praktyki, które dopiero uczą się języka. Jednak czym innym jest praktyka zawodowa, a czym innym systemowe dopuszczanie do pracy przy zdrowiu i życiu pacjentów osób, które nadal nie potwierdziły znajomości języka kraju, w którym wykonują zawód medyczny.
Tym bardziej, że obowiązek przedłożenia certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1 był znany od 2024 roku. Państwo miało czas, aby uporządkować ten system. To nie jest kwestia narodowości. To kwestia bezpieczeństwa pacjenta i elementarnych standardów komunikacji w medycynie. System ochrony zdrowia nie może opierać się na założeniu, że lekarz i pacjent „jakoś się dogadają”. Absurd! STOP dla leczenia przez osoby nieznające naszego języka w Polsce!
Polskie standardy opieki okołoporodowej są uznawane jako jedne z najwyższych na świecie. Dlaczego Ministerstwo Zdrowia systematycznie niszczy system, z którego możemy być dumni a kobiety mają zagwarantowaną najwyższą jakość opieki?
Jeżeli nie wesprzemy teraz środowiska położnych to grozi nam realny brak chętnych do tego zawodu. Konsultacje społeczne trwają do końca maja!
Ministerstwo Zdrowia najpierw likwiduje część porodówek a teraz chce degradować zawód położnej?!
Polskie standardy opieki okołoporodowej są uznawane jako jedne z najwyższych na świecie. Dlaczego @MZ_GOV_PL systematycznie niszczy system, z którego możemy być dumni a kobiety mają…
Skomentuj