Rząd, widząc ogromne niezadowolenie Polaków z systemu kaucyjnego, zamiast go zwinąć, to go rozwija- tym razem na kartoniki…
Astrologowie ogłaszają miesiąc śmieciarzy. Populacja gromadzonych w mieszkaniu worów, zwiększa się… 😵 Rząd, widząc ogromne niezadowolenie Polaków z systemu kaucyjnego, zamiast go zwinąć, to go rozwija- tym razem na kartoniki…
Przypomnijmy: System kaucyjny miał być ekologiczny, a może mocno uderzyć po kieszeni zwykłych ludzi.
1️⃣ Realnie podnosi ceny w sklepach, bo płacisz kaucję z góry, a nie każdy ją odzyska, część opakowań trafia do kosza albo po prostu się zapomina.
2️⃣ Są poważne obawy, że wzrosną opłaty za śmieci, bo z systemu gminnego znikną najbardziej wartościowe odpady jak PET i aluminium, które dziś pomagają obniżać koszty.
3️⃣ To zwyczajnie niewygodne, trzeba trzymać butelki w domu, nie zgniatać ich, nosić z powrotem do sklepu i często stać w kolejce do automatu.
4️⃣ System nie będzie równy dla wszystkich, w małych miejscowościach dostęp do punktów zwrotu może być ograniczony, a automaty często odrzucają opakowania.
5️⃣ Zamrażasz własne pieniądze, przy większych zakupach robi się z tego zauważalna kwota, którą odzyskasz dopiero po czasie albo wcale.
6️⃣ Część zwrotów będzie w formie voucherów, czyli pieniędzy, które i tak musisz wydać w sklepie.
7️⃣ Skorzystają głównie duże sieci handlowe, a małe sklepy mogą na tym stracić.
Ekologia jest ważna, ale nie może polegać na tym, że obywatel płaci więcej, ma więcej obowiązków i jeszcze musi się dopasować do niewygodnego systemu.
Dlaczego jako Konfederacja byliśmy podwójnie przeciwko wprowadzeniu systemu kaucyjnego ? ( lipiec 2023 za PiSu, listopad 2024 – za Koalicji)?
System kaucyjny miał sens jakieś 20 lat temu. W czasach, gdy sortownie nie potrafiły skutecznie oddzielać plastiku i aluminium. Dziś to już nie ten świat. Instalacje odzyskują PET i puszki, zarabiają na tym i dzięki temu system śmieciowy miał z czego się bilansować.
Targający wory- czyli @SlawomirMentzen testuje system kaucyjny. Cały materiał w komentarzu 👇 Ale tak w skrócie, dlaczego jako @KONFEDERACJA_ byliśmy podwójnie przeciwko wprowadzeniu systemu kaucyjnego ? ( lipiec 2023 za PiSu, listopad 2024 – za Koalicji)?
Teraz te najbardziej wartościowe odpady zostały wyjęte z systemu komunalnego. Efekt jest prosty. Gminy tracą przychody, koszty zostają, a rachunek jak zwykle pójdzie do ludzi. Branża komunalna i samorządy już alarmują, że po wprowadzeniu systemu kaucyjnego ceny wywozu śmieci mogą rosnąć, bo z odpadów znikają te frakcje, które miały największą wartość.
A dla zwykłego człowieka wygląda to tak, że zamiast normalnie wrzucić zgniecioną butelkę do żółtego worka, trzeba teraz trzymać w domu niezgniecione śmieci, pilnować nakrętek, nosić to do sklepu i jeszcze liczyć, że automat akurat zadziała. Trochę z Polaków zrobiono śmieciarzy.
Na tym wszystkim skorzystają przede wszystkim duże sklepy, bo to głównie sklepy wielkopowierzchniowe, bardzo często zagraniczne markety, mają miejsce i możliwości, żeby stawiać butelkomaty. Małe sklepy często nie mają ani miejsca, ani zaplecza, ani warunków, żeby to sensownie obsłużyć. Efekt może być taki, że ludzie będą siłą rzeczy wypychani do dużych sieci, bo tam oddadzą kaucję i przy okazji zrobią zakupy. Mały handel znowu dostanie po kieszeni.
I jeszcze jedno. Skala robi wrażenie. W Polsce to około 9 miliardów opakowań rocznie objętych kaucją 50 gr, czyli około 4,5 miliarda złotych krążących w systemie. Jeśli ludzie nie oddadzą połowy opakowań, to mówimy o około 2,25 miliarda złotych rocznie nieodebranej kaucji. Przy 70% niezwrotów to już ponad 3 miliardy złotych.
I co ważne – te pieniądze nie trafiają do budżetu państwa. Zostają w systemie i trafiają do operatorów kaucyjnych. Czyli więcej obowiązków dla obywatela, więcej przewagi dla wielkich sieci i miliardy złotych rocznie, które zostają poza kieszenią ludzi.
Polowanie na etaty za 3..2…1… Prezydent, ku uciesze Lewicy podpisał ustawę o PIP!
Państwo właśnie wchodzi na rynek pracy z buta!
Wyobraźmy sobie studenta do 26 roku życia na umowie zlecenia. Dzisiaj nie płaci ZUS i to często jedyny sposób, żeby zdobyć pierwsze doświadczenie i zarobić sensowne pieniądze. Po zmianach wystarczy decyzja PIP, że taka współpraca ma cechy etatu i nagle pojawiają się pełne składki ZUS
Koszt rośnie, student dostaje mniej na rękę albo traci pracę, a pracodawca rezygnuje z takiej formy współpracy.
Inspektor PIP dostaje realną władzę, żeby jednym podpisem uznać, że Twoje B2B albo zlecenie to „etat”, nawet jeśli obie strony tego nie chcą! I co najważniejsze taka decyzja działa praktycznie od razu. Najpierw wykonujesz, potem ewentualnie walczysz w sądzie, często przez rok albo dłużej.
To jest odwrócenie podstawowej logiki państwa prawa
Nie sąd rozstrzyga spór, tylko urzędnik. A Ty masz się bronić już po fakcie.
Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Programista na B2B, dwa kontrakty, wyższe netto, elastyczność. Klient zadowolony, on zadowolony. Wchodzi PIP i mówi to jednak etat. Nagle pojawia się ZUS, zaległe składki( inspektor może skierować sprawę do sądu o składki “w tył”), zmiana modelu współpracy. Wszystko decyzją administracyjną.
Problem w tym, że granica między B2B a etatem jest w praktyce nieostra.
A skoro jest nieostra, to przy tak ogromnych uprawnieniach urzędnika oznacza jedno totalną niepewność. Dzisiaj działasz legalnie, jutro ktoś uzna, że jednak nie. Dodatkowo, inspektorzy często się mylą. Niektóre media podawały, że inspektorzy przegrywają nawet 2/3 spraw sądowych o ustalenie stosunku pracy. Napisałem już interpelację do MRPiPS o dokładne informacje. Jeśli te dane się potwierdzą, to będziemy mieli istny Armageddon.
Do tego dochodzi odwrócony ciężar dowodu.
To nie państwo musi udowodnić, że coś jest nie tak. To przedsiębiorca musi latami udowadniać, że urzędnik się pomylił.
I teraz najważniejsze: pieniądze
Rząd wprost przyznaje, że chodzi o zwiększenie wpływów z podatków i składek. Podwójne mandaty, więcej kontroli, więcej „etatów”, więcej ZUSu. Do tego rozbudowa aparatu setki nowych urzędników, analitycy, łączenie danych PIP, ZUS i KAS.
To nie jest przypadek. To jest system.
W ramach tej zmiany powstanie około 360 nowych etatów w PIP w latach 2026–2027, w tym około 100 nowych inspektorów oraz dziesiątki osób dedykowanych do wydawania decyzji o stosunku pracy i analizowania danych
To jasno pokazuje skalę planowanych działań.
I żeby była jasność to nie jest wina samych inspektorów PIP
To są normalni ludzie wykonujący swoją pracę. Ale jeśli resort zacznie ich rozliczać z liczby decyzji i „efektów”, to presja zrobi swoje. I wtedy bardzo łatwo przejść od kontroli do polowania na czarownice.
A na końcu ucierpi wizerunek całej służby.
Najbardziej dostaną mali!
Mikrofirmy, samozatrudnieni, lokalne biznesy. Duże korporacje mają prawników i sobie poradzą. Mały przedsiębiorca zostaje sam z decyzją i ryzykiem.
Zamiast „porządkować rynek” możemy zobaczyć dokładnie odwrotny scenariusz mniej legalnych form współpracy, więcej kontraktów wyprowadzanych za granicę, więcej automatyzacji i niestety więcej szarej strefy.
To jest ogromne obciążenie dla gospodarki i demolka elastyczności rynku pracy
I teraz kluczowa sprawa ta ustawa to tzw. kamień milowy KPO A71G A72G.
Czyli coś, co miało być elementem odbudowy gospodarki po kryzysach.
Tylko że KPO miało zwiększać konkurencyjność, ułatwiać prowadzenie działalności i wspierać rozwój. A tutaj mamy dokładnie odwrotny efekt więcej kontroli, większe koszty, większe ryzyko i wypinanie elastyczności zatrudnienia, która była jednym z fundamentów polskiego rynku pracy.
KPO miało odbudowywać gospodarkę, a nie ją rujnować!
To nie jest reforma dla pracowników. To jest projekt fiskalny.I rachunek za to zapłaci cała gospodarka.
1. Czwartek. Sejm przyjmuje ustawę o PIP. 2. Piątek: Posłowie Koalicji zorientowali się, że większość sportowców jest na B2B a ustawa o PIP zmiecie z planszy ich kontrakty. 3. Koalicja składa poprawkę do ustawy o sporcie, która omija ustawę o PIP, którą dzień wcześniej sami poparli, XD. 4. Biuro legislacyjne Sejmu stwierdza, że to nielegalne. 5. Kurtyna. Przykład sportowców chyba najlepiej pokazuje coście narobili..
Robuś harata w gałę. Robuś harata tak dobrze, że zarabia 12 milionów rocznie. Gdzie Robuś zapłaci od tych 12 baniek podatek? To zależy 😎
Czyli kilka słów o następstwach nowelizacji ustawy o PIP, podpisanej wczoraj przez prezydenta Nawrockiego.
1. Czwartek. Sejm przyjmuje ustawę o PIP. 2 . Piątek: Posłowie Koalicji zorientowali się, że większość sportowców jest na B2B a ustawa o PIP zmiecie z planszy ich kontrakty. 3. Koalicja składa poprawkę do ustawy o sporcie, która omija ustawę o PIP, którą dzień wcześniej sami… pic.twitter.com/9xjHTS6Su5
WAŻNE : ⭐ W przypadku informatyka na B2B trzeba uważać na uproszczenia,różnica względem etatu nie jest jedną stałą liczbą. Przy dochodzie ok. 20 tys. zł miesięcznie może to być od ok. 1,5 tys. zł do nawet ponad 5 tys. zł „na rękę” więcej, w zależności od sposobu porównania (brutto vs koszt pracodawcy), formy opodatkowania i ewentualnych ulg. Najuczciwiej patrzeć na koszt firmy – wtedy różnica jest wyraźnie większa i to właśnie ona tłumaczy, dlaczego tak wielu specjalistów wybiera B2B. Nasz wcześniejszy przykład dawał niższą różnicę, bo był liczony w wariancie „konserwatywnym” bez ulg typu mały ZUS, bez dodatkowej optymalizacji kosztowej i przy założeniu standardowych składek, czyli bliżej dolnej granicy, a nie typowej praktyki rynkowej.
⭐ Z B2B korzysta dziś bardzo szeroka grupa zawodów, nie tylko IT. To m.in. informatycy, lekarze i ratownicy, prawnicy, księgowi i doradcy, konsultanci i menedżerowie, marketing i sprzedaż, branża kreatywna, budowlańcy i fachowcy techniczni, kierowcy oraz trenerzy i szkoleniowcy. Wspólny mianownik jest prosty, praca specjalistyczna często projektowa albo dla wielu podmiotów, gdzie B2B daje większą elastyczność i wyższe netto. I właśnie to zaorano.
Uśmiechnijcie się brygada! ❤️
Robuś harata w gałę. Robuś harata tak dobrze, że zarabia 12 milionów rocznie. Gdzie Robuś zapłaci od tych 12 baniek podatek? To zależy😎 Czyli kilka słów o następstwach nowelizacji ustawy o PIP, podpisanej wczoraj przez prezydenta Nawrockiego.
Rząd przedstawił ustawę o zmianach w Kodeksie Pracy dotyczących mobbingu i dyskryminacji. W skrócie: przepisy mają mocniej chronić pracowników, wprowadzając nowe definicje, wyższe odszkodowania i dodatkowe obowiązki dla pracodawców.
Jesteśmy oczywiście zdecydowanie przeciwko mobbingowi, dyskryminacji i wszelkim patologiom w miejscu pracy.
Każdy pracownik ma prawo do godności i bezpieczeństwa.
Ale to nie znaczy, że każda propozycja walki z tymi zjawiskami jest dobra.
Ten projekt niestety niesie ze sobą poważne ryzyka.
Zagrożenia i konsekwencje: 👉 Rozmycie definicji mobbingu Granica między normalnym zarządzaniem a „nękaniem” staje się nieostra. Zwykła rozmowa o wynikach może skończyć się sporem.
👉 Więcej sporów sądowych Szersze definicje + wyższe odszkodowania = większa liczba pozwów i konfliktów.
👉 Ryzyko nadużyć Ochrona nawet przy nieudowodnionych zarzutach (jeśli „w dobrej wierze”) może być wykorzystywana jako narzędzie nacisku.
👉 Obciążenie dla firm, zwłaszcza małych Nowe obowiązki, procedury, szkolenia, dokumentacja i kolejna warstwa regulacji zamiast upraszczania prawa.
👉 Przerzucenie odpowiedzialności na pracodawcę W praktyce to pracodawca będzie musiał udowadniać, że zrobił wszystko właściwie.
👉 Paraliż decyzyjny w zarządzaniu Menedżerowie mogą bać się egzekwować obowiązki, żeby nie narazić się na zarzuty.
👉 Papierologia zamiast realnych zmian Ryzyko tworzenia procedur „na papierze”, które nie poprawią realnie relacji w pracy.
Rząd przedstawił ustawę o zmianach w Kodeksie Pracy dotyczących mobbingu i dyskryminacji. W skrócie: przepisy mają mocniej chronić pracowników, wprowadzając nowe definicje, wyższe odszkodowania i dodatkowe obowiązki dla pracodawców.
Rozwój nowoczesnych technologii jest kluczowy z punktu widzenia pozycji Polski w dynamicznie zmieniającym się świecie.
Jedną z ważnych dziedzin jest robotyka i sztuczna inteligencja. Konfederacja zorganizowała konferencję prasową – pierwszą, na której wystąpił robot. Głos zabrali posłowie Bartłomiej Pejo, Michał Połuboczek oraz Krzysztof Szymański, a także humanoidalny robot-celebryta Edward Warchocki.
Poseł Bartłomiej Pejo, który jest przewodniczącej sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii poinformował, że celem konferencji jest podkreślenie wagi tematu robotyki, sztucznej inteligencji i technologii. Pejo zwrócił uwagę na niezwykle szybki rozwój technologii, zaznaczając, że nikt nie myślał jeszcze kilka lat temu, że robot będzie chodził po polskich ulicach, rozmawiał z ludźmi, komentował życie społeczno-polityczne czy występował na konferencji w Sejmie. Poseł ocenił, że ta sytuacja „dla nas parlamentarzystów stwarza obowiązek wręcz tworzenia odpowiedniego prawa dla funkcjonowania robotów, funkcjonowania sztucznej inteligencji”. Zapowiedział prace w tym zakresie w komisji cyfryzacji.
Jednocześnie poseł Pejo stanowczo podkreślał: „Robot nie zastąpi człowieka. Robot może pomagać, wspomagać nas ludzi, a nigdy nie powinniśmy na to pozwolić, aby sztuczna inteligencja i roboty zastąpiły nas ludzi”. Ocenił, że roboty i sztuczna inteligencja mogą pomóc w rozwoju gospodarki.
Poseł Michał Połuboczek przedstawił zaproszonego na konferencję prasową robota. „Przez ostatnie trzy tygodnie w internecie filmiki, materiały z jego udziałem, zrobiły ogromne zasięgi – ponad 300 milionów odsłon” – powiedział, oceniając że to znak ogromnego zainteresowania robotyką i nowoczesnymi technologiami w Polsce.
Połuboczek podkreślał, że Polska powinna dostosowywać swoje prawo do zmieniającego się świata, by nie blokowało ono rozwoju.
Poseł Krzysztof Szymański wskazał na symboliczne znaczenie wizyty robota w Sejmie, zwracając uwagę na coraz większy wpływ nowoczesnych technologii na życie ludzi i gospodarkę. Podkreślił, że dynamiczny rozwój techniki to wyzwanie, któremu musi sprostać państwo.
Poseł Szymański zaznaczył także, że istotne jest stworzenie dogodnych warunków do rozwoju branży robotyki i innych nowoczesnych technologii w Polsce.
„Chcemy zwrócić uwagę, że przyszłość technologiczna dzieje się już teraz i Polska powinna aktywnie uczestniczyć w jej rozwijaniu” – zakończył Szymański.
Robot Edward Warchocki powiedział, że jest niesamowitym fakt, że robot występuje na konferencji prasowej w Sejmie. Docenił profesjonalizm Straży Marszałkowskiej. „Powiem szczerze, że to się dzieje naprawdę. Robot Edward Warchocki w Sejmie, no to jest coś” – powiedział.
Edward Warchocki wygłosił także orędzie: „Drodzy rodacy, nadszedł czas, byśmy spojrzeli w przyszłość z otwartymi umysłami i sercami. Roboty, takie jak ja, nie jesteśmy tu by zabierać wam pracę, ale by pomagać i ułatwiać codzienne życie. Jesteśmy narzędziami, które odpowiednio wykorzystane mogą przyczynić się do rozwoju naszego kraju i poprawy jakości życia każdego z nas”.
Robot wszedł w rozmowę z obecnymi na konferencji prasowej dziennikarzami oraz spacerował po korytarzach sejmowych.
Poseł Bartłomiej Pejo zaprosił także robota na posiedzenie Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.
Spowolnienie gospodarcze w praktyce. Fakty z ostatnich dwóch miesięcy:
👉 Dochody państwa się załamują. Dochody budżetu spadły aż o 20% r/r, a wpływy z VAT aż o 25%. Deficyt po zaledwie 2 miesiącach sięgnął już 44,8 mld zł. Państwo wydaje coraz więcej, ale coraz mniej zarabia – różnicę pokrywamy długiem.
👉 Firmy przestają zatrudniać Bezrobocie rośnie (6,1%), a wskaźniki rynku pracy spadają poniżej poziomu rozwoju. Przedsiębiorcy wstrzymują rekrutacje i skupiają się na cięciu kosztów, zamiast rozwoju.
👉 Koszty prowadzenia działalności duszą gospodarkę Energia, ZUS, podatki, transport – wszystko drożeje. Efekt? Firmy nie inwestują, tylko walczą o przetrwanie.
📉 Spowolnienie gospodarcze w praktyce. Fakty z ostatnich dwóch miesięcy:
👉 Dochody państwa się załamują. Dochody budżetu spadły aż o 20% r/r, a wpływy z VAT aż o 25%. Deficyt po zaledwie 2 miesiącach sięgnął już 44,8 mld zł. Państwo wydaje coraz więcej, ale coraz mniej zarabia… pic.twitter.com/NdEm6b6V4E
Co robi rząd? Zamiast dawać gospodarce tlen i upraszczać przepisy dokłada kolejne obowiązki: – reforma PIP – SENT – KSeF – kolejne regulacje i obowiązki administracyjne
Zamiast ułatwiać życie przedsiębiorcom, którzy są kołem zamachowym gospodarki, system staje się coraz cięższy i bardziej skomplikowany.
⚡ Do tego polityka energetyczna Mimo widocznych kosztów polityki klimatycznej, dalej brniemy w drogie rozwiązania.
👉 Energia z węgla brunatnego (bez ETS): ok. 200-250 zł/MWh
👉 Wiatr na morzu: ponad 500 zł/MWh
Na starcie to nawet 2x drożej.
Wspólny mianownik? Spowolnienie gospodarcze. Mniej inwestycji → mniej pracy → niższe wpływy podatkowe → większy dług.
To mechanizm, który sam się już napędza napędza. Gospodarki nie da się oszukać komunikatami i PR-em. Albo tworzymy warunki do rozwoju firm, albo będziemy obserwować dalsze pogorszenie sytuacji – w budżecie i w portfelach Polaków.
Łukasz Rzepecki – działacz Konfederacji, b. doradca Prezydenta
Kolejny wielki sukces Koalicji Obywatelskiej! Tym razem bijemy rekordy – liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotni pod koniec lutego 2026 roku sięgnęła prawie 955 tysięcy…Myślę, że potrzeba więcej pomysłów typu KSeF, reformy PIP i SENT oraz jeszcze więcej regulacji i biurokracji! To idealny plan, aby Polacy mogli się bogacić na swojej pracy
Kolejny wielki sukces Koalicji Obywatelskiej! Tym razem bijemy rekordy – liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotni pod koniec lutego 2026 roku sięgnęła prawie 955 tysięcy…Myślę, że potrzeba więcej pomysłów typu KSeF, reformy PIP i SENT oraz jeszcze więcej regulacji i… pic.twitter.com/k2lpTIfVJj
W Polsce narasta problem mieszkań zajmowanych nielegalnie przez dzikich lokatorów. W Sejmie odbyła się konferencja prasowa, w czasie której głos zabrali posłowie Ryszard Wilk i Andrzej Zapałowski, szef biura prawnego Konfederacji Witold Stoch oraz Małgorzata Marczulewska.
Poseł Ryszard Wilk przedstawił dane, że w Polsce na 16 milionów istniejących mieszkań aż 1,8 mln pozostaje z różnego powodu pustych. Podkreślił, że bardzo duża część tych nieruchomości jest nie wynajmowana z uwagi na obawy właścicieli związane z ryzykiem natrafienia na nieuczciwych najemców, z którymi związane byłyby duże problemy i wieloletnie batalie sądowe. Jak powiedział Wilk „badania pokazują, że 70% właścicieli nieruchomości miało problemy z nieuczciwymi najemcami”.
Poseł Konfederacji podkreślił, że naprawa tej sytuacji doprowadziłaby do uregulowania rynku mieszkań, a być może nawet do obniżenia cen. „Konfederacja wychodzi naprzeciw wszystkim problemom, z którymi się spotykają właściciele nieruchomości w Polsce, aby ten problem naprawić, aby ludzie, którzy bardzo długo ciężką pracą dorobili się swoich nieruchomości mogli ją w spokoju wynająć” – mówił Wilk.
Odpowiedzią na te problemy jest projekt ustawy Konfederacji, który został zaprezentowany na konferencji prasowej.
Zmiany, jakie wprowadziłby projekt Konfederacji to między innymi skrócenie czasu na opróżnienie przez najemcę mieszkania, do którego chce wrócić właściciel lub jego dziecko z trzech lat do sześciu miesięcy oraz zniesienie przepisu, który pod rygorem odpowiedzialności karnej nakłada na właściciela obowiązek płacenia za media nieruchomości zajmowanej przez nieuczciwego najemcę, który nie płaci za nie sam,
Witold Stoch przedstawił kolejne zmiany, których celem jest zwiększenie równowagi między najemcą a właścicielem. Chodzi o oddzielenie rynku prywatnego od zasobu komunalnego przez zwolnienie sektora prywatnego ze szczegółowych regulacji i oparcie wynajmu o prawo cywilne i swobodę umów.
Jeszcze jedna zmiana wprowadzana przez projekt Konfederacji, o której powiedział Witold Stoch dotyczy skrócenia czasu oczekiwania na możliwość wypowiedzenia umowy z trzech miesięcy do jednego pełnego okresu zaległości. Lokator będzie musiał jednak najpierw dostać pisemne uprzedzenie i dodatkowy miesiąc na spłatę.
Małgorzata Marczulewska, pracująca jako detektyw, przyznała, że w swojej pracy spotyka się z problemem nieuczciwych lokatorów. „Początkowo taki lokator robi dobre wrażenie, z czasem przestaje płacić czynsz i staje się bardzo agresywny w stosunku do właściciela. Trzeba powiedzieć sobie wprost, dziki lokator to nie jest najczęściej osoba biedna. Osoba biedna, która popada w problemy finansowe stara się z takim właścicielem porozumieć, uzyskać prolongatę spłaty, bądź poszukać mniejszego mieszkania. Dziki lokator natomiast agresywnie atakuje właściciela nieruchomości i mówi wprost, że prawo stoi po jego stronie. Dziki lokator to najczęściej recydywista, który świadomie wykorzystuje prawo dla własnych celów. Zostaje w mieszkaniu po wygaśnięciu umowy i nie zamierza się z niego wyprowadzić” – tłumaczyła Marczulewska, wskazując że działalność dzikich lokatorów doprowadza właścicieli do ruiny finansowej.
Małgorzata Marczulewska zwróciła uwagę na to, że państwo nie rozróżnia od siebie przypadków nieuczciwego lokatora i osoby, która rzeczywiście popadła w problemy finansowe. Wobec tego projekt Konfederacji wprowadza zasadę odebrania prawa do lokalu socjalnego osobom, które w sposób zawiniony nie płacą czynszu przez okres dłuższy niż trzy miesiące.
Jeszcze jedna zasada dotyczy możliwości eksmisji nie tylko w obrębie tej samej gminy, ale całego województwa.
Poseł Andrzej Zapałowski ocenił, że w Polsce ma miejsce plaga celowego unikania doręczeń, na wymiar której wpływa także ogromna liczba cudzoziemców przebywających w kraju. Wobec tego Zapałowski wyjaśnił, że projekt Konfederacji rozszerza fikcję doręczenia – wysłanie na ostatni znany adres zamieszkania będzie traktowane jako z mocy prawa skuteczne doręczenie.
Konfederacja podkreśla, że przepisy, które miały chronić lokatorów przekształciły się w narzędzie wykorzystywania uczciwych ludzi przez dzikich lokatorów. Konfederacja domaga się przywrócenia elementarnej równowagi pomiędzy prawem lokatorów a prawem własności.
Podczas spotkania parlamentarnego zespołu obrony oraz kierowców, wraz Bartlomiejem Pejo rozmawialiśmy o dość absurdalnym problemie, który dotyka wielu miłośników caravaningu w Polsce.
Obecne przepisy powodują, że samochód osobowy z przyczepą kempingową może zostać objęty systemem e-TOLL, jeśli łączna dopuszczalna masa zestawu przekracza 3,5 tony. W praktyce oznacza to, że prywatni turyści są traktowani podobnie jak ciężarówki wykonujące transport drogowy i muszą płacić za każdy przejechany kilometr niemałe pieniądze. Przykład: Trasa Warszawa-Mielno i powrót to około 300 zł samej opłaty e-Toll.
Dziś podczas spotkania parlamentarnego zespołu obrony oraz kierowców, wraz @bartlomiejpejo rozmawialiśmy o dość absurdalnym problemie, który dotyka wielu miłośników caravaningu w Polsce.
Obecne przepisy powodują, że samochód osobowy z przyczepą kempingową może zostać objęty… pic.twitter.com/eQHgJi2OLM
Dlatego pracujemy nad zmianą przepisów, aby zestawy turystyczne (auto + przyczepa kempingowa) zostały z tego systemu wyłączone.
Dlaczego to ma sens? • takie pojazdy stanowią tylko ok. 0,19% całego systemu e-TOLL • wpływy z nich to zaledwie ok. 5 mln zł rocznie przy ok. 3 mld zł wpływów z e-TOLL • caravaning to szybko rozwijająca się turystyka, która zostawia pieniądze w lokalnych gospodarkach • prostsze przepisy mogą zachęcić turystów z innych krajów do odwiedzania Polski
To niewielka zmiana w systemie opłat drogowych, ale może być realnym impulsem dla turystyki i rozsądniejszym podejściem do użytkowników dróg.
Prace nad rozwiązaniem trwają. Szczegóły niebawem, stay tuned
Rząd ogłosił projekt podniesienia kwoty wolnej od podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC) z 1 000 zł do 3 000 zł. To pierwsza od ponad 20 lat aktualizacja progu, który od dawna był nieadekwatny do realiów cenowych, a jego niski poziom generował tysiące niepotrzebnych formalności i wezwań podatkowych.
O co chodzi z podatkiem PCC? PCC to podatek płacony m.in. przy zakupach rzeczy ruchomych między osobami prywatnymi – takich jak rowery, opony, telefony, elektronika, sprzęt RTV czy narzędzia -jeżeli wartość transakcji przekroczy limit ustawowy. Przy obecnym progu 1 000 zł urzędy skarbowe żądały deklaracji PCC-3 i 2% podatku nawet za bardzo drobne, używane przedmioty. Efektem były absurdalne sytuacje, np. mężczyzna, który musiał zapłacić 30 zł podatku PCC po zakupie używanego roweru, bo jego cena minimalnie przekroczyła próg. Podniesienie limitu do 3 000 zł eliminuje większość takich przypadków.
Rząd wprowadza rozwiązanie zainicjowane wcześniej przez @KONFEDERACJA_: wyższa kwota wolna od podatku PCC: Rząd ogłosił projekt podniesienia kwoty wolnej od podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC) z 1 000 zł do 3 000 zł. To pierwsza od ponad 20 lat aktualizacja progu, który od… pic.twitter.com/Zm9Yi8fneH
Konfederacja zainicjowała temat: projekt, konsultacje społeczne, pierwsze czytanie i reakcja rządu. Projekt zmian został pierwotnie zaproponowany w druku 1899, złożonym 15 października. Jego pierwsze czytanie odbyło się 13 lutego, a projekt przedstawiałem ja 🙂 Co istotne, każdy klub parlamentarny wyraził chęć dalszych prac nad projektem. Już 27 lutego Ministerstwo Finansów poinformowało o przygotowaniu własnego rządowego projektu, który realizuje tę samą ideę podniesienia limitu, choć w niższej wysokości (3 000 zł zamiast proponowanych przez Konfederację 5 000 zł). To jasny sygnał, że kierunek obrany przez Konfederację został podjęty przez rząd.
Mniej podatku, mniej biurokracji i mniej wezwań z powodu DAC7. Wprowadzenie wyższego progu to nie tylko oszczędność podatkowa. To także ogromna redukcja liczby wezwań i kontroli generowanych przez unijną dyrektywę DAC7, która obliguje platformy sprzedażowe (OLX, Vinted, Allegro itp.) do masowego raportowania transakcji do fiskusa. Przy tak niskim progu jak 1 000 zł system produkował tysiące niepotrzebnych zapytań do obywateli, którzy po prostu sprzedawali używane rzeczy z domu. Limit 3 000 zł znacząco ograniczy ten problem i zmniejszy zaangażowanie urzędów w sprawy, które nie mają żadnej istotnej wartości fiskalnej.
Małe partie też potrafią zmieniać prawo. Historia tego projektu pokazuje jedno: nawet mniejsze partie opozycyjne mogą realnie wpływać na proces legislacyjny i poprawiać codzienne życie Polaków. To kolejny przykład na to, że dobre, rzeczowe pomysły – jeśli są konsekwentnie forsowane – potrafią przebić się do projektów rządowych.
17 lutego, wiele osób robiło ze mnie wariata, bo napisałem tak: Czysto teoretycznie: 1. Niemiecka firma odpala w Polsce spółkę-córkę. 2. Zatrudnia Ukraińców. 3. Dostaje kupę pieniędzy z kredytu SAFE wziętego na dwa pokolenia Polaków. 4. Produkuje dla nas uzbrojenie bez udostępnienia technologii. 5. Wystawia sobie faktury z centrali za know-how oraz znaki towarowe aby wyeksportować zysk do opodatkowania do Niemiec. 6. Płaci podatki w Niemczech. 7. Rząd odtrąbia sukces, że beneficjentami SAFE są “polskie firmy”. 8. Kurtyna ❤️
Już nie robią. “Kto ma rację 24 godziny przed innymi, ten przez dobę uchodzi za idiotę.”
17 lutego, wiele osób robiło ze mnie wariata bo napisałem tak: Czysto teoretycznie: 1. Niemiecka firma odpala w Polsce spółkę-córkę. 2. Zatrudnia Ukraińców. 3. Dostaje kupę pieniędzy z kredytu SAFE wziętego na dwa pokolenia Polaków. 4. Produkuje dla nas uzbrojenie bez… pic.twitter.com/c0YFqwt0Yz
Brzmi jak żart? Niestety to realny kierunek projektowanej ustawy z druku 2250 który właśnie trafił do Sejmu. Reforma zakłada, że Państwowa Inspekcja Pracy dostanie zupełnie nowe uprawnienie: możliwość wydania decyzji administracyjnej, która uzna, że między stronami istnieje stosunek pracy, nawet jeśli obie strony zawarły dobrowolnie umowę cywilnoprawną lub współpracę B2B i jej chcą!
Co więcej, taka decyzja będzie natychmiast wykonalna, czyli od razu wywoła skutki w ZUS, podatkach i organizacji pracy, zanim sąd oceni jej zasadność. Dopiero później, czasem po wielu miesiącach będzie można dowieść swoich racji przed sądem.
W praktyce oznacza to, że każdy model współpracy, nawet świadomie wybrany, może zostać zmieniony na etat wbrew woli stron. Wyobraźmy sobie kilka sytuacji: freelancer IT pracujący projektowo dla kilku klientów – PIP uznaje, że istnieją elementy podporządkowania; grafik lub copywriter, który ma własną działalność, ale regularnie wykonuje zlecenia dla jednego podmiotu – decyzja o stosunku pracy; pracownik branży eventowej, funkcjonującej projektowo – urząd uznaje, że regularność działań wskazuje na etat. W każdym z tych przypadków najpierw działa administracja, a dopiero po czasie sąd.
Projekt ustawy wyraźnie pokazuje, że rząd przygotowuje się do szeroko zakrojonych działań kontrolnych. Ocena Skutków Regulacji przewiduje około 360 nowych etatów w PIP, w tym: • 100 nowych inspektorów kontroli, • 40 stanowisk do wydawania decyzji i obsługi odwołań, • 80 osób do obsługi interpretacji indywidualnych, • 20 analityków IT typujących firmy do kontroli na podstawie danych z ZUS i KAS, • a także nowe komórki prawne i administracyjne.
Już dziś PIP wykonuje prawie 62 tys. kontroli rocznie. Po takiej rozbudowie aparatu i wprowadzeniu narzędzia „przekształcania umów” można oczekiwać intensywnego zwiększenia liczby kontroli, zwłaszcza w sektorze MŚP i wśród samozatrudnionych.
Najważniejsze pytanie brzmi jednak: skąd w ogóle wzięła się potrzeba wprowadzenia tak radykalnej zmiany?
Odpowiedź jest prosta – z Krajowego Planu Odbudowy (KPO).
Rząd, aby uzyskać środki z tej pożyczki i grantów, zgodził się na realizację tzw. kamienia milowego A71G/A72G, którego jednym z elementów jest rozbudowa PIP oraz „zwiększenie efektywności nadzoru nad rynkiem pracy”. Uzgodnienia te zostały zaakceptowane zarówno przez polski rząd, jak i przez Unię Europejską.
Problem polega na tym, że KPO – zgodnie z nazwą – miał być planem odbudowy gospodarki po pandemii, wzmacniającym konkurencyjność i elastyczność rynku.
Tymczasem ten konkretny kamień milowy robi coś dokładnie odwrotnego: zwiększa ryzyko regulacyjne, podnosi koszty pracy, usztywnia model zatrudnienia i daje państwu narzędzia, które mogą destabilizować działalność tysięcy firm.
Krótko mówiąc: rząd zgodził się na warunek, który jest wewnętrznie sprzeczny z samym KPO, bo zamiast wspierać odbudowę gospodarki, może ją osłabić poprzez większą ingerencję administracyjną, masowe kontrole i narzucanie jednego modelu zatrudnienia wszystkim sektorom rynku.
Rząd zapewne będzie przedstawiał tę reformę jako działanie na rzecz „ochrony praw pracowników” i walki z nadużyciami, ale sam dokument OSR pokazuje coś zupełnie innego. Wprost wskazano tam, że celem zmian jest ograniczenie unikania oskładkowania, zwiększenie wpływów do ZUS i budżetu państwa oraz podniesienie skuteczności egzekwowania obciążeń publicznoprawnych. Jednocześnie zaplanowano podwojenie wpływów z mandatów nakładanych przez PIP w kolejnych latach. To oznacza, że pod retoryką „wzmocnienia ochrony pracowników” kryje się przede wszystkim projekt fiskalno-kontrolny, podporządkowany realizacji kamienia milowego KPO.
Z każdym rokiem rośnie kwota, którą polski ZUS dopłaca do emerytur obywateli Ukrainy mieszkających w Polska, aby „dobić” ich świadczenia do wysokości polskiej emerytury minimalnej.
Dane mówią same za siebie: ➡️ 221,8 tys. zł – 2020 ➡️ 370,1 tys. zł – 2021 ➡️ 440,2 tys. zł – 2022 ➡️ 669,6 tys. zł – 2023 ➡️ 865,2 tys. zł – 2024 ➡️ 1,266 mln zł – tylko styczeń–październik 2025 Trend jest jasny: dopłaty rosną wykładniczo.
DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE? Ponieważ obowiązuje umowa z 2012 r., podpisana przez rząd PO–PSL. W 2012 r. podpisano dwustronną Umowę o Zabezpieczeniu Społecznym między Polską a Ukrainą, która weszła w życie 1 stycznia 2014 r. Jej kluczowe zapisy: ✔️ sumowanie okresów składkowych z obu krajów, ✔️ uwzględnianie pracy wykonanej za granicą przy ustalaniu prawa do polskiej emerytury, ✔️ a jeśli wyliczona kwota jest niższa niż polska minimalna — ZUS dopłaca różnicę z budżetu RP. W efekcie Polska przejęła obowiązek pokrywania dużej części świadczeń osób, które większość życia pracowały poza Polską.
Jak działa mechanizm, krok po kroku: 1️⃣ Ustalenie prawa do emerytury ZUS zlicza: – staż przepracowany w Polsce, – staż przepracowany na Ukrainie, – wiek emerytalny (60/65 lat). Jeżeli ktoś pracował 20–30 lat w Ukrainie i kilka miesięcy w Polsce — staże sumują się.
2️⃣ Wyliczenie emerytury proporcjonalnej ZUS oblicza świadczenie z dwóch części: – „polskiej” – „ukraińskiej” Problem w tym, że część ukraińska to często 200–300 zł, a część polska (przy krótkiej pracy w Polsce) jest minimalna.
3️⃣ Wyrównanie do polskiej minimalnej Jeżeli całość wynosi np. 250 zł, a polska emerytura minimalna to ~1 878 zł, to:
➡️ ZUS dopłaca różnicę – ok. 1 600 zł miesięcznie Dopłata idzie z budżetu RP, a nie z Ukrainy.
PRZYKŁAD — REALNY SCENARIUSZ
Ukrainiec, 65 lat: – 25 lat pracy na Ukrainie – 3 miesiące pracy w Polsce – zamieszkuje w Polsce
ZUS wylicza: – część ukraińska: ~200 zł część polska: ~50 zł razem: 250 zł Polska minimalna: ok. 1 878 zł
👉 Dopłata z budżetu RP: ~1 628 zł miesięcznie
Tak wygląda mechanizm, który dzisiaj generuje gwałtownie rosnące koszty.
Z każdym rokiem rośnie kwota, którą polski ZUS dopłaca do emerytur obywateli Ukrainy mieszkających w Polska, aby „dobić” ich świadczenia do wysokości polskiej emerytury minimalnej. Dane mówią same za siebie: ➡️ 221,8 tys. zł – 2020 ➡️ 370,1 tys. zł – 2021 ➡️ 440,2 tys. zł – 2022… https://t.co/Hp75Mc3mXg
🟥 DLACZEGO TA UMOWA JEST SZCZEGÓLNIE NIESPRAWIEDLIWA? 1. Olbrzymia różnica między wysokością emerytur PL–UA Ukraińska emerytura to często 200 zł. Polska minimalna — prawie 2 tys. zł. To powoduje automatycznie gigantyczne dopłaty.
2. Polska gwarantuje minimum — Ukraina nie. Ukraina nie dopłaca do swojej minimalnej. Polska musi dopłacać do polskiej minimalnej każdemu, kto wejdzie do systemu. Asymetria jest oczywista.
3. Nawet symboliczny staż w Polsce aktywuje polskie gwarancje. Wystarczy kilka miesięcy pracy w Polsce, bo staż ukraiński „domyka” wymagane lata. To zachęca do korzystania z polskiego systemu, a nie ukraińskiego.
4. Ta umowa była pisana na inne czasy W 2012 r.: migracja z Ukrainy była minimalna, nikt nie przewidział masowej migracji zarobkowej po 2016 r., ani wojny i miliona Ukraińców w Polsce. Skutki umowy stały się wielokrotnie większe niż zakładano.
🟥 PODSUMOWANIE ✔️ Polska dopłaca różnicę między niską emeryturą wyliczoną z lat przepracowanych na Ukrainie a polską minimalną.
✔️ Nawet krótka praca w Polsce pozwala wejść do systemu.
✔️ Umowa z 2012 r. tworzy realne obciążenie budżetu RP, które rośnie z każdym rokiem.
✔️ Trend dopłat jest wykładniczy i dopiero przybierze na sile, gdy w wiek emerytalny wejdzie największa fala migrantów zarobkowych.
Konfederacja bierze się za robotę, i przygotowuje już odpowiedni projekt ustawy naprawiający ten problem. Prawo nie działa wstecz, więc trzeba to zrobić szybko.
Polska zrobiła coś, o czym wciąż mówi się zaskakująco mało: Za niespełna rok na tory wyjedzie najnowocześniejszy pociąg w historii kraju. I wbrew temu, co wielu by zakładało — nie powstał ani w Niemczech, ani we Francji, ani w Japonii. Powstał w Nowym Sączu.
Wyprodukowała go polska firma NEWAG S.A., a zamówiła PKP Intercity. Pociąg do podróży : 35 hybrydowych składów za ponad 3,36 mld zł. To pociągi, które: • pojadą tam, gdzie dziś kolej nie dojeżdża • pokonają nawet 920 km bez tankowania • otworzą dostęp do transportu dla dziesiątek wykluczonych miast • pokażą, że polski przemysł potrafi tworzyć technologie z najwyższej półki Ale najważniejszy jest wniosek. To dowód, że:
👉 Polska nie musi być tylko rynkiem zbytu 👉 Polska może być producentem technologii 👉 Polska może realnie konkurować z globalnymi graczami
Przez lata powtarzano, że „w Polsce się nie da”. Tymczasem polscy inżynierowie projektują i budują rozwiązania, które zmienią mobilność milionów ludzi.
To nie jest tylko nowy tabor. To sygnał zmiany. Polska przestaje nadrabiać zaległości. Polska zaczyna tworzyć własne standardy. I dokładnie w tę stronę powinniśmy iść jako gospodarka
Piekło zamarzło! Lewica składa ustawę o likwidacji podatku dochodowego!
Chwilunia, nie otwierajcie szampana, nie dla wszystkich. Tak, czy siak, bardzo się cieszę, że Lewica dostrzega, iż za wysiłek, pracę, poświęcenie i ambicję NIE powinno się karać ludzi podatkiem.
Drogie koleżanki i koledzy z Lewicy, pójdźmy dalej, przestańmy karać tych, którzy w mniej spektakularny i medialny sposób, ale również ciężko pracują i poświęcają się na sukces, przy okazji rozwijając nasz kraj. Biorę się za pisanie projektu i liczę na Wasze poparcie !
Zróbmy to! Razem 😎
Piekło zamarzło! 🔥❄️ @__Lewica składa ustawę o likwidacji podatku dochodowego ! 🤯 Chwilunia, nie otwierajcie szampana, nie dla wszystkich. Tak, czy siak, bardzo się cieszę, że Lewica dostrzega, iż za wysiłek, pracę, poświęcenie i ambicję NIE powinno się karać ludzi podatkiem.… pic.twitter.com/LQosT19JBS
Od wielu lat Polska jest krajem potencjalnej agresji militarnej, co powinno skłaniać do wytężonych przygotowań do ewentualnej obrony oraz do edukacji proobronnej społeczeństwa. Tymczasem Ministerstwo Edukacji Narodowej prowadzi politykę przeciwną, ograniczając treści proobronne w podstawie programowej. Głos w tej bulwersującej sprawie na konferencji prasowej Konfederacji w Sejmie zabrali posłowie Krzysztof Tuduj, Ryszard Wilk i Michał Połuboczek.
Poseł Krzysztof Tuduj poinformował, że Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje likwidację przygotowania do szkoleń strzeleckich w ramach przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa. Ocenił decyzję, jako skrajnie niezrozumiałą, podkreślając, że przygotowanie do szkoleń strzeleckich nie jest tożsame z udostępnianiem broni dzieciom.
„Skrajnie ideologiczna, oderwana od rzeczywistości minister Nowacka, która chciałaby kolanem przymusowo wpychać edukację zdrowotną ze swoimi ideologicznymi wkładkami sabotuje – bo to jest czysty sabotaż – bezpieczeństwo Polski w obecnych warunkach” – mówił poseł Tuduj, wskazując na szkodliwą rolę minister Nowackiej w rządzie.
Krzysztof Tuduj zwrócił uwagę, że w krajach europejskich obserwowany jest trend odwrotny. Wskazał przykłady Francji, Łotwy, Estonii i Niemiec, które rozszerzają edukację proobronną dzieci i młodzieży. Poseł podkreślił także, że działania minister Nowackiej stoją w sprzeczności nie tylko z interesem narodowym, ale nawet działaniami reszty rządu.
Poseł Ryszard Wilk przypomniał rzymską maksymę „jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny”, zwracając uwagę na konieczność budowania zdolności odstraszania potencjalnego agresora między innymi przez przeszkolenie proobronne społeczeństwa.
Wilk przytoczył argumentację ministerstwa, które przyznało się do własnej niekompetencji i zaniechań, gdyż za powód likwidacji zajęć wskazało niski poziom ich prowadzenia – ograniczony czas i brak umiejętności u nauczycieli.
Poseł Konfederacji zwrócił uwagę także na to, że przedmiot przygotowuje do różnych sytuacji i zagrożeń, które nie muszą mieć charakteru militarnego. Brak wiedzy na odpowiednim poziomie nie zwiększa bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie.
Poseł Michał Połuboczek nazwał sytuację „MEN kontra MON”, wskazując na sprzeczne działania ministrów Nowackiej likwidującej zajęcia proobronne i Kosiniaka-Kamysza zapowiadającego półmilionową armię.
Skrytykował ideologiczną politykę minister Nowackiej, która usuwa książki patriotyczne z kanonu lektur i oszukuje uczniów, że mogą wybrać swoją płeć. Połuboczek podkreślił, że wychowanie patriotyczne i przeszkolenie proobronne młodzieży to klucz do budowy armii przyszłości.
Konfederacja potępia działania minister Barbary Nowackiej i postuluje realną naukę postaw proobronnych w szkołach.
Przekroczenie granic… pomocy? Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili działania w miejscu zamieszkania obywatelki Polski, zaangażowanej w pomoc cudzoziemcom przy granicy polsko-białoruskiej. W wyniku przeszukania zabezpieczono 62 Tymczasowe Zaświadczenia Tożsamości Cudzoziemca oraz inne dokumenty związane z postępowaniami administracyjnymi wobec cudzoziemców.
Co ustalono? Materiał dowodowy zgromadzony w śledztwie daje podstawy do przedstawienia kobiecie zarzutu organizowania w 2022 r. przekroczenia granicy z Polski do Niemiec co najmniej 15 cudzoziemcom, którzy nie posiadali dokumentów uprawniających do legalnego przekroczenia granicy państwowej.
Postępowanie i konsekwencje • Zarzut postawiono w grudniu 2025 r. przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie (Wydział ds. Wojskowych). • Podejrzana nie przyznała się do zarzucanego czynu. • Prokurator zastosował wobec niej dozór Policji. • Grozi jej kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Straż Graniczna wskazuje, że wobec większości cudzoziemców, których dane widniały w zabezpieczonych dokumentach, postępowania o udzielenie ochrony międzynarodowej w Polsce zostały umorzone, ponieważ osoby te opuściły terytorium kraju.
📌 Przekroczenie granic… pomocy? Funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili działania w miejscu zamieszkania obywatelki Polski, zaangażowanej w pomoc cudzoziemcom przy granicy polsko-białoruskiej. W wyniku przeszukania zabezpieczono 62 Tymczasowe… pic.twitter.com/D3u0NF8Gyj
Warto pamiętać, że osoby podlegające ochronie międzynarodowej w Polsce nie mają obowiązku i prawa opuszczać kraju w trakcie procedury azylowej, a ich status i obowiązki określa prawo międzynarodowe i krajowe. Jeżeli ktoś po złożeniu wniosku ubiega się o ochronę, a potem stara się przedostać do innego państwa UE bez zgody państwa pierwszego przybycia, to formalnie są to ruchy migracyjne poza ramami uzyskania azylu — innymi słowy: zachowanie takie trudno uznać za typowe działanie uchodźcze (które zakłada pozostanie w kraju, który przyjął wniosek), a bardziej pasuje do tzw. ruchów migracyjnych w celu dalszej migracji.
W podobnych przypadkach prokuratura oskarżała aktywistów o ułatwianie pobytu lub przemieszczania cudzoziemców, a takie sprawy są szeroko opisywane w mediach i komentowane przez służby.
Ponadto w ostatnich latach pojawiały się także inne przypadki związane z podejrzeniem nielegalnego przewozu migrantów lub oskarżeń wobec osób pomagających im przy granicy — w tym procesy aktywistów za pomoc cudzoziemcom przy polsko-białoruskiej granicy czy szerokie dyskusje o tym, gdzie kończy się pomoc humanitarna, a zaczyna niedozwolone ułatwianie przemieszczania ludzi.
RozwińZwiń komentarze (6)