Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Państwo w Ministerstwie Zdrowia tak na poważnie?! 15.07.2026 r. wysłałem interpelację do Ministra Zdrowia w sprawie finansów Narodowego Funduszu Zdrowia. Zadałem 2 pytania:
1. Jaka jest aktualna łączna kwota zobowiązań NFZ wobec świadczeniodawców z tytułu nieopłaconych lub opłaconych poniżej limitu świadczeń? 2. Jak długo świadczeniodawcy czekali średnio w 2025 r. na zapłatę faktur przez NFZ od dnia ich złożenia?
Prościej się nie dało.
Otrzymałem odpowiedź i przyznam, że większego bełkotu dawno nie czytałem. Dwie strony tekstu o niczym i… brak konkretnych odpowiedzi. Ten resort jest do zaorania!
Niech opinia publiczna zobaczy, jak traktuje się w uśmiechniętej Polsce posłów.
Szpitale masowo wygaszają oddziały. Do NFZ wpłynęło już 36 wniosków o likwidację lub przeprofilowanie oddziałów, 16 wniosków już spadło zaakceptowano. Za zamknięty oddział lecznica dostaje przez dwa lata połowę ryczałtu. Najczęściej znikają oddziały położnictwo, chirurgii, laryngologii, okulistyki i neonatologii. Państwo dopłaca do zamykania, a nie do leczenia.
Hospicja wstrzymują przyjęcia umierających. NFZ opóźnia płatności, mimo że opieka paliatywna jest od 2024 r. nielimitowana. Pieniądze za I kwartał 2025 (ok. 125 mln zł) pojawiły się dopiero po medialnej interwencji. Placówki kredytują państwo z własnej kieszeni. Ciężko chorzy trafiają do szpitali.
Kryzys w służbie zdrowia się pogłębia…
Szpitale masowo wygaszają oddziały. Do NFZ wpłynęło już 36 wniosków o likwidację lub przeprofilowanie oddziałów, 16 wniosków już spadło zaakceptowano. Za zamknięty oddział lecznica dostaje przez dwa lata połowę ryczałtu. Najczęściej… pic.twitter.com/oeTurS0VuM
A w Miastku? Szpital miejski dziesięciokrotnie zawieszał oddział chirurgii „z braku lekarzy”. W tym samym czasie na „zamkniętym” oddziale spółka Spine robiła setki krótkich zabiegów kręgosłupa (tylko w 2024 r. co najmniej 458), rozliczanych jako pełne hospitalizacje. Pacjenci wychodzili niemal od razu. NFZ twierdzi, że o zawieszeniach nie wiedział. Publiczna kasa płynęła, a zwykłych chorych odsyłano.
Dopóki NFZ pozostanie monopolistą, a centralne planowanie będzie decydować o wszystkim – takie historie będą się powtarzać.
Pacjenci płacą składki. Państwo wydaje miliardy. A efekt? Zamknięte oddziały, hospicja na kredycie i „opłacalne” operacje na zamkniętych salach.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Prezydent USA właśnie podpisał rozporządzenie, które ogranicza liczbę zalecanych szczepień dla niemowląt i dzieci w wieku szkolnym, rozkłada część szczepień w czasie oraz zakłada odejście od skojarzonej szczepionki MMR przeciw odrze, śwince i różyczce na rzecz oddzielnych dawek. Jednocześnie wezwał do aktualizacji krajowego kalendarza szczepień dzieci i młodzieży, deklarując, że celem jest „przywrócenie Amerykanom zdrowia”.
Nową politykę, która ma ograniczyć podstawowy zakres szczepień z ochrony przed 18 chorobami do ochrony przed 11 (!) chorobami, określono mianem „złotego standardu”.
A w Polsce? Dokładnie odwrotny kierunek.
Od 1 stycznia 2027 roku Ministerstwo Zdrowia wprowadza kolejne obowiązkowe szczepienie dzieci – tym razem przeciw HPV, obejmujące zarówno dziewczęta, jak i chłopców w wieku od 9 do 15 lat. I właśnie tutaj zaczyna się zasadniczy problem.
W przypadku preparatu podawanego zdrowym dzieciom państwo powinno przede wszystkim przedstawiać rodzicom pełne dane dotyczące skuteczności, bezpieczeństwa, możliwych działań niepożądanych i rzeczywistych korzyści. Tymczasem resort zamiast rozwiewać wątpliwości i odpowiadać na konkretne pytania, wybiera przymus administracyjny. Co więcej, od maja bieżącego roku Ministerstwo Zdrowia nie udzieliło mi jasnej i wyczerpującej odpowiedzi na interwencję poselską, w której pytam między innymi: ➡️ czy i kiedy Ministerstwo Zdrowia analizowało dane dotyczące zakażeń HPV oraz chorób z nimi związanych w Polsce od 2015 roku do dziś? ➡️ czy resort posiada stanowisko Rady Sanitarno-Epidemiologicznej oraz Zespołu ds. Szczepień Ochronnych w sprawie wprowadzenia obowiązkowych szczepień przeciw HPV? ➡️ o ile częstość wykrywania raka szyjki macicy u zaszczepionych kobiet po 45. roku życia różni się od częstości wykrywania tego nowotworu u kobiet niezaszczepionych w tej samej grupie wiekowej? ➡️ czy Polska na tle Unii Europejskiej, USA, państw Afryki i Azji rzeczywiście znajduje się w sytuacji epidemiologicznej uzasadniającej wprowadzenie obowiązku szczepień przeciw HPV?
❌ Ależ skowyt „niezależnych ekspertów"! Prezydent USA właśnie podpisał rozporządzenie, które ogranicza liczbę zalecanych szczepień dla niemowląt i dzieci w wieku szkolnym, rozkłada część szczepień w czasie oraz zakłada odejście od skojarzonej szczepionki MMR przeciw odrze,…
Jeżeli Ministerstwo Zdrowia chce ingerować w decyzje rodziców dotyczące zdrowia ich dzieci, to ma obowiązek przedstawić pełne, przejrzyste i możliwe do zweryfikowania uzasadnienie. Nie wystarczy powiedzieć: „ministerstwo zdecydowało”. Kto konkretnie zdecydował? Na podstawie jakich danych? Jakich analiz i jakiego bilansu korzyści i ryzyka? Przymus bez transparentności nie buduje zaufania. Budzi podejrzenia. Polskie Ministerstwo Zdrowia idzie jednak w zaparte. Polskie dzieci najwyraźniej różnią się od rówieśników z innych państw.
Pytanie brzmi: dlaczego tak się dzieje i czy rodzice na to pozwolą? Bowiem jeśli nic się nie zmieni, to już za parę miesięcy dr Grzesiowski – szef Głównego Inspektoratu Sanitarnego – będzie wlepiał kary finansowe tym rodzicom, którzy mają uzasadnione wątpliwości dotyczące nowych przymusowych szczepień swoich dzieci w Polsce.
Nie ulega wątpliwości, że komuś w polskim Ministerstwie Zdrowia bardzo zależy na tym, aby rynek szczepionek stale się rozszerzał, a polskie dzieci zostały objęte kolejnym obowiązkiem szczepień – czując się „wyjątkowo” w skali całego globu.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Nie kwestionuję potrzeby ścigania oszustów, którzy świadomie wprowadzają pacjentów w błąd lub narażają ich zdrowie i życie. Takie działania powinny być surowo karane. Problem polega na tym, że uchwalona ustawa idzie znacznie dalej. Pod hasłem walki z pseudomedycyną tworzy system, który może prowadzić do arbitralnego ograniczania wolności słowa, działalności gospodarczej i debaty naukowej.
➡️ Po pierwsze, najważniejsze pojęcia w ustawie są nieprecyzyjne. O odpowiedzialności obywatela mają decydować takie określenia jak „aktualna wiedza medyczna”, „nieprawdziwa informacja”, „wprowadzanie w błąd” czy „praktyka zagrażająca zdrowiu”. Ustawa nie wskazuje jednak jasno, kto, według jakich źródeł i na jaki dzień będzie ustalał, co stanowi obowiązującą wiedzę medyczną. Nauka rozwija się poprzez spór, badania i podważanie dotychczasowych poglądów, a nie poprzez urzędowe ogłaszanie jednej niepodważalnej prawdy – zwłaszcza tej narzucanej przez skorumpowaną Big Pharmę.
➡️ Po drugie, ogromne kompetencje zostają skupione w rękach jednego organu – Rzecznika Praw Pacjenta. To groźne! Ten sam organ będzie prowadził postępowanie, oceniał materiał, interpretował wiedzę medyczną, wydawał decyzję, publikował ostrzeżenia, prowadził rejestr, ingerował w działanie stron internetowych i nakładał kary. Nie przewidziano obowiązkowej opinii niezależnego zespołu ekspertów ani uprzedniej kontroli sądu przed zastosowaniem najbardziej dotkliwych środków.
➡️ Po trzecie, ustawa pozwala na publiczne napiętnowanie człowieka lub firmy jeszcze przed prawomocnym zakończeniem sprawy. To chore! Już sam komunikat urzędowy o podejrzeniu prowadzenia działalności pseudomedycznej może oznaczać utratę klientów, reputacji i źródła utrzymania. Nawet późniejsze zwycięstwo przed sądem może już nie naprawić wyrządzonych szkód.
➡️ Po czwarte, Rzecznik będzie mógł doprowadzić do przekierowania domeny internetowej na stronę zawierającą urzędowe ostrzeżenie. W praktyce jest to administracyjna blokada dostępu do treści, stosowana bez wcześniejszego rozstrzygnięcia niezależnego sądu. Tak nie działa państwo demokratyczne.
➡️ Po piąte, ustawa przewiduje kary sięgające miliona złotych, możliwość ich wielokrotnego nakładania oraz dodatkowe kary za nieprzekazanie dokumentów. Dla małego przedsiębiorcy lub osoby fizycznej może to oznaczać ekonomiczne unicestwienie jeszcze przed zakończeniem kontroli sądowej.
➡️ Po szóste, przepisy mogą wywołać efekt mrożący. Lekarze, naukowcy, dziennikarze, dietetycy, terapeuci, pacjenci i twórcy internetowi mogą rezygnować z wypowiadania się o działaniach niepożądanych, metodach leczenia, suplementacji czy błędach systemu nie dlatego, że kłamią, lecz dlatego, że nie będą w stanie przewidzieć, jak ich słowa oceni urzędnik. Big Pharma zaciera ręce.
➡️ Po siódme, państwo już dziś posiada narzędzia do ścigania realnych oszustw i zagrożeń. Kodeks karny pozwala karać za oszustwo, narażenie człowieka na utratę życia lub zdrowia, spowodowanie uszczerbku, nieumyślne spowodowanie śmierci czy sprowadzenie zagrożenia dla wielu osób. Problemem nie jest więc brak prawa, lecz jego nieskuteczne stosowanie.
Nie potrzebujemy nowego administracyjnego systemu nadzorowania wypowiedzi i poglądów dotyczących zdrowia. Państwo powinno ścigać oszustów, a nie ustanawiać urzędowy – często pod naciskiem lobbystów – monopol na prawdę naukową.
Dlatego zwracam się do Prezydenta RP o skorzystanie z prawa weta i przekazanie ustawy Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Weto wobec „Lex Szarlatan” będzie działaniem w obronie wolności słowa, prawa do sądu, zasady określoności prawa, wolności działalności gospodarczej i konstytucyjnej zasady proporcjonalności. Posłowie Konfederacji od początku stanowczo sprzeciwiali się projektowi ustawy i głosowali „PRZECIW”. Byłem jednym z nich.
❌ KIERUJĘ PISMO DO PREZYDENTA RP Z APELEM O ZAWETOWANIE „LEX SZARLATAN”! Nie kwestionuję potrzeby ścigania oszustów, którzy świadomie wprowadzają pacjentów w błąd lub narażają ich zdrowie i życie. Takie działania powinny być surowo karane. Problem polega na tym, że uchwalona… pic.twitter.com/dvu8dAKFCf
Jeśli ktoś koniunkturalnie uczestniczył w łamaniu praw Polaków to tłumaczenie obecnie, że tylko wykonywał rozkazy nie zdejmuje z niego odpowiedzialności.
Notabene tłumaczenie swojego koniunkturalizmu rzekomą miażdżącą siłą autorytetów medycznych jest śmieszne. Wystarczyło czytać dokumenty i wyciągać wnioski, np. rządowy świstek pozbawiony podstawowych informacji, opublikowany pod szumną nazwą „Narodowy Program Szczepień”. Warto było też czytać uwagi opozycji, np. zgłoszone przez Konfederację pytania o brakujące informacje do tego dokumentu. Warto było też słuchać uważnie tych „autorytetów”, które nieustannie się kompromitowały idiotycznymi propozycjami i wzajemnie sprzecznymi wypowiedziami.
Informacyjna dawka przypominająca.
Jeśli ktoś koniunkturalnie uczestniczył w łamaniu praw Polaków to tłumaczenie obecnie, że tylko wykonywał rozkazy nie zdejmuje z niego odpowiedzialności.
Notabene tłumaczenie swojego koniunkturalizmu rzekomą miażdżącą siłą autorytetów… https://t.co/qbe8rUmMpA
Jeszcze jedna informacja: ekipa Morawieckiego i ekipa Kaczyńskiego nie mają prawa szczycić się brakiem wprowadzenia szczepień przymusowych na Covid19 bo wprowadzili je tam gdzie im się nikt nie mógł zbuntować: w wojsku i w służbach mundurowych. Wiem stąd że spotykałem później tych co z żalem odeszli ze służby. Rozmawiałem też z takimi, którzy nie odeszli i w wyniku tego co sam Jarosław Kaczyński w rozmowach na zamkniętych spotkaniach nazywał „eksperymentem” mieli później problemy zdrowotne i utracili część swojej sprawności fizycznej.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
„Niezależne media” milczą, ale to co się wydarzyło kilka dni temu w amerykańskim Senacie, pokazuje zgniliznę tego systemu. Otóż 29 lipca Anthony Fauci stanął przed komisją Senatu. Miał odpowiedzieć na pytania dotyczące pochodzenia wirusa, finansowania badań w Wuhan, lockdownów, szczepionek, leków, pieniędzy, patentów i możliwego niszczenia dokumentów. A warto pamiętać, że Anthony Fauci to nie przypadkowy lekarz. Przez niemal 40 lat kierował amerykańskim Narodowym Instytutem Alergii i Chorób Zakaźnych, a podczas pandemii stał się jedną z najważniejszych twarzy patologicznej polityki covidowej USA. A ta polityka rozlała się na świat…
Fauci nie odpowiedział ponad sto razy na pytania w Senacie, powołując się na V poprawkę, chroniącą obywatela przed samooskarżeniem. O co pytali senatorowie? Między innymi: ➡️ Dlaczego Anthony Fauci prywatnie miał dopuszczać możliwość laboratoryjnego pochodzenia wirusa, podczas gdy publicznie wzmacniano narrację o targowisku i wyśmiewano przeciwników jako zwolenników „teorii spiskowych”?
➡️ Czy Fauci otrzymywał tantiemy związane z własnością intelektualną dotyczącą COVID-19?
➡️ Ile pieniędzy organizacje związane z Billem Gatesem przekazały instytucji kierowanej przez Fauciego?
➡️ Czy finansowe związki instytucji publicznych z koncernami farmaceutycznymi wpływały na promowanie szczepionek i zwalczanie innych metod leczenia?
➡️ Czy władze ignorowały sygnały o możliwych działaniach niepożądanych zgłaszanych po szczepieniach?
➡️ Czy iwermektynę i inne terapie zwalczano dlatego, że dostępność skutecznego leczenia mogłaby utrudnić wydanie nadzwyczajnych zezwoleń dla szczepionek dla Big Pharmy?
➡️ Czy po rozpoczęciu śledztwa Kongresu usunięto, zniszczono albo ukryto dokumenty federalne?
➡️ Dlaczego Fauci publicznie twierdził, że nie nakazywał zamykania szkół i gospodarki, skoro według senatorów w prywatnych zapiskach chwalił się przekonywaniem władz Nowego Jorku do lockdownu?
➡️ Czy przeprosi rodziny rozdzielone restrykcjami, dzieci zmuszane do wielogodzinnego noszenia masek, przedsiębiorców, którzy stracili dorobek życia, oraz żołnierzy usuniętych ze służby za odmowę szczepienia?
➡️ Czy pieniądze amerykańskich podatników trafiały przez EcoHealth Alliance (podmiot ten otrzymał w 2020 r. niemal 1,5 mln USD od Fundacji Billa i Melindy Gatesów) do laboratorium w Wuhan?
➡️ Czy Fauci nadal uważa, że korzyści z badań typu gain-of-function (podczas których zmienia się organizm – np. wirusa – tak, aby uzyskał nową lub silniejszą cechę biologiczną) przewyższają ryzyko wywołania pandemii?
❌ Obrzydliwe! ELITY NADAL CHRONIĄ SWOICH! „Niezależne media” milczą, ale to co się wydarzyło kilka dni temu w amerykańskim Senacie, pokazuje zgniliznę tego systemu. Otóż 29 lipca Anthony Fauci stanął przed komisją Senatu. Miał odpowiedzieć na pytania dotyczące pochodzenia…
Tymczasem zamiast odpowiedzi zobaczyliśmy milczenie i zasłanianie się prawem (V poprawka stanowi, że nikt nie może zostać zmuszony w sprawie karnej do zeznawania przeciwko samemu sobie). Pytania o mataczenie, konflikty interesów, przepływy pieniędzy, ukrywanie informacji i niszczenie dokumentów pozostały bez odpowiedzi. Prawda o początku pandemii nadal nie została ostatecznie ustalona, a osoby odpowiedzialne za radykalne i nielogiczne decyzje niemal nigdzie nie poniosły realnych konsekwencji.
W Polsce jest dokładnie tak samo.
Nikt politycznie nie odpowiedział za bezprawne zakazy, zamknięte szpitale, odwołane operacje, niszczycielską izolację seniorów, chaos w szkołach, wykluczanie niezaszczepionych, łamanie Konstytucji, zniszczone firmy i krzywdę tysięcy rodzin. Ci sami ludzie w polskim Sejmie, którzy straszyli, zamykali, segregowali i odbierali obywatelom podstawowe prawa, dzisiaj zachowują się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Elity chronią elity. Urzędnicy chronią urzędników. System chroni sam siebie. W Polsce jest dokładnie tak samo.
Wybuchła wojna na Ukrainie i niemal w ciągu jednego dnia pandemia została zamknięta jednym zdaniem: „popełniono pewne błędy”. No nie! W Polsce wciąż potrzebujemy pełnego ujawnienia dokumentów, komisji śledczej, rozliczenia decyzji i wskazania konkretnych osób odpowiedzialnych. I przyjdzie taki dzień. Osoby odpowiedzialne za krzywdy obywateli muszą odejść i zostać ukarani. Bez odpowiedzialności historia się powtórzy.
Paweł Usiądek: Gdy tego nie dostał, zrezygnował z pracy w publicznej ochronie zdrowia.
Lekarz oczekiwał 4 tys. zł za dzień pracy w publicznej przychodni. Propozycja została odrzucona, a on… odchodzi z publicznego systemu ochrony zdrowia. Mowa o Bartoszu Fiałku, rozpoznawalnym w mediach lekarzu z ery COVID. Przedstawił Pomorskiemu Centrum Reumatologicznemu w Sopocie ofertę: 4000 zł brutto za jeden dzień pracy (dwa dni w tygodniu). To ponad 30 tys. zł miesięcznie za zaledwie kilka dni pracy. Publiczna placówka nie zaakceptowała tej propozycji – i słusznie!
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej wyliczył, że taka stawka odpowiada zarobkom milionera, a inni lekarze otwarcie apelowali do niego o zakończenie tego „obciachu”.
Fiałek próbował uzasadniać swoje stanowisko, przekonując, że to „uczciwa stawka” przy przyjmowaniu co najmniej 21 pacjentów dziennie. Problem polega na tym, że w publicznym systemie ochrony zdrowia – finansowanym z naszych składek – takie oczekiwania sprawiają wrażenie całkowitego oderwania od rzeczywistości. Średnie wynagrodzenia oraz realia funkcjonowania szpitali i poradni wyglądają zupełnie inaczej.
Rezultat?
Lekarz poinformował, że rezygnuje z pracy w publicznym sektorze i przenosi się do prywatnego gabinetu. To klasyczny scenariusz: gdy system nie spełnia wysokich oczekiwań finansowych, nagle „publiczna służba” przestaje być atrakcyjnym wyborem.
– Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Cały czas obserwujemy lawinę patologii w ochronie zdrowia. Mamy lekarzy zarabiających miliony złotych, fałszujących dokumentację, pracujących po 70 godzin na dobę. Mamy saloniki VIP dla polityków, mamy polityków wchodzących bez kolejek, mamy polityków w zarządach, w radach nadzorczych szpitali. To jest patologia!
Rozbijmy wreszcie monopol NFZ!
Kryzys to naturalny stan tego dziadowskiego systemu, normalnie nie będzie nigdy działać! Zróbmy wreszcie pierwszą od 20 lat reformę systemu ochrony zdrowia! pic.twitter.com/pU6hIP373l
Żadnego z tych problemów nie rozwiąże dolanie pieniędzy do systemu ochrony zdrowia. Jeżeli damy jeszcze więcej pieniędzy, to lekarze przestaną jeździć Porsche, zaczną jeździć Lambo. Tak jak się przesiadali z Mercedesów do Porsche w ostatnich latach. W ciągu ostatnich 10 lat zwiększyliście nakłady na ochronę zdrowia o 130%, a liczba świadczeń wzrosła o zaledwie 6%. To jest droga donikąd!
Trzeba zrobić prawdziwą reformę, której nie chcieliście zrobić od dwudziestu paru lat. Ten obecny, dziadowski system działa już 20 parę lat i w tym czasie nic z tym nie zrobiliście. Trzeba zrobić tak jak w Niemczech, tak jak w Szwajcarii – konkurencja! Rozbicie monopolu NFZ-u, funduszu ubezpieczeń zdrowotnych. Tak, żeby wreszcie Polacy mieli ochronę zdrowia, na jaką zasługują. To jest wasza wina, że Polacy od 20 lat umierają w kolejkach!
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Tymczasem polskie Ministerstwo Zdrowia zdecydowało, że od stycznia 2027 r. szczepienia te w Polsce będą… obowiązkowe dla dzieci w wieku 9–15 lat. Lobby farmaceutyczne wygrało, a sprzedajne media wpadają w furię za każdym razem, gdy jakikolwiek poseł czy europoseł zaczyna drążyć temat i zadawać pytania.
W tym kontekście muszę przyznać, że ostatni atak mediów – tym razem na europoseł Ewę Zajączkowską-Hernik – jest przykładem manipulacji i hipokryzji dziennikarskiej. Sam już byłem ofiarą takiej nagonki, więc schemat jest mi znany.
❌ W żadnym unijnym państwie szczepienia przeciw HPV nie są obowiązkowe. W żadnym! Tymczasem polskie MZ zdecydowało, że od stycznia 2027 r. szczepienia te w Polsce będą… obowiązkowe dla dzieci w wieku 9–15 lat. Lobby farmaceutyczne wygrało, a sprzedajne media wpadają w furię…
Otóż atakując europoseł – media zwracają uwagę, że w latach 2013–2019, w okresie, gdy szczepienia nie miały rekomendacji resortu zdrowia w Japonii, mogło dojść do dodatkowych 5000–5700 zgonów wśród osób urodzonych w latach 1994–2007.
Państwo zwariowaliście??!
Szacunki wskazują, że poniżej 20. roku życia zgony z powodu nowotworów związanych z HPV są praktycznie zerowe. a wśród osób w wieku 20–29 lat w Japonii na HPV umiera około 25 kobiet rocznie. Skąd ta rzekomą liczba zgonów w Japonii idąca w tysiące??? Przestańcie manipulować i dowiedzmy się raczej wszyscy, czym sobie zasłużyły polskie dzieci, że MZ zdecydowało, że będą musiały przyjmować kolejne przymusowe szczepienia. Tym razem przeciw HPV.
Marek Tucholski: To chyba jeden z najbardziej niespodziewanych skutków szkodliwej polityki zdrowotnej Morawieckiego i Niedzielskiego.
Przypomnijmy, z powodu odmowy odbioru kolejnych, niepotrzebnych Polsce partii szczepionek przeciw COVID-19 Pfizer pozwał nasz kraj i uzyskał w belgijskim sądzie wyrok pierwszej instancji opiewający na około 5,7 mld zł. Teraz koncern przystąpił do egzekucji i zablokował środki Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej przekazywane za pośrednictwem Eurocontrol. Stanowią one około 80% budżetu instytucji odpowiedzialnej za kontrolę polskiej przestrzeni powietrznej. W skrajnym scenariuszu jej paraliż mógłby doprowadzić do zamknięcia nieba nad Polską.
Stanisław Tyszka – poseł do Parlamentu Europejskiego
Tak wygląda „wyjaśnianie” afery w Szpitalu Południowym!
Dziennikarze ujawniają kolejne dowody, a ich posiadacze sami proszą prokuraturę o przesłuchanie. Śledczy nie nadążają za materiałami publikowanymi przez media!
1️⃣ Do dziś nie przesłuchano Dawida Kacprzyka
Były koordynator SOR nadal nie został przesłuchany, mimo że jego pełnomocnik podał miejsce pobytu klienta, zgłosił jego gotowość do stawienia się w prokuraturze i przekazał dokumenty. Kacprzyk powinien odpowiedzieć na pytania o 33 skorygowane faktury na około pół miliona złotych, pracę w kilku placówkach jednocześnie oraz działalność polityczną prowadzoną w czasie wykazanych dyżurów.
2️⃣ CBA weszło do ratusza dopiero po 24 dniach
Pierwszy materiał Portalu Zero ukazał się 15 czerwca. Prokuratura poinformowała o wszczęciu śledztwa 23 czerwca, a dokumenty w warszawskim ratuszu i Urzędzie Dzielnicy Ursus zabezpieczono dopiero 9 lipca. Korespondencja, dokumenty dotyczące nadzoru nad szpitalem i decyzje urzędników powinny zostać zabezpieczone znacznie wcześniej. Każdy dzień zwłoki zwiększał ryzyko utraty lub zmiany dowodów.
3️⃣ Nie wyjaśniono kluczowych okoliczności śmierci pacjenta w toalecie
Portal Zero ujawnił dziś nagranie dotyczące pacjenta, który w sierpniu 2025 roku zmarł w szpitalnej toalecie i został znaleziony dopiero po około czterech godzinach. Postępowanie nadal toczy się wyłącznie „w sprawie” i nikomu nie przedstawiono zarzutów. Z nagrania wynika, że sekcję zwłok rozpoczęto, zanim wystawiono zlecenie jej przeprowadzenia. Pojawiają się również problemy z kartą zgonu oraz słowa, że trzeba zrobić tak, „żeby syfu nie było”.
4️⃣ Nie przesłuchano osób posiadających nagrania z prosektorium
Ich pełnomocnik twierdzi, że dysponują kilkudziesięcioma godzinami nagrań i wielokrotnie próbowały skontaktować się z prokuraturą. Do dzisiaj nikt ich nie przesłuchał ani nie zabezpieczył nagrań. Takie osoby powinny zostać natychmiast przesłuchane, a oryginalne materiały – zabezpieczone i zbadane.
Przy takiej liczbie niewykonanych lub spóźnionych czynności trudno nie zapytać, czy sprawa szpitala kontrolowanego przez warszawski ratusz nie jest politycznie skręcana!
Polskie firmy tracą miliardy złotych rocznie przez masowo wystawiane, fałszywe zwolnienia lekarskie, a państwo przymyka na to oko.
Lider Konfederacji, Sławomir Mentzen, przeprowadził dziennikarskie śledztwo, obnażając kulisy działania tzw. „automatów do L4”. Wyniki eksperymentu są porażające: zwolnienie chorobowe można kupić w sieci w kilkanaście minut, często bez jakiegokolwiek kontaktu z lekarzem.
W opublikowanym filmie na swoim kanale Sławomir Mentzen poruszył temat, który jego zdaniem jest całkowicie pomijany przez główne media, mimo że generuje gigantyczne straty dla rodzimej gospodarki. Chodzi o masowe wystawianie druków L4 przez platformy telemedyczne.
Jak wskazuje lider Konfederacji, tylko w ubiegłym roku absencje chorobowe kosztowały polskie przedsiębiorstwa aż 35 miliardów złotych. Większość tej kwoty pokryli sami pracodawcy, którzy zgodnie z prawem muszą płacić za pierwsze 33 dni choroby pracownika.
Eksperyment Mentzena: L4 na żądanie w 15 minut
Aby sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda proces weryfikacji pacjenta przez internetowych medyków, Mentzen zaangażował do testu dziesięciu swoich współpracowników. Wszyscy byli w pełni sił i nie doskwierały im żadne dolegliwości. Ich zadaniem było podjęcie próby zdobycia zwolnienia lekarskiego przez popularne serwisy internetowe reklamujące się w wyszukiwarce Google.
Efekty eksperymentu okazały się zatrważające. Kilka przykładów:
🔴 ZwolnienieL4.pl: Pracownica wpisała w formularzu „przeziębienie”. Po 15 minutach otrzymała na skrzynkę e-mail gotowe zwolnienie lekarskie. Brak jakiejkolwiek rozmowy czy chociażby czatu z lekarzem.
🔴 SprawnaRecepta.pl: Inna uczestniczka badania wnioskowała o jednodniowe zwolnienie z powodu zmęczenia. Choć lekarz nawet z nią nie porozmawiał, wystawił L4 od razu na kilka dni, co dowodzi, że nikt nawet nie wczytał się w przesłany formularz.
🔴 ZdalneL4.pl: Współpracownik sam wskazał w formularzu dni, w których „będzie chory”, po czym opłacił usługę. Kwit otrzymał po kwadransie bez żadnych pytań ze strony personelu medycznego.
🔴 ZwolnienieL4.pl: W tym przypadku doszło do jedynego kontaktu telefonicznego. Rozmowa z lekarzem trwała dokładnie 19 sekund. Medyk zapytał jedynie o imię, nazwisko oraz rodzaj umowy o pracę, po czym przesłał dokument.
„Żaden z tych lekarzy nie przeprowadził badania, nie widział pacjenta na oczy, ani nawet rzetelnie z nim nie porozmawiał. Ci lekarze po prostu taśmowo zatwierdzają wnioski urlopowe, za które płacić muszą prywatni przedsiębiorcy” – tak całą tą patologię skomentował zbulwersowany lider Konfederacji.
Biznes oparty na „braku zbędnych pytań”
Dziennikarskie śledztwo, które przeprowadził Sławomir Mentzen, wykazało, że za wieloma stronami oferującymi e-zwolnienia stoją zaledwie dwa podmioty gospodarcze. Firmy te agresywnie pozycjonują swoje usługi w sieci, kusząc hasłami o „gwarancji zamówienia”, „braku zbędnych pytań” czy rabatami na kolejne „zakupy”.
Mentzen zauważa absurdalność tej sytuacji: „Co to za lekarz, który reklamuje się, że nie zadaje pytań? Zadaniem medyka jest przecież dociekanie prawdy i diagnoza. Tutaj mamy do czynienia ze zwykłą sprzedażą dokumentów”.
Tymczasem polskie prawo w tej materii jest jasne. Ustawa o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego oraz odpowiednie rozporządzenia jednoznacznie wskazują, że orzeczenie o niezdolności do pracy może nastąpić wyłącznie po przeprowadzeniu bezpośredniego badania stanu zdrowia pacjenta oraz po przeanalizowaniu jego warunków pracy.
W opinii Sławomira Mentzena, działalność taśmowych wystawców L4 wprost łamie te przepisy i wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 271 Kodeksu karnego – czyli poświadczenia nieprawdy przez osobę uprawnioną do wystawienia dokumentu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Za taki czyn grozi kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności.
Zawiadomienia do prokuratury, ZUS i NIL
Lider Konfederacji nie zamierza poprzestać na nagłośnieniu sprawy. Zapowiedział oficjalne podjęcie kroków prawnych wobec lekarzy, których personalia udało się ustalić w trakcie przeprowadzonej prowokacji.
„Wysyłam zawiadomienie na tych lekarzy zarówno do Naczelnej Izby Lekarskiej, jak i do ZUS-u z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli. Składam także zawiadomienie do prokuratury z podejrzeniem popełnienia przestępstwa poświadczenia nieprawdy. Czas skończyć z tą bezkarnością” – deklaruje Sławomir Mentzen.
Polityk skrytykował również dotychczasową opieszałość państwa i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Choć instytucje te chwalą się zaawansowanymi algorytmami i analizą Big Data, wykrycie procederu zajęło jego współpracownikom zaledwie godzinę przy użyciu zwykłej wyszukiwarki internetowej.
Niemcy już ukrócili ten proceder. Czy Polska pójdzie ich śladem?
Jako wzór do naśladowania mentzen stawia Niemcy. Tamtejszy urząd statystyczny również odnotował drastyczny wzrost absencji chorobowych po wprowadzeniu elektronicznych zwolnień w 2022 roku. Niemiecki rząd zareagował jednak natychmiast – od lipca bieżącego roku całkowicie zlikwidowano tam możliwość uzyskiwania L4 drogą telefoniczną lub przez internet bez osobistej wizyty u lekarza.
Lider Konfederacji uważa, że Polska powinna pójść dokładnie tą samą drogą. Dodaje również postulat systemowy: jeśli rząd nie chce skutecznie walczyć z fałszywymi zwolnieniami i ułatwiać przedsiębiorcom weryfikacji pracowników, powinien sam wziąć odpowiedzialność finansową za system. „Skoro państwo przerzuca ciężar finansowy na pracodawcę, nie dając mu żadnych narzędzi kontroli, to niech państwo samo płaci za chorobowe od pierwszego dnia” – podsumowuje Sławomir Mentzen.
Zdaniem polityka, sprawa lewych L4 to zaledwie wierzchołek góry lodowej patologii toczących polską służbę zdrowia – obok lekarzy deklarujących nierealną liczbę godzin pracy w miesiącu czy uprzywilejowanych saloników VIP dla decydentów. Mentzen postuluje głęboką, systemową reformę, w tym rozbicie monopolu Narodowego Funduszu Zdrowia i wprowadzenie realnej konkurencji na rynku ubezpieczeń zdrowotnych.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Nie szanowaliście Polaków, odbierając im podstawowe prawa i wolności obywatelskie. Wprowadziliście patologiczne zasady funkcjonowania szpitali, których skutki odczuwamy do dziś. Macie krew na swoich lepkich rękach!
Poddaliście się całkowicie polityce Brukseli i zinwigilowanej lobbystami farmaceutycznymi WHO. W ramach unijnych kontraktów zawartych przez Komisję Europejską zamówiliście łącznie około 130 milionów (!) dawek szczepionek przeciw C-19 od Pfizer/BioNTech. Po zmianie władzy nikt nikogo za nic nie rozliczył, choć osobiście złożyłem na ręce nowego premiera RP wniosek o powołanie komisji śledczej, która miałaby wyjaśnić tę sprawę, wskazać i rozliczyć winnych. Wszystko zamietliście pod dywan!
❌ W czasie tzw. pandemii COVID-19 kradliście, wyprowadzaliście pieniądze z polskiego budżetu i łamaliście Konstytucję. Nie szanowaliście Polaków, odbierając im podstawowe prawa i wolności obywatelskie. Wprowadziliście patologiczne zasady funkcjonowania szpitali, których skutki…
Dziś my, Polacy, doczekaliśmy się kolejnej odsłony tej patologii. Na wniosek Pfizera zajęto należności – Bogu ducha winnej – Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej – instytucji, która odpowiada za bezpieczeństwo naszego nieba. W ten sposób amerykański koncern próbuje zabezpieczyć roszczenie w wysokości 5,6 mld zł, wynikające z nieprawomocnego wyroku sądu pierwszej instancji w sprawie szczepionek przeciw C-19. Byłem jedynym posłem obecnym w Brukseli podczas rozprawy Pfizer przeciwko Polsce. Wam nie chciało się nawet przyjechać i przysłuchiwać się tej sądowej batalii. Nikogo z Was ta sprawa nie interesowała.
Jeżeli nic się nie zmieni – a dziś szanse na to wydają się niemal zerowe – te 5,6 mld zł w taki czy inny sposób zapłacą ostatecznie Polacy.
Powinniście teraz leżeć na pryczach, a nie nadal reprezentować Naród Polski i siedzieć w ławach Sejmu. Ale przyjdzie taki czas, że zostaniecie za to rozliczeni. Są bowiem w polskim Sejmie posłowie, którzy o tej bandyterce pamiętają. Niech nikt nie myśli, że jest inaczej.
Bartłomiej Pejo – poseł na Sejm, członek Rady Liderów Konfederacji
To nie jest żadna reforma ochrony zdrowia. To PR-owa zasłona dymna i próba przykrycia faktu, że rząd nie ma żadnego realnego planu naprawy systemu.
Jak trafnie określiła to na łamach „Rzeczpospolitej” Dominika Pietrzyk, mamy do czynienia z kosmetyką, a nie z prawdziwą reformą. Zarobki części lekarzy rzeczywiście budzą ogromne emocje i w wielu przypadkach są skandaliczne, ale są objawem chorego, źle zorganizowanego i patologicznego systemu, a nie jego główną przyczyną.
Wmawianie Polakom, że wystarczy ograniczyć wynagrodzenia lekarzy, a publiczna ochrona zdrowia nagle zacznie działać lepiej, to zwykła propaganda. Kolejki nie znikną po konferencji prasowej. Dostęp do specjalistów nie poprawi się od medialnej awantury. Pacjent nie zostanie szybciej zdiagnozowany tylko dlatego, że premier wskaże kolejnego winnego.
Problemem jest system. Problemem jest monopol NFZ. Problemem jest brak konkurencji, brak odpowiedzialności za jakość leczenia i brak realnego wyboru po stronie pacjenta.
Polska potrzebuje głębokiej przebudowy ochrony zdrowia. Potrzebujemy systemu opartego na konkurencji ubezpieczycieli w ramach tej samej składki i tego samego koszyka świadczeń, podobnie jak w modelu niemieckim. Pacjent ma mieć wybór, pieniądz ma iść za pacjentem, a instytucje mają konkurować jakością, dostępnością i skutecznością leczenia. Dziś pacjent jest petentem. Powinien być podmiotem.
Donald Tusk przez prawie trzy lata nie przedstawił żadnej poważnej reformy ochrony zdrowia. Teraz urządza medialną hucpę i każe przygotowywać „reformę” w jeden weekend. To nie jest odpowiedzialność państwowa. To czysty PR.
Najpewniej kolejnym krokiem będzie pokazowa dymisja minister zdrowia. Tylko że problem nie leży wyłącznie w minister. Problem polega na tym, że premier nie chciał prawdziwej reformy, tylko tematu zastępczego.
Szczególnie uderzające jest niezrozumienie tego, czym naprawdę powinna być cyfryzacja ochrony zdrowia. Cyfryzacja to nie e-kolejka. Cyfryzacja to nie kolejny formularz, aplikacja ani hasło na slajdzie.
Prawdziwa cyfryzacja ochrony zdrowia to dostęp do danych medycznych pacjenta w czasie rzeczywistym. To możliwość ich bezpiecznego wykorzystania przez lekarza, pielęgniarkę, ratownika medycznego, farmaceutę i samego pacjenta. To sprawna wymiana informacji między placówkami, elektroniczna dokumentacja medyczna, analiza ścieżki leczenia, szybsza diagnostyka, lepsza koordynacja terapii i wykorzystanie sztucznej inteligencji tam, gdzie może ona realnie wspierać personel medyczny.
Na świecie to już się dzieje. I nie trzeba szukać daleko. Dane medyczne mogą pomagać przewidywać ryzyko, skracać czas diagnostyki, ograniczać liczbę błędów lekowych, usprawniać pracę szpitali i poprawiać bezpieczeństwo pacjenta. Ale do tego trzeba rozumieć technologię, a nie traktować cyfryzacji jak dekoracji na konferencji prasowej.
Polacy nie potrzebują kosmetyki. Nie potrzebują obłudy. Nie potrzebują kolejnego spektaklu politycznego.
Polacy potrzebują uczciwej, odważnej i systemowej reformy ochrony zdrowia. Z pacjentem w centrum, z realnym wyborem, z konkurencją, z odpowiedzialnością i z nowoczesną cyfryzacją, która służy leczeniu, a nie propagandzie.
300 tys. zł dniówki, a rząd proponuje kosmetykę i obłudę!
Zupełnie nie tędy droga.
To nie jest żadna reforma ochrony zdrowia. To PR-owa zasłona dymna i próba przykrycia faktu, że rząd nie ma żadnego realnego planu naprawy systemu.
Donald Tusk zachowuje się tak, jakby za ochronę zdrowia odpowiadała opozycja. Tymczasem to jego minister zdrowia, jego prezes NFZ i jego rząd ponoszą pełną odpowiedzialność za sytuację w systemie.
Wciąż słyszymy te same wymówki i szukanie winnych. A rzeczywistość jest brutalna: szpitale pogrążają się w kryzysie, kolejki do specjalistów są coraz dłuższe, a pacjenci miesiącami czekają na podstawową pomoc.
Polacy nie potrzebują kolejnych konferencji prasowych i politycznej propagandy. Potrzebują sprawnie działającej ochrony zdrowia i realnych reform.
Czas skończyć z przerzucaniem odpowiedzialności. Rząd powinien wreszcie zająć się naprawą systemu, bo zdrowie Polaków nie może być zakładnikiem politycznych wymówek.
Donald Tusk zachowuje się tak, jakby za ochronę zdrowia odpowiadała opozycja. Tymczasem to jego minister zdrowia, jego prezes NFZ i jego rząd ponoszą pełną odpowiedzialność za sytuację w systemie.
Wciąż słyszymy te same wymówki i szukanie winnych. A rzeczywistość jest brutalna:… pic.twitter.com/TeqgSyL0Yc
Kurz jeszcze nie opadł po Kasprzyku, dobrze nie zakończono przesłuchań świadków w prokuraturze, a już pojawiają się kolejne bardzo ciekawe informacje dotyczące Warszawskiego Szpitala Południowego.
725 tys. zł za napisanie jednego wniosku do KPO. Tyle zapłacił Warszawski Szpital Południowy za przygotowanie dokumentacji do pozyskania środków unijnych.
Dla porównania: Szpital Czerniakowski – 28 tys. zł, Górnośląskie Centrum Medyczne – 27 tys. zł, w większości szpitali podobna usługa kosztowała 25–35 tys. zł.
Co więcej: do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma, wewnętrzny protokół kontroli został w znacznej części utajniony, szpital nie odpowiedział na pytania dotyczące powodów tak wysokiej ceny.
To są fakty, które rodzą bardzo poważne pytania o gospodarność i przejrzystość wydawania publicznych pieniędzy. Mam nadzieję, że ta sprawa również zostanie dokładnie wyjaśniona.
Kurz jeszcze nie opadł po Kasprzyku, dobrze nie zakończono przesłuchań świadków w prokuraturze, a już pojawiają się kolejne bardzo ciekawe informacje dotyczące Warszawskiego Szpitala Południowego.
Oj pali się, pali ziemia pod stopami polityków Koalicji Obywatelskiej. Afera w Szpitalu Południowym obnaża z każdym dniem coraz bardziej patologię na najwyższych szczytach władzy i może nie tylko politycznie zatopić tę partię, ale również skutkować konsekwencjami prawnymi.
Z każdym, kolejnym dniem dowiadujemy się o nowych faktach. Mamy tu już nie tylko sprawę stanowisk dla swoich za grube setki tys. złotych czy pokoik VIP na SORze do omijania kolejki, ale oskarżenia o doprowadzenie do śmierci pacjentów przez niekompetentny personel medyczny.
Cała ta sytuacja zmusiła rządzących do uruchomienia retorycznej machiny, której celem jest odsunięcie od siebie zarzutów i przeniesienie ciężaru oskarżeń i winy ze stażysty Dawida Kacprzyka na świadka dr Emila Jędrzejewskiego, który w ostatnim czasie podczas wywiadu w Kanale Zero ujawnił wiele nieprawidłowości w funkcjonowaniu SOR zarządzanym przez Kacprzyka.
Na adwokata diabła z ramienia KO w ostatnim czasie wykreował się Bartosz Arłukowicz, polityk znany z agresywnego i aroganckiego języka, który przy sprawie afery w Szpitalu Południowym w obronie swoich kolegów przechodzi sam siebie.
Oj pali się, pali ziemia pod stopami polityków Koalicji Obywatelskiej. Afera w Szpitalu Południowym obnaża z każdym dniem coraz bardziej patologię na najwyższych szczytach władzy i może nie tylko politycznie zatopić tę partię, ale również skutkować konsekwencjami prawnymi.
Jego słynna wypowiedź, w której wykonanie zmarłemu pacjentowi badania tomografem tłumaczy badaniami wykonywanymi przez naukowców na mumiach egipskich, pokazuje jak wielką ten człowiek musi mieć pogardę wobec zwykłych ludzi, jeżeli próbuje nas przekonywać takim argumentem, że w tym konkretnym przypadku to badanie było słuszne i konieczne.
Druga jego wypowiedź w programie “Rozmowa z Piaseckim”, była również szeroko komentowana przez opinie publiczną, po tym jak w ostry sposób odezwał się do potencjalnych świadków afery słowami: „Ci co mogą milczeć niech milczą w tej sprawie, bo ja wiem kto powinien milczeć”. Jego słowa zostały odebrane przez większość opinii publicznej i komentujących dziennikarzy jako groźba.
JAKO SZCZECINIANKA JESTEM ZAŻENOWANA FAKTEM, ŻE OSOBA TAKA JAK BARTOSZ ARŁUKOWICZ JEST EUROPOSŁEM WYBRANYM Z ZIEMI ZACHODNIOPOMORSKIEJ.
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak na Kanale Zero
Państwo finansując drogie kształcenie lekarzy, nie może sobie pozwolić, by potem tracić ich zaraz po studiach lub specjalizacji.
Państwo finansując drogie kształcenie lekarzy, nie może sobie pozwolić, by potem tracić ich zaraz po studiach lub specjalizacji. Publicznie opłacone kształcenie powinno oznaczać obowiązek pracy w Polsce przez określony czas albo zwrot kosztów. pic.twitter.com/JXSXgaI8w4
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) June 22, 2026
Publicznie opłacone kształcenie powinno oznaczać obowiązek pracy w Polsce przez określony czas albo zwrot kosztów.
Klaudia Domagała – łódzka działaczka Konfederacji, prezes Fundacji Kobiety Wolności i Niepodległości
Uważa, że horrendalne zarobki to “konkretni ludzie”, a nie wina systemu. Przerażające, bo jest dokładnie odwrotnie
Piszę to z pełną odpowiedzialnością, gdyż wiele lat pracowałam w sektorze medycznym jako księgowa, między innymi w szpitalach i przychodniach.
Jeśli ktoś uważa, że 1,6 mln zł rocznie to jednostkowy, skrajny przypadek w systemie ochrony zdrowia, to polecam pozbyć się złudzeń. Być może dla młodego lekarza bez specjalności tak, ale dla nieco starszego kolegi z dobrą specjalizacją to nie jest większy problem 😉 Zdjęcia Porsche i Maserati pod obskurnymi placówkami medycznymi z których sypie się tynk nie wzięły się znikąd.
Były Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz (KO) nie ma pojęcia o zarobkach lekarzy. Uważa, że horrendalne zarobki to "konkretni ludzie", a nie wina systemu. Przerażające, bo jest dokładnie odwrotnie ❗️
Co więcej: sytuacja z warszawskiego Szpitala Południowego wyszła na jaw TYLKO I WYŁĄCZNIE dlatego, że lekarz został radnym i musiał opublikować oświadczenie majątkowe. Czy dowiedzielibyśmy się o niej, gdyby tym radnym nie był? Ot, pytanie retoryczne.
Niestety, czasy “pandemii” podniosły zarobki do absurdalnych poziomów… i tak już zostało. POPiS z przystawkami tego nie chce ruszyć, aby nie “podpaść” kolejnej grupie społecznej.
Grzegorz Płaczek – przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Pytanie nie brzmi: CZY po ujawnieniu afery przez media, młody doktor Dawid Kacprzyk – radny Koalicji Obywatelskiej poniesie konsekwencje za to, że przez rok zarobił w Szpitalu Południowym w Warszawie ponad 1,6 miliona złotych „pracując bez wytchnienia” po 11 godzin dziennie (włączając soboty, niedziele i święta)?
❌ Pytanie nie brzmi: CZY po ujawnieniu afery przez media, młody doktor Dawid Kacprzyk – radny Koalicji Obywatelskiej poniesie konsekwencje za to, że przez rok zarobił w Szpitalu Południowym w Warszawie ponad 1,6 miliona złotych „pracując bez wytchnienia" po 11 godzin dziennie…
Pytanie raczej brzmi: DLACZEGO ta „anomalia” nie została wykryta wcześniej podczas przeprowadzanych już w 2026 roku dwóch kontroli przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki (na czele którego stoi Wojewoda Mazowiecki związany z Koalicją Obywatelską) i Narodowy Fundusz Zdrowia? Kontrolerzy byli ślepi, ułomni czy… może nie mieli tej patologii zobaczyć – działając zgodnie z zasadą „swoich się nie rusza”?
Teraz w świetle kamer wszyscy święci i zaskoczeni. To co – nikt wcześniej nie widział, że partyjny działacz KO okrada Polaków???
Skomentuj