Bartłomiej Pejo – poseł na Sejm
Ukraina wstrzymała eksport złomu do Polski, stawiając nasze huty przed nagłym niedoborem kluczowego surowca. To sektor, który już wcześniej zmagał się z wysokimi kosztami energii i rosnącą konkurencją. Teraz dochodzi kolejny cios, który może przełożyć się na ceny, produkcję i miejsca pracy.
Polski przemysł hutniczy znalazł się w bardzo trudnym położeniu. Ukraina wstrzymała eksport złomu do Polski, stawiając nasze huty przed nagłym niedoborem kluczowego surowca. To sektor, który już wcześniej zmagał się z wysokimi kosztami energii i rosnącą konkurencją. Teraz… pic.twitter.com/yyPVFKgllv
— Bartłomiej Pejo (@bartlomiejpejo) February 16, 2026
Sytuacja jest o tyle paradoksalna, że w ostatnich miesiącach Ukraina stała się jednym z istotnych graczy w produkcji stali. Ogromna podaż złomu, w tym także wysokiej jakości, wynika z tysięcy ton zniszczonego sprzętu wojskowego oraz zrujnowanej infrastruktury. Część tego uzbrojenia pochodziła przecież również z Polski. Dziś jednak zamiast współpracy widzimy próbę zatrzymania surowca u siebie i odcięcia polskich firm od możliwości jego przetopu.
Każde państwo ma prawo prowadzić politykę gospodarczą w swoim interesie. Problem w tym, czy Polska równie stanowczo potrafi bronić własnych przedsiębiorstw. Rząd zapowiada interwencję, ale doświadczenie pokazuje, że często kończy się na deklaracjach. W realnej gospodarce liczą się szybkie decyzje i twarde negocjacje, nie komunikaty prasowe.
Pojawia się też pytanie natury politycznej. Czy w sytuacji wojny jakakolwiek twarda rozmowa o interesach gospodarczych ma być natychmiast przedstawiana jako działanie wrogie? Obrona własnego przemysłu i miejsc pracy nie jest żadną zdradą ani opowiadaniem się po czyjejś stronie. To elementarna odpowiedzialność państwa wobec własnych obywateli.
RozwińZwiń komentarze (1)