Nasz kolega, Jakub Czarnota z Podkarpacia, postanowił powiedzieć „sprawdzam” i dokładnie dopytał ZUS o skalę procederu o którym mówiłem kilka tygodni temu, ( tzw. “Emerytury po 1 dniu” dla obywateli Ukrainy).
Chcemy wiedzieć konkretnie: ile takich emerytur przyznano obywatelom Ukrainy, jakie kwoty wypłaca ZUS i ile kosztuje to polskich podatników.
W piśmie pytamy również o konkretny przypadek: 13,86 zł wypracowanej emerytury i 1593,49 zł miesięcznej dopłaty.
ZUS poprosił o więcej czasu na zebranie danych. Odpowiedź ma być do 12 sierpnia.
Czekamy. I sprawy nie odpuścimy.
PS. We wrześniu, tak czy siak, składamy projekt ustawy, który naprawia problem. Minimum 10 lat stażu pracy w Polsce aby móc wnioskować o wyrównanie do emerytury minimalnej. W całej Europie są podobne mechanizmy…
Złożyliśmy projekt ustawy likwidującej zaprojektowany przez PiS i wdrożony przez Tuska system kaucyjny.
Od początku byliśmy przeciw temu idiotyzmowi. Mam nadzieję, że posłowie, którzy wygłupili się wprowadzeniem systemu kaucyjnego, zmądrzeli przez te kilka lat i tym razem zagłosują rozsądnie – za likwidacją.
System kaucyjny do kosza!
Złożyliśmy projekt ustawy likwidującej zaprojektowany przez PiS i wdrożony przez Tuska system kaucyjny.
Od początku byliśmy przeciw temu idiotyzmowi. Mam nadzieję, że posłowie, którzy wygłupili się wprowadzeniem systemu kaucyjnego, zmądrzeli przez te kilka lat i tym razem…
Złożyliśmy projekt ustawy likwidującej system kaucyjny. Dlaczego?
1. NIEODEBRANE KAUCJE TRAFIAJĄ DO OPERATORÓW W pierwszych miesiącach działania systemu ponad 70% pobranych kaucji nie wracało do klientów.
Nie oddałeś butelki? Automat nie działał? Nie chciało Ci się jechać z workiem do sklepu? Pieniądze zostają w systemie i finansują jego funkcjonowanie.
Czyli im mniej butelek oddamy, tym więcej pieniędzy zostaje u operatorów systemu.
2. WOŻENIE WORKÓW BUTELEK DO SKLEPU Do tej pory było prosto: zgniatasz butelkę, wrzucasz do żółtego worka i wystawiasz przed dom.
Teraz butelka musi zostać niezgnieciona.
Czyli magazynujesz w domu całe wory pustych butelek, pakujesz je do samochodu i jedziesz z nimi do automatu. Szczególnie „wygodne” dla mieszkańców wsi i osób starszych.
3. WZROST CEN WYWOZU ODPADÓW Puszka aluminiowa i butelka PET to wartościowy surowiec. Do tej pory trafiały do żółtych worków, były sortowane i sprzedawane, a uzyskane pieniądze pomagały finansować cały system gospodarki odpadami.
Teraz wyciągamy z odpadów to, co ma największą wartość, a zostawiamy to, czego zagospodarowanie kosztuje.
Szacunki mówiły o wyjęciu z dotychczasowego systemu około: ➡️ 600 mln zł – puszki ➡️ 0,8–1,2 mld zł – PET ➡️ 300 mln zł – DPR
Efekt? Szacowany dodatkowy koszt gospodarki odpadami to nawet 1–2 MLD ZŁ ROCZNIE.
A ten rachunek ostatecznie trafi do mieszkańców.
4. PONAD 40 MILIARDÓW ZŁOTYCH KOSZTÓW Według Deloitte system kaucyjny może kosztować w perspektywie nieco ponad dekady około 43,9 MLD ZŁ.
Automaty, magazyny, transport pustych butelek, liczenie, obsługa, administracja – budujemy cały drugi system obok selektywnej zbiórki, za którą już przecież płacimy.
Płacisz kaucję. Magazynujesz butelki. Wozisz je do sklepu. A na końcu możesz jeszcze więcej zapłacić za wywóz śmieci.
Segregujmy odpady. Odzyskujmy surowce. Ale róbmy to prosto, tanio i z głową.
Na poprzednim posiedzeniu Sejmu złożyliśmy projekt ustawy likwidującej system kaucyjny. Dlaczego?
💰 1. NIEODEBRANE KAUCJE TRAFIAJĄ DO OPERATORÓW
W pierwszych miesiącach działania systemu ponad 70% pobranych kaucji nie wracało do klientów.
Poseł Ryszard Wilk, – wystąpienie w Sejmie w imieniu Klubu Konfederacji, 29 lipca 2026 r.
– Energia odnawialna z różnych źródeł jest tak tania, że oczywiście trzeba do niej dopłacać. Bo podobnie jak przy wiatrakach, tutaj przy metanie też będą aukcje, będą ceny maksymalne. Ale do rzeczy.
Przed nami kolejna obszerna nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii. Projekt zawiera bardzo dużo zmian. Od nowych zasad dla prosumentów i spółdzielni energetycznych przez uproszczenie dla inwestycji, aż po całkowicie nowy system aukcji dla biometanu.
Na samym początku chcę powiedzieć uczciwie, że w tym projekcie jest bardzo dużo dobrych rozwiązań i należy je ocenić pozytywnie. Na przykład korzystne są bardziej przejrzyste rozliczenia prosumentów. Czyli jeżeli ktoś zmieni umowę z dostawcą energii elektrycznej, a będzie miał naliczone na koncie duże dopłaty, no to wtedy dostawca mu to będzie musiał zwrócić. Dobrze, że przy zmianie sprzedawcy energii niewykorzystane środki mają wracać do obywatela. Na plus należy również zaliczyć pewne ułatwienia dla lokalnych inwestycji i gazociągów bezpośrednich czy uporządkowanie przepisów dotyczących spółdzielni energetycznych.
Natomiast, dość istotnym elementem tej ustawy jest stworzenie kolejnego systemu państwowych aukcji do dopłat, tym razem dla biometanu. I właśnie tutaj pojawiają się pewne wątpliwości.
Wyobraźmy sobie dwie elektrownie. Jedna produkuje prąd po 350 złotych za megawatogodzinę. Druga wykorzystująca nowe, odnawialne źródło energii, żeby utrzymać rentowność musi ten prąd sprzedać po 550 złotych za megawatogodzinę. Na wolnym rynku oczywiście nikt droższej energii nie kupi, skoro może kupić tę tańszą po 350 złotych. Inwestor więc nie wybuduje takiej instalacji, bo by po prostu poszedł z torbami.
I właśnie wtedy wkracza państwo. Organizuje aukcje i mówi inwestorowi: jeżeli rynek zapłaci ci tylko 350, a ty wygrałeś aukcję za 550, nie ma sprawy. Brakujące 200 złotych dopłacimy z systemu wsparcia. Czytaj: z kieszeni podatnika.
To właśnie jest istota aukcji. Nie polegają one na tym, że rynek uznaje tę energię za bardziej wartościową. Polegają na tym, że różnicę między ceną rynkową energii elektrycznej, a ceną oczekiwaną przez inwestora pokrywają mechanizmy stworzone przez państwo.
Sytuację taką obserwowaliśmy w Niemczech, gdzie po wygaśnięciu systemu subsydiowania farm wiatrowych, niektóre trzeba było zutylizować, ponieważ właściciele stwierdzili, że nie opłaca się produkować prądu elektrycznego.
Warto zadać bardzo proste pytanie. Skoro bez tych dopłat inwestycja nie powstałaby, bo byłaby nieopłacalna, to czy rzeczywiście mamy do czynienia z technologią, która jest konkurencyjna ekonomicznie? Czy może po prostu tworzymy kolejny system subsydiowania, którego koszty prędzej czy później poniosą odbiorcy energii lub podatnicy?
Nie zrozumcie mnie państwo źle. My nie jesteśmy przeciwnikami rozwoju nowych technologii, natomiast bardzo istotny jest tutaj sens ekonomiczny. Biometan ma potencjał, pozwala zagospodarować odpady rolnicze, może zwiększać bezpieczeństwo energetyczne i ograniczać import gazu. Ale chcielibyśmy aby rozwijał się przede wszystkim dlatego, że jest konkurencyjny, a nie dlatego, że państwo przez wiele lat będzie dopłacać do jego produkcji.
Jeżeli rozpiszemy tak dużo różnych aukcji na wysokie ceny energii elektrycznej, a przyszła ekipa, która będzie rządzić, jakimś cudem wyrzuci program ETS, to co, będziemy wtedy dopłacać po 400 złotych do każdej megawatogodziny prądu?
Dlatego z dużą ostrożnością patrzymy na tworzenie kolejnych systemów wsparcia. Historia pokazuje, że bardzo łatwo jest uruchomić mechanizm dopłat, a bardzo trudno go później zakończyć. Rachunek ostatecznie zawsze trafia do obywatela, czy to w cenie energii czy w podatkach.
Konfederacja będzie bardzo uważnie analizowała dalsze prace nad tym projektem. Szczególnie będziemy się przyglądać zasadom funkcjonowania aukcji, sposobowi ustalania cen referencyjnych oraz temu, jaki rzeczywisty koszt tych rozwiązań poniosą polskie rodziny i przedsiębiorcy. Tym bardziej, że ceny maksymalne dla megawatogodziny prądu elektrycznego będą dopiero rozpisane w rozporządzeniu. Bardzo dziękuję.
Poseł @ryszard_wilk: Energia odnawialna z różnych źródeł jest tak tania, że oczywiście trzeba do niej dopłacać, bo podobnie jak przy wiatrakach, tutaj przy metanie też będą aukcje, będą ceny maksymalne.
Przypominam głosowanie nad ustawą o zmianie ustawy o VAT (druk nr 2677).
Tak, projekt zawiera również dobre rozwiązania. Wprowadzenie tzw. Składów VAT może poprawić płynność finansową przedsiębiorstw zajmujących się importem i logistyką. To rozwiązanie, które można pochwalić.
Ale jak to często bywa, obok jednego ułatwienia rząd przemyca kolejne obowiązki, nowe narzędzia dla skarbówki i zwiększa ryzyko po stronie uczciwych przedsiębiorców.
Najbardziej niepokojąca zmiana to rozszerzenie odpowiedzialności solidarnej na szeroki katalog usług.
Między innymi: usługi IT, księgowość, marketing, reklama, doradztwo, badania rynku, usługi administracyjne.
Brzmi niewinnie?
To wyobraźmy sobie prostą sytuację. Prowadzisz firmę. Zamawiasz stronę internetową za 25 tys. zł. Otrzymujesz fakturę. Płacisz przelewem. Nawet korzystasz ze split payment. Wydaje Ci się, że wszystko zrobiłeś prawidłowo i jest po temacie. Nic bardziej mylnego.
Urząd może po latach analizować, czy powinieneś był wiedzieć, że Twój kontrahent nie rozliczy VAT.
Czy cena nie była zbyt niska? Czy warunki transakcji nie odbiegały od rynkowych? Czy wykonawca był wystarczająco wiarygodny? Czy zachowałeś „należytą staranność”?
🚨 PiS, KO, PSL, Lewica i Polska 2050 – wszyscy razem za kolejnym rozszerzaniem uprawnień fiskusa.
Dzisiaj przypominam głosowanie nad ustawą o zmianie ustawy o VAT (druk nr 2677).
Tak, projekt zawiera również dobre rozwiązania. Wprowadzenie tzw. Składów VAT może poprawić… pic.twitter.com/2iHC2lF013
Krótko mówiąc… Przedsiębiorca ma już nie tylko prowadzić firmę. Ma zostać również detektywem. Ma prześwietlać kontrahentów. Sprawdzać ich wiarygodność. Analizować poziom cen. Przewidywać, jak za dwa albo trzy lata tę transakcję oceni urząd skarbowy. A najlepiej jeszcze zostać wróżbitą. Bo skąd przedsiębiorca ma dziś wiedzieć, czy jego kontrahent za kilka miesięcy albo za dwa lata prawidłowo rozliczy VAT?
Czy naprawdę właściciel małej firmy ma przewidywać przyszłość lepiej niż Krajowa Administracja Skarbowa dysponująca JPK, STIR, split payment, białą listą podatników i całym aparatem kontrolnym państwa?
To jest odwrócenie ról. To państwo powinno tropić oszustów. Nie przedsiębiorca.
❌ Do tego dochodzą kolejne obowiązki informacyjne i następne formularze przekazywane fiskusowi.
❌ Pojawia się również kolejna kara administracyjna, 300 zł za niezłożenie w terminie wniosku o wyrejestrowanie kasy fiskalnej po zakończeniu działalności.
Można było wysłać przypomnienie. Można było wezwać do uzupełnienia. Wybrano karę. Tak właśnie wygląda filozofia tego państwa. Najpierw kolejne obowiązki. Potem kolejne sankcje. Na końcu przedsiębiorca ma udowadniać, że jest niewinny.
Wynik głosowania mówi sam za siebie.
Oczywiście PiS i PO razem z pozostałymi partiami głównego nurtu w takich sprawach głosują wyjątkowo zgodnie. Gdy chodzi o rozszerzanie uprawnień fiskusa i dokładanie przedsiębiorcom kolejnych obowiązków, polityczne spory nagle znikają.
Wystąpienia w Sejmie posłów Konfederacji w trakcie omawiania “Projektu ustawy o zmianie ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych 98 oraz ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania”.
Poseł Ryszard Wilk
15 kobiet, jeden mężczyzna. Czy to jest problem? Oczywiście, że nie. Czy da się to zrobić? Oczywiście, że tak. Bo właśnie z takim zespołem do niedawna pracowałem, prowadząc działalność gospodarczą. 15 kobiet, jeden mężczyzna – pod jednym dachem, w jednym biurze dział telemarketingu, pracownicy biurowi i rodzynek, laborant Andrzej. Czy to był jakiś problem? Nie, to jest super zespół, który wtedy działał i działa do dzisiaj.
Ale dlaczego o tym mówię? Dlatego że rząd skierował do Sejmu projekt wdrażający unijną dyrektywę dotyczącą tzw. równowagi płci we władzach dużych spółek giełdowych. Projekt zakłada obowiązek dążenia do zapewnienia ok. 33% miejsc dla płci niedostatecznie reprezentowanych w zarządach i radach nadzorczych. Obowiązek uchwalenia polityki równowagi płci, obowiązek corocznego sporządzania i publikowania raportów dotyczących udziału kobiet i mężczyzn, obowiązek przekazywania tych danych do administracji państwowej, pierwszeństwo dla kandydata z płci niedostatecznie reprezentowanej w przypadku porównywalnych kwalifikacji, możliwość dochodzenia odszkodowania przez kandydatów, nowe uprawnienia kontrolne oraz kara do 0,5 mln zł za to, że któraś z firm nie dopełni tych obowiązków – szanowni państwo, przecież to jest jakiś absurd.
Minimum 33% płci "niedostatecznie reprezentowanej" w firmach. Na początek: w zarządach największych spółek giełdowych🤯 pic.twitter.com/fytQDR63Iv
Państwo nie powinno dyktować prywatnym przedsiębiorstwom, kto ma zasiadać w zarządach i radach nadzorczych. Najważniejsze powinny być kompetencje, doświadczenie, wyniki, a nie płeć kandydata. To kolejna paczka unijnej biurokracji, nowe polityki, nowe obowiązki, nowe kontrole, zamiast ułatwień dla biznesu, który teraz naprawdę potrzebuje tlenu. Nie ma dowodu, że państwowe parytety poprawią wyniki firm. Nie ma takich dowodów. To jest dyskutowane.
O ile część analiz wskazuje, że są jakieś korelacje, o tyle nie przesądza to o tym, że jest jakikolwiek związek przyczynowo-skutkowy odnośnie do wprowadzenia tych parytetów. Państwo tutaj mówicie, że to będzie dotyczyć tylko 200 największych podmiotów. Okej, ale to już jest bardzo niebezpieczny precedens. To jest przesunięcie okna Overtona, żeby później rozlać te niepoważne przepisy na mniejsze przedsiębiorstwa. Co ważne, należy zaznaczyć, szanowni państwo, że te przepisy, pamiętajmy, są wprowadzane pod groźbą.
To nie jest tak, że rząd chce. Rząd wprowadza pod groźbą, ponieważ Unia Europejska już nam grozi, że jeżeli tego nie wprowadzimy, to zaskarży to do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Kończę, szanowni państwo. Przed chwilą mieliśmy tutaj wystąpienie pani poseł z Lewicy, która z wielką aprobatą mówiła o tym, że oni są zwolennikami parytetów w prywatnych spółkach. Tymczasem podczas ostatnich wyborów władz Nowa Lewica, jej partia, obsadziła stanowiska przewodniczących we wszystkich 16 województwach, uwaga, mężczyznami. Wygląda więc na to, że gdy chodzi o własną partię, liczą się kompetencje, a nie parytety. Warto tę samą zasadę zostawić również prywatnym przedsiębiorcom.
Konfederacja będzie oczywiście przeciwko temu absurdalnemu projektowi.
Poseł Witold Tumanowicz
Pod pretekstem zwiększania równości płci wprowadza się obowiązek tworzenia polityki siłowej kooptacji osób tylko ze względu na płeć. Nowe procedury rekrutacyjne, obowiązki sprawozdawcze, możliwość nakładania przez Komisję Nadzoru Finansowego kar sięgających 500 tys. zł – to wszystko dlatego, że Komisja Europejska uznała, iż wie lepiej od właścicieli spółek, jak powinny wyglądać składy ich organów nadzorczych. Konfederacja stoi na stanowisku, że o wyborze członków zarządów i rad nadzorczych powinny decydować przede wszystkim kompetencje, doświadczenie, zaufanie akcjonariuszy, a nie odgórne narzucanie wskaźnika dotyczącego płci. Zwolnicy takich regulacji przekonują, że parytety zwiększają równość szans.
Pod pretekstem zwiększania równości płci wprowadza się obowiązek tworzenia polityki siłowej kooptacji osób tylko ze względu na płeć.
Nowe procedury rekrutacyjne, obowiązki sprawozdawcze, możliwość nakładania przez Komisję Nadzoru Właściwego kar sięgających pięciuset tysięcy… pic.twitter.com/neWYXPY7fh
Tymczasem doświadczenia, np. z Norwegii, pokazują coś zupełnie innego. Po wprowadzeniu obozróżnicowane zespoły lepiej identyfikują ryzyka, podejmują bardziej wyważone decyzje i sprzyjają długofalowemu rozwojowi przedsiębiorstw. Zysk jest oczywisty. Gospodarka nie może pozwolić sobie na marnowanie talentów połowy społeczeństwa.
Każda osoba niezależnie od płci powinna mieć realną możliwość dojścia na najwyższe stanowiska, jeśli posiada odpowiednie kwalifikacje. To jest dobre dla pracowników, dla inwestorów, dla całej gospodarki. Dlatego z przyjemnością klub Lewicy poprze niniejsze przedłożenie.
Kurz jeszcze nie opadł po Kasprzyku, dobrze nie zakończono przesłuchań świadków w prokuraturze, a już pojawiają się kolejne bardzo ciekawe informacje dotyczące Warszawskiego Szpitala Południowego.
725 tys. zł za napisanie jednego wniosku do KPO. Tyle zapłacił Warszawski Szpital Południowy za przygotowanie dokumentacji do pozyskania środków unijnych.
Dla porównania: Szpital Czerniakowski – 28 tys. zł, Górnośląskie Centrum Medyczne – 27 tys. zł, w większości szpitali podobna usługa kosztowała 25–35 tys. zł.
Co więcej: do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma, wewnętrzny protokół kontroli został w znacznej części utajniony, szpital nie odpowiedział na pytania dotyczące powodów tak wysokiej ceny.
To są fakty, które rodzą bardzo poważne pytania o gospodarność i przejrzystość wydawania publicznych pieniędzy. Mam nadzieję, że ta sprawa również zostanie dokładnie wyjaśniona.
Kurz jeszcze nie opadł po Kasprzyku, dobrze nie zakończono przesłuchań świadków w prokuraturze, a już pojawiają się kolejne bardzo ciekawe informacje dotyczące Warszawskiego Szpitala Południowego.
Bambiniści mają krew dziecka na rękach. Uważajcie na swoje dzieci, jeśli idioci z rządu dopuszczają zasiedlanie Waszych miast dzikimi zwierzętami. Sam doświadczam tego od kilku lat. Mieliśmy już sytuacje na miejskich terenach rekreacyjnych, gdzie wraz z rodziną posła Krzysztofa Szymańskiego musieliśmy chronić piątkę małych dzieci przed stadem dzików. Na szczęście nic się nie stało, ale było blisko. Dziki potrafią być niebezpieczne i dla psów i dla dzieci i dla osób starszych i dla dorosłych.
Bambiniści mają krew dziecka na rękach. Uważajcie na swoje dzieci, jeśli idioci z rządu dopuszczają zasiedlanie Waszych miast dzikimi zwierzętami. Sam doświadczam tego od kilku lat. Mieliśmy już sytuacje na miejskich terenach rekreacyjnych, gdzie wraz z rodziną posła… https://t.co/lNcr2FW0xJ
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) June 19, 2026
Andrzej Zapałowski – poseł na Sejm
Chyba inaczej nic do większości ludzi nie dotrze! Dzikie zwierzęta nie mogą zbliżać się do osad ludzkich i należy kontrolować ich populację.
Chyba inaczej nic do większości ludzi nie dotrze! Dzikie zwierzęta nie mogą zbliżać się do osad ludzkich i należy kontrolować ich populację pic.twitter.com/xlMHbhg2XN
Jeśli Ministerstwo Klimatu I Środowiska nie zrewiduje swojego podejścia, dojdzie do tragedii. Jedno ostrzeżenie już było…
Przemyśl – centrum 🐻 Jeśli Ministerstwo Klimatu I Środowiska nie zrewiduje swojego podejścia, dojdzie do tragedii. Jedno ostrzeżenie już było… pic.twitter.com/vT6LqLls1E
Niedźwiedź na ul. Grunwaldzkiej w Przemyślu. Biegnie w kierunku mostu na Sanie. Przypomnę, iż miesiąc temu był dwukrotnie w mieście.
Niedźwiedź na ul. Grunwaldzkiej w Przemyślu. Biegnie w kierunku mostu na Sanie. Przypomnę, iż miesiąc temu był dwukrotnie w mieście. pic.twitter.com/HlPChxzrnF
Przy noweli ustawy o PIP powstało 360 nowych etatów dla urzędników. Zajrzyjmy do OSR ( Ocena Skutków Regulacji) ustawy o dopłatach do ZUS dla artystów.
➡️ 29 nowych etatów w przekształconym Centrum Edukacji Artystycznej / nowej Instytucji obsługującej system artystów: 4,4 mln zł rocznie ➡️ 11 nowych etatów w MKiDN: 1,93 mln zł rocznie ➡️ Budynek, najem, media, administracja: 3 mln zł rocznie ➡️ Badania i monitoring rynku artystów: 0,5 mln zł rocznie ➡️ Rada i Komisja opiniująca: 2,5 mln zł rocznie ➡️ ZUS, obsługa systemu: 4,8–6,7 mln zł rocznie + koszty IT na starcie ➡️ Dopłaty dla artystów: 238–336 mln zł rocznie ➡️ Jednorazowy koszt uruchomienia: 4,76 mln zł
Podsumowanie: 🔴 ok. 40 nowych etatów urzędniczych 🔴 ok. 17–19 mln zł rocznych kosztów administracyjnych, bez samych dopłat 🔴 ok. 322 mln zł rocznie: koszt systemu na początku 🔴 ok. 427 mln zł rocznie: koszt systemu pod koniec okresu OSR
Łączny koszt przez 10 lat około 3,8–3,9 mld zł
Wszystko z budżetu państwa, czyli z pieniędzy podatników.
Przy noweli ustawy o PIP powstało 360 nowych etatów dla urzędników. Zajrzyjmy do OSR ( Ocena Skutków Regulacji) ustawy o dopłatach do ZUS dla artystów.
-29 nowych etatów w przekształconym Centrum Edukacji Artystycznej / nowej Instytucji obsługującej system artystów: 4,4 mln zł… pic.twitter.com/hoX4XuWQqD
Po pracach zespołu parlamentarnego ds. Małych i Średnich Przedsiębiorstw pod kierownictwem Bartłomieja Pejo złożyliśmy projekt ustawy, który ma zakończyć absurd, w którym zwykły turysta z przyczepą kempingową jest traktowany jak ciężarówka.
Dziś, jeśli zestaw przekroczy 3,5 tony DMC, a prawie zawsze przekracza, trzeba wchodzić w system e-TOLL- rejestracja, aplikacje, rozliczenia. Jak w transporcie drogowym.
A mówimy o turystach, rodzinach, ludziach jadących na wakacje.
Dlaczego to zmieniamy? ▪️ to tylko ok. 0,19% całego systemu e-TOLL ▪️ wpływy to ok. 5 mln zł przy 3 mld zł całości ▪️ system jest nieproporcjonalny i zniechęcający
Koniec z e-TOLL-em na przyczepy kempingowe! 🚗🏕️
Po pracach zespołu parlamentarnego ds MŚP pod kierownictwem @bartlomiejpejo złożyliśmy projekt ustawy, który ma zakończyć absurd, w którym zwykły turysta z przyczepą kempingową jest traktowany jak ciężarówka.
Wyjazd wakacyjny z Warszawy do Mielna to ok. 500–550 km.
Jeśli jedziesz z przyczepą kempingową i „wpadasz” w e-TOLL, zapłacisz nawet 160–300 zł ( w zależności od normy spalin) w jedną stronę. Czyli w obie strony to nawet 300–600 zł dodatkowego kosztu.
Za co? Za to, że jedziesz na wakacje z rodziną.
I najważniejsze 👇
Chcemy przyciągać turystów z zagranicy, a nie ich odstraszać.
W całej Europie caravaning rośnie, tysiące ludzi podróżują z przyczepami i wybierają kraje, gdzie jest prosto i bez zbędnych barier oraz dodatkowych kosztów i skomplikowanych systemów opłat.
👉 Proste zasady = więcej turystów 👉 Więcej turystów = więcej pieniędzy w Polsce Kempingi, restauracje, sklepy, lokalne atrakcje- wszyscy na tym zyskają
Mała zmiana w przepisach, a może przynieść duży efekt dla turystyki.
Dla przykładu: Niemcy bardzo często jeżdżą kamperami lub z przyczepami kamperowymi. Nie zniechęcajmy ich, aby odwiedzali miejscowości które wymawiają z lekkością, jak Mrzeżyno czy Dźwirzyno 😎
Organy skarbowe naruszają zasady opodatkowania marynarzy w świetle umów o unikaniu podwójnego opodatkowanie.
Na konferencji prasowej w Sejmie wystąpili posłowie Krzysztof Szymański i Ryszard Wilk oraz przedstawiciel Stowarzyszenia Specjalistów Branży Morskiej Maciej Konopiński.
Krzysztof Szymański ocenił, że w Polsce można być ukaranym za to, że państwo nie potrafi stosować własnego prawa – marynarze karani są za chaos w administracji i tworzenie własnych reguł przez organy podatkowe, które stosują własne definicje transportu międzynarodowego, odmawiają prawa do ulgi abolicyjnej i wytaczają postępowania karno-skarbowe w sprawach, gdzie dochodzi do sporu interpretacyjnego.
„Państwo przerzuca na obywatela konsekwencje własnej niekompetencji” – powiedział Szymański, powołując się na niejednolite przykłady stosowania prawa.
Maciej Konopiński, marynarz z 15-letnim doświadczeniem oraz przedstawiciel Stowarzyszenia Specjalistów Branży Morskiej, zwrócił uwagę, że problem dotyczy około 70 tysięcy aktywnych zawodowo marynarzy i oficerów. Wyjaśnił, że specyfika zawodu marynarza, który pracuje w ciągu roku w wielu państwach, wymaga stosowania ulgi abolicyjnej w celu uniknięcia podwójnego opodatkowania. Zaznaczył, że polskie urzędy skarbowe odmawiają stosowania tego prawa, a problem nasilił się w ostatnich miesiącach.
Konopiński podkreślił, że urzędy przepisom polskim i międzynarodowym oraz wbrew wyrokowi NSA wydanemu w rozszerzonym składzie wymagają zaświadczeń udowadniających opodatkowanie marynarza w zagranicznych firmach.
Konopiński podkreślił również problem związany z kwestionowaniem przez urzędy międzynarodowej definicji transportu międzynarodowego, przez co wiele specjalistycznych statków, na których pracują polscy marynarze nie jest w ogóle uznawanych za statki.
Poseł Ryszard Wilk podkreślił znaczenie blokowania podwójnego opodatkowania oraz konieczność uszanowania decyzji o zwolnieniu z podatku przez inne państwo.
„Mamy chaos interpretacyjny. Jak widzimy mamy twarde wyroki sądów, a różne decyzje urzędów. Tak nie może być. Dlatego my jako Konfederacja będziemy apelować do ministra i pracować nad tym, żeby jak najszybciej wydał bardzo jasną ścieżkę dotyczącą tego, jak urzędy skarbowe mają podchodzić do spraw marynarzy” – powiedział poseł Wilk.
Na koniec konferencji poseł Szymański podsumował „Od lat trwa gnębienie podatkowe polskich marynarzy. Ja sam, będąc wcześniej marynarzem, zderzyłem się dokładnie z tym samym, gdzie urząd skarbowy wymagał ode mnie udowodnienia zapłacenia za granicą podatku, z którego byłem zwolniony, pod groźbą opodatkowania mnie w całości razem z oprocentowaniem za poprzednie lata”.
Krzysztof Szymański przedstawił także działania Komisji Gospodarki Morskiej, która wystąpiła w tej sprawie do Ministerstwa Finansów i otrzymała oburzającą odpowiedź, w której resort przeczy sam sobie. W konsekwencji poseł Szymański jako wiceprzewodniczący Komisji Gospodarki Morskiej złożył wniosek o zwołanie specjalnego posiedzenia komisji z udziałem ministra oraz skierował dwie interpelacje – do ministra finansów i do ministra sprawiedliwości.
Konfederacja domaga się stosowania prawa przez urzędy skarbowe i rozwiązania sporów interpretacyjnych.
W Sejmie odbyło się posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. wsparcia i rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, w czasie którego debatowano na temat rozszerzenia przez rząd Systemu Elektronicznego Nadzoru Transportu o obowiązek rejestracji transportu odzieży i obuwia. Głos na konferencji prasowej zabrali posłowie Bartłomiej Pejo, Krzysztof Mulawa i Ryszard Wilk. Wypowiedzieli się także przedstawiciele poszkodowanej branży.
Bartłomiej Pejo ocenił, że SENT zamiast służyć do walki z szarą strefą, doprowadza do „zarzynania” polskich przedsiębiorców, szczególnie jednoosobowych działalności gospodarczych. Pejo wykazał absurd proponowanych przez rząd rozwiązań. Podkreślił, że rządzący nie przeprowadzili realnych konsultacji z branżą.
Poseł Pejo zaznaczył, że SENT nie powinien obowiązywać małych i średnich przedsiębiorców.
Poseł Krzysztof Mulawa podkreślił, że „rząd nie słuchał przedsiębiorców, nie wsłuchiwał się w merytoryczne argumenty”. Wezwał rząd do zracjonalizowania metod walki z nieuczciwym przewozem, które uderzają obecnie w drobnych przedsiębiorców.
Przedsiębiorca Michał Lesiak przyznał: „Obiecali nam deregulację, tymczasem mamy coraz bardziej zacieśnioną regulację – coraz więcej papierkowej roboty, coraz więcej biurokracji cyfrowej”. Podkreślił, że przedsiębiorcy są otwarci na rozmowę i zaznaczył, że małym przedsiębiorcom także zależy na walce z szarą strefą.
Poseł Ryszard Wilk porównał działania rządu do strzelania armatą do muchy. Podkreślił, że SENT został zaprojektowany do walki z mafiami paliwowymi, a jest używany przeciwko drobnym przedsiębiorcom. „Rozporządzenie w obecnym kształcie nie może dalej obowiązywać. Ono dobija drobny handel. Są masowe kontrole, są bardzo wysokie mandaty, jest paraliż, który spadł na całą branżę” – mówił.
Konfederacja wzywa rząd do zrewidowania systemu SENT, który uderza w mikro, małych i średnich przedsiębiorców, którzy odpowiadają wspólnie za połowę polskiego PKB.
Rząd, widząc ogromne niezadowolenie Polaków z systemu kaucyjnego, zamiast go zwinąć, to go rozwija- tym razem na kartoniki…
Astrologowie ogłaszają miesiąc śmieciarzy. Populacja gromadzonych w mieszkaniu worów, zwiększa się… 😵 Rząd, widząc ogromne niezadowolenie Polaków z systemu kaucyjnego, zamiast go zwinąć, to go rozwija- tym razem na kartoniki…
Przypomnijmy: System kaucyjny miał być ekologiczny, a może mocno uderzyć po kieszeni zwykłych ludzi.
1️⃣ Realnie podnosi ceny w sklepach, bo płacisz kaucję z góry, a nie każdy ją odzyska, część opakowań trafia do kosza albo po prostu się zapomina.
2️⃣ Są poważne obawy, że wzrosną opłaty za śmieci, bo z systemu gminnego znikną najbardziej wartościowe odpady jak PET i aluminium, które dziś pomagają obniżać koszty.
3️⃣ To zwyczajnie niewygodne, trzeba trzymać butelki w domu, nie zgniatać ich, nosić z powrotem do sklepu i często stać w kolejce do automatu.
4️⃣ System nie będzie równy dla wszystkich, w małych miejscowościach dostęp do punktów zwrotu może być ograniczony, a automaty często odrzucają opakowania.
5️⃣ Zamrażasz własne pieniądze, przy większych zakupach robi się z tego zauważalna kwota, którą odzyskasz dopiero po czasie albo wcale.
6️⃣ Część zwrotów będzie w formie voucherów, czyli pieniędzy, które i tak musisz wydać w sklepie.
7️⃣ Skorzystają głównie duże sieci handlowe, a małe sklepy mogą na tym stracić.
Ekologia jest ważna, ale nie może polegać na tym, że obywatel płaci więcej, ma więcej obowiązków i jeszcze musi się dopasować do niewygodnego systemu.
Dlaczego jako Konfederacja byliśmy podwójnie przeciwko wprowadzeniu systemu kaucyjnego ? ( lipiec 2023 za PiSu, listopad 2024 – za Koalicji)?
System kaucyjny miał sens jakieś 20 lat temu. W czasach, gdy sortownie nie potrafiły skutecznie oddzielać plastiku i aluminium. Dziś to już nie ten świat. Instalacje odzyskują PET i puszki, zarabiają na tym i dzięki temu system śmieciowy miał z czego się bilansować.
Targający wory- czyli @SlawomirMentzen testuje system kaucyjny. Cały materiał w komentarzu 👇 Ale tak w skrócie, dlaczego jako @KONFEDERACJA_ byliśmy podwójnie przeciwko wprowadzeniu systemu kaucyjnego ? ( lipiec 2023 za PiSu, listopad 2024 – za Koalicji)?
Teraz te najbardziej wartościowe odpady zostały wyjęte z systemu komunalnego. Efekt jest prosty. Gminy tracą przychody, koszty zostają, a rachunek jak zwykle pójdzie do ludzi. Branża komunalna i samorządy już alarmują, że po wprowadzeniu systemu kaucyjnego ceny wywozu śmieci mogą rosnąć, bo z odpadów znikają te frakcje, które miały największą wartość.
A dla zwykłego człowieka wygląda to tak, że zamiast normalnie wrzucić zgniecioną butelkę do żółtego worka, trzeba teraz trzymać w domu niezgniecione śmieci, pilnować nakrętek, nosić to do sklepu i jeszcze liczyć, że automat akurat zadziała. Trochę z Polaków zrobiono śmieciarzy.
Na tym wszystkim skorzystają przede wszystkim duże sklepy, bo to głównie sklepy wielkopowierzchniowe, bardzo często zagraniczne markety, mają miejsce i możliwości, żeby stawiać butelkomaty. Małe sklepy często nie mają ani miejsca, ani zaplecza, ani warunków, żeby to sensownie obsłużyć. Efekt może być taki, że ludzie będą siłą rzeczy wypychani do dużych sieci, bo tam oddadzą kaucję i przy okazji zrobią zakupy. Mały handel znowu dostanie po kieszeni.
I jeszcze jedno. Skala robi wrażenie. W Polsce to około 9 miliardów opakowań rocznie objętych kaucją 50 gr, czyli około 4,5 miliarda złotych krążących w systemie. Jeśli ludzie nie oddadzą połowy opakowań, to mówimy o około 2,25 miliarda złotych rocznie nieodebranej kaucji. Przy 70% niezwrotów to już ponad 3 miliardy złotych.
I co ważne – te pieniądze nie trafiają do budżetu państwa. Zostają w systemie i trafiają do operatorów kaucyjnych. Czyli więcej obowiązków dla obywatela, więcej przewagi dla wielkich sieci i miliardy złotych rocznie, które zostają poza kieszenią ludzi.
Polowanie na etaty za 3..2…1… Prezydent, ku uciesze Lewicy podpisał ustawę o PIP!
Państwo właśnie wchodzi na rynek pracy z buta!
Wyobraźmy sobie studenta do 26 roku życia na umowie zlecenia. Dzisiaj nie płaci ZUS i to często jedyny sposób, żeby zdobyć pierwsze doświadczenie i zarobić sensowne pieniądze. Po zmianach wystarczy decyzja PIP, że taka współpraca ma cechy etatu i nagle pojawiają się pełne składki ZUS
Koszt rośnie, student dostaje mniej na rękę albo traci pracę, a pracodawca rezygnuje z takiej formy współpracy.
Inspektor PIP dostaje realną władzę, żeby jednym podpisem uznać, że Twoje B2B albo zlecenie to „etat”, nawet jeśli obie strony tego nie chcą! I co najważniejsze taka decyzja działa praktycznie od razu. Najpierw wykonujesz, potem ewentualnie walczysz w sądzie, często przez rok albo dłużej.
To jest odwrócenie podstawowej logiki państwa prawa
Nie sąd rozstrzyga spór, tylko urzędnik. A Ty masz się bronić już po fakcie.
Wyobraźmy sobie prostą sytuację. Programista na B2B, dwa kontrakty, wyższe netto, elastyczność. Klient zadowolony, on zadowolony. Wchodzi PIP i mówi to jednak etat. Nagle pojawia się ZUS, zaległe składki( inspektor może skierować sprawę do sądu o składki “w tył”), zmiana modelu współpracy. Wszystko decyzją administracyjną.
Problem w tym, że granica między B2B a etatem jest w praktyce nieostra.
A skoro jest nieostra, to przy tak ogromnych uprawnieniach urzędnika oznacza jedno totalną niepewność. Dzisiaj działasz legalnie, jutro ktoś uzna, że jednak nie. Dodatkowo, inspektorzy często się mylą. Niektóre media podawały, że inspektorzy przegrywają nawet 2/3 spraw sądowych o ustalenie stosunku pracy. Napisałem już interpelację do MRPiPS o dokładne informacje. Jeśli te dane się potwierdzą, to będziemy mieli istny Armageddon.
Do tego dochodzi odwrócony ciężar dowodu.
To nie państwo musi udowodnić, że coś jest nie tak. To przedsiębiorca musi latami udowadniać, że urzędnik się pomylił.
I teraz najważniejsze: pieniądze
Rząd wprost przyznaje, że chodzi o zwiększenie wpływów z podatków i składek. Podwójne mandaty, więcej kontroli, więcej „etatów”, więcej ZUSu. Do tego rozbudowa aparatu setki nowych urzędników, analitycy, łączenie danych PIP, ZUS i KAS.
To nie jest przypadek. To jest system.
W ramach tej zmiany powstanie około 360 nowych etatów w PIP w latach 2026–2027, w tym około 100 nowych inspektorów oraz dziesiątki osób dedykowanych do wydawania decyzji o stosunku pracy i analizowania danych
To jasno pokazuje skalę planowanych działań.
I żeby była jasność to nie jest wina samych inspektorów PIP
To są normalni ludzie wykonujący swoją pracę. Ale jeśli resort zacznie ich rozliczać z liczby decyzji i „efektów”, to presja zrobi swoje. I wtedy bardzo łatwo przejść od kontroli do polowania na czarownice.
A na końcu ucierpi wizerunek całej służby.
Najbardziej dostaną mali!
Mikrofirmy, samozatrudnieni, lokalne biznesy. Duże korporacje mają prawników i sobie poradzą. Mały przedsiębiorca zostaje sam z decyzją i ryzykiem.
Zamiast „porządkować rynek” możemy zobaczyć dokładnie odwrotny scenariusz mniej legalnych form współpracy, więcej kontraktów wyprowadzanych za granicę, więcej automatyzacji i niestety więcej szarej strefy.
To jest ogromne obciążenie dla gospodarki i demolka elastyczności rynku pracy
I teraz kluczowa sprawa ta ustawa to tzw. kamień milowy KPO A71G A72G.
Czyli coś, co miało być elementem odbudowy gospodarki po kryzysach.
Tylko że KPO miało zwiększać konkurencyjność, ułatwiać prowadzenie działalności i wspierać rozwój. A tutaj mamy dokładnie odwrotny efekt więcej kontroli, większe koszty, większe ryzyko i wypinanie elastyczności zatrudnienia, która była jednym z fundamentów polskiego rynku pracy.
KPO miało odbudowywać gospodarkę, a nie ją rujnować!
To nie jest reforma dla pracowników. To jest projekt fiskalny.I rachunek za to zapłaci cała gospodarka.
1. Czwartek. Sejm przyjmuje ustawę o PIP. 2. Piątek: Posłowie Koalicji zorientowali się, że większość sportowców jest na B2B a ustawa o PIP zmiecie z planszy ich kontrakty. 3. Koalicja składa poprawkę do ustawy o sporcie, która omija ustawę o PIP, którą dzień wcześniej sami poparli, XD. 4. Biuro legislacyjne Sejmu stwierdza, że to nielegalne. 5. Kurtyna. Przykład sportowców chyba najlepiej pokazuje coście narobili..
Robuś harata w gałę. Robuś harata tak dobrze, że zarabia 12 milionów rocznie. Gdzie Robuś zapłaci od tych 12 baniek podatek? To zależy 😎
Czyli kilka słów o następstwach nowelizacji ustawy o PIP, podpisanej wczoraj przez prezydenta Nawrockiego.
1. Czwartek. Sejm przyjmuje ustawę o PIP. 2 . Piątek: Posłowie Koalicji zorientowali się, że większość sportowców jest na B2B a ustawa o PIP zmiecie z planszy ich kontrakty. 3. Koalicja składa poprawkę do ustawy o sporcie, która omija ustawę o PIP, którą dzień wcześniej sami… pic.twitter.com/9xjHTS6Su5
WAŻNE : ⭐ W przypadku informatyka na B2B trzeba uważać na uproszczenia,różnica względem etatu nie jest jedną stałą liczbą. Przy dochodzie ok. 20 tys. zł miesięcznie może to być od ok. 1,5 tys. zł do nawet ponad 5 tys. zł „na rękę” więcej, w zależności od sposobu porównania (brutto vs koszt pracodawcy), formy opodatkowania i ewentualnych ulg. Najuczciwiej patrzeć na koszt firmy – wtedy różnica jest wyraźnie większa i to właśnie ona tłumaczy, dlaczego tak wielu specjalistów wybiera B2B. Nasz wcześniejszy przykład dawał niższą różnicę, bo był liczony w wariancie „konserwatywnym” bez ulg typu mały ZUS, bez dodatkowej optymalizacji kosztowej i przy założeniu standardowych składek, czyli bliżej dolnej granicy, a nie typowej praktyki rynkowej.
⭐ Z B2B korzysta dziś bardzo szeroka grupa zawodów, nie tylko IT. To m.in. informatycy, lekarze i ratownicy, prawnicy, księgowi i doradcy, konsultanci i menedżerowie, marketing i sprzedaż, branża kreatywna, budowlańcy i fachowcy techniczni, kierowcy oraz trenerzy i szkoleniowcy. Wspólny mianownik jest prosty, praca specjalistyczna często projektowa albo dla wielu podmiotów, gdzie B2B daje większą elastyczność i wyższe netto. I właśnie to zaorano.
Uśmiechnijcie się brygada! ❤️
Robuś harata w gałę. Robuś harata tak dobrze, że zarabia 12 milionów rocznie. Gdzie Robuś zapłaci od tych 12 baniek podatek? To zależy😎 Czyli kilka słów o następstwach nowelizacji ustawy o PIP, podpisanej wczoraj przez prezydenta Nawrockiego.
RozwińZwiń komentarze (3)