„Deportacja kierowcy Bolta z Lotniska Chopina ujawniła lukę w systemie weryfikacji kierowców taksówek na aplikację. Choć mężczyzna figurował w CEPIK i miał wymagane dokumenty, system nie powiadomił, że nie miał prawa przebywać w strefie Schengen.”
Powtarzam to od paru lat, ale ciągle są nowi zdziwieni, więc powtórzę raz jeszcze: w Polsce nie ma jednego zinformatyzowanego systemu ewidencji imigrantów i kontroli czy przebywają w Polsce legalnie czy ją opuścili, do którego miałyby dostęp wszystkie służby i części administracji odpowiedzialne za bezpieczeństwo i migracje.
Mamy dużo rozmaitych niespójnych procedur, o różnym poziomie scyfryzowania, pozwalających kilkunastu różnym częściom administracji obrabiać swój odcinek i mieć w nosie odpowiedzialność za pozostałe. Za całokształt i rezultaty nie czuję się obecnie odpowiedzialny nikt.
Kto uważa inaczej i dał się nabrać na propagandę ostatnich kilku rządów ten może mieć pretensje tylko do siebie.
„Deportacja kierowcy Bolta z Lotniska Chopina ujawniła lukę w systemie weryfikacji kierowców taksówek na aplikację. Choć mężczyzna figurował w CEPIK i miał wymagane dokumenty, system nie powiadomił, że nie miał prawa przebywać w strefie Schengen.”
Zdruzgotany może być tylko ktoś, kto nie rozumie jak działa nasze państwo w tym obszarze. Poświęciłem wczoraj czas i tłumaczyłem to Waszym dziennikarzom w Sejmie przez dłuższą chwilę, zarówno dwukrotnie przed kamerą jak i poza nią. Dawałem przykłady. Powoływałem się na ustawy. Proszę poprosić ich by także Panu przekazali. W skrócie:
1) Niezależnie od treści pytań w interpelacjach informacje niejawne są chronione i nie mogą być treścią odpowiedzi. Czuwa nad tym SKW, wiedzą o tym urzędnicy, oficerowie i posłowie. Co więcej jako posłowie mamy dostęp do informacji tajnych na mocy ustawy i możemy zapoznawać się z tajnymi raportami (których prawie nie ma) w kancelariach tajnych Sejmu, NIK, MON i innych instytucjach oraz na zamkniętych spotkaniach. Informacje tajne nie są nam publicznie do niczego potrzebne bo i tak zgodnie z prawem nie możemy ich używać.
Zdruzgotany może być tylko ktoś, kto nie rozumie jak działa nasze państwo w tym obszarze. Poświęciłem wczoraj czas i tłumaczyłem to Waszym dziennikarzom w Sejmie przez dłuższą chwilę, zarówno dwukrotnie przed kamerą jak i poza nią. Dawałem przykłady. Powoływałem się na ustawy.… https://t.co/RrnzFCuTPF
2) Parlamentarny nadzór nad siłami zbrojnymi polega na tym, że posłowie patrzą rządowi i dowódcom na ręce i dobrze orientują się w procedurach i stanie przygotowań obronnych. Interpelację nie tylko są sposobem pozyskania wiedzy, ale też sposobem na zasygnalizowanie, że już mamy wiedzę o którą pytamy i wywierania presji na poprawę stanu rzeczy. Polska potrzebuje takiej presji. Tak działa opozycja w każdej demokracji.
Między nami mówiąc większość rzeczy o które pytamy nie jest tajemnicą w środowisku obronnym i nie jest także niedostępna dla przedstawicieli sojuszniczych i obcych agencji wywiadowczych.
Coraz więcej państw zaczyna dostrzegać, że uzależnienie dzieci i młodzieży od mediów społecznościowych jest zagrożeniem dla zdrowia i rozwoju młodego pokolenia. Francja, Dania czy Australia zaczynają traktować cyfrowe uzależnienia jako problem zdrowotny i wychowawczy o masowej skali.
To właściwy kierunek, bo państwo powinno wspierać rodziców w wychowaniu dzieci, ale same regulacje nie wystarczą. Równolegle konieczne jest uświadamianie rodziców, jak destrukcyjne dla młodych, kształtujących się umysłów są mechanizmy social mediów, jak negatywnie na psychikę działa ciągłe porównywanie się i ocenianie w internecie oraz jak łatwo dzieci wpadają w pułapkę bodźców, które wypierają normalne życie, w tym ruch, relacje i naukę. Ciężar odpowiedzialności zrzucany jest wyłącznie na rodziców, którzy sami są często cyfrowo uzależnieni i swoim przykładem utrwalają w dzieciach podobny, ale bardziej niszczycielski dla ich młodych umysłów stan. Dlatego edukację należy rozpocząć od rodziców, a stosowne regulacje traktować jako konieczne, ale jedynie uzupełnienie kompleksowego podejścia do tematu.
Coraz więcej państw zaczyna dostrzegać, że uzależnienie dzieci i młodzieży od mediów społecznościowych jest zagrożeniem dla zdrowia i rozwoju młodego pokolenia. Francja, Dania czy Australia zaczynają traktować cyfrowe uzależnienia jako problem zdrowotny i wychowawczy o masowej… https://t.co/AqIFycrR0X
Social media w swojej obecnej formie potrafią okraść dzieci i młodzież z dzieciństwa, ograniczyć niezbędne podczas dorastania doświadczenia i relacje, co później przy wejściu w dorosłość skutkuje rozczarowaniem światem, który nie przypomina wykreowanej, marketingowo podkręconej rzeczywistości influencerów i agencji stojących za “idealnym życiem”.
W Polsce brakuje porządnej edukacji cyfrowej. Brakuje też powszechnego wymogu pozostawiania smartfonów poza szkołą. Szkoła znów powinna stać się miejscem nauki, skupienia i kształtowania osobowości, a nie nieustannego rozpraszania uczniów i dezorganizowania pracy nauczycieli przez nieustanny wpływ świata cyfrowego.
Dla nas nie jest to temat nowy. Jako jedni z pierwszych publicznie go podnosimy. W czerwcu ubiegłego roku w Lublinie otwierałem konferencję “Uwaga! Smartfon”, poświęconą wpływowi technologii cyfrowych na dzieci, młodzież i edukację, gdzie eksperci z różnych państw świata przedstawili nie tylko niepokojące diagnozy, ale też praktyczne rozwiązania.
Większość serwisów ma w regulaminach dolną granicę wieku, ale nie egzekwuje tych zapisów. Bez narzędzi do weryfikacji wieku regulamin nie ma znaczenia. Negatywne konsekwencje uzależnień cyfrowych są faktem i mają destrukcyjny wpływ na młodszą generację Polaków. Jeśli nie zareagujemy teraz, straty będą tylko większe.
Ukraina wprowadziła zakaz eksportu do Unii Europejskiej złomu – kluczowego źródła surowca dla polskich hut.
Z firmami działającymi w branży hutniczej jestem w regularnym kontakcie. Polski sektor hutniczy jest systematycznie niszczony przez ceny energii, unijną politykę klimatyczną i nierówną konkurencję z Ukrainą. Decyzja ukraińskiego rządu to kolejny cios w nasze huty. Dla polskich producentów oznacza to wzrost kosztów, dla ukraińskich ich obniżenie i wzmocnienie przewagi rynkowej nad polskimi hutami, z którymi konkurują na rynku.
Ukraina wprowadziła zakaz eksportu do Unii Europejskiej złomu – kluczowego źródła surowca dla polskich hut.
Z firmami działającymi w branży hutniczej jestem w regularnym kontakcie. Polski sektor hutniczy jest systematycznie niszczony przez ceny energii, unijną politykę…
Agresywna polityka gospodarcza Kijowa pokazuje, że ukraińscy politycy kierują się inną logiką niż nasi rządzący. Wyraźnie rozgraniczają współpracę w kontekście wojny i pomoc, jakiej Polska udziela Ukrainie, od bieżącej rywalizacji gospodarczej. Naszym politykom wciąż wydaje się, że nasza bezwarunkowa pomoc dla Ukrainy zaowocuje preferencyjnym traktowaniem na innych polach. Do tej pory nie znalazło to potwierdzenia ani w polityce historycznej, ani w praktyce gospodarczej. Jest wręcz przeciwnie, czego najlepszym dowodem jest nasze rolnictwo i branża transportowa, które z powodu otwarcia unijnego rynku dla Ukrainy mocno w ostatnich kilku latach ucierpiały.
Kolejny raz widzimy też, jak bardzo nasze państwo jest skrępowane z powodu przekazania kompetencji w polityce handlowej Unii Europejskiej. Aby odpowiedzieć na agresywne kroki strony ukraińskiej, trzeba prosić o interwencję Brukselę, a tam politycy ukraińscy już przy okazji sporu o import zboża czy kwestii firm transportowych potrafili nas ograć, i to nie będąc nawet członkiem Unii Europejskiej.
We Francji polityk głębokiego mainstreamu, minister sprawiedliwości Gérald Darmanin, proponuje zatrzymanie legalnej imigracji na 2–3 lata, a następnie ustalania w referendum jej skali. Taka propozycja pokazuje dwie kwestie.
Po pierwsze, skala problemu migracyjnego stała się tak oczywista, że nawet establishmentowi politycy nie są już w stanie jej dłużej ignorować, zwłaszcza w warunkach stałej presji sił politycznych przeciwnych masowej imigracji. Jak widać, ta presja ma sens i przesuwa dyskurs publiczny w kierunku bliższym stanowisku środowisk narodowych i suwerenistycznych. Fakt, że takie pomysły padają z ust członka obecnego rządu, pokazuje skalę przesunięcia w dotychczasowej narracji.
Po drugie, tego typu postulaty ze strony francuskiego ministra to na pewno wstrząs dla brukselskiego establishmentu i eurokratycznego konsensusu, który od lat pozostaje daleki od jakichkolwiek ograniczeń imigracji. To rozwiązania, których nie spodziewano się po politykach głównego nurtu, lojalnych wobec dominującej w UE linii.
Na koniec warto zachować dystans. Najpewniej jest to propozycja taktyczna, obliczona na budowanie pozycji przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku, a nie faktyczny zamiar wdrożenia w życie. Ale warto to odnotować także dlatego, że w Polsce, poza Konfederacją, politycy innych partii nawet nie wyobrażają sobie artykułować takich rozwiązań w debacie publicznej, nie mówiąc już o próbie ich wprowadzenia w życie.
We Francji polityk głębokiego mainstreamu, minister sprawiedliwości Gérald Darmanin, proponuje zatrzymanie legalnej imigracji na 2–3 lata, a następnie ustalania w referendum jej skali. Taka propozycja pokazuje dwie kwestie.
Po pierwsze, skala problemu migracyjnego stała się tak…
W piątek w kilkudziesięciu miastach w całej Polsce zorganizowaliśmy wystąpienia pod urzędami skarbowymi w proteście przeciwko obowiązkowemu wdrożeniu Krajowego Systemu e-Faktur.
Wprowadzenie KSeF oznacza gromadzenie w jednym miejscu danych o wszystkich transakcjach. Nie ma gwarancji bezpieczeństwa tych danych i nie było pełnej weryfikacji systemu przez służby. W razie awarii, ataku hakerskiego lub błędu systemowego grozi to wyciekiem wrażliwych danych i paraliżem działalności gospodarczej.
W piątek w kilkudziesięciu miastach w całej Polsce zorganizowaliśmy wystąpienia pod urzędami skarbowymi w proteście przeciwko obowiązkowemu wdrożeniu Krajowego Systemu e-Faktur.
Wprowadzenie KSeF oznacza gromadzenie w jednym miejscu danych o wszystkich transakcjach. Nie ma… pic.twitter.com/ghVocc5MXS
System generuje ryzyko dla przedsiębiorców, ponieważ brak weryfikacji NIP nabywcy oznacza możliwość wystawiania faktur na nieświadome podmioty. Do tego dochodzą wysokie koszty dostosowania dla około 2 mln firm. Fakt, że termin wdrożenia KSeF był już wielokrotnie przesuwany, pokazuje skalę nieprzygotowania administracji do wdrażania tego typu rozwiązania.
Konfederacja staje po stronie polskich firm. Żądamy wstrzymania obowiązkowego wdrożenia KSeF. Polskie firmy nie potrzebują kolejnej rewolucji, tylko stabilnych i bezpiecznych warunków prowadzenia działalności.
Z najnowszego badania IBRiS dla Onetu wynika, że zaufanie do naszego wicemarszałka wynosi już 37,8%. To wzrost aż o 5 p.p. w porównaniu do poprzedniego sondażu!
To jasny sygnał, że doceniacie konsekwencję, wiarygodność i merytoryczne podejście całej Konfederacji. Dziękujemy za Wasze zaufanie! To motywacja do dalszej pracy na rzecz wolności, suwerenności i normalności. Wspólnie zmienimy Polskę na lepsze!
Sławomir Mentzen zaprezentował „Projekt27” — nową platformę do agregacji pomysłów programowych dla Konfederacji, współtworzoną przez liderów Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego. Zapraszamy do dodawania swoich koncepcji: projekt27.pl
Dziś @SlawomirMentzen zaprezentował „Projekt27” — nową platformę do agregacji pomysłów programowych dla Konfederacji, współtworzoną przez liderów Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego. Zapraszamy do dodawania swoich koncepcji:https://t.co/fJmEldVD7O
W Sejmie minister Żurek opowiadał o uzdrawianiu sądownictwa i przestrzeganiu prawa, a dokładnie w tym samym czasie prokurator z policją wchodzili siłowo do siedziby KRS – nie dając wcześniej szansy na dobrowolne wydanie dokumentów, zabierając siłą przypadkowe dokumenty z szaf pancernych w workach na śmieci, utrudniając adwokatom i posłom kontrolowanie czynności.
Tak nie wygląda praworządność. W ten sposób niczego się nie rozwiąże.
Wczoraj w Sejmie minister Żurek opowiadał o uzdrawianiu sądownictwa i przestrzeganiu prawa, a dokładnie w tym samym czasie prokurator z policją wchodzili siłowo do siedziby KRS – nie dając wcześniej szansy na dobrowolne wydanie dokumentów, zabierając siłą przypadkowe dokumenty z…
Naprawa sądownictwa jest jednym z kluczowych celów strategicznych, jakie powinno przed sobą stawiać państwo polskie, bo bez sprawnych i sprawiedliwych sądów trudno o dobre funkcjonowanie jakiegokolwiek innego obszaru państwa. Obecnie osiągnięcie tego celu jest możliwe już tylko na drodze wygaszenia emocji, wypracowania porozumienia i dokonania ponad podziałami resetu konstytucyjnego – a to się nie uda, dopóki na czele rządu stoją ludzie, których życiowym celem jest nakręcanie spirali pustej politycznej zemsty.
Rządzący zamierzają wprowadzić od 1 lutego Krajowy System e-Faktur (KSeF), czyli system zmuszający wszystkich prowadzących działalność gospodarczą do wprowadzania w czasie rzeczywistym faktur do państwowego rejestru. Budzi on znaczne obawy przedsiębiorców. Głos w tej sprawie na konferencji prasowej w Sejmie zabrali wicemarszałek Sejmu RP Krzysztof Bosak, sekretarz Konfederacji Krzysztof Rzońca, dyrektor klubu poselskiego Konfederacji Magdalena Niewiadoma i przedstawiciel przedsiębiorców Paweł Kubalski.
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak podkreślił, że system KSeF, przygotowany od lat i mający wejść w życie już za tydzień (1 lutego) jest niegotowy. „To świadectwo wyjątkowego nieprofesjonalizmu dwóch rządów” – stwierdził Bosak, wskazując na win rządu PiS, który postanowił o stworzeniu tego systemu i go nie przygotował oraz rządu Koalicji Obywatelskiej wraz z Lewicą, który nie był w stanie przygotować systemu na termin jego wejścia w życie.
Lider Konfederacji poinformował, że struktury Konfederacji organizują w ponad 40 miastach w Polsce pod siedzibami urzędów skarbowych protesty i konferencje prasowe informując o zagrożeniach.
„Uważamy, że poważne państwo, szczególnie które podlega stale cyberatakom, jest w fazie wojny hybrydowej, którego systemy są atakowane, nie wprowadza krwioobiegu swojej gospodarki, a więc wszystkich prowadzących działalność gospodarczą, do systemu, który nie jest prawidłowo przetestowany, gdzie na komisjach sejmowych wychodzą najróżniejsze nieprofesjonalizmy, niedociągnięcia i oczywiste braki, czy nawet zmiany koncepcyjne zachodzące na ostatnim etapie przed uruchomieniem systemu, i gdzie widać gołym okiem dla każdego zorientowanego w sposobie prowadzenia prac nad systemami informatycznymi, że ten system jest po prostu nieskończony” – wyjaśnił Krzysztof Bosak i przypomniał, że wprowadzano już systemy niegotowe, jak Polski Ład.
Konfederacja apeluje do rządu o rozsądek i o wstrzymanie obowiązku wejścia w ten system od 1 lutego, motywując to nieprzygotowaniem i nieprzetestowaniem systemu, obawami o bezpieczeństwo danych, obawami o skutki dla gospodarki oraz troską o powagę Państwa Polskiego, które nie może być kojarzone z systemami, które nie działają.
Krzysztof Rzońca zaznaczył, że Konfederacja występuje w imieniu przedsiębiorców oraz wszystkich, którzy nie chcą, by Państwo Polskie było zarządzane „byle jak”. Podkreślił, że Konfederacja jest jedyną wiarygodną siłą protestującą od samego początku przeciwko KSeF. Sekretarz Konfederacji przypomniał, że to ówczesny premier Mateusz Morawiecki wykazał się ogromną determinacją w celu rozpoczęcia prac nad KSeF, a rządząca teraz Platforma Obywatelska głosowała przeciwko nowemu systemowi. Dziś, gdy rządzą prowadzą politykę sprzeczną względem swojej postawy w poprzedniej kadencji.
Magdalena Niewiadoma przytoczyła dzisiejsze doniesienie radiowe o rekordowej liczbie cyberataków na polskie urzędy. „W tym czasie Ministerstwo Finansów zobowiązuje polskich przedsiębiorców do umieszczania wszystkich informacji dotyczących zdarzeń gospodarczych w naszej gospodarce do systemu centralnego, który naturalnie może padać ofiarą takich ataków cybernetycznych” – podkreśliła dyrektor klubu Konfederacji.
„To zagraża stabilności zarówno działalności gospodarczej, jak i w ogóle całego obrotu gospodarczego w Polsce” – oceniła Magdalena Niewiadoma.
Zaznaczyła także, że wejście w życie KSeF oznaczać będzie wzrost obowiązków przedsiębiorców, a także kosztów na obsługę informatyczną i sprawozdawczą.
Konfederacja zwróciła uwagę na to, że obecnie już istniejące systemy informatyczne, m.in. e-PIT czy systemy ZUS funkcjonują wadliwie, między innymi z powodu cyberataków, uniemożliwiając użytkownikom korzystanie z ich funkcji.
Paweł Kubalski, który jest przedsiębiorcą prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą ocenił, że KSeF stanowi zagrożenie dla danych, dla tajemnicy handlowej, dla stabilności działalności i grozi wysokimi karami dla przedsiębiorców. Zwrócił uwagę na to, że o skali nieprzygotowania i problemów systemu KSeF świadczy wielokrotne przekładanie jego wejścia w życia.
„Ta rewolucja jest szkodliwa i musimy ją zatrzymać” – podkreślił Kubalski.
Rząd nie koordynuje działań na rzecz włączenia polskich firm do inwestycji w farmy wiatrowe na Bałtyku, które będą kosztować 500 miliardów złotych. Na sejmowej komisji wyszło na jaw, że nie ma pełnomocnika odpowiedzialnego za ten projekt, a ministrowie przerzucają się odpowiedzialnością. To obciąża premiera, który jest odpowiedzialny za nadzorowanie pracy rządu.
Rząd nie koordynuje działań na rzecz włączenia polskich firm do inwestycji w farmy wiatrowe na Bałtyku, które będą kosztować 500 miliardów złotych. Na sejmowej komisji wyszło na jaw, że nie ma pełnomocnika odpowiedzialnego za ten projekt, a ministrowie przerzucają się… pic.twitter.com/WFCwzI2qQg
Jako Konfederacja składamy poprawki zobowiązujące rząd do złożenia skargi na umowę z Mercosur do TSUE!
Politycy KO i PSL najpierw miesiącami prezentowali się w polskich mediach jako przeciwnicy porozumienia, choć za granicą nie robili nic, by zbudować mniejszość blokującą. A są w jednej grupie (EPP) z partiami rządzącymi w państwach, które budowały większość za Mercosur!
Potem ogłosili, że zaskarżą porozumienie do TSUE. Każdy normalny człowiek rozumiał to tak, że rząd złoży w imieniu Polski oficjalną skargę na niezgodność z prawem unijnym (do czego każde państwo członkowskie ma święte prawo). Zamiast tego europosłowie PSL złożyli jedynie wniosek w Parlamencie Europejskim, aby to PE poprosił TSUE o opinię w sprawie zgodność – co jest dużo słabszym narzędziem niż skarga i w dodatku pewnie przepadnie dzisiaj w głosowaniu w PE. A nasi posłowie Krzysztof Mulawa i Anna Bryłka ustalili w zeszłym tygodniu na interwencji, że w KPRM nie toczą się żadne prace nad prawdziwą skargą do TSUE.
A teraz w Sejmie wylądowała uchwała PSL wzywająca rząd, aby złożył skargę do TSUE… ale tylko pod warunkiem, że PE nie zgodzi się na wniosek o opinię. Absurd goni absurd. Rząd grzecznie czeka na europosłów, zamiast działać w interesie Polaków i korzystać z własnych, znacznie mocniejszych narzędzi prawnych.
Dlatego składamy poprawki zobowiązujące rząd do złożenia skargi do TSUE. Bez zwłoki, bez warunków, bez czekania na PE, bo rząd kontynuuje grę pozorów w sprawie porozumienia z Mercosur.
We wtorekj na komisji gospodarki morskiej było o udziale polskiego przemysłu w budowie morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Stracimy na tym co najmniej 400 miliardów złotych. Informacje udzielane przez ministerstwa były wręcz kuriozalne.
PS Do prawicowych odbiorców: sprawdźcie kto uruchomił ten projekt w tym kształcie, bez zagwarantowania i zdefiniowania polskiego wkładu produkcyjnego, bez policzenia kosztów ochrony tego, bez zadbania o poziom cen energii która będzie dostarczana, za to z zagwarantowaniem gigantycznego udziału międzynarodowych korporacji…
Poniżej relacja naszego posła i inżyniera z przemysłu Krzysztofa Szymańskiego
Krzysztof Szymański – poseł na Sejm
Dlaczego nikt nie mówi o tym, że Polska traci setki miliardów złotych?! Tak, setki miliardów! Budowa Morskich Farm Wiatrowych ma kosztować 500 mld zł (wg wyliczeń branży).
Czy to dużo? Tyle co dwuletnie wydatki na wojsko. Tyle co 2,5-letnie wydatki na NFZ. Prawie tyle, ile wynoszą roczne przychody budżetowe. Gigantyczne pieniądze.
A problem polega na tym, że zamiast zostać w Polsce, to zostaną one wytransferowane do zagranicznego biznesu. Wszystko tylko dlatego, że rząd nie potrafi poradzić sobie z kwestią udziału polskiego przemysłu w tym przedsięwzięciu. Ba! Nawet nie potrafi ustalić CZYM jest ten „udział polskiego przemysłu”. A jak wiadomo – bez definicji ani rusz.
Zapraszam na opowieść o drenażu polskich pieniędzy i o nieudolności rządzących Polską polityków.
Dzisiaj odbyło się posiedzenie Komisji Gospodarki Morskiej na temat: „udziału polskiego przemysłu w projektach morskich farm wiatrowych – analiza na wszystkich etapach prac nad projektem (planowanie, budowa, eksploatacja, likwidacja)”. Zgłosiłem ten temat do prac Komisji Gospodarki Morskiej, bo od dłuższego czasu dochodzą do mnie informacje z przemysłu morskiego, że ten słynny „polish content” jest fikcją! Że zagraniczne koncerny rozgrywają polską stronę jak małe dzieci. Liczyłem na to, że podczas posiedzenia Komisji Gospodarki Morskiej wszyscy dowiemy się jak wygląda rzeczywistość.
Po dwugodzinnej dyskusji z przedstawicielami Ministerstwa Aktywów Państwowych oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska okazało się… że nic nie wiadomo! W sumie to nawet nie wiadomo kto miałby się tym zająć, bo każde ministerstwo uważa, że to to drugie ministerstwo powinno się tym zająć. Jak w siatkówce, gdzie przeciwnik wbija nam punkt za punktem, bo każdy czeka aż „ten drugi” odbije.
Ale są też sukcesy…
Ministerstwo Aktywów Państwowych pochwaliło się założeniem specjalnego „Zespołu ds. Udziału Komponentu Krajowego w Kluczowych Procesach Inwestycyjnych”, w skład którego weszło sześciu ministrów oraz trzech prezesów urzędów/agencji, którego to zadaniem ma być ZDEFINIOWANIE POJĘCIA KOMPONENTU KRAJOWEGO, określenie metodologii pomiaru jego udziału i przygotowanie projektu dobrych praktyk. Kurtyna. Po dekadzie zapewnień o „najwyższych priorytetach i intensyfikacji działań na rzecz zabezpieczenia najwyższego udziału polskiego przemysłu”, po kilku latach od przeprowadzenia przetargów, a nawet już po rozpoczęciu fizycznej budowy na morzu… międzyresortowy zespół wypracuje definicję i metodologię obliczeniową.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska sporą część swojej informacji poświęciło LĄDOWEJ energetyce wiatrowej. Wiadomo, nie potrafią żyć bez gadania o wiatrakach. Natomiast o MORSKIEJ energetyce wiatrowej opowiadali bajki o potencjale, szansie, rozwoju, dużym wkładzie, itp. JEDYNA liczba, która odpowiadała na główne pytanie tego posiedzenia Komisji, padła na sam koniec: „aktualne informacje wskazują, że local content wynosi ponad 20%”, ale nikt nie umiał odpowiedzieć w jaki sposób zostało to wyliczone.
Jak przystało na dobry dramat okazało się, że urzędnicy zostawili najlepsze na sam koniec. W rozmowie doszli oni do wniosku, że zbudować morskich farm wiatrowych siłami polskiej gospodarki się NIE DA. Ale nie dlatego, że czegoś nie umiemy, że nie mamy zdolności, że nie mamy kompetencji. Nie. Okazało się, że nie da się tego zrobić, bo Unia Europejska wymaga swobodnego przepływu towarów i usług, więc nie można dyskryminować firm z powodu ich pochodzenia kapitałowego. A poza tym, to inne kraje unijne też nie mają definicji „local content” i jakoś żyją. Ufff… niewiele brakowało! Urzędnicy z wyraźną ulgą uśmiechnęli się i otrzepali ręce. Kolejny dzień w robocie zaliczony, udało się znaleźć ładne wytłumaczenie dla własnej nieudolności. I to takie z unijnym certyfikatem, więc najwyższej jakości!
Moje 8-minutowe wystąpienie na posiedzeniu Komisji 👇
Dlaczego nikt nie mówi o tym, że Polska traci setki miliardów złotych?!
Tak, setki miliardów!
Budowa Morskich Farm Wiatrowych ma kosztować 500 mld zł (wg wyliczeń branży).
Czy to dużo?
Tyle co dwuletnie wydatki na wojsko. Tyle co 2,5-letnie wydatki na NFZ. Prawie tyle,… pic.twitter.com/BN16ZpnQqB
Skomentuj