Projekt przewiduje również zaostrzenie sankcji karnych. Za zabijanie zwierząt i znęcanie się nad nimi kara miałaby wzrosnąć z obecnych do 3 lat pozbawienia wolności do widełek od 3 miesięcy do 5 lat. W przypadku szczególnego okrucieństwa kara miałaby wynosić od 6 miesięcy do 8 lat.
Projekt zakłada m.in. trwałą konstrukcję kojca, dostęp do światła dziennego, utwardzone podłoże, minimum 50 proc. zadaszenia oraz ażurowe ogrodzenie z co najmniej 2 stron.
W grudniu prezydent Karol Nawrocki zawetował tzw. ustawę łańcuchową, wskazując, że rozbudowane wymogi dotyczące kojców są oderwane od realiów i trudne do wyegzekwowania, zwłaszcza w gospodarstwach wiejskich. W zawetowanej wersji minimalna powierzchnia kojca miała wynosić od 10 do 20 m2 w zależności od wielkości psa.
Dzień po wecie do Sejmu trafił projekt prezydencki. Zakłada on całkowity zakaz trzymania zwierząt domowych na uwięzi, ale rezygnuje z najbardziej rozbudowanych norm metrażowych dla kojców. Wprowadza obowiązek zapewnienia odpowiedniego schronienia, w tym ocieplonej budy dostosowanej do wielkości psa. Projekt ten nie był jeszcze procedowany.
Tymczasem prawo już dziś przewiduje, że trzymanie psa na uwięzi może trwać maksymalnie 12 godzin. Łańcuch musi mieć co najmniej 3 metry długości. Pies musi mieć budę chroniącą go przed zimnej, upałem i deszczem. Wystarczy wyegzekwować te przepisy, a nie tworzyć nowe, zwłaszcza, że kojec zamiast uwięzi nie zmienia nic w życiu psa.
Konfederacja domaga się dymisji Mikołaja Dorożały z funkcji podsekretarza stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska oraz Głównego Konserwatora Przyrody.
Głos na konferencji prasowej w tej sprawie zabrali poseł Krzysztof Tuduj, poseł Andrzej Zapałowski oraz Piotr Walter.
Krzysztof Tuduj oznajmił, że „Mikołaj Dorożała musi odejść”. Przyznał, że jest on symbolem niekompetencji i błędnego funkcjonowania systemu, który dopuszcza, by osoby skrajnie niekompetentne zajmowały bardzo wysokie stanowiska w państwie.
Poseł Tuduj w imieniu Konfederacji ogłosił propozycję nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Chodzi o wprowadzenie wymogu odpowiedniego wykształcenia i trzyletniego doświadczenia branżowego wobec osób na funkcji Głównego Konserwatora Przyrody. Tuduj zwrócił uwagę na istniejący absurd polegający na tym, że od pracowników Lasów Państwowych wymaga się wykształcenia branżowego, związanego z obszarem działalności, podczas gdy Główny Konserwator Przyrody takich wymagań spełniać nie musi. Obecnie pełniący urząd Mikołaj Dorożała jest z wykształcenia politologiem niemającym nic wspólnego z tematyką ochrony przyrody. Tuduj skontrastował sytuację nieadekwatnych wymagań na funkcję Głównego Konserwatora Przyrody z sytuacją realnych wymagań wiedzy branżowej i doświadczenia stawianych osobom ubiegającym się o stanowiska Głównego Geodety Kraju czy Głównego Lekarza Weterynarii,.
Brak kompetencji obecnego Głównego Konserwatora Przyrody prowadzi do fatalnej polityki w tym zakresie. Polityk Konfederacji wymienił szkodliwą gospodarkę leśną, moratorium na wycinkę drzew, ograniczenia i zakazy nakładane na łowiectwo, nieuzasadniona, skrajna ochrona nadmiernej populacji wilka.
Poseł Andrzej Zapałowski ocenił, że Mikołaj Dorożała dokonał dewastacji departamentu leśnictwa i łowiectwa, gdzie „zlikwidował merytoryczne wydziały, wyrzucił merytorycznych pracowników, którzy przeżyli tam kilka rządów, a na to miejsce pozatrudniał ludzi z kręgów ideologicznych”.
Poseł Zapałowski wskazał, że gospodarka drzewna i leśna są prowadzone do zapaści przez obecnego Głównego Koordynatora Przyrody.
Polityk Konfederacji zaznaczył, że Mikołaj Dorożała narusza zasady służby cywilnej, bowiem w czasie konsultacji preferuje wyłącznie opinie lewicowych aktywistów, ignorując opinie ludzi z szeroko rozumianej branży leśnej. Utworzone zostało około 150 nowych rezerwatów, podczas gdy nie starcza funduszy na prowadzenie tych powstałych wcześniej. Zapałowski wymienił także przewlekłość podejmowania decyzji. Poseł podkreślił również nadmierną ochronę wilka w Polsce na tle innych państw europejskich, gdzie prowadzi się aktywne zarządzanie populacją oraz brak walki z gatunkami inwazyjnymi dokonującymi licznych szkód. Szczególnie zaznaczył, że brak kontroli populacji wilka może doprowadzić do tragedii.
Piotr Walter przypomniał wczorajszy wniosek Konfederacji o dymisję minister Pauliny Hennig-Kloski. Wyjaśnił, że oboje polityków koalicji rządowej działa skrajnie szkodliwie na polską przyrodę.
Walter przytoczył ankietę przeprowadzoną przez SGGW, wedle której aż 98% ankietowanych wymaga, żeby politycy obejmujący główne stanowiska w państwie posiadali wymagane wykształcenie i doświadczenie w zawodzie.
Konfederacja domaga się dymisji Mikołaja Dorożały oraz wprowadzenia wymagań co do wykształcenia i doświadczenia na stanowisko Głównego Konserwatora Przyrody. Ugrupowanie oczekuje właściwej ochrony przyrody.
MIchał Wawer, wiceprzewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Ministerstwo “klimatu” walczy z plastikowymi słomkami i nakłada kaucje na butelki, ale z jakichś tajemnicznych powodów nic nie robi, aby ułatwić regenerację części samochodowych w Polsce.
Skierowałem do ministrów klimatu i infrastruktury interpelację, w której pytam między innymi, jaki to ma sens, że w Polsce zakazane jest regenerowanie wielu rodzajów części samochodowych, które bez problemu można regenerować w Niemczech, Francji i innych krajach Unii Europejskiej.
Ministerstwo "klimatu" walczy z plastikowymi słomkami i nakłada kaucje na butelki, ale z jakichś tajemnicznych powodów nic nie robi, aby ułatwić regenerację części samochodowych w Polsce.
Skierowałem do ministrów klimatu i infrastruktury interpelację, w której pytam między… pic.twitter.com/2gwdMWn9mf
Prawidłowo zregenerowana część może być równie dobra jak nowa, spełniać wszystkie testy i standardy, a do tego mieć znacznie niższą cenę i (co chyba oczywiste) być dużo bardziej ekologiczna.
W Polsce mamy do tego odpowiednie technologie, mamy nowoczesne zakłady i świetnych fachowców. Miałem okazję oglądać to na żywo w firmie Elerte w świętokrzyskim Małogoszczu – polska rodzinna firma rozbudowana od przysłowiowego “garażu” do dużego zakładu produkcyjnego i prowadząca ekspansję międzynarodową.
Niektóre części regenerowane w tym i innych polskich zakładach są sprzedawane WYŁĄCZNIE na rynki zagraniczne, w tym do Unii czy Wielkiej Brytanii. Dlaczego nie na polski rynek? Bo w Polsce mamy archaiczne rozporządzenie z 2005 roku i Polakom nie wolno kupować tańszych części regenerowanych w polskim zakładzie zamiast nowych części z fabryk zagranicznych producentów. Lobbing czy głupota?
RozwińZwiń komentarze (7)