Nowe prognozy IEA w tym względzie stoją w kontrze do tych z grudnia 2025, kiedy przewidywały spadek zużycia węgla.
Ogólne od co najmniej 11 lat prognozuje się początek globalnego spadku zużycia węgla, ale rzeczywistość tego nie potwierdza.
W tym roku wykorzystanie węgla wzrośnie w Chinach o 1%, a w Indiach o 4,2%. Nowe prognozy IEA w tym względzie stoją w kontrze do tych z grudnia 2025, kiedy przewidywały spadek zużycia węgla. Ogólne od co najmniej 11 lat prognozuje się początek globalnego spadku zużycia węgla, ale… pic.twitter.com/iDaUIR4dSa
Kiedy zużycie węgla rośnie po raz kolejny, polski minister aktywów państwowych przyznaje, że udział węgla w naszym bezpieczeństwie energetycznym będzie większy, niż zakładano.
Już nawet w rządzie wiedzą, że polska polityka energetyczna nie jest projektowana pod realny świat, tylko pod scenariusze tworzone przy założeniu, że żadnego kryzysu nie będzie.
Donald Tusk podczas wczorajszego szczytu V4 bohatersko zapowiedział, że ,,nie pozwoli na pomysły, które skutkowałyby droższą energią” i wymienia tutaj chociażby ETS1 oraz ETS2. Problem w tym, że to prawo od lat działa, wpływa drastycznie na wysokość cen energii i zostało wprowadzone przez unijny establishment, do którego Tusk należy.
Donald Tusk podczas wczorajszego szczytu V4 bohatersko zapowiedział, że ,,nie pozwoli na pomysły, które skutkowałyby droższą energią" i wymienia tutaj chociażby ETS1 oraz ETS2. Problem w tym, że to prawo od lat działa, wpływa drastycznie na wysokość cen energii i zostało… pic.twitter.com/Trqxtu0Kb3
Panie premierze, ETS1 obowiązuje od ponad 20 lat i jest rozszerzany, a ETS2 został przyjęty i wejdzie w życie w 2028 roku. Od pana tuptania na konferencji w Bratysławie ceny Polakom nie spadną, a najwyraźniej nie do końca Pan wie, o czy mówi.
Ministerstwo Energii dostało analizę pod tytułem “Analiza aktualnych cen pelletu drzewnego w Polsce 2025-2026 oraz prognoza na sezon grzewczy 2026-2027”.
Analityk branży OZE Jacek Werder poprosił o jej udostępnienie. Odmowa. Uzasadnienie: dokument sporządził podmiot prywatny, więc nie jest informacją publiczną.
Nie chcą udostępnić, bo dokument ma fatalne wieści, a samo jego istnienie pokazuje, że rząd wie o nadchodzącym kryzysie, ale nie robi nic, aby mu zapobiec!
Zobaczmy, co przeciekło mimo to.
Wirtualna Polska ustaliła nieoficjalnie, że na spotkaniu w resorcie padły konkretne liczby. Czarny scenariusz mówi o wzroście do 4-5 tys. zł za tonę. Ostrożniejsze założenia o przekroczeniu 3 tys. zł.
Dziś tona kosztuje około 2 tys. zł.
Policzmy, co to znaczy dla domu o powierzchni 120-150 metrów kwadratowych. Taki dom potrzebuje 3-4 ton na sezon.
◼️ dziś: od 6 000 do 8 000 zł ◼️ przy 3 tys. zł za tonę: od 9 000 do 12 000 zł ◼️ przy 5 tys. zł za tonę: od 15 000 do 20 000 zł
Na początku 2025 roku tona pelletu A1 kosztowała 1200-1500 zł.
Rząd Tuska zna prognozę i jej nie pokazuje.
Z kotłów na pellet i drewno korzysta w Polsce około 450 000 gospodarstw domowych. To o ponad 90 000 więcej niż w 2023 roku. Państwo dopłacało do nich nawet 8 000 zł z programu “Czyste Powietrze”.
Lachman dodaje jeszcze jedno. Zagrożenia opisano już w analizie Ministerstwa Klimatu z połowy 2025 roku. Wniosków nie wyciągnięto.
Państwo namówiło 450 000 rodzin na piece, ograniczyło podaż drewna i teraz chowa prognozę przed tymi samymi ludźmi.
Zgodziliśmy się na porzucenie węgla, to przyszedł czas na atom. Przynajmniej w pierwszym subtelnym kroku jest to już widoczne. Do rzeczy.
Obecnie UE ma prawnie wiążący cel udziału minimum 42,5% OZE w końcowym zużyciu energii w 2030 roku. W 2025 roku udział wynosił jedynie. 26,2%.
Po 2030 teoretycznie można byłoby przejść na bardziej neutralny technologicznie model, gdzie UE ustala cel redukcji emisji, a państwo samo wybiera, czy osiągnie go atomem, OZE, wychwytem CO2 itp. Problem w tym, że KE chce odejść od takiego modelu i wyznaczyć nowy cel OZE na 2040 rok. Zapewne znacznie wyższy niż ten obecny.
Oznacza to, że dekarbonizacja nie będzie w państwach członkowskich zachodzić tak, jak będzie to dla nich najkorzystniejsze, ale UE bierze się za mikrozarządzanie i zamierza narzucić rodzaj źródeł energii.
Unia podkopuje atom na rzecz OZE! Zgodziliśmy się na porzucenie węgla, to przyszedł czas na atom. Przynajmniej w pierwszym subtelnym kroku jest to już widoczne. Do rzeczy.
Obecnie UE ma prawnie wiążący cel udziału minimum 42,5% OZE w końcowym zużyciu energii w 2030 roku. W 2025…
Narzucony większy udział energii z OZE oznacza mniejszy z atomu. To z kolei uderza w i tak często dyskusyjną ekonomiczną zasadność takich projektów, bo z powodu przyrostu OZE CF będzie na niskim poziomie zwiększając koszty jednostkowe pracy elektrowni jądrowych.
Na tym jednak nie koniec. KE chce nie tylko wyznaczać cel pod OZE, ale jeszcze wymuszać działania sektorowo w ciepłownictwie i chłodnictwie. UE chce decydować jakimi konkretnie technologiami należy realizować wyznaczony cel i wymienia kolektory słoneczne, pompy ciepła, geotermię i jeszcze wyższy udział OZE.
Co więcej, w innych dokumentach KE pojawiła się propozycja, aby w 2040 roku energia elektryczna odpowiadała za 46% końcowego zużycia energii w UE. Obecnie to jedynie 23% po dekadach inwestycji i redukcji zużycia. A to wszystko przy likwidacji energetyki węglowej i ograniczaniu atomu. To się oczywiście w obecnym modelu transformacji energetycznej nie uda, a negatywne skutki takich działań można łatwo przewidzieć.
Jeszcze nie wiemy jaki ma być cel OZE na 2040 rok. Być może czegoś dowiemy się jutro, ponieważ komisarz ds. energii Dan Jørgensen organizuje w Brukseli dialog wdrożeniowy poświęcony dyrektywie RED oraz przyszłym ramom OZE po 2030 roku.
To co chce przedstawić KE to cios w energetykę jądrową. Jeżeli państwo jak nasze inwestuje setki miliardów w atom, to osobny obowiązkowy cel OZE może oznaczać, że będziemy musieli ponosić jeszcze wyższe koszty systemowe, tylko po to, aby wypełnić technologiczny wskaźnik Brukseli.
Ewidentnie jest to skrojone pod Niemcy, które przez dekady pompowały setki miliardów euro w efekcie uzyskując niekonkurencyjny i niewydolny system energetyczny, co przekłada się na problemy całej gospodarki. Sprowadzenie innych do tego poziomu zniweluje niemieckie straty względem państw UE.
14 września w Sejmie organizujemy konferencję “Polska ścieżka do odpowiedzialnej energetyki”, na której spotkają się menedżerowie, naukowcy i specjaliści związani z polską energetyką.
Wśród panelistów znajdą się między innymi Ziemowit Malecha, profesor nauk technicznych, Grzegorz Onichimowski, prezes PSE, Wojciech Wrochna, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, prof. Jakub Kupecki, dyrektor NCBJ, Eryk Kłossowski, były prezes PSE, Krzysztof Mulawa, poseł i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych.
Będziemy rozmawiać o bezpieczeństwie dostaw, cenach energii, konkurencyjności polskiej gospodarki, przyszłości sektora paliwowego i energetyce jądrowej.
Szczegółowe dane i pełna lista panelistów znajdują się na załączonej grafice.
Krzysztof Bosak: 14 września w Sejmie organizujemy konferencję “Polska ścieżka do odpowiedzialnej energetyki”, na której spotkają się menedżerowie, naukowcy i specjaliści związani z polską energetyką.
Zapraszam do udziału – link do zapisów
Wśród panelistów znajdą się między innymi Ziemowit Malecha, profesor nauk technicznych, Grzegorz Onichimowski, prezes PSE, Wojciech Wrochna, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, prof. Jakub Kupecki, dyrektor NCBJ, Eryk Kłossowski, były prezes PSE, Krzysztof Mulawa, poseł i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji ds. Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych.
Będziemy rozmawiać o bezpieczeństwie dostaw, cenach energii, konkurencyjności polskiej gospodarki, przyszłości sektora paliwowego i energetyce jądrowej.
Szczegółowe dane i pełna lista panelistów znajdują się na załączonej grafice.
Anna Bryłka: Najpierw państwo zachęcało Polaków do wymiany pieców i przechodzenia na pellet. Były dopłaty, programy, reklamy i zapewnienia, że to rozsądna i ekonomiczna alternatywa dla innych źródeł ogrzewania.
W Polsce funkcjonuje już około 450 tysięcy gospodarstw domowych korzystających z kotłów na pellet i drewno. Tylko w 2025 roku około 77% wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła w programie „Czyste Powietrze” dotyczyło kotłów na pellet i drewno.
Podaż nie nadąża za popytem! Cena certyfikowanego pelletu A1 dochodziła w sierpniu nawet do 2500 zł za tonę. I tutaj pojawia się pytanie: kto odpowiada za to, że tysiące Polaków zainwestowały w ogrzewanie, które miało być tanią alternatywą, a dziś muszą płacić coraz więcej? To jest właśnie problem bezmyślnej polityki energetycznej. I oczywiście rachunek ostatecznie płaci zwykły Polak. UOKiK w swojej kontroli nie stwierdził, że istnieje zmowa przedsiębiorców. Problemem jest przede wszystkim niedostosowanie podaży pelletu do rosnącego popytu.
Tak nie powinna wyglądać polityka energetyczna państwa. Polacy potrzebują taniego, stabilnego i przewidywalnego ogrzewania, a nie kolejnych eksperymentów, za które rachunek wystawia się rodzinom.
Gaz w Europie dochodzi dziś już do 75 euro/MWh. Przemysł chemiczny zaczyna ograniczać produkcję.
Dzisiejsze dane pokazują, że gaz kosztuje prawie 75 euro/MWh. Zarówno na rynku spot, jak i w kontraktach na IV kwartał ceny są ponad dwukrotnie wyższe niż na początku roku (nieco ponad 30 euro/MWh).
Kolejny problem to zapasy. Magazyny gazu w Unii Europejskiej są obecnie zapełnione w 66%, a w Niemczech zaledwie w 54%. Niemcy weszły w ostatni miesiąc przed początkiem sezonu grzewczego z bardzo niskimi zapasami. Niemieckie stowarzyszenie operatorów magazynów INES domaga się od rządu zniesienia części opłat związanych z magazynowaniem i subsydiowanych kredytów, żeby zachęcić firmy do kupowania gazu mimo wysokich cen.
Wysokie ceny gazu już powodują ograniczania albo rozważania ograniczenia produkcji amoniaku. Gaz jest też podstawowym surowcem dla produkcji nawozów, a to oznacza wyższe koszty dla rolników.
Znaczne wahania cen gazu i zależność Polski od importu powinny sugerować ograniczenie zużycia od tego surowca. Niestety jest odwrotnie. Rząd chce oprzeć naszą energetykę w znaczniej mierze na gazie, który w ponad 80% sprowadzamy.
Polska może być hubem gazowym dla regionu, ale sama nie powinna zwiększać zapotrzebowania na ten surowiec.
Gaz w Europie dochodzi dziś już do 75 euro/MWh. Przemysł chemiczny zaczyna ograniczać produkcję.
Dzisiejsze dane pokazują, że gaz kosztuje prawie 75 euro/MWh. Zarówno na rynku spot, jak i w kontraktach na IV kwartał ceny są ponad dwukrotnie wyższe niż na początku roku (nieco… pic.twitter.com/FejSRFqD2q
W lipcu PSE ograniczały produkcję energii z OZE przez 28 z 31 dni. W sierpniu przez 25 z 31 dni.
Przez dwa miesiące ograniczenia występowały więc przez 53 z 62 dni.
Od stycznia do końca sierpnia tego roku ograniczono już łącznie 1 611,6 GWh energii z wiatru i fotowoltaiki, w tym: PV – 1 168 GWh, wiatr – 444 GWh.
To znacznie więcej niż w całym 2025 roku (1 376 GWh).
Przy takim wolumenie koszty rekompensat będą liczone w setkach milionów złotych.
W lipcu PSE ograniczały produkcję energii z OZE przez 28 z 31 dni. W sierpniu przez 25 z 31 dni. Przez dwa miesiące ograniczenia występowały więc przez 53 z 62 dni.
Od stycznia do końca sierpnia tego roku ograniczono już łącznie 1 611,6 GWh energii z wiatru i fotowoltaiki, w…
Sama cena prądu nie rośnie, ale nasze rachunki za prąd z roku na rok są coraz wyższe, bo rosną koszty systemu i to w bardzo szybkim tempie.
Porównajmy rok 2022 i typową fakturę Kowalskiego od Energa Obrót.
Jak widać w załączonej tabeli wzrosty opłat sięgają setek procent w zaledwie 4 lata. W tym czasie mieliśmy do czynienia z drastycznym wzrostem niestabilnych mocy w systemie i co również z tym związane wzrostu kosztów sieci i stabilizacji systemu.
Te koszty zostały przeniesione na odbiorców. Pozornie niektóre opłaty mogą wydawać się niewielkie jak np. opłata na OZE, ale w skali krajowego zużycia to już ponad 1,2 mld złotych!
Do tego dochodzi zmiana proporcji kosztów na fakturze. W 2022 roku cena samego prądu na rachunku stanowiła ponad 50% całości kosztów nie licząc podatku VAT. W 2026 roku jest to już tylko 44% kosztów przed podatkiem, a przy uwzględnieniu podatku koszt prądu stanowi jedynie 36% rachunku. Reszta to opłaty i podatki.
Prąd jest bardziej obciążony opłatami i podatkami niż paliwa na stacjach. To efekt tzw. transformacji energetycznej i wzrostu mocy niestabilnych (fotowoltaika i wiatraki) kosztem stabilnej energetyki węglowej w systemie.
Wzrost opłat o 600 czy 700% w 4 lata to skutek włączania OZE do systemu! Sama cena prądu nie rośnie, ale nasze rachunki za prąd z roku na rok są coraz wyższe, bo rosną koszty systemu i to w bardzo szybkim tempie. Porównajmy rok 2022 i typową fakturę Kowalskiego od Energa Obrót.… pic.twitter.com/xiIAbkeDb6
Największa gospodarka UE zabezpiecza sobie gaz na kolejne półtorej dekady. Niemcy podpisali z norweskim Equinorem 15-letnią umowę na dostawy norweskiego gazu. Kontrakt obejmuje dostawy około 2,8 mld m3 rocznie.
Jednocześnie Norwegia zamierza mimo nacisków Brukseli utrzymać wysokie wydobycie surowców w Arktyce przynajmniej do 2035 roku.
Norwegia dostarcza Niemcom ponad 40% ich zapotrzebowania na gaz. Jednocześnie Niemcy intensywnie rozbudowują flotę bloków gazowych w energetyce. 12 GW nowych mocy gazowych me wejść do systemu najpóźniej do 2031 roku.
Największa gospodarka UE zabezpiecza sobie gaz na kolejne półtorej dekady. Niemcy podpisali z norweskim Equinorem 15-letnią umowę na dostawy norweskiego gazu. Kontrakt obejmuje dostawy około 2,8 mld m3 rocznie.
Jednocześnie Norwegia zamierza mimo nacisków Brukseli utrzymać…
Ulotka Orlenu wystawiana na stacjach jest świetnym przykładem tego, jak sprzedaje się Polakom tzw. transformację energetyczną, która nie leży w ich interesie.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda imponująco. Widzimy miliardy złotych “dofinansowania” na wodór, offshore, inteligentne sieci, cyfryzację. Tylko że to toporna propaganda robiona nieco w stylu słynnych ostatnio spotu i raportu.
1️⃣ “9,38 mld zł dofinansowania” dla Energi? Tak naprawdę to pożyczka z KPO, którą trzeba będzie spłacić. Cały program GR33N eOPERATOR ma kosztować około 23,4 mld zł.
2️⃣ 762,5 mln zł dla EC Żerań. To również pożyczka, a nie bezzwrotna dotacja.
3️⃣ Baltic Power i 900 mln zł wsparcia i energia dla rzekomo 1,5 mln gospodarstw. Sama inwestycja kosztuje około 20 mld zł, 49% projektu należy do kanadyjskiego Northland Power, a turbiny dostarcza Vestas. Sam ORLEN szacuje, że udział polskich przedsiębiorstw w wartości projektu i to w całym okresie jego funkcjonowania wyniesie około 20%. Ile zatem z inwestycji wartej około 20 mld zł skorzysta polski przemysł łatwo policzyć. Do tego Baltic Power otrzymał 25-letni okres gwarancji ceny od państwa, czyli na nasz koszt. Tego na reklamowej ulotce oczywiście nie widać.
4️⃣ Hydrogen Eagle za 1,22 mld zł. Tutaj mamy bezzwrotne wsparcie. Za ponad miliard złotych ma powstać 182 MW instalacji produkujących około 14,5 tys. ton wodoru rocznie. Sama dotacja to 6,7 mln zł na 1 MW mocy, czyli 1,22 mld zł odpowiada 84 tys. zł dotacji na każdą tonę rocznej zdolności produkcyjnej wodoru. To pokazuje, jak kapitałochłonna i zależna od publicznego wsparcia jest ta technologia.
Po bliższym przyjrzeniu się ulotce mamy tak naprawdę dowód na bezsensowne trwonienie zasobów. Naprawdę nie ma się czym chwalić.
Propaganda sukcesu na Orlenie. Ulotka @GrupaORLEN wystawiana na stacjach jest świetnym przykładem tego, jak sprzedaje się Polakom tzw. transformację energetyczną, która nie leży w ich interesie.
Turbiny – Siemens Gamesa. Fundamenty – holenderski Sif. Morskie kable – luksembursko-greckie konsorcjum Jan De Nul Luxembourg–Hellenic Cables. Za znaczną część instalacji odpowiadają zagraniczni wykonawcy i specjalistyczne statki. Połowę projektów posiada norweski Equinor, który będzie uczestniczył w przyszłych przepływach finansowych z farm.
Czy za podobne pieniądze Polska nie mogłaby budować aktywów energetycznych, w których większa część CAPEX, know-how i przyszłych przepływów zostaje w kraju?
To pytanie warto postawić przy okazji gigantycznych nakładów na farmy wiatrowe na Bałtyku.
27 mld zł za farmy wiatrowe Bałtyk 2 i 3. 1,44 GW mocy. Prawie 19 mld zł za 1 GW.
Turbiny – Siemens Gamesa. Fundamenty – holenderski Sif. Morskie kable – luksembursko-greckie konsorcjum Jan De Nul Luxembourg–Hellenic Cables. Za znaczną część instalacji odpowiadają zagraniczni… pic.twitter.com/eCnVqZvbXZ
Tylko spomniane farmy Bałtyk 2 i 3 to 1,44 GW mocy i blisko 27 mld zł nakładów inwestycyjnych (bez kosztów finansowania). To prawie 19 mld zł za 1 GW. Baltica 2 ma kosztować około 30 mld zł przy 1,5 GW, a łącznie mamy zainstalować aż 18 GW. Mówimy tu więc o przykładach pojedynczych projektów pochłaniających dziesiątki miliardów złotych, które w dodatku nie gwarantują stabilnych dostaw energii, a znaczna część tych pieniędzy trafi do zagranicznego przemysłu.
Nie jest to zarzut wobec zagranicznych firm, że zarabiają, bo do tego zostały stworzone. Ale z punktu widzenia Polski to skrajnie niekorzystny sposób wydawania dziesiątek miliardów złotych na energetykę. Zwłaszcza że odbiorca energii nie dostaje w zamian taniego prądu i pewności dostaw.
Offshore otrzymuje wieloletni kontrakt różnicowy, który stabilizuje przychody inwestora. W ostatnich aukcjach ceny wyniosły 477–492 zł/MWh, czyli mniej więcej 112-116 euro/MWh, i będą indeksowane o inflację. Dla porównania w najnowszych duńskich aukcjach offshore zwycięskie ceny wyniosły około 67–73 euro/MWh.
Oczywiście nie są to projekty identyczne. Polska ponosi większe koszty części infrastruktury wyprowadzenia mocy, warunki techniczne i finansowe się różnią, a dojrzały duński rynek ma przewagi, których Polska nie posiada. Tyle że analiza głębokości, odległości od brzegu, fundamentów i infrastruktury nie pokazuje różnicy, która w oczywisty sposób tłumaczyłaby tak dużą rozbieżność cenową.
Dlatego pytanie jakie należy tu postawić to, co Polska otrzymuje za każde 20–30 mld zł wydane na taką energetykę? Czy powstaje technologia, którą kontrolujemy? Ile wartości zamówień pozostaje w polskim przemyśle? Ile przez następne 25–30 lat na to wydamy? I ile będzie kosztowała energia dla polskiej gospodarki? Co z koszami zabezpieczenia infrastruktury na wypadek sabotażu lub wojny?
Transformacja energetyczna to największy program wydatkowy w historii III RP. Jeżeli mamy wydać na nią biliony złotych, jej celem nie może być wyłącznie osiągnięcie określonego udziału OZE. Powinna budować polski majątek produkcyjny, kompetencje technologiczne, bezpieczeństwo energetyczne i przewagę konkurencyjną, a tak nie jest.
Między wydaniem 30 mld zł a zainwestowaniem 30 mld zł w rozwój istnieje zasadnicza różnica.
Dania właśnie przeprowadziła ciekawy eksperyment pokazujący, ile w praktyce warte są opowieści o rynkowej konkurencyjności morskiej energetyki wiatrowej.
W 2024 roku Duńczycy wystawili do przetargu projekty offshore bez państwowego mechanizmu gwarancji przychodów. Nie zgłosił się ani jeden inwestor.
Po tej porażce zmieniono zasady. Państwo zaoferowało 20-letnie kontrakty różnicowe, które gwarantują inwestorowi określone przychody. Inwestorzy natychmiast wrócili. Właśnie rozstrzygnięto aukcje na dwie farmy o łącznej mocy 1,8 GW. Zwycięskie ceny wyniosły 67,42 i 72,50 euro/MWh.
W takich warunkach energia z offshore jest już “konkurencyjna” jak ryzyko inwestycji bierze na siebie państwo, czyli konsumenci.
I teraz pytanie, dlaczego polski konsument ma gwarantować offshore około 115 euro/MWh, skoro w Danii inwestorzy są właśnie gotowi budować przy CfD na poziomie 67–73 euro/MWh i to przy krótszym o 5 lat okresie gwarancji?
Dania właśnie przeprowadziła ciekawy eksperyment pokazujący, ile w praktyce warte są opowieści o rynkowej konkurencyjności morskiej energetyki wiatrowej.
W 2024 roku Duńczycy wystawili do przetargu projekty offshore bez państwowego mechanizmu gwarancji przychodów. Nie zgłosił… pic.twitter.com/FY4rHncbwm
Chiny importują ponad 70% zużywanej ropy, około 40% gazu, ale tylko około 10% węgla. Dlatego przez ostatnie dekady budowały strategię polegającą na uznaniu węgla jako fundamentu bezpieczeństwa energetycznego.
Jednocześnie dominują w rozwoju OZE, (którego 40% produkcji pochodzi z elektrowni wodnych), elektryfikacji transportu i własnego wydobycia węgla, metali ziem rzadkich, know-how dla energetyki, produkcji komponentów i kontroli łańcuchów dostaw. To zupełnie inna strategia niż przyjęła UE, która odwraca się od tych zasobów, które posiada i przestawia się na jeszcze większe uzależnienie od importu.
Chiny importują ponad 70% zużywanej ropy, około 40% gazu, ale tylko około 10% węgla. Dlatego przez ostatnie dekady budowały strategię polegającą na uznaniu węgla jako fundamentu bezpieczeństwa energetycznego. Jednocześnie dominują w rozwoju OZE, (którego 40% produkcji pochodzi z… pic.twitter.com/kP0OsCea0X
Tam gdzie Chiny są zależne od importu gromadzą ogromne rezerwy i rozwijają produkcję zamienników (np. paliwa syntetyczne z węgla). Chińskie zapasy ropy to ponad 1 mld baryłek, czyli potencjalnie ponad 100 dni pełnego zastąpienia importu. W tym segmencie chińska strategia już ograniczyła skalę importu ropy o 1 milion baryłek dziennie dzięki elektryfikacji transportu, a redukcja o dalsze 4 miliony ma nastąpić do 2035 roku.
Stawianie zatem znaku równości dla strategii Chin i UE nie ma potwierdzenia w faktach, a tego typu bałamutne tezy pokazują skalę niezrozumienia chińskiego modelu transformacji energetycznej.
Chiny dążą do całkowitej samowystarczalności energetycznej, która pozwoli im uzyskać odporność na wypadek globalnego konfliktu i wzmocni w rywalizacji z innymi potęgami.
Minister gospodarki Niemiec Katherina Reiche mówi o “zmianie paradygmatu”. OZE mają przejąć większą odpowiedzialność “systemową i finansową”, a dalszy rozwój ma być oceniany także pod kątem kosztu całego systemu, a nie tylko produkcji energii. – Warto to podkreślić, bo u nas próbuje się nie zauważać rosnących przez niestabilne OZE kosztów systemowych.
🇩🇪Niemcy chcą ograniczyć wsparcie do OZE!
Minister gospodarki Niemiec Katherina Reiche mówi o "zmianie paradygmatu". OZE mają przejąć większą odpowiedzialność "systemową i finansową", a dalszy rozwój ma być oceniany także pod kątem kosztu całego systemu, a nie tylko produkcji… pic.twitter.com/tSQyZ0YhZ5
Rzad w Berlinie przyjął już dwa projekty ustaw, w których przewiduje: – koniec taryf gwarantowanych dla nowych instalacji wiatrowych, PV i biomasowych i stopniowe przechodzenie wszystkich nowych instalacji do sprzedaży bezpośredniej na rynku, – dalsze wsparcie inwestycji poprzez dwustronne kontrakty różnicowe, ale przy wysokich cenach nadwyżka ma wracać do systemu i obniżać koszt wsparcia, – w regionach, gdzie sieć nie jest w stanie przyjąć kolejnej produkcji z PV lub wiatru, nowe instalacje mają tracić prawo do rekompensaty za przymusowe ograniczenie produkcji, – rozwój OZE ma być lokalizowany pod możliwości sieci, zamiast budowania źródeł bez względu na zdolność odebrania ich produkcji, – sieci mają być projektowane bardziej pod typowy profil produkcji, a nie pod sporadyczne maksymalne szczyty, co ma ograniczyć przewymiarowanie inwestycji.
Dziś koszt samego redispatchingu to w Niemczech ponad 3 mld euro.
W tym roku niemiecki rząd przeznacza rekordowe 29,5 mld euro na subsydiowanie cen energii elektrycznej. Sam system wsparcia OZE wymaga około 16 mld euro, a kolejnych 6,5 mld euro państwo dopłaca do sieci, żeby ograniczyć opłaty ponoszone przez odbiorców.
Pan minister [Miłosz Motyka] raczył odnieść się do mojej polemiki, więc wypada, abym znów sprostował jego twierdzenia.
Ad 1. Tu w zasadzie potwierdza pan to, co napisałem.
Ad 2. Nieprzewidziane zdarzenia, jakie pan opisał, to jedno. Ja nawiązuje do permanentnego niedowładu systemu, który budujecie. Przerost mocy niestabilnych i brak odpowiednich mocy stabilnych w systemie pozwalają w przybliżeniu oszacować, że w tak gorące dni, a szczególnie podczas zimowego szczytu czy dunkelflaute, może nastąpić blackout. I tego dotyczy mój zarzut, a nie losowych zdarzeń.
Ad 3. Problem nie zniknie ani w dzień, ani w nocy. Praca fotowoltaiki nie rozwiązuje tego problemu, a jedynie odsuwa go na pozostałą część doby. Problem zniknie, kiedy spadnie deszcz, a w ogóle by nie powstał, gdyby nie blokowanie budowy nowoczesnych bloków węglowych z zamkniętym systemem chłodzenia i stopni wodnych tam, gdzie trzeba. PV i wiatraki zawodzą permanentnie, bo taka jest ich natura. Teraz, kiedy to piszę, fotowoltaika daje okrągłe 0 energii, a wiatraki łącznie 0,9 GW. Wszystko opiera się na elektrowniach konwencjonalnych oraz imporcie.
Pan minister raczył odnieść się do mojej polemiki, więc wypada, abym znów sprostował jego twierdzenia.
Ad 1. Tu w zasadzie potwierdza pan to, co napisałem.
Ad 2. Nieprzewidziane zdarzenia, jakie pan opisał, to jedno. Ja nawiązuje do permanentnego niedowładu systemu, który… https://t.co/Mhx11fO1T0
Docelowy miks z KPEiK to OZE i atom, czyli jak na Węgrzech, choć bliższy będzie tu system brytyjski, przed czym od kilku lat przestrzegam. W jednym i drugim przypadku wychodzi drogo, bo zarówno Węgry, jak i Wielka Brytania mają bardzo wysokie ceny energii, a oba kraje mają problemy z bilansowaniem swoich opartych o OZE i atom systemów. Wspomniane przez pana morskie wiatraki niewiele zmieniają, bo podobnie jak PV są źródłem zależnym od pogody.
Co do elektrowni jądrowej na Pomorzu, to doskonale rozumiem, że nie zabraknie jej wody, w przeciwieństwie do węgierskiej elektrowni Paks, ale mówimy o generacji energii z tej elektrowni na poziomie około 10–12% polskiego zapotrzebowania w 2040 roku. To niczego nie rozwiązuje.
Wreszcie bloki gazowe i magazyny energii. Dziś gaz jest nie tylko drogim źródłem energii, ale zwiększanie zależności od tego paliwa osłabia również naszą odporność na zawirowania geopolityczne. To ślepa uliczka. Magazyny energii, mam na myśli magazyny bateryjne, to również ślepa uliczka. Aby zabezpieczyć się na długie okresy bez generacji ze źródeł pogodozależnych, potrzebowalibyśmy ich 10–15 razy więcej, niż określono w KPEiK. Kosztowo jest to nie do zrealizowania. Podobnie jak magazynowanie energii w wodorze, której konwersja generuje straty energii na poziomie 75%. To w żaden sposób nie spina się ekonomicznie, nie wspominając nawet o barierach technologicznych.
Spójrzmy realistycznie na system energetyczny. Dziś jeszcze się broni, bo mamy duże moce dyspozycyjne w węglu, z czego część ma zamknięty system chłodzenia odporny na suszę. Jednak za kilka lat nadmiar źródeł niestabilnych w systemie spowoduje wzrost kosztów rynku mocy, a przy odstawianiu źródeł węglowych wzrośnie ryzyko blackoutu.
To wszystko dzieje się w czasie, kiedy rewolucja przemysłowa 4.0 wchodzi w decydującą fazę, a zapotrzebowanie na energię elektryczną szybko rośnie. Zamiast stabilnego, wydajnego i taniego systemu energetycznego, budujemy system drogi, skomplikowany, nieefektywny i wrażliwy na sytuację międzynarodową.
Skończy się to jeszcze wyższymi cenami energii i stagnacją gospodarczą. Przez wysokie ceny energii świat nam — i całej Unii Europejskiej — odjedzie.
1️⃣ “Część elektrowni ograniczyła swoje prace, natomiast nie ma to żadnego wpływu na bezpieczeństwo energetyczne”. Jeśli nie ma to żadnego wpływu, to czemu PSE ogłosiło przywołanie mocy, a rezerwa mocy miała być trzykrotnie mniejsza niż wymagana?
2️⃣ “Blackout jest zjawiskiem nieprzewidywalnym.” System, który jest w Polsce od blisko 10 lat budowany jest coraz bardziej podatny na blackout i można go w przybliżeniu przewidzieć, a na pewno oszacować ryzyko jego wystąpienia. Im mniej stabilnych mocy, tym większe ryzyko blackoutu.
3️⃣ 3. “W takich momentach jak dzisiaj fotowoltaika, OZE bardzo mocno pomagają systemowi – to czego ewidentnie brakuje państwom takim jak Serbie czy Węgry.” – Przywołanie mocy było na godziny wieczornego szczytu, kiedy fotowoltaika przestaje produkować energię. Niczemu więc nie pomaga. Swoje za to robią stabilne jednostki wytwórcze, szczególnie te nowoczesne, które mają zamknięty obieg chłodzenia jak Kozienice B11, Jaworzno III, Turów, Opole… Inwestycje w tego typu bloki zostały zablokowane (np. Ostrołęka C), a dziś bardzo by się przydały. – Miks energetyczny Węgier to docelowy miks jaki ma mieć Polska i wynika to z KPEiK, który niedawno minister Miłosz Motyka przedstawiał. Węgry oparły się na wspomnianej fotowoltaice i atomie. Dziś to zawiodło, choć PV i wiatraki to ponad połowa zainstalowanych na Węgrzech mocy wytwórczych, a jedna el. jądrowa zwykle produkuje aż 40% energii elektrycznej tego kraju.
4️⃣ “Po to mamy także rynek mocy, wezwania na tym rynku (…). To jest opłata za bezpieczeństwo.” Rynek mocy to opłata, której koszt w tym roku ma wynieść blisko 10 mld złotych. Jej istnienie wynika głównie z konieczności zapewnienia mocy kiedy OZE nie pracują. To koszt OZE, który rośnie wraz ze zwiększaniem udziału OZE w miksei energetycznym.
Niski stan wody w rzekach to zjawisko często często spotykane. Np. w lipcu Francja z tego powodu wyłączyła lub ograniczyła produkcję energii w ponad 1/4 swoich reaktrów jędrowych! Energetyka dobrze sobie z tym zjawiskiem radzi o ile mówimy o jej racjonalnym rozwoju, a więc budowie bloków z zamkniętym systemem chłodzenia, budową stopni wodnych przy starszych jednostkach i dalszej rozbudowie mocy stabilnych wraz ze wzrostem zapotrzebowania na prąd. Tego jednak w Polsce nie ma. Jest za to wielki eksperyment oparty na ideologicznych założeniach, którego skutkiem będą nie tylko wysokie ceny energii i stagnacja gospodarcza, ale też prędzej czy później blackout.
Jednak krótka wypowiedź ministra @motykamilosz, a tyle rzeczy do prostowania:
1. "Część elektrowni ograniczyła swoje prace, natomiast nie ma to żadnego wpływu na bezpieczeństwo energetyczne". Jeśli nie ma to żadnego wpływu, to czemu PSE ogłosiło przywołanie mocy, a rezerwa mocy… pic.twitter.com/IafmvH7mG7
– ponad 1 mln utraconych miejsc pracy w przemyśle od 2019 roku, – 143 tys. utraconych miejsc pracy w niemieckim przemyśle tylko w 2025 roku, – prąd w Europie kosztuje 2–3 razy więcej niż w USA, – ceny gazu w Europie wyższe o 50% względem okresu sprzed wojny, – ceny energii elektrycznej wyższe o 38% względem okresu sprzed wojny, – gaz kosztuje 4–5 razy więcej niż w USA, – ponad 50% mocy produkcyjnych aluminium pierwotnego wyłączonych od 2021 roku, – 20 zamkniętych hut aluminium, cynku i krzemu od 2020 roku, – BMW zamierza ograniczyć zatrudnienie w Niemczech o 8 tys. osób, – Audi zapowiedziało redukcję do 7,5 tys. stanowisk do 2029 roku; – Porsche planuje likwidację około 5 tys. kolejnych etatów, ponad wcześniejsze redukcje, – Volkswagen rozważa restrukturyzację obejmującą nawet 100 tys. miejsc pracy i cztery zakłady.
Garść danych z frontu walki 🇪🇺ze zmianami klimatu:
– ponad 1 mln utraconych miejsc pracy w przemyśle od 2019 roku, – 143 tys. utraconych miejsc pracy w niemieckim przemyśle tylko w 2025 roku, – prąd w Europie kosztuje 2–3 razy więcej niż w USA, – ceny gazu w Europie wyższe o 50%…
Skomentuj