Donald Tusk podczas wczorajszego szczytu V4 bohatersko zapowiedział, że ,,nie pozwoli na pomysły, które skutkowałyby droższą energią” i wymienia tutaj chociażby ETS1 oraz ETS2. Problem w tym, że to prawo od lat działa, wpływa drastycznie na wysokość cen energii i zostało wprowadzone przez unijny establishment, do którego Tusk należy.
Donald Tusk podczas wczorajszego szczytu V4 bohatersko zapowiedział, że ,,nie pozwoli na pomysły, które skutkowałyby droższą energią" i wymienia tutaj chociażby ETS1 oraz ETS2. Problem w tym, że to prawo od lat działa, wpływa drastycznie na wysokość cen energii i zostało… pic.twitter.com/Trqxtu0Kb3
Panie premierze, ETS1 obowiązuje od ponad 20 lat i jest rozszerzany, a ETS2 został przyjęty i wejdzie w życie w 2028 roku. Od pana tuptania na konferencji w Bratysławie ceny Polakom nie spadną, a najwyraźniej nie do końca Pan wie, o czy mówi.
ECFR przeprowadziło w sześciu dużych państwach europejskich, w tym Polsce, badanie dot. oceny sytuacji Europy na przestrzeni ostatnich 5 lat. Średnio aż 68% ankietowanych mówi o „pogorszeniu się i utracie normalności”, a jedynie 12% „dostrzega szansę w kryzysach, z jakimi zmaga się kontynent” lub wierzy w „europejskie przebudzenie lub odnowę”.
To wyniki miażdżące dla rządzących Europą – tym bardziej, że mówimy tu o badaniu zrobionym przez bardzo prounijną, establishmentową organizację, na dużej próbie ok. 6 tysięcy respondentów. Tradycyjne zaklęcia brukselskiej kasty o „Europie, która buduje się poprzez kryzysy” przestają działać, gdy normalni ludzie każdego dnia widzą w swoich portfelach i na ulicach kolejne problemy, których nie musiałoby być, gdyby rządzili nami ludzie kompetentni i odpowiedzialni. Gdy widzą narastające zagrożenia dla własnego dobrobytu, bezpieczeństwa, swobody wypowiadania oczywistych prawd, możliwości spokojnego utrzymania się z owoców własnej pracy i życia wśród swoich.
Europejczycy mają coraz bardziej dość, chcą powrotu do normalności!
ECFR przeprowadziło w sześciu dużych państwach europejskich, w tym Polsce, badanie dot. oceny sytuacji Europy na przestrzeni ostatnich 5 lat. Średnio aż 68% ankietowanych mówi o „pogorszeniu się i utracie… pic.twitter.com/dlJE9hkeTF
Badanie przeprowadzono w trzech największych krajach UE – Niemczech, Francji, Włoszech – a także Polsce, Holandii i Wielkiej Brytanii. Wniosek jest jasny i mocny – rządzący Europą nie umieją sformułować sensownej pozytywnej wizji dla swoich obywateli. Autorzy przestrzegają: „Europejczycy, którzy tracą zaufanie do UE, mogą domagać się „mniej Europy”, a nawet wystąpienia swojego kraju ze Wspólnoty. Integracja europejska zawsze opierała się na obietnicy skierowanej ku przyszłości: idea „coraz ściślejszej unii” wymaga od ludzi wiary zarówno w to, czym Europa jest obecnie, jak i w to, czym może się stać”.
Europejczycy coraz bardziej krytycznie ocenią obecny stan Europy. Widzimy to w tym i innych badaniach, a przede wszystkim w kolejnych wyborach. Nie mają też żadnego powodu, by wierzyć, że przyszłość ich, ich bliskich i ich narodów będzie dobra, jeśli nie zmieni się władza. Czy ci sami ludzie, którzy od dekad niszczą Europą, zalewają ją milionami imigrantów, pozwalają na niszczenie naszego przemysłu, zamykają elektrownie atomowe, wprowadzają szkodliwe regulacje, walczą z naszą tożsamością i narzucają w jej miejsce rozmaite fanaberie, mogą ją naprawić? Czy ktoś może wierzyć, że pani von der Leyen, premier Tusk, minister Sikorski i cała reszta tej ferajny, wesołej drużyny Angeli Merkel, może cokolwiek naprawić, a nie jedynie utrzymywać pozory i straszyć konkurentami?
Jeśli nie zmienimy polityków, nie zmieni się też polityka. Dlatego tak ważne będą przyszłoroczne wybory we Francji, Polsce, Włoszech i Hiszpanii. Europejczycy potrzebują prawdziwego narodowego przywództwa i większej suwerenności, a nie miernych aparatczyków, specjalistów od PR-owego robienia ludziom wody z mózgu i dalszej centralizacji. Nasza przyszłość może być dobra, ale musimy o nią zawalczyć!
Anna Bryłka: Najpierw państwo zachęcało Polaków do wymiany pieców i przechodzenia na pellet. Były dopłaty, programy, reklamy i zapewnienia, że to rozsądna i ekonomiczna alternatywa dla innych źródeł ogrzewania.
W Polsce funkcjonuje już około 450 tysięcy gospodarstw domowych korzystających z kotłów na pellet i drewno. Tylko w 2025 roku około 77% wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła w programie „Czyste Powietrze” dotyczyło kotłów na pellet i drewno.
Podaż nie nadąża za popytem! Cena certyfikowanego pelletu A1 dochodziła w sierpniu nawet do 2500 zł za tonę. I tutaj pojawia się pytanie: kto odpowiada za to, że tysiące Polaków zainwestowały w ogrzewanie, które miało być tanią alternatywą, a dziś muszą płacić coraz więcej? To jest właśnie problem bezmyślnej polityki energetycznej. I oczywiście rachunek ostatecznie płaci zwykły Polak. UOKiK w swojej kontroli nie stwierdził, że istnieje zmowa przedsiębiorców. Problemem jest przede wszystkim niedostosowanie podaży pelletu do rosnącego popytu.
Tak nie powinna wyglądać polityka energetyczna państwa. Polacy potrzebują taniego, stabilnego i przewidywalnego ogrzewania, a nie kolejnych eksperymentów, za które rachunek wystawia się rodzinom.
Anna Bryłka: Ponad 650 mln zł wartości kaucji za opakowania nie wróciło do klientów, a w pierwszych miesiącach działania systemu konsumenci nie odzyskali ponad 70% wpłaconych pieniędzy. To pokazuje porażkę całego systemu.
Zwykli Polacy płacą dodatkowe pieniądze przy zakupach, ale odzyskanie własnej kaucji często okazuje się problemem. Nie każdy ma po drodze punkt zwrotu, automaty bywają niedostępne lub niesprawne, przez co część opakowań nigdy nie wraca do systemu. Efekt? Setki milionów złotych pozostają poza kieszeniami obywateli, a Polacy podwójnie płacą za śmieci.
To porażka Hennig-Kloski. To system, w którym ryzyko i koszty ponoszą konsumenci. Jeśli ponad 70% pieniędzy z kaucji nie wraca do ludzi, trudno mówić o sprawnym systemie.
Premier nie dał szansy Polakom wypowiedzieć się w sprawie polityki klimatycznej. Ani w 2019 roku, ani w 2020 roku, ani w 2021 roku, kiedy rząd premiera Morawieckiego na forum Rady Unii Europejskiej poparł w czerwcu 2021 roku Europejskie Prawo o Klimacie, czyli między innymi zatwierdzenie celów klimatycznych na rok 2050, na rok 2030, czyli pakiet Fit for 55. Dlaczego wtedy nie było pytania od premiera Morawieckiego do Polaków, czy akceptują taką politykę klimatyczną? Dzisiaj premier Morawiecki mówi, że blokował politykę klimatyczną.
Poseł do PE, @annabrylka: Rząd PiS-u od początku popierał politykę klimatyczną, później zaczął ją blokować. Dziś UE nadal ją realizuje i zaostrza! pic.twitter.com/VoIguC7JgP
To kłamstwo! Rząd PiS-u popierał od początku politykę klimatyczną, dopiero później zaczął ją blokować. Natomiast jest ona dalej konsekwentnie realizowana i zaostrzana przez Unię Europejską.
Największą hipokryzją #PiS i @MorawieckiM jest próba przekonania Polaków, że nie mają nic wspólnego z Europejskim Zielonym Ładem. Fakty są inne.
To rząd Mateusza Morawieckiego poparł Europejskie Prawo Klimatyczne w czerwcu 2021, które wpisało do prawa UE cel osiągnięcia… https://t.co/xFxmQW9M0m
Zarówno Mateusz Morawiecki, jak i Jarosław Kaczyński nie mają żadnego moralnego prawa pouczać kogokolwiek w sprawach suwerenności.
To ich rząd zgodził się na KPO z mechanizmem „kamieni milowych”, oddając Komisji Europejskiej realny instrument nacisku na Polskę. Za obiecane miliardy euro zaakceptowano sytuację, w której Bruksela uzyskała wpływ na polskie sądownictwo, energetykę, rynek pracy i kolejne obszary polityki państwa. I sprzedano to w Polsce jako sukces, także w TVP Jacka Kurskiego!
Zarówno @MorawieckiM , jak i @OficjalnyJK nie mają żadnego moralnego prawa pouczać kogokolwiek w sprawach suwerenności. To ich rząd zgodził się na KPO z mechanizmem „kamieni milowych”, oddając Komisji Europejskiej realny instrument nacisku na Polskę. Za obiecane miliardy euro… pic.twitter.com/HlmiWNSutN
To za rządów Morawieckiego i PiS-u Polska poparła unijne rozwiązania prowadzące do nowych obciążeń klimatycznych i fiskalnych, w tym rozszerzania systemu ETS oraz kolejnych danin wynikających z polityki klimatycznej UE. To ich rządy bez sprzeciwu zgadzały się na przekazywanie kolejnych kompetencji do Brukseli, jednocześnie opowiadając w kraju bajki o „twardej obronie suwerenności”.
To również za rządów PiS padły rekordy w wydawaniu zezwoleń pierwszych zezwoleń pobytowych dla cudzoziemców, Polska wydawała ich najwięcej w całej UE! Dziś ci sami politycy próbują przedstawiać się jako przeciwnicy masowej migracji, choć ich własna polityka doprowadziła do bezprecedensowej skali napływu obcokrajowców do Polski.
Morawiecki i PiS nie zatrzymali federalizacji Unii Europejskiej – przeciwnie, w wielu kluczowych momentach ją współtworzyli zgadzając się na wspólny dług i unijne podatki. Dzisiaj próbują przepisać historię i udawać, że nie ponoszą odpowiedzialności za KPO, kamienie milowe, rosnące koszty polityki klimatycznej i kolejne ustępstwa wobec Brukseli. Polacy pamiętają, kto składał podpisy i kto ponosi za nie polityczną odpowiedzialność.
Obie strony mają rację – obie źle przysłużyły się Polsce!
Gdy premier Donald Tusk regularnie straszy obywateli rychłym wybuchem konfliktu zbrojnego, podległy mu resort obrony w tajemnicy przekazał Ukrainie strategiczne i kluczowe dla obrony polskiego nieba pociski do baterii Patriot.
Anna Bryłka w najnowszym programie MerytoBryłka punktuje hipokryzję oraz uległość klasy politycznej, domagając się postawienia winnych przed Trybunałem Stanu.
Tajna donacja kosztem polskiego bezpieczeństwa
Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki interwencji wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka, który nagłośnił, że rząd w tajemnicy przed parlamentem wysłał na Ukrainę rakiety zdolne do zwalczania rosyjskich pocisków balistycznych Iskander.
Informacje te pośrednio potwierdził prezydencki minister Marcin Przydacz oraz sam szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, który zamiast jednoznacznego zdementowania plotek, zapowiedział ujawnienie pełnej listy dotychczasowych donacji
Przekazanie tak cennego i deficytowego uzbrojenia budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza w kontekście zgromadzonego w obwodzie królewieckim rosyjskiego arsenału.
Polska obrona przeciwlotnicza od lat boryka się z brakami, a oddawanie strategicznych zapasów rakiet, których produkcja na świecie jest ściśle ograniczona, bezpośrednio uderza w suwerenne zdolności obronne kraju.
Miesiące dezinformacji i kłamstw resortu obrony
Anna Bryłka zwraca uwagę na rażący brak transparentności i wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Jeszcze pod koniec marca Ministerstwo Obrony Narodowej zapewniało w oficjalnych komunikatach, że nie planuje przemieszczania baterii Patriot ani ich wyposażenia.
Kłamstwo wyszło na jaw m.in. przez przypadek, gdy ukraiński minister Michajło Fedorow publicznie podziękował Polsce za dostarczenie rakiet.
Pytany o tę sytuację wicepremier Kosiniak-Kamysz kluczył w wypowiedziach, zasłaniając się skomplikowanymi programami finansowania uzbrojenia i unikając bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, czy pociski fizycznie opuściły Polskę.
Co gorsza, o szczegółach tych działań nie był w pełni informowany nawet Prezydent RP, co doprowadziło do kolejnego kryzysu na linii rząd-Pałac Prezydencki tuż przed szczytem NATO.
Polityczny teatr i polityka sług narodu
Obecne przerzucanie się odpowiedzialnością pomiędzy Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością to cyniczny teatr. Choć obecny rząd próbuje usprawiedliwiać swoje działania faktem, że to ekipa Mateusza Morawieckiego w latach 2022–2023 oddała lwią część polskiego uzbrojenia, obie te formacje realizowały skrajnie nieasertywną politykę.
Anna Bryłka przypomina słowa Jarosława Kaczyńskiego z listu do członków PiS, w którym prezes pisał, że Polska „nie chciała niczego w zamian”, co autorka podsumowuje wprost: zrobiono z nas „pierwszych frajerów w Europie”.
Działania te są szczególnie jaskrawe w zestawieniu z cyniczną strategią Donalda Tuska, który od lat instrumentalnie wykorzystuje strach przed wojną do celów czysto wyborczych.
Społeczeństwo jest zastraszane rychłym atakiem ze strony Rosji, podczas gdy realne działania rządu polegają na rozbrajaniu własnego państwa. Takie postępowanie wyczerpuje znamiona art. 129 Kodeksu Karnego (działanie na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej), a ministrowie tacy jak Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Mariusz Błaszczak powinni odpowiedzieć za to przed Trybunałem Stanu.
Dyplomatyczne upodlenie i kult zbrodniarzy na Ukrainie
Kolejnym filarem krytyki jest całkowita bierność polskiej dyplomacji wobec rosnącego kultu OUN-UPA i Stepana Bandery na Ukrainie. Władze w Kijowie, z Wołodymyrem Zełenskim na czele, bezczelnie eskalują sytuację, nadając jednostkom wojskowym imiona zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójstwo na Wołyniu. Polscy politycy, tacy jak minister Radosław Sikorski, w rażący sposób unikają stawiania twardych warunków brzegowych w relacjach z Kijowem, co autorka nazywa wprost „upodleniem polskiej władzy”.
Choć w Parlamencie Europejskim środowiska prawicowe (w tym grupa Patrioci dla Europy) starały się przeforsować rezolucje i poprawki jednoznacznie potępiające gloryfikację banderyzmu, projekty te są regularnie blokowane przez większe europarlamentarne frakcje.
Wnioski
Polska pomoc dla Ukrainy przekroczyła granice zdrowego rozsądku i zaczęła bezpośrednio zagrażać bezpieczeństwu obywateli RP.
Konfederacja domaga się natychmiastowego ukrócenia procederu tajnego oddawania broni – każda taka decyzja rządu powinna bezwzględnie wymagać zgody i autoryzacji ze strony Sejmu.
Wczoraj w Parlamencie Europejskim odbyło się ważne głosowanie ws. ustanowienia cyfrowego euro i rozpoczęcia negocjacji międzyinstytucjonalnych w tej sprawie.
Cyfrowe euro byłoby elektroniczną formą pieniądza banku centralnego, emitowaną i wspieraną przez Europejski Bank Centralny. Komisja wskazuje, że ma to na celu uzupełnienie gotówki i usług bankowych, a nie ich zastąpienie, ale jej prawdziwą intencją jest przyzwyczajenie społeczeństwa do transakcji bezgotówkowych, a później zupełna likwidacja obrotu gotówkowego.
Grupa Patrioci dla Europy zgłosiła sprzeciw wobec mandatu do rozpoczęcia negocjacji międzyinstytucjonalnych w sprawie cyfrowego euro, ponieważ nie zapewnia on właściwej równowagi między wzmacnianiem strategicznej autonomii Europy a ochroną innowacji, konkurencji i bezpieczeństwa na europejskim rynku płatności.
Po pierwsze, projekt Parlamentu zwalniałby niezidentyfikowanych ubiegających się o azyl ze standardowych wymogów identyfikacji klienta, podczas gdy praworządni obywatele Europy muszą przestrzegać rygorystycznych zasad identyfikacji. Jest to wyraźna i absurdalna dyskryminacja obywateli europejskich, którzy przestrzegają prawa.
Po drugie, oddzielenie funkcji offline i online cyfrowego euro zmniejszyłoby zależność Europy od pozaeuropejskich dostawców usług płatniczych, a jednocześnie pozwoliłoby europejskim prywatnym rozwiązaniom płatniczym na innowacje i rozwój. EPP wspólnie z grupami lewicowymi to zablokowała.
Najbardziej intensywne negocjacje spodziewane są tej jesieni, a ostateczne zatwierdzenie spodziewane jest do końca roku.
Oczekuje się, że cyfrowe euro będzie dostępne dla płatności detalicznych od 2029 r. po programie pilotażowym, który ma się rozpocząć w 2027 r.
Wczoraj w Parlamencie Europejskim odbyło się ważne głosowanie ws. ustanowienia cyfrowego euro i rozpoczęcia negocjacji międzyinstytucjonalnych w tej sprawie.
Cyfrowe euro byłoby elektroniczną formą pieniądza banku centralnego, emitowaną i wspieraną przez Europejski Bank… https://t.co/MjHf9dYXD9
Anna Bryłka: Parlament Europejski przyjął tryb pilny procedowania tzw. chat control – aby jak najszybciej uderzyć w prawo do prywatności milionów Europejczyków!
Opamiętajcie się posłowie PiS, KO, PSL, Lewicy i nie popierajcie tej euroinwigilacji!
Jesteśmy dziś na granicy polsko-białoruskiej, gdzie oglądamy zaporę skutecznie ograniczającą nielegalną migrację.
Silna ochrona granic to niezbędny element bezpieczeństwa państwa. Europa potrzebuje skutecznych działań, a nie polityki, która prowadzi do utraty kontroli nad migracją.
🇵🇱🇫🇷 Jesteśmy dziś na granicy polsko-białoruskiej, gdzie oglądamy zaporę skutecznie ograniczającą nielegalną migrację.
Silna ochrona granic to niezbędny element bezpieczeństwa państwa. Europa potrzebuje skutecznych działań, a nie polityki, która prowadzi do utraty kontroli nad… pic.twitter.com/zDkNGvEyao
Michał Wawer – wiceprzewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Zapora na granicy z Białorusią spełniła swoje zadanie – znacząco utrudniła nielegalne przekraczanie granicy i ograniczyła presję migracyjną na tym odcinku.
🇵🇱 Zapora na granicy z Białorusią spełniła swoje zadanie – znacząco utrudniła nielegalne przekraczanie granicy i ograniczyła presję migracyjną na tym odcinku.
Nie oznacza to jednak końca problemu. Organizatorzy nielegalnej migracji próbują omijać zabezpieczenia, kierując… pic.twitter.com/vxMndEwWMb
Nie oznacza to jednak końca problemu. Organizatorzy nielegalnej migracji próbują omijać zabezpieczenia, kierując migrantów przez Litwę i Łotwę. Straż Graniczna regularnie zatrzymuje kurierów i organizatorów tego procederu, co pokazuje, że presja migracyjna wciąż jest realnym problemem.
Bezpieczna granica to bezpieczna Polska.
Anna Bryłka – poseł do Parlamentu Europejskiego
Polska nadal jest celem nielegalnej migracji. Zapora na granicy z Białorusią ograniczyła możliwość przejścia na polską stronę, dlatego szlak został przeniesiony przez Litwę i Łotwę.
Od początku 2026 r. Straż Graniczna przekazała Litwie ponad 550 migrantów i zatrzymała blisko 60 kurierów oraz organizatorów przerzutu ludzi. Migranci trafiają z Białorusi na Litwę, a stamtąd próbują dostać się do Polski i dalej na Zachód.
Polska nadal jest celem nielegalnej migracji. Zapora na granicy z Białorusią ograniczyła możliwość przejścia na polską stronę, dlatego szlak został przeniesiony przez Litwę i Łotwę.
Od początku 2026 r. Straż Graniczna przekazała Litwie ponad 550 migrantów i zatrzymała blisko 60… pic.twitter.com/1L39JCyInK
Problem nie zniknął – zmieniła się tylko trasa. Polska wciąż znajduje się pod presją migracyjną, a obok przemytników coraz częściej pojawiają się środowiska i organizacje, które pod hasłami „pomocy humanitarnej” de facto ułatwiają funkcjonowanie nielegalnego szlaku migracyjnego.
Skomentuj