Grzegorz Płaczek, przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji
Nie chcę nikogo obrażać, ale trzeba jasno powiedzieć, że proukraiński przekaz rządu o tym, że Ukraińcy „przynoszą Polsce miliardy” i „podnoszą % PKB”, to manipulacja.
Sprawa jest prosta i żadne obściskiwanie się premiera polskiego rządu z prezydentem Ukrainy tego nie zmieni. Propagandowe „wyliczenia” opierają się na modelach makroekonomicznych, które często pokazują jedynie wpływy – podatki, konsumpcję, zatrudnienie – a nie pokazują realnych kosztów ponoszonych przez gminy, powiaty i województwa. Samorządy od lat w ogóle nie raportują osobno wydatków związanych z uchodźcami. Nie wiemy więc, ile tak naprawdę kosztuje Polaków dodatkowa klasa w szkole, więcej lekarzy w przychodni czy miejsca w żłobkach.
Bez tych danych mówienie o „zysku dla PKB” to zwykłe zafałszowanie rzeczywistości. Pokazuje się tylko jedną stronę bilansu, a druga – ta najtrudniejsza i najbardziej kosztowna – jest zamiatana pod dywan.
W rządowych proukraińskich przekazach kompletnie pomija się ogromne wydatki ponoszone przez samorządy i instytucje lokalne. A to właśnie tam wydawane są realne pieniądze z budżetów województw, powiatów i gmin – m.in. na:
➡️ edukację (dodatkowe klasy, nauczycieli wspomagających, podręczniki),
➡️ służbę zdrowia (świadczenia, szczepienia, obsługę w szpitalach i przychodniach),
➡️ transport publiczny i infrastrukturę,
➡️ miejsca w żłobkach, przedszkolach, dopłaty do mieszkań komunalnych, etc.
❌ Nie chcę nikogo obrażać, ale trzeba jasno powiedzieć, że proukraiński przekaz rządu o tym, że Ukraińcy „przynoszą Polsce miliardy” i „podnoszą % PKB”, to manipulacja.
— Grzegorz Płaczek (@placzekgrzegorz) August 27, 2025
Sprawa jest prosta i żadne obściskiwanie się premiera polskiego rządu z prezydentem Ukrainy tego nie zmieni.… pic.twitter.com/n9GHxaulFh
Marszałkowie województw dysponują funduszami regionalnymi, które w dużym stopniu są obciążane wydatkami na rzecz obywateli Ukrainy. Dlatego gdy słyszymy, że „Ukraińcy generują X% PKB”, pamiętajmy, że nie pokazuje się drugiej strony bilansu – czyli realnych kosztów ponoszonych lokalnie, których nie uwzględniają proste medialne wyliczenia.
To nie jest apel przeciwko pomocy. To apel o uczciwą debatę, która powinna opierać się na pełnym obrazie finansów publicznych, a nie wyłącznie na statystykach centralnych i propagandowym przekazie rządu. Co więcej – w Polsce na obywateli Ukrainy kierowane są również środki z funduszy pozabudżetowych – a te również nie są w pełni ujmowane w analizach. Jak i sprzęt wojskowy, który przekazywany jest Ukrainie bezpłatnie.
Dlatego kieruję do wszystkich marszałków województw interwencje poselskie, by podjąć próbę oszacowania faktycznych wydatków na obywateli Ukrainy przebywających w Polsce. Jestem pewien, że wyniki tych zestawień wielu mogą mocno zaskoczyć. Polska utrzymuje obecnie dwa narody i pytanie, czy rzeczywiście w Warszawie to nikomu nie przeszkadza. Polacy zasługują na publiczną debatę, a nie na ordynarną propagandę i analizy pisane “na zlecenie rządu”.