Wymóg neutralności płciowej w ogłoszeniach to ideologiczne bzdury, które przegrywają z rzeczywistością

Marcin Możdżonek

Rządowe „róbcie tak, jak mówimy, a nie tak, jak sami robimy” w pełnej krasie. 24 grudnia weszły w życie nowe przepisy Kodeksu pracy, które nakładają na każdego polskiego pracodawcę obowiązek ujawniania widełek płacowych oraz stosowania tzw. neutralności płciowej w ogłoszeniach.

Dziennikarze RMF FM sprawdzili, jak do tych rewolucji przygotowała się administracja centralna. Wynik? Kompromitacja. Na 256 aktualnych ogłoszeń na rządowych stronach, aż 200 ignoruje wymóg neutralności płciowej, a w połowie ofert zabrakło informacji o wynagrodzeniu. Państwo wymaga od przedsiębiorców pełnej transparentności pod groźbą kar, a samo nie potrafi upilnować własnych serwisów rekrutacyjnych.

To jednak coś więcej niż tylko urzędniczy bałagan. To szczyt hipokryzji i dowód na to, jak ideologiczne bzdury przegrywają z rzeczywistością. Forsowanie na siłę „neutralnych płciowo” nazw stanowisk to nie jest rozwiązywanie realnych problemów Polaków, ale próba wdzierania się lewicowej inżynierii językowej w nasze codzienne życie.

Zamiast zajmować się walką z zapaścią w ochronie zdrowia, rosnącymi kosztami energii czy realnym bezpieczeństwem kraju, ekipa rządząca marnuje energię na tworzenie martwego prawa, którego sama nie jest w stanie – lub nie chce – przestrzegać. Jeśli rząd podważa wiarygodność systemu, który sam tworzy, trudno oczekiwać od obywateli zaufania do państwa.