Albo masz sprawczość, albo stajesz się strefą wpływów

Grzegorz Płaczek, przewodniczący Koła Poselskiego Konfederacji

Nie ulega wątpliwości, że obalenie prezydenta Wenezueli było bezprawne w świetle prawa międzynarodowego. To, że amerykański Kongres nie został wcześniej poinformowany również jest faktem. O tym, że służby specjalne jednego państwa wywiozły do siebie dyktatora – głowę innego państwa posiadającego największe potwierdzone zasoby ropy naftowej na świecie, wie już chyba każdy. To, że Rosja ostro potępiła amerykańską operację wojskową w Wenezueli (określając ją mianem „aktu zbrojnej agresji”) zakrawa dziś na groteskę. To, że Ameryka na oczach całego świata zyska teraz dostęp do administracji i ropy innego państwa jest już przesądzone. Czy takie rozwiązanie jest zgodne z międzynarodowymi zasadami? Nie. I co teraz? Z pewnością… nic.

Sekretarz Generalny ONZ António Guterres określił działania USA zaledwie jako „niebezpieczny precedens”, podczas poniedziałkowego nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ z pewnością usłyszymy kilka wzniosłych haseł, a Ursula von der Leyen już zaczęła w swojej hipokryzji wić się jak piskorz pisząc publicznie, że „każde rozwiązanie musi respektować prawo międzynarodowe i Kartę Narodów Zjednoczonych”. Nic bardziej infantylnego nie można było napisać. To bajanie z krainy mchu i paproci. W polityce liczy się siła i Ameryka właśnie to pokazała. Czas zrozumieć, jak skonstruowany jest świat i jak działa system. Historia pokazuje, że gdy silni układają świat, prawo bywa niestety często tylko dodatkiem.

Dlatego Polska ma dbać o swoje – twardo. Bo albo masz sprawczość, albo stajesz się strefą wpływów. Gdy ktoś ma władzę i przewagę, moralizowanie nie zatrzyma decyzji.
Dlatego Polska – wyciągając lekcję, musi budować siłę swojego państwa i przestać tonąć w lewicowym bełkocie. Polityka i rzeczywistość nie bywają brutalne – one takie są.