Krystian Kamiński – b. poseł na Sejm
20 maja swoje istnienie zamanifestowała Instytucja Zarządzania Szlakiem Wodnym Zatoki Perskiej, określana przez Irańczyków również anglojęzycznym akronimem PGSA. Choć wiele mediów określiło środę niemal jako dzień powołania instytucji, to w praktyce ogłoszone przez PGSA procedury funkcjonują w Cieśninie Ormuz od tygodni. Samo konto PGSA na X, gdzie pojawił się komunikat, zostało założone jeszcze w kwietniu, choć przechodziło trzy zmiany nazwy.
Właśnie na tym koncie ogłoszono światu, że to PGSA ma być organem państwa irańskiego, który będzie monitorował ruch przez Cieśninę Ormuz i do którego armatorzy oraz kapitanowie będą musieli zwracać się o zezwolenie na przepłynięcie przez nią. PGSA dokładnie wyznaczyła granicę strefy szlaku morskiego, w której żaden statek nie może się znaleźć bez jej zgody, załączając dla ilustracji mapę.
Iran konsekwentnie realizuje swoją strategię. Gdy 28 lutego – w dniu rozpoczęcia ataków USA i Izraela – Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zadeklarował zamknięcie Ormuzu, a dzień później, gdy zapłonął w nim pierwszy statek – tankowiec Skylight – był to doraźny środek prowadzenia wojny. Bardzo skuteczny, bo narzucający Waszyngtonowi znaczące koszty polityczno-ekonomiczno-społeczne prowadzenia wojny, podważający jego wiarygodność jako supermocarstwa morskiego dominującego nad światową żeglugą, a także jako protektora arabskich petromonarchii. Jeszcze w marcu w Teheranie rozległy się jednak głosy, że nowy ład w Cieśninie Ormuz pozostanie także po wojnie, że pozostanie ona obszarem szczególnych uprawnień Iranu oraz ewentualnie Omanu, leżącego na jej drugim brzegu. Jak zapowiadali, tak zrobili. Iran nie prowadzi już blokady. Iran buduje tam własny system polityczny.
Według medialnych informacji każdy statek wpływający do strefy wyznaczonej środowym oświadczeniem musi zgłosić wniosek, przesłać dokumenty przewozowe dotyczące ładunku, dokumenty identyfikujące członków załogi, a także dokumentację identyfikującą właściciela i ewentualnie armatora, sprzedającego ładunek oraz kupującego. To ostatnie ma na celu wyeliminowanie z Cieśniny statków lub ładunków jakkolwiek powiązanych z Izraelem i USA. Zdarza się, że statkom wyznaczany jest tor wodny blisko irańskiego wybrzeża i pojawia się irańska eskorta.
W środowym oświadczeniu PGSA nie pojawiła się żadna informacja o opłatach, jest jednak jasne, że są one przez Irańczyków pobierane. Do tej pory mówi się o opłatach uiszczanych natychmiast po otrzymaniu specjalnego kodu autoryzacyjnego – w juanach, na konto chińskiego banku (w tym kontekście wymieniany jest Kunlun Bank, kontrolowany przez spółkę-córkę chińskiego giganta CNPC) lub w kryptowalucie. To kolejny cios w status dolara jako globalnej waluty rozliczeniowej.
Najbardziej bezpośrednio zainteresowane są tą sytuacją arabskie petromonarchie uzależnione od eksportu przez Ormuz. Zrzeszająca je Rada Państw Zatoki Perskiej już 28 kwietnia wydała dość ostre w tonie oświadczenie podkreślające międzynarodowy charakter Ormuzu, odwołujące się do zasady wolności żeglugi i sprzeciwiające się irańskiej kontroli oraz egzekwowaniu opłat.
W praktyce jednak to Iran egzekwuje swoją władzę nad cieśniną, a petromonarchie nie mają środków, by tę władzę podważyć. Teheran przypomniał o tym Zjednoczonym Emiratom Arabskim 14 maja, gdy statek stojący około 70 kilometrów od ich strategicznego portu Fudżajra został zajęty przez Irańczyków i odprowadzony ku ich wybrzeżom. Miejsce zajęcia statku nie było przypadkowe. Fudżajra znajduje się już za Cieśniną Ormuz, nad Zatoką Omańską będącą częścią Oceanu Indyjskiego. Znajduje się tam naftoport, w którym swój koniec ma rurociąg wyprowadzający ropę z części emirackich złóż bezpośrednio na otwarty ocean, z pominięciem Ormuzu. Nie jest więc zaskakujące, że instalacje naftoportowe Fudżajry były już kilkukrotnie celem irańskich ataków i dochodziło tam do poważnych zniszczeń. W zeszłym tygodniu Teheran jeszcze raz wysłał emirom czytelne ostrzeżenie, że jest w stanie zamknąć przed nimi nie tylko Ormuz, szczególnie wobec ich majowej decyzji o budowie drugiego rurociągu do tego naftoportu.
Charakterystyczne, że po środowym oświadczeniu PGSA najostrzejszy głos doszedł właśnie z ZEA, choć był to głos półoficjalny – doradcy prezydenta tego państwa Anwara Gargasza, który napisał na X: „Irański reżim próbuje narzucić nowe realia, opierając się na ewidentnej porażce militarnej, ale próby kontrolowania Cieśniny Ormuz i naruszenia morskiej suwerenności ZEA to mrzonka”. Ogląd sytuacji skłania raczej do wniosku, że mrzonką wydaje się sam wpis, a ZEA jedyne, co mogą robić, to wspólnie z Izraelem namawiać USA do wznowienia intensywnych działań zbrojnych przeciw Iranowi. Jak donoszą media, ma to już miejsce i jest głosem idącym na przekór pozostałym petromonarchiom arabskim, opowiadającym się za rozejmem i rozwiązaniem dyplomatycznym.
13 maja biuro premiera Izraela ujawniło zresztą, że prezydent Emiratów Muhammad ibn Zajid an-Nahajjan przyjął potajemnie Benjamina Netanjahu, prawdopodobnie 26 marca, co dobrze oddaje skalę współpracy z państwem syjonistycznym. Taką polityką Emiraty coraz bardziej izolują się w świecie arabskim, uzależniając się jeszcze silniej od amerykańsko-izraelskiego protektoratu, który nie uratował ich przed klęską polityczną i utratą wpływów w Jemenie, skąd ZEA wycofały się w pośpiechu wobec ultimatum Saudów z 30 grudnia. Irańczycy będą wbijali kolejne kliny w Półwysep Arabski. Proponują już Omanowi przyłączenie się do ogłoszonego przez nich systemu zarządzania Ormuzem oraz udział w zyskach z opłat tranzytowych.
Wszystko to dzieje się niespełna trzy miesiące po rozpoczęciu przez Stany Zjednoczone zmasowanej wojny powietrznej przeciwko Iranowi. O Iranie można wobec tego powiedzieć wiele, ale nie to, że przegrywa tę wojnę. Czas globalizacji pod egidą amerykańskiego hegemona dobiega końca. W sensie geopolitycznym domena morza upodabnia się do domeny lądowej. I na niej mogą pojawiać się granice, punkty kontroli, myta i strefy wpływów – proces ten uruchomili zresztą sami Amerykanie, wykonując rajdy na tankowce na początku tego roku.
