Paweł Usiądek: Własna studnia od lat była symbolem niezależności. Woda bez rachunków, bez limitów, bez ingerencji państwa. Dziś to już mit. Obowiązujące przepisy jasno pokazują, że nawet woda pod własnym domem nie jest w pełni „nasza”, a przekroczenie ustawowych limitów może skończyć się karą sięgającą ponad 100 tys. zł. Takie decyzje już zapadały.
Prawo wodne dopuszcza tzw. zwykłe korzystanie z wód podziemnych na własnej działce. Limit wynosi do 5 m3 wody na dobę, czyli 5000 litrów dziennie, liczonych jako średnia roczna. Można więc jednego dnia zużyć więcej, ale w skali roku nie wolno przekroczyć tej granicy. Woda może być używana wyłącznie na potrzeby bytowe, socjalne, podlewanie ogrodu czy pojenie zwierząt w niewielkiej skali. Każde wykorzystanie w ramach działalności rolniczej, hodowlanej lub produkcyjnej automatycznie wykracza poza zwykłe korzystanie.
Jeżeli pobór wody przekracza 5 m3 dziennie albo studnia zasila większe gospodarstwo, hodowlę lub produkcję, wymagane jest pozwolenie wodnoprawne. Bez niego pobór traktowany jest jako naruszenie prawa. Konsekwencje są drastyczne: kary administracyjne, naliczenie opłat wstecz nawet za kilka lat, odsetki, cofnięcie prawa do korzystania ze studni, a w skrajnych przypadkach nakaz jej likwidacji.
Przykład z Podlasia pokazuje skalę ryzyka. Rolnik z Choszczewa został ukarany za pojenie swoich zwierząt kwotą 100 tys. zł po kontroli, która wykazała pobór wody na poziomie 45 m3 dziennie. Nawet według jego własnych szacunków było to 15–18 m3, czyli kilkukrotne przekroczenie limitu. Urząd naliczył opłaty za lata wstecz wraz z odsetkami. Argument, że rolnik nie znał przepisów, nie miał żadnego znaczenia.
Własna studnia nie oznacza dziś swobody. Oznacza obowiązki, limity i ryzyko druzgocących kar. Kto tego nie sprawdzi na czas, może zapłacić za „darmową” wodę więcej niż za lata rachunków z wodociągów.
100 tys. zł kary za „własną” wodę. Studnie pod kontrolą państwa!
