Tak zarabia się 2,7 mln zł w zamojskim szpitalu. 80 zł za godzinę czekania pod telefonem

Piotr Zduńczyk – lubelski działacz Konfederacji

Otrzymałem odpowiedź na interwencję poselską, którą przygotowałem kilka tygodni temu. Szpital w Zamościu przedstawił pełne rozliczenie kontraktu radiologa za 2025 rok. Zatrudnienie wyłącznie na umowie cywilnoprawnej.

Oto składniki:
🔸normalna ordynacja lekarska: 1 190,21 godziny po 78,21 i 79,81 zł, łącznie 93 979,59 zł
🔸praca poza normalną ordynacją: 1 700,90 godziny po 161,63 i 164,94 zł, łącznie 277 878,59 zł
🔸pozostawanie w gotowości do trombektomii: 2 789,28 godziny po 76,75 i 81,75 zł, łącznie 221 354,44 zł
🔸69 zabiegów trombektomii po około 3 500 zł, łącznie 241 151,70 zł
🔸35 zabiegów embolizacji, łącznie 76 971,35 zł
🔸7 angiografii, łącznie 7 766,86 zł
🔸9 710 opisów badań radiologicznych, łącznie 1 774 617,05 zł
Razem 2 693 719,58 zł.

To tabela wprost z odpowiedzi Szpitala Wojewódzkiego w Zamościu, która odnosi się do pisma, które w moim imieniu złożył poseł Witold Tumanowicz.

Jeśli ten człowiek faktycznie robił tyle godzin (co nie jest w medycynie niczym nadzwyczajnym) to nie wydarzyło się nic nielegalnego. Skonsultowałem te zarobki również z ludźmi branży medycznej. To stawki rynkowe.

I to chyba jest w tym wszystkim najstraszniejsze. Bo gdy mamy do czynienia z patologią złodziejstwa to można się z nią stosunkowo łatwo rozprawić. Tutaj mówimy o całym systemie, którego nie jesteśmy w stanie naprawić w rok czy nawet pięć.

Spór nie dotyczy tego człowieka. Dotyczy systemu, który takie stawki wymusza.

Zobaczmy, co w tej tabeli najbardziej razi.

Za samo pozostawanie w gotowości zapłacono 221 354,44 zł. To niecałe 2 790 godzin, czyli równowartość 116 pełnych dób. Jedna trzecia roku spędzona pod telefonem.

80 zł za godzinę czekania. Więcej, niż wynosi stawka za godzinę normalnej pracy przy biurku w tym samym miejscu tego samego człowieka, czyli 79,81 zł.

Szpital płaci więcej za czekanie niż za pracę. Bo nie ma kim obsadzić drugiego dyżuru.

Druga rzecz to opisy badań. 9 710 opisów przez rok, po średnio około 183 zł. To blisko 27 opisów każdego dnia, wliczając niedziele i święta.

I trzecia. Godzina poza normalną ordynacją kosztuje 164,94 zł, czyli dwa razy więcej niż w ordynacji. Znowu ta sama przyczyna: brak drugiego specjalisty.
Te liczby pokazują deficyt.

W Polsce brakuje radiologów, więc jeden człowiek bierze na siebie pracę trzech i dyktuje warunki. W konkursie na obsługę radiologii zabiegowej wpłynęły 4 oferty. Szpital nie ma wyboru, bo alternatywą jest zamknięcie pracowni.

Problem oczywiście nie dotyczy tylko radiologii. Brakuje lekarzy, a jednocześnie wielu młodych medyków ma problem z dostaniem się na wybraną specjalizację. Od lat z tym tematem polskie rzady nic nie robią. Musimy zwiększać liczbę miejsc specjalizacyjnych, szczególnie w dziedzinach, gdzie zapotrzebowanie pacjentów jest największe.

Więcej miejsc to więcej internistów, radiologów, psychiatrów, pediatrów czy anestezjologów. Ale potrzebne są też środki dla szpitali, więcej opiekunów specjalizacji i lepsze rozmieszczenie miejsc w regionach.

Jeśli chcemy skrócić kolejki i poprawić dostęp do leczenia, musimy szkolić więcej specjalistów, a nie tworzyć kolejne wąskie gardło po studiach.

Dopóki specjalista jest jeden, będziemy mu płacić za to, że w ogóle odbiera telefon.