Pellet w ostatnich tygodniach notuje astronomiczne ceny, dodatkowo brakuje go na rynku

Rafał Mekler – przedsiębiorca-transportowiec, działacz Konfederacji

Z niecałego tysiąca za tonę cena dojeżdża do trzech tysięcy. Sprawa ma przyczynę w splocie niekorzystnych zdarzeń i decyzjach rządzących.

W związku z kilkoma pod rząd latami z lekkimi zimami producenci mieli mało towaru na stanie , detal prawie nie szedł, odbiorcami byli duzi gracze (elektrownie).

Mamy grudzień, Święta, Nowy Rok, linie do pelletu nie pracują, temperatura gwałtownie spada, zapotrzebowanie rośnie. 3 tony jakie starczało na sezon, które ktoś kupił na jesieni, przy tych temperaturach topnieje w oczach. Ludzie zaczynają szukać pelletu, którego w chwilę zaczyna brakować.

Pellet to produkt uboczny przecierania drewna. To sprasowane trociny i zrębka. Gdy jest mróz, drewno zamarznięte, wydajność produkcji spada. Rośnie koszt suszenia mokrej (zmarzniętej) biomasy, gdzie suszarnie także są ogrzewane zrębką i trocinami.

Niestety także drewna na rynku brakuje bowiem zmniejszono o 3mln m3 możliwość pozyskania drewna z lasu, wiecie kto prowadzi Ministerstwo Klimatu i Środowiska…Nie pozyskuje się drewna okrągłego nie ma zrębek więc nie ma pelletu.

Brakuje także pelletu z Ukrainy który normalnie płynąłby szerokim strumieniem, jednak zniszczona infrastruktura energetyczna nie pozwala na produkcję pelletu także tam. Przy okazji warto zauważyć że generalnie zmniejszyliśmy u siebie pozyskanie drewna co przełożyło się na przeniesienie ciężaru produkcji (i zysku) na Ukrainę.

Ludzie w panice szukają pelletu, marzną w domach, sprowadzają go z różnych państw, przepłacają, a rządzący nie mają cienia pomysłu jak to rozwiązać. Słyszymy dziś że będą uruchamiać UOKiK żeby szukać zmowy cenowej, tymczasem zmowy nie ma.

Są dyletanci u władzy.