Naiwność polityków PiS-u poraża

Tomasz Buczek – poseł do Parlamentu Europejskiego

Wczoraj otrzymałem propozycję podpisania się pod listem polityków PiS do przewodniczącej PE Roberty Metsoli, w związku z jej jutrzejszą wizytą w Warszawie. Przewodnicząca przyjeżdża na zaplanowaną wcześniej wizytę, ale termin nie jest przypadkowy i zbiega się z kryzysem konstytucyjnym oraz przygotowywanymi od dawna działaniami Donalda Tuska w Trybunale Konstytucyjnym.

W związku z tym kierowanie takiego listu do Roberty Metsoli byłoby naiwne, niepotrzebne i głupie. W swej naiwności PiS zakłada, że możliwe jest przekonanie instytucji unijnych (z ich przywódcami), że cała akcja Tuska jest nielegalna. Politycy PiS zakładają, że w unijnym „arbitrażu” z przewodniczącą Metsolą są w stanie wpłynąć na bieg spraw w Polsce. Absurd. W związku z tym apeluję do kolegów z PiS o wycofanie się z podjętej inicjatywy.

Stan prawny nie zmieni się bez względu na to jakie stanowisko zajmie UE – to fundamentalne stanowisko RN i całej Konfederacji i żadne wplatanie w wewnętrzne sprawy Polski unijnych instytucji nie jest nam potrzebne, żeby to wiedzieć.

Intencja PiSu jest albo naiwna, albo jest celowym graniem na pogłębienie kryzysu pomiędzy KO/UE a nimi, jako stroną w tej awanturze. Diametralnie się z tym nie zgadzamy. W polskim interesie nie jest pogłębianie konfliktu pomiędzy duopolem politycznym PiSu i KO w konflikcie, gdzie jedni będą mieć orędownictwo UE a drudzy ustawią się w tej awanturze jako uciemiężeni! Sami musimy w Polsce rozwiązać ten spór i taka jest doktryna Konfederacji.

Przewodnicząca Metsola i Ursula Von der Layen to wierne sojuszniczki Tuska z tego samego europejskiego obozu politycznego. Jest więc oczywiste, że jej wizyta zostanie wykorzystana do legitymizacji bezprawnych działań i ratowania wizerunku ekipy KO.

Przykład Węgier pokazuje, że „demokracja walcząca”, jaką realizuje w Polsce Tusk, na Węgrzech Magyar, w innych państwach politycy związani z EPL, jest obowiązującą doktryną aktualnego przywództwa UE. Nie możemy grać na warunkach stworzonych przez przeciwnika. Nie możemy sami proponować unijnego arbitrażu Ursuli von der Leyen, bo nie ma do tego podstaw prawnych, a doskonale wiemy z góry po której stronie opowiedzieliby się tacy „niezależni” sędziowie.