Przygotowywana nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce jest po prostu głupia

Jasna Iwan – Rzecznik Prasowy Konfederacji w Krakowie

Nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce, przygotowywana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ma od 2027 roku wprowadzić obowiązkowy pakiet antydyskryminacyjny dla wszystkich uczelni i instytutów badawczych. W zamyśle chodzi o ujednolicenie standardów i rzekomą ochronę. W praktyce jednak obserwujemy kolejną odsłonę ideologicznej odklejki, która coraz śmielej wkracza w autonomię uniwersytetów.

Pod hasłem walki z dyskryminacją projekt przewiduje parytety płci w organach uczelni: co najmniej 30% każdej płci w senatach, radach i gremiach doradczych. Do tego dochodzi obowiązek stosowania feminatywów i języka “niedyskryminującego” w dokumentach.

Uniwersytet, zamiast być miejscem konkurencji i dorobku naukowego, ma stać się instytucją realizującą odgórne normy demograficzne. Liczyć się ma nie to, kto jest najbardziej kompetentny czy najbardziej pracowity, ale to, czy zgadza się procent w tabelce. Tak działa centralne planowanie rodem z epoki, która miała już nigdy nie wrócić.

Oczywistym jest, że prawo tworzone pod to dyktando nie znosi nierówności, ono je odwraca i utrwala w nowej formie. Wybrane grupy, niezależnie od swoich poglądów, ambicji czy realnych osiągnięć, zaczynają być traktowane jako uprzywilejowane. To chory protekcjonalizm, który z emancypacją nie ma nic wspólnego.

Wybrana grupa osób będzie traktowana, jako taka, która bez pomocy państwa nie jest w stanie odnieść sukcesu. I to właśnie należałoby nazwać prawdziwą dyskryminacją. Pozostali będą uczciwe dyskryminowani przez “nadreprezentację” ich grupy.

To nie ma nic wspólnego z realnymi problemami nauki i szkolnictwa wyższego. Głupie to potwornie. Choć w tym chaosie pozostaje jeden punkt oparcia: taki parytet domyślnie pozwala zakładać istnienie tylko dwóch płci.